28 maja 2015

HILL Alice - "Skazani"

 Alice Hill
Skazani

Novae Res 2015
s. 580
978-83-7942-713-0
Cena: 42,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7-/10 (bardzo dobra -)

~*~

     Pewnego dnia Thilli odkrywa w kuchni ciało zamordowanej matki. Po tym tragicznym wydarzeniu wraz z ojcem przenosi się do nowego domu w innym mieście. Zaczyna także naukę w nowej szkole, gdzie stara się wtopić w tłum rówieśników. Nie jest to jednak takie proste. Thilli otrzymuje od ojca zamkniętą szkatułkę, w której znajduje się list od zmarłej mamy. Zszokowana jego treścią, nie jest w stanie doczytać go do końca. Od tej chwili nic nie jest już takie samo. W znany jej świat wkraczają istoty znane jej jedynie z prastarych mitów, a ona sama dowiaduje się, że jest kimś innym, niż do tej pory sądziła.

~*~

     Skazani Alice Hill zaczyna się jak większość paranormalnych młodzieżówek. Mamy tutaj ładną dziewczynę odstającą od swoich rówieśniczek, która z powodu śmierci matki przeprowadza się wraz z ojcem do nowego domu. Tym samym trafiają do miejsca, gdzie nikt ich nie zna, mogą porzucić stare życie i rozpocząć układanie swojej roztrzaskanej rzeczywistości. Główna bohaterka Thilii zaczyna naukę w nowej szkole, gdzie czekają na nią nie tylko wyzwania, ale także i przyjaźnie. Oczywiście nie można zapomnieć o dwóch przystojniakach skrywających sekrety, które w pewnym sensie dotyczą również Thilli. Mamy tu wprawdzie rzucający się trójkąt (chociaż w opisie książki został on pominięty, możliwe że odstraszyłoby to potencjalnych czytelników), ale nie odczuwa się go aż tak mocno jak w typowych paranormalach (np. jak w Zmierzchu). Pojawiają się tutaj także: „najlepsza w całym wszechświecie przyjaciółka”[1], czyli Zoey, jej tajemniczy przyjaciel Alan, dziwni nauczyciele oraz typowa szkoła jakby wyjęta prosto z amerykańskich filmów/książek/seriali* (*niepotrzebne skreślić, ew. uzupełnić) o nastolatkach. Zatem co ją wyróżnia na tle innych paranormalnych młodzieżówek?

     Na pierwszy plan wysuwa się sposób narracji. Autorka dopuszcza go głosu większość bohaterów: również i tych mniej istotnych dla całości. Plusem takiego prowadzenia akcji jest możliwość poznania postaci, przede wszystkim ich myśli, z kolei minusem ich ilość. Dla niektórych czytelników wyzwanie stanowi przetrawienie informacji od dwóch bohaterów, a co powiedzieć, kiedy mamy ich wysyp? Ja osobiście nie miałam z tym problemu, aczkolwiek w kilku przypadkach zastanawiałam się, po co autorka dała im głos, skoro (w moim odczuciu) nie wnosiły niczego odkrywczego do akcji.

     Do kreacji bohaterów nie mam większych zastrzeżeń. Autorka przerysowała trochę przyjaciółkę Thilli (wcześniej wspomnianą Zoey), przez co okazała się niezwykle sztuczną postacią. Sama główna bohaterka przypomina mi trochę Lilith z ukochanych Zmiennych (ich historia zaczyna się podobnie), obie są charakterystycznymi dziewczynami i mają podobny wygląd. Jedna ma długie i kręcone kruczoczarne włosy oraz bursztynowe (??? wybaczcie, ale nie pamiętam ;D) oczy, a druga podobne tylko rude (kasztanowe) włosy i zielone tęczówki. Thilli w porównaniu do niej jest jednak bardziej dziecinna, naiwna i niestety „słaba”. Z kolei Adána i Asmunda mogę porównać do ognia i wody (ewentualnie lodu). Ogólnie charakteryzując postacie, autorce udało się wykreować różnorodne osobowości, ale nie aż tak wyraziste, aby zapadły czytelnikowi (mi) w pamięć. Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy imionach bohaterów. Thilli, Adán, Asmund początkowo sprawiają wrażenie oryginalnych i wyróżniających się, ale gdy poznajemy plan autorki na Skazanych to bańka ta pęka. Thilli to wariacja od imienia Lilitha, Adán – Adamah, a Asmund – Asmodeusz, można powiedzieć, że właśnie tymi imionami autorka (poniekąd) strzeliła sobie w stopę, bo czytelnicy bez problemów dodadzą 2 do 2. Z drugiej jednak strony, gdyby autorka postanowiła odejść od tych imiennych wariacji, to czytelnik na bank miałby chaos w głowie. Nie wiem jak inni, ale ja lubię być zaskakiwana przez autorów. Szybko odkryłam fundamenty, na których autorka stworzyła Skazanych i dalsza część nie była dla mnie aż taką dużą tajemnicą. Jednak mimo tego moja ciekawość nie słabła, za to autorce należy się kolejny plus, bo potrafi zatrzymać uwagę czytelnika.

      Fabuła... Po około 580 stronach spodziewałam się mocno rozbudowanej, trzymającej w napięciu oraz dynamicznej akcji. Szczerze powiedziawszy liczyłam na szereg przygód (i to w dosłownym znaczeniu), niespodziankach (po których nie potrafiłabym pozbierać szczęki z podłogi) oraz jakiś głębszych emocji (po których miałabym problemy z powrotem do szarej rzeczywistości). Pod tym względem Skazani mnie rozczarowali.Fabuła niekiedy niemiłosiernie się wlekła, głównie przez rozbudowane przemyślenia bohaterów. Moim zdaniem trochę było ich za dużo, zaburzały one toczącą się akcję. Autorka mogła zawrzeć trochę więcej „akcji w akcji”. Miłym zaskoczeniem okazało się wplecenie do historii elementów nawiązujących do stworzenia przez Boga pierwszych ludzi oraz wątku z upadkiem aniołów, a także łączące się z nimi retrospekcje dotyczące m. in. Thilli. Zastanawiam się tylko, czy owe fragmenty nawiązujące do przeszłości plus wypowiedzi bohaterów to jednak nie za dużo... Jedynym problemem, jaki miałam w trakcie lektury to wyłapanie przejścia pomiędzy wywodem postaci a retrospekcjami (ale akurat to zwalam na brak korekty). 


     Nie mogę nie wspomnieć o rysunkach autorstwa Marty Kremczer, które zdobią całe to opasłe tomiszcze. Umilają one odbiór książki, chociaż niektóre z nich (wprawne oko artystki dostrzeże wszystko ;)) było tworzonych w pośpiechu (w „Podziękowaniu” autorka wspomina tę kwestię). Moje faworyty możecie podziwiać na blogu, porozrzucane po całym tekście recenzji. Chciałabym jeszcze podziękować autorce za listę z utworami na końcu książki, które towarzyszyły jej w pisaniu Skazanych Dzięki niej odkryłam kilka perełek (Trading Yesterday, a od nich jak po sznurku doszłam do Starset oraz We The Kings), które dołączyły do mojej (mocno już rozbudowanej) playlisty.

     Skazani wbrew pozorom okazali się przyjemną lekturą, którą czyta się i szybko, i z przyjemnością. Przenosi nas w wykreowaną przez autorkę rzeczywistość, lecz poprzez natłok różnych zabiegów (wcześniej wspomnianej narracji i retrospekcji) czytelnik może się poczuć przytłoczony oraz skołowany. Niestety mankamentem jej jest przewidywalność, ale autorka umie wzbudzić w czytelniku ciekawość. Z chęcią poznam dalsze losy Thilli, Adána i Asmunda.

     Na sam koniec nutka, którą mnie autorka zaraziła :)


~*~

     Czasami trzeba schować w kieszeń urażoną dumę w imię większego dobra [...]. [1]

     [...] odwaga to pokonywanie strachu. Każdy czegoś się boi. [2]

     Złe rzeczy po prostu się dzieją. Możemy się po nich podnieść i trwać dalej, próbować zbudować wszystko od nowa. Wiem, że to możliwe. [3]

     [...] czasu nie da się cofnąć, a jedyne, co można zrobić, to stworzyć swoje życie na nowo i naprawić własne błędy. [4]

     Trzeba akceptować swoje słabe strony. Przyjmować to, że nie jest się doskonałym. Pozwalać sobie na chwilę niedyspozycji. [5]

     Złe rzeczy czasami spotykają i dobrych ludzi. Trzeba je zaakceptować. [6]

     Nie ma na świecie nic smutniejszego i bardziej godnego pożałowania niż człowiek samotny. [7]

~*~

W serii Przed Czasem ukazały się:
Skazani // ?

~*~

Za możliwość recenzji dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res

___
[1] HILL A.: Skazani. Gdynia: Novae Res 2015, s. 61.
[2] Tamże, s. 13.
[3] Tamże, s. 69.
[4] Tamże, s. 139.
[5] Tamże, s. 261.
[6] Tamże, s. 287.
[7] Tamże, s. 299.
[8] Tamże, s. 440.

20 maja 2015

GREGORY Philippa - "Żona oficera"

Philippa Gregory
Żona oficera
(Fallen skies)

tł. Urszula Gardner

Książnica 2015
s. 503
978-83-245-8144-3
Cena: 39,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,7 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10 (dobra)

~*~

     Rok 1920. Wielka Brytania. Kraj otrząsa się po pierwszej wojnie światowej. Młodziutka Lily Palance pragnie zapomnieć o ciężkich czasach i rzuca się w wir szalonych lat dwudziestych. Gdy spotyka przystojnego kapitana Wintersa, ulega czarowi jego pozycji społecznej i bogactwa. On liczy na to, że związek z młodą śpiewaczką pozwoli mu się wyzwolić od traumatycznych wspomnień.

     Lily decyduje się poślubić Stephena Wintersa, a jednocześnie zamierza kontynuować karierę sceniczną. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak trudne będzie wejście do klasy średniej i stawienie czoła hipokryzji skrywanej za fasadą domu Wintersów.

      Stephen nie potrafi sobie poradzić z dręczącymi go koszmarami, aż w końcu prawda o jego wojennych losach zmusza rodzinę do bolesnego rozliczenia się z przeszłością.

~*~

     Pani Gregory chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, to autorka wielu powieści historycznych, ciesząca się na całym świecie dosyć dużą popularnością. Ja swoją przygodę z jej twórczością rozpoczęłam od Odmieńca, pierwszej części cyklu pt. Zakon Ciemności. Nie było to wprawdzie udane spotkanie, jednakże nie przekreśliłam tejże autorki, to znaczy postanowiłam w przyszłości dać szansę innemu jej dziełu. Tym razem mój wybór padł na historię osadzoną w czasach pomiędzy pierwszą i drugą wojną światową, a mianowicie na Żonę oficera.

     Książka opowiada o młodej i utalentowanej Lily, która swoją przyszłość wiąże z teatrem, czyli ogólnie mówiąc występami na scenie. Los jednakże ma wobec niej trochę inne zamiary i w ich wyniku zostaje tytułową Żoną oficera. Mogłoby się wydawać, że dla młodej dziewczyny, żyjącej w powojennej rzeczywistości, to spełnienie marzeń, lecz jak się później okazuje, każda sytuacja ma dwie strony medalu. Lily musi odnaleźć się w nowej roli co nie będzie takie łatwe gdy na scenę wkroczy teściowa oraz panujące w domu Wintersów zasady…

     Szczerze powiedziawszy to mam problem z Żoną oficera. Philippa Gregory znowu mnie nie oczarowała. Trochę powieliła błędy z wcześniej wspomnianego Odmieńca: w moim odczuciu poległa na kreacji klimatu „szalonych lat dwudziestych”, ale za to w rewelacyjny sposób przedstawiła klasę średnią. Nie mam zastrzeżeń co do bohaterów, ich charakterów oraz wnętrza (ujęcia psychologicznego), ale opisy zewnętrzne po prostu leżą. Autorka za mało uwagi poświęciła na wykreowanie powojennej rzeczywistości, mam wrażenie, że całkowicie pochłonęło ją oddanie emocji i obrazu żołnierzy, którzy przeżyli wojnę. Jest tylko delikatny i mało wyraźny zarys tła, którego po prostu się nie odczuwa. Na pierwszy plan wychodzą wcześniej wspomniane emocje bohaterów, następnie obraz klasy średniej, teatr, a na samym końcu cała ta otoczka lat dwudziestych. Żona oficera ukazuje również szereg zmian, które są nieodłącznym elementem życia, a ich motorem napędowym jest tytułowa bohaterka.

     Lily w przeciwieństwie do rodziny Wintersów, jest marzycielką, osobą pozytywnie nastawioną do życia, która wie czego chce oraz nie przejmuje się opinią otoczenia. Do surowego i przestrzegającego konwenansów domu męża wprowadza powiew świeżości. Można powiedzieć, że uruchamia lawinę zmian, które na zawsze odmienia życie nie tylko tytułowej bohaterki, ale także jej nowej rodziny. Początkowo poznajemy Lily jako naiwną dziewczynę, która z czasem zmienia się w ciepłą i wrażliwą kobietę. Jest silną osobowością, która nadaje historii barw. Z kolei Stephen, mąż Lily stanowi jej przeciwieństwo: jest postacią niezwykle skomplikowaną, opanowaną przez demony z przeszłości. Na początku wzbudza w czytelniku ciepłe uczucia, współczujemy mu, jednakże im bardziej go poznajemy, tym nasze nastawienie się do niego zmienia. W trakcie lektury starałam się tłumaczyć jego decyzje wojną, ale było to niepotrzebne, ponieważ źródło jego zachowania sięga o wiele dalej, niż na początku sądziłam. To postać tragiczna oraz słaba psychicznie, która na naszych oczach stacza się i dąży do samodestrukcji. Oprócz nich równie ciekawym bohaterem jest Charlie, przyjaciel Lily z teatru: uosobienie dobroci i poświęcenia oraz Boycott: szofer, przyjaciel, a także (poniekąd) sumienie Stephena. Mamy tutaj naprawdę bogactwo postaci, są oni nietuzinkowi i nadają historii charakteru, tzw. „pazura”. Bez nich książka mogłaby nie istnieć.

     Jeśli chodzi o fabułę to jest ona statyczna, trochę przewidywalna, ale mająca kilka elementów zaskoczenia. Autorka nie przekombinowała, ani nie przekoloryzowała historii. Jak dla mnie jest dosyć realistyczna oczywiście pod względem samych wydarzeń, mglista natomiast jeśli chodzi o osadzenie akcji w czasie. Przy opisywaniu realiów XX-wieku pani Gregory niczego nie upiększa, niekiedy w brutalny sposób nam je przedstawia, tak jakby chciała nam w ten sposób przekazać, że żyjemy w naprawdę „lepszych” czasach. Ale czy na pewno? Na to pytanie sami musicie sobie odpowiedzieć… Dzięki tej brutalności mamy wrażenie, że wydarzenia z Żony oficera mogłyby się wydarzyć naprawdę.

     Szczerze powiedziawszy Żona oficera jest trudną lekturą, ponieważ porusza niełatwe tematy. Tak naprawdę wymaga od nas skupienia i zaangażowania, ale moim zdaniem jest warta uwagi, przede wszystkim ze względu na kreację bohaterów. Poza tym zatrzymuje czytelnika i zmusza go do myślenia, przeanalizowania zachowania wszystkich występujących tam bohaterów. Bez dwóch zdań Żona oficera jest lepsza od wcześniej wspominanego przeze mnie Odmieńca. Czy sięgnę po inne książki pani Gregory? Trudno powiedzieć, ale w tym momencie spasuję.

~*~

     Krzywda możne nas spotkać wyłącznie ze strony osób, które kochamy. [1]

     Pewnych czynów nie da się wymazać. [2]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat

___
[1] GREGORY P.: Żona oficera. Poznań: Książnica 2015, s. 231.
[2] Tamże, s. 405.

9 maja 2015

[#36] Podsumowanie 4/2015

źródło: The Minty Mint

Witajcie kochani!

     Nie wiem jak Wam, ale mi kwiecień zleciał nie wiadomo kiedy. Nim się obejrzałam, a już jest maj… Powinno mi się oberwać od Was nie tylko za brak życia, ale także za ciszę na blogu. Recenzji jak na lekarstwo, zero zapowiedzi (chociaż ostatnimi czasu pojawiło się naprawdę wiele ciekawych tytułów)… Nic, tylko mnie powiesić. Musicie mi wybaczyć, wielkimi krokami zbliża się koniec studiów i w tym momencie częściej głowę trzymam nad pracą magisterską niż (niestety) nad książkami. Do zakończenia edukacji (;P) został niecały miesiąc, a przede mną jeszcze kupa roboty… Nawet nie mam kiedy na spokojnie przejrzeć co nowego dzieje się w blogosferze (o nowościach wydawniczych nie wspominając… :(). Na szczęście udaje mi się znaleźć wolne chwile na czytanie, niestety nie są one tak długie, ale jednak są! Są to bardzo wyczekiwane przeze mnie chwile, ponieważ po całym dniu pracy umysłowej mogę bez wyrzutów sumienia uwalić się z książką na łóżku i zapomnieć o otaczającym mnie świecie. W tych chwilach błogiego relaksu nawet czekolada nie jest mi potrzebna, wystarczy, że zapalę sobie świeczkę (wiecie, nastrój… ;P), wezmę do ręki książkę i odpływam. Życzę każdemu, aby doświadczył tej cudownej chwili...

     Powracając jednak do rzeczywistości, nie obiecuję Wam, że powrócę do aktywnego życia blogowego w najbliższych tygodniach, ale postaram się to Wam jakoś zrekompensować. Może jakiś konkursik? ;)

☼ Przeczytane: 2 książki
     1. CAST P.C. & K.: Upadek Kalonyrecenzja
     2. CZYKIERDA-GRABOWSKA A.: Kiedy na mnie patrzysz recenzja 

☼ Książka miesiąca: Kiedy na mnie patrzysz

☼ Rozczarowanie miesiąca: Upadek Kalony

☼ Przeczytane strony: 645

☼ Nabytki: 6
     1. SÁNCHEZ C.: Co kryje twoje imię (od Tirin ;*)
     2. ST. GREENE J.: Testament mamy (zakup własny)
     3. RÉVAY T.: Na drugim brzegu Bosforu (od Tirin ;*)
     4. SMITH D.: Zdobywam zamek (prezent urodzinowy od Tirin ;*)
     5. AUSTEN J.: Duma i uprzedzenie (od Tirin ;*)
     6. HELPRIN M.: Zimowa opowieść (prezent urodzinowy od przyjaciółek ;*)


☼ Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4,4 cm
     2. Z półki - 0
     3. 52 książki - 2
     4. Książkowe wyzwanie na 2015 rok - 0

     To by było na tyle, trzymajcie się ciepło! Aha, mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości uda mi się naskrobać kilka słów odnośnie Żony oficera Philippy Gregory, którą dzisiaj skończyłam czytać. Do napisania wkrótce! ;)

4 maja 2015

CZYKIERDA-GRABOWSKA Agata - "Kiedy na mnie patrzysz"

Agata Czykierda-Grabowska
Kiedy na mnie patrzysz

Novae Res 2015
s. 487
978-83-7942-703-1
Cena: 39,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 9/10

~*~

     Karina i Aleksander poznają się przypadkiem w deszczowy wakacyjny dzień, ratując potrąconego psa. Oboje są młodzi i straszliwie samotni. Szybko rodzi się między nimi intensywne, namiętne uczucie, ale na jego drodze stoi tragiczna przeszłość Kariny, tajemnica Aleksandra i ogromna odległość – ona na stałe mieszka w Polsce, on w Kanadzie.

     „Kiedy na mnie patrzysz” to poruszająca opowieść o uzdrawiającej mocy miłości, która jest najlepszym lekarstwem na głębokie psychiczne rany, a także o intymności i erotycznej bliskości pomiędzy dwojgiem ludzi.

~*~

     W życiu przytrafiają nam się różne rzeczy, czasami nie mamy na nie wpływu. Kiedy zostajemy postawieni przed murem to często wydaje nam się, że nie jesteśmy w stanie go pokonać. Najpierw chcemy go za wszelką cenę przeskoczyć. Staramy się z nim walczyć, kombinujemy jak wyjść z tej sytuacji, lecz z czasem, kiedy nasze wysiłki przezwyciężenia go schodzą na marne zaczynamy się do niego przyzwyczajać, aż w końcu znikamy w jego cieniu. Swoją obecnością przypomina nam krzywdę jaka nas spotkała i zastanawiamy się, czy kiedyś się od niego uwolnimy…

     W Kiedy na mnie patrzysz funkcjonują dwie popękane przez przeszłość dusze starające się na swój sposób iść do przodu. Wydarzenia, które napiętnowały bohaterów tej historii nie pozwalają o sobie zapomnieć. Siedzą ukryte w najmroczniejszej części ich serca i czekają przyczajone, by niespodziewanie zaatakować… Co się stanie, gdy te dwie doświadczone przez los osoby się spotkają? Czy demony przeszłości znikną na zawsze, a może zaatakują ze zdwojoną siłą? Tego dowiedzie się sięgając po Kiedy na mnie patrzysz.

     Poznajcie Karinę. Karina jest na pozór zwyczajną młodą dziewczyną, której w przeciągu jednej chwili odebrano poczucie bezpieczeństwa. Po tym wydarzeniu tymczasową równowagę znajduje w bieganiu: uciekaniu przed sytuacjami, które ją przerastają i przerażają… Mimo tego zachowała w sobie wrażliwość na otaczający ją świat, która doprowadza bohaterkę nie tylko do Aleksandra (również okaleczonego przez los), ale także do konfrontacji ze swoimi demonami z przeszłości… Z kolei Aleksander od małego musiał walczyć o swoje życie. W konsekwencji wyrósł na outsidera, który nie potrafi czerpać radości z życia. Boi się przyszłości oraz tego, że znajdujące się na jego drodze szczęście szybko zostanie mu odebrane….

     Autorka stworzyła dwa niezwykłe portrety psychologiczne młodych ludzi, którzy próbują odnaleźć się w tym bezwzględnym świecie. Jesteśmy świadkami ich walki tak naprawdę o każdy oddech. Rozpaczliwie poszukują spokoju, zrozumienia i niejakiej stabilizacji, która pozwoli im odnaleźć zagubione bezpieczeństwo oraz szczęście. Od samego początku tejże historii kibicujemy bohaterom, aby udało im się pokonać to, co ich ogranicza oraz powoli rodzącej się w nich miłości. Autorka w Kiedy na mnie patrzysz pokazuje nam, że miłość, przyjaźń i oddanie jest najlepszym lekarstwem na rany, jednak musimy się przełamać i pozwolić sobie pomóc. Szczerze powiedziawszy, sięgając po tę książkę nie nastawiałam się na nic konkretnego. Ot, miałam nadzieję, że będzie to podnosząca na duchu historia miłosna, jednakże nie myślałam, że uderzy we mnie tak silny ładunek emocjonalny, po którym długo nie będę mogła pozbierać myśli. Historia w niej przedstawiona poruszyła mnie do głębi, bo poniekąd dotyczy również i mnie. Chyba każdy z nas zmaga się z pewnym bagażem doświadczeń, który chciałby na chwilę odłożyć i wziąć oddech. Zapomnieć o nim, przestać się przejmować jego ciężarem, a najlepiej zostawić go na poboczu i uciec. Niestety tak się nie da, toczy się za nami jak kula u nogi, a jedynym sposobem na zaakceptowanie tego i pogodzenie się z nim jest druga osoba, która pomoże go dźwigać. Niektórzy już mają towarzysza „niedoli” i razem brną przez życie, a inni jeszcze w samotności wleką za sobą ów bagaż. Można powiedzieć, że ta książka wlewa w osoby samotne nadzieję i podnosi człowieka na duchu. Daje ona nadzieję, że kiedyś w ich życiu pojawi się ktoś, kto pomoże im nieść to brzemię. Nie raz płakałam przy tej historii, wlała we mnie naprawdę masę pozytywnych emocji, dzięki którym mam ochotę rano wstawać z łóżka i walczyć. Historia ta jest niezwykle emocjonalną podróżą, dzięki której chyba każdy nabierze ochoty do życia.

     Kiedy na mnie patrzysz jest także obrazem niezwykle intymnej relacji pomiędzy dwojgiem ludzi, która w przeciwieństwie do trylogii Pięćdziesięciu odcieni Eriki Leonard zachowuje umiar. Autorka z dużym wyczuciem i smakiem ukazuje sceny zbliżeń bohaterów, które bynajmniej nie szokują oraz nie wywołują odrazy. Z przyjemnością śledziłam te fragmenty i chciałabym aby każdy autor umiał opisać scenę seksu tak, jak zrobiła to pani Agata. Ukazała nie tylko sam akt, ale również to, co się za nim kryje czyli emocje.

     Książce można by zarzucić, że jest to nic nie znacząca historia miłosna. Większość ludzi uważa, że tego typu „dzieła” nie mają nic wspólnego z prawdziwym życiem. Tam wszystko okazuje się być „szczęśliwymi” zbiegami okoliczności. Wydaje mi się, że ludzie, którzy tak twierdzą po prostu są ślepi na otaczający ich świat. Ja, patrząc z perspektywy czasu na minione wydarzenia widzę wyraźnie, że nie ma szczęśliwych przypadków. To po prostu jest przeznaczenie. A poza tym ci ludzie nie trafili chyba na naprawdę dobrze skonstruowaną historię „z życia wziętą”. Taką jak Kiedy na mnie patrzysz.

     Co tu dużo pisać, jest to wyjątkowa książka, która może obudzić w człowieku wiele pozytywnych emocji oraz nadzieję. Bohaterowie są tacy jak my, możemy się spokojnie z nimi utożsamiać, a nawet odnajdywać w nich siebie. Czuję, że historia ta będzie ze mną naprawdę długi czas i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Dziękuję za kawał dobrej książki pani Agato.

~*~

      Miłość jest piękna, czysta i wyidealizowana, ale tylko wtedy, gdy jest niespełniona. Nie ma wtedy okazji pokazać swojego brzydszego, nieidealnego oblicza: zazdrości, zaborczości, zawodu, zdrady. Kiedy nie oczekujesz i nie spodziewasz się niczego, nic nie może cię zaskoczyć i zranić. [1]

     […] robimy wszystko, żeby kogoś nie zranić, a na końcu ranimy go jeszcze bardziej. [2]

     […] życie to tylko pojedyncze chwile, a wszystko pomiędzy nimi to nic nie znaczące przerywniki, które łączą je w całość. Tylko te chwile mogą coś zmienić… [3]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] CZYKIERDA-GRABOWSKA A.: Kiedy na mnie patrzysz. Gdynia: Novae Res 2015, s. 22.
[2] Tamże, s. 290.
[3] Tamże, s. 295.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...