30 sierpnia 2014

McCAMMON Robert - "Łabędzi śpiew. Księga I"

Robert McCammon
Łabędzi śpiew
Księga I
(Swan song)

tł. Maria Grabska-Ryńska

Papierowy Księżyc 2013
s. 517
978-83-61386-34-6
Cena: 41,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,7 cm)
+ 52 książki

Ocena: 9/10

~*~

W odpowiedzi na bezprecedensowo wrogi atak rząd decyduje się użyć broni atomowej. Ameryka, jaką znaliśmy, przestaje istnieć. Teraz wszyscy, od prezydenta USA po nowojorskich bezdomnych, będą walczyć o pozostanie przy życiu. 

Na pustyni rządzonej przez strach i agresję, zaludnionej przez potwory i samozwańcze armie, każdy z tych, którzy przeżyli Apokalipsę, zostanie uczestnikiem ostatniej bitwy między dobrem a złem - bitwy która zadecyduje o losach ludzkości.
 

Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać.
 

Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż zaciąga rekrutów do swej nieznużonej armii. Nie zawaha się sięgnąć po uzdrowicielkę…

~*~

Wizja zagłady ludzkości coraz bardziej przybliża się i zaczyna być jeszcze bardziej realna niż wcześniej. Codziennie zło i choroby atakują niewinnych, pozostawiając po sobie zgliszcza. Dopóki nie dotykają one nas, naszych bliskich i przyjaciół nie zaprzątamy sobie nimi głowy. Owszem, współczujemy pokrzywdzonym, ale… Właśnie. Ale na szczęście nas to nie dotyczy – myślimy sobie w duchu. Cóż, to brutalna prawda, którą wiele osób niestety nosi w sercu.

Pierwsza część Łabędziego śpiewu jest o złu, które przyniosło ze sobą tragiczne w skutkach konsekwencje – przede wszystkim ból, ale także nadzieję wskazującą drogę ku równowadze i „normalnej” przyszłości. Historia ukazuje początki dosłownego piekła na ziemi. Składa się ona z kilku punktów widzenia, z poszczególnych bytów, które po wybuchu wszelkiego rodzaju bomb, powoli łączą się w grupy. Każda z nich zaczyna walkę nie tylko ze swoimi słabościami i ukrytym złem, lecz także o swoją przyszłość. Dla niektórych bohaterów droga ta niestety szybko się skończy, a dla innych trwać będzie nadal.

McCammon na (swoje) szczęście nie zawiódł mnie. Po fenomenalnych Magicznych latach (Papierowy Księżyc 2012) autor znów hipnotyzuje wykreowaną przed siebie fabułą. Początkowo czytelnik może poczuć zagubienie, lecz wraz z rozwojem zdarzeń powoli oswaja się z panującymi tam realiami. McCammon w bardzo realistyczny sposób ukazuje świat po wojnie atomowej – ognisto-brunatny krajobraz bez słońca, bez błękitnego nieba i głębokiej zieleni. Zamiast tych dobrze znanych nam elementów bohaterom towarzyszy wieczny kurz, pył, gruz, wypalona ziemia, czarny deszcz i… nadzieja. Tak, siła, która pcha bohaterów do przodu. Ku przyszłości.

Bohaterowie, podobnie jak w Magicznych latach są bardzo różnorodni, a co za tym idzie także niezwykle żywi. Dodatkowo w Łabędzim śpiewie autor ukazał studium ludzkiej psychiki, przede wszystkim pokazał to w jaki sposób ludzie radzą sobie w skrajnych sytuacjach. Ponad to jak na talerzu podaje nam wachlarz ludzkich emocji i masek, które nieświadomie postaci zakładają na siebie, a wszystko po to, by przetrwać. Pod tym względem jest to niezwykle bogata powieść. Dzięki temu wszystkiemu bohaterowie nabierają dynamizmu i nie sposób się przy nich nudzić. Podobnie jest z fabułą. Można powiedzieć, że zachowała ona umiar jeśli chodzi o ilość i jakość zdarzeń. Nie są one zbyt gwałtowne, ale także nie ciągną się w nieskończoność. Jest po prostu idealnie wyśrodkowana. Owszem, trzeba być także przygotowanym na bardziej brutalne i odrzucające momenty. W końcu to historia o przetrwaniu.

Łabędzi śpiew czytało mi się przyjemnie, styl nie różni się zbytnio od tego, do którego przyzwyczaił mnie McCammon w wymienionym wcześniej tytule. Język jest niezwykle plastyczny i prosty w odbiorze, nie sposób go nie zrozumieć. Ponad to, mimo zawartego realizmu, nad historią unosi się iście magiczny klimat, niekiedy przerażający, ale jednak magiczny, który zdecydowanie wyróżnia ją spośród innych książek. Jeszcze jedna taka powieść McCammona, a nazwę go iluzjonistą. Jestem jego stylem po prostu zauroczona.

Ogólnie rzecz ujmując jest to kolejne niezwykle dzieło McCammona, które mnie po prostu zahipnotyzowało. Umiejętnie połączył elementy realistyczne z tymi magicznymi, dzięki temu nad książką unosi się niepowtarzalny klimat. Autor w Łabędzim śpiewie ukazał po prostu świat, jaki wkrótce może nadejść. Uwierzcie mi, nie chcecie takiego świata, jaki wykreował McCammon.

~*~

[…] czasem fantazja jest jedyną kryjówką, w której można się schronić. [1]

Ludzie widzą to, co chcą ujrzeć, i słyszą to, co chcą usłyszeć. [2]

[…] każdy ma dwie twarze, dziecko. Tę widoczną i tę, którą ukrywa w środku. Świat widzi to, co ma na zewnątrz, ale to właśnie wewnętrzna twarz świadczy o tym, jaka jesteś naprawdę. Gdyby dało się je przenicować od razu byłoby wiadomo kto ile jest wart. […] Czasem przez ułamek sekundy, nie więcej, można ujrzeć prawdziwą twarz człowieka. Jeśli trafi się na odpowiedni moment i jeśli bardzo uważnie się patrzy. […] O, widywałam już pięknych ludzi, którzy wewnątrz byli potworami. Widziałam też brzydali […], w których oczach płonął zaiste niebiański blask. Gdyby człowiek ujrzał jacy są naprawdę ich uroda powaliłaby go na kolana. [3]

~*~

W epopei Łabędzi Śpiew ukazały się:
Łabędzi Śpiew. Księga I // Łabędzi Śpiew. Księga II

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Papierowy Księżyc

___
[1] McCAMMON R.: Łabędzi śpiew. Księga I. Słupsk: Papierowy Księżyc 2013, s. 198.
[2] Tamże, s. 285.
[3] Tamże, s. 406.

27 sierpnia 2014

!!! PRZYPOMINAJKA KONKURSOWA !!!

Witajcie kochani!

     Czy pamiętacie o Wakacyjnym konkursie fotograficznym, który trwa u mnie na blogu od 7 lipca? Jeśli nie, to przypominam, bo Wasza niska frekwencja mnie normalnie powaliła na kolana. Tyle gróźb słyszałam na temat zdjęć, a spełniło ją tylko kilkoro z Was. Muszę powiedzieć, że spośród nich już będę miała problem z wybraniem pierwszego miejsca… ;)

    Dla przypomnienia: Do zgarnięcia są dwie nagrody:

I miejsce – 2 książki: Śmieć Andy’ego Mulligana + Matylda Savitch Victora Lodato;
II miejsce - 1 książka: Śmieć Andy’ego Mulligana.


     Moje recenzje obu książek można znaleźć tu i tu.

     Wystarczy, że na mój adres email: dzosefinn.91@gmail.com wyślesz zdjęcie przedstawiające Twoje czytelnicze wakacje, na którym musi się znaleźć także karteczka z Twoim nickiem (jest to moje zabezpieczenie przed kradzieżą zdjęć z Internetu). Proste, prawda? Odsyłam Was po szczegóły do konkursowego posta >>klik<<

     Macie czas do 8 WRZEŚNIA, radzę się pospieszyć!

     Wydaje mi się, że warto powalczyć o Śmiecia, tym bardziej, że wkrótce ukarze się film nakręcony na podstawie niniejszej historii.


~*~

     Wkrótce kolejne zapowiedzi, a potem? Pewnie podsumowanie sierpnia i recenzja pierwszej księgi Łabędziego śpiewu autorstwa (ukochanego przeze mnie) Roberta McCammona. Powiem tylko tyle, że nie rozczarował mnie! ;) Do napisania wkrótce!

24 sierpnia 2014

STOVALL Jim - "Bezcenny dar"

Jim Stovall
Bezcenny dar
(The Ultimate Gift)

tł. Tomasz Fortuna

Replika 2014
s. 197
978-83-7674-083-6
Cena: 29,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Kiedy Red Stevens umiera, wszyscy członkowie jego rodziny jednoczą się w zachłannym oczekiwaniu na wielomilionowy spadek. Okazuje się jednak, że bogaty staruszek miał swoim bliskim do przekazania coś znacznie cenniejszego niż pieniądze... 

Młody Jason otrzymuje od swojego stryjecznego dziadka szereg instrukcji, które mają doprowadzić do tego, że egoistyczny i arogancki chłopak przemyśli swoje życie i pojmie, co w nim naprawdę najważniejsze. Pomagają mu w tym nowi przyjaciele, między innymi siedmioletnia Emily, z niezwykłą pogodą ducha zmagająca się z ciężką chorobą. Jeżeli Jasonowi uda się wykonać wszystkie zadania, na końcu drogi czeka na niego bezcenny dar.

~*~

Może na początku warto by było zdefiniować, czym jest dar? Z pewnością jest to coś niezwykłego, coś cennego, czym jesteśmy obdarowywani każdego dnia. Każdy oddech, każda czynność, pojedynczy uśmiech, a nawet niewinny, życzliwy gest jest darem. Codziennie w naszym życiu doświadczamy darów i niestety bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie są one cenne. Przyjmujemy je z myślą, że nam się, bez względu na wszystko, należą. To głównie dzięki darowi życia możemy doświadczać wielu innych darów, jak chociażby zdrowia, dostatku oraz miłości. Szkoda, że ich nie potrafimy doceniać, ponieważ to one w dużym stopniu przyczyniają się do tego, że jesteśmy po prostu szczęśliwi. Autor Bezcennego daru postanowił przybliżyć czytelnikowi ich wartość. Czym więc jest tytułowy bezcenny dar?

Historię Bezcennego daru, a raczej drogę ku niemu poznajemy dzięki Theodorowi J. Hamiltonowi, który po śmierci swojego przyjaciela, Reda Stevensa, jest odpowiedzialny za wypełnienie jego ostatniej woli. Wśród spadkobierców jest młody mężczyzna, Jason, który już na starcie miał dosłownie wszystko podane na tacy – przez to wyrósł na człowieka mało wdzięcznego i nie przywiązującego dużej uwagi do tego, co go otacza. Specyficzna forma testamentu, jak okaże się w dalszej części książki, ma na celu odwrócić skutki beztroskiego wychowania Jasona. Czy po swojej śmierci uda się Redowi, poprzez testament, naprawić wyrządzoną krzywdę młodemu mężczyźnie i czy Jason ostatecznie otrzyma spadek? Tego dowiecie się sięgając po Bezcenny dar.

Szczerze powiedziawszy spodziewałam się po tej lekturze więcej szczegółów i przede wszystkim innego spojrzenia na rozgrywającą się akcję. Po przeczytaniu kilku rozdziałów myślałam, że narratorów będzie dwóch, ale niestety przeżyłam rozczarowanie. Byliśmy „na sucho” zapoznawani z obecną sytuacją Jasona, to znaczy relację z jego postępów zdawała inna osoba, co okazało się, moim zdaniem, niezbyt dobrym posunięciem. Czytelnik, a przynajmniej ja lubię być bezpośrednim świadkiem stopniowych zmian, które dokonują się w duszy bohatera oraz z chęcią zaznajamiam się z jego przemyśleniami. Niestety tym razem musiała mi wystarczyć relacja pana Hamiltona, który w tym przypadku jest narratorem Bezcennego daru. Autorowi muszę niestety zarzucić oszczędność tej historii. Mam wrażenie, że trochę bał się emocji i myśli Jasona, może nawet trochę przytłoczyła go ta postać, więc do głosu dopuścił bardziej spokojnego bohatera. Poprzez narrację prawnika mamy niestety okrojone życie młodego spadkobiercy, a to przecież w nim ma się dokonać największa przemiana, i niestety nie do końca wierzę w jej autentyczność. Owszem, to co autor postanowił ukazać w Bezcennym darze jest szalenie potrzebie w dzisiejszych czasach, ale nie do końca przekonał mnie sposób, w jaki zostało to przekazane dalej czytelnikowi. Moim zdaniem brakuje w tej historii przede wszystkim myśli Jasona.

Fabuła Bezcennego daru okazała się dla mnie trochę nużąca. Widać było starania autora, by do tego nie doprowadzić, ale niestety na tych staraniach się skończyło. Historia jest ciekawa, pomysł również, ale niestety fabuła okazała się przewidywalna. Na szczęście dla mnie to nie miało większego znaczenia, ponieważ większą uwagę skupiłam na obserwowaniu przemiany Jasona oraz jego drodze do otrzymania spadku.

Jeśli chodzi o bohaterów, to jak wspomniałam wcześniej, to prawnika i jednocześnie wykonawcę testamentu Reda Stevensa mamy, można powiedzieć, ukazanego w pełnej krasie. Jest to zwyczajny staruszek, który (moim zdaniem) powinien już przejść na zasłużoną emeryturę. Wokół niego, co mnie niezwykle zadziwiło, unosi się aura dobroci, stateczności, profesjonalności oraz mądrości, którą nabywa się z wiekiem. Z kolei jego asystentka, mimo tego, iż jest o wiele lat młodsza od prawnika, to zachowuje się jak typowa babcia, która jest dumna z wnuczka, że zjadł cały obiad. Natomiast postać Jasona zupełnie mnie nie przekonała, jest on trochę rozmazany i nierealny. [SPOILER] Jak dla mnie jego przemiana dokonała się zbyt szybko – osoba, która całe życie miała z górki nie może się zmienić w przeciągu miesiąca, dwóch, czy nawet roku – no chyba, że przeżyła swoisty szok, a wydaje mi się, że Jason takowego nie przeżył.[KONIEC]

Ogólnie rzecz ujmując, Bezcenny dar porusza wiele ważnych spraw, ale sposób, w jaki zostały przedstawione jest jak dla mnie niezbyt wiarygodny. Nie oznacza to jednak, że inni czytelnicy odbiorą ją tak samo, jak ja. Zachęcam jednak do jej lektury, ponieważ mimo wad jest książką wartościową i wartą uwagi. Tym bardziej, że czytanie nie zajmuje wiele czasu. Język jest przystępny, lekki i przyjemny w odbiorze. A jeśli chodzi o mnie, to Bezcenny dar przypomniał mi o tym, by dziękować za dary, które codziennie zsyła mi los, ponieważ nie są one dane mi na zawsze. Lektura jej nie odmieniła mojego życia, ponieważ jestem świadoma tych darów, ale może odmieni Twoje?

~*~

Podróż może być długa lub krótka, lecz aby mogła się rozpocząć, trzeba kiedyś zrobić ten pierwszy krok. [1]

W ostatecznym rozrachunku człowiek znany jest z tego, jaki wpływ wywiera na innych. [2]

[…] nasze przedsięwzięcia, cała nasza mądrość i wszystko, co posiadamy jest darem dobrego Boga. Bóg ma dla każdego z nas szczególny plan  i obdarzył nas wszystkim, czego nam potrzeba, aby ten plan zrealizować. [3]

Kto kocha swoją pracę, nigdy nie uskarża się na swój los. [4]

Nauka to podróż, którą odbywamy przez całe życie, nieustannie odkrywając nowe cele. [5]

W ostatecznym rozrachunku to życie – jeśli przeżywa się je świadomie – jest największym nauczycielem. [6]

Naukę i wiedzę znajdziesz wszędzie, jeśli tylko będziesz szukał wytrwale. [7]

[…] książki nikomu nie służą, jeśli zalegają na półkach. [8]

Często pragniemy od życia czegoś więcej. Przyjrzyjmy się temu, co już mamy, a przekonamy się, że nasze życie już teraz jest pełne niezwykłego bogactwa. [9]

Odkąd pamiętam, zadziwiał mnie fakt, że ludzie, którzy mają najwięcej powodów do wdzięczności są zwykle najmniej skorzy do jej okazywania, podczas, gdy ci, którym brakuje niemalże wszystkiego, potrafią być bardzo wdzięczni za tak niewiele. [10]

Bez miłości rodzina jest tylko grupą ludzi o wspólnym drzewie genealogicznym. [11]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Replika


___
[1] STOVALL J.: Bezcenny dar. Zakrzewo: Replika 2014, s. 9.
[2] Tamże, s. 21.
[3] Tamże, s. 26.
[4] Tamże, s. 31.
[5] Tamże, s. 73.
[6] Tamże, s. 78.
[7] Tamże, s. 81.
[8] Tamże, s. 84.
[9] Tamże, s. 155.
[10] Tamże, s. 159.
[11] Tamże, s. 186.

21 sierpnia 2014

BOOY Simon van - "Wszystko, co piękne, zaczęło się potem"

Simon van Booy
Wszystko, co piękne, zaczęło się potem
(Everything Beautiful Began After)

tł. Łukasz Witczak

Bukowy Las 2013
s. 362
978-83-62478-65-1
Cena: 36,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,7 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 8/10

~*~

     Rebecca jest młoda, piękna i zagubiona. Przyjechała do spieczonych słońcem Aten, by szukać natchnienia, rozwinąć swój talent artystyczny, ale także po to, by zrozumieć siebie i wyzbyć się strachu przed miłością.

     George, wychowanek szkół z internatem i absolwent renomowanych amerykańskich uczelni bada w greckiej stolicy języki starożytne. Jest samotny, większość czasu spędza wśród książek, a wieczorami snuje się po mieście.

     Henry, zdolny archeolog, pracuje przy wykopaliskach. Z pasją zgłębia przeszłość Aten, jednocześnie uciekając od własnej przeszłości, która skrywa mroczną tajemnicę.

     Kiedy ich drogi przypadkiem się skrzyżują, życie całe trójki rozbłyśnie feerią barw i nabierze szalonego pędu. Razem zanurzą się w gorące lato, po którym nic już nie będzie takie samo jak dawniej.

~*~

     Życie jest pełne niespodzianek i obfituje w wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Żyjemy szybko i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jest ono krótkie i nie wiadomo kiedy ta nić życia  zostanie zerwana. Przekonali się o tym na własnej skórze bohaterowie książki Wszystko, co piękne, zaczęło się potem, którą chcę Wam dzisiaj przybliżyć.

     Simon van Booy w niniejszej powieści opowiada niezwykle prawdziwą i żywą, jak z życia wziętą, historię o miłości, przyjaźni, marzeniach i nadziejach – historię po prostu o życiu. O takim prawdziwym, nie baśniowym, lecz tym, które każdy z nas przeżywa. Pokazuje jak nieszczęśliwy zbieg okoliczności może przekreślić dotychczasowe plany oraz związane z nimi marzenia. Ukazuje również długą drogę powrotu do normalności. Przede wszystkim Wszystko, co piękne… jest o niespełnionych marzeniach, odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi oraz wszystkim tym, co stoi na drodze do szczęścia.

     Główną rolę w tej historii odgrywają trzy wyjątkowe i niepowtarzalne postacie, które udowadniają, że przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną jest możliwa. Razem tworzą wyjątkowy obraz przyjaźni, porównywalnej do tej, która łączy słynną trójkę wykreowaną przez J.K. Rowling – Harry’ego, Hermionę i Rona. W Rebecce odnalazłam cząstkę samej siebie, a konkretnie jej pasja obudziła moją uśpioną pasję do malowania i tworzenia. Pokazała mi swoim artystycznym okiem świat, w którym żyła. Niechętnie wracając do przeszłości, pokazywała mi swoje dzieciństwo, a mnie, bierną czytelniczkę pozostawiała z mnóstwem pytań dlaczego. Pokazała mi ona przeszłość, bym mogła zrozumieć teraźniejszość. Czy zrozumiałam? Chyba tak… Z kolei George pokazał mi czym jest samotność i do czego może ona doprowadzić. Udowodnił mi także swoją wolę walki i siłę w pokonywaniu przeciwności losu. A Henry? Henry pokazał mi czym jest i jak mocna może być miłość mężczyzny do kobiety. Serce mi się rozdzierało, gdy widziałam, jak bohater cierpi po stracie miłości swojego życia i z ciekawością oraz nadzieją obserwowałam jego drogę do normalności…

     Fabuła książki rozgrywa się przede wszystkim w gorących Atenach, gdzie życie płynie w zwolnionym tempie. Dzięki autorowi możemy zakosztować tego niesamowitego klimatu miasta i razem z bohaterami książki rozkoszować się każdą jego cząstką. Ze smutkiem, ale także z nadzieją opuszczałam to miejsce, że jeszcze kiedyś, może, do niego z bohaterami powrócę. Jak się później okazało, powróciłam, ale to już nie było to samo miasto jak wcześniej. Gdy raz się dane miejsce opuści, to opuszcza się je na zawsze. Powrót do niego to nic innego jak początek nowej historii…

     Wszystko, co piękne, zaczęło się potem zostało napisane prostym językiem. Subtelny styl tej historii pozwala stopniowo i bez pośpiechu wniknąć w fabułę książki. Zakochujemy się nie tylko w miejscu, ale także w żyjących w nim mieszkańcach i bohaterach. Wokół powieści snuje się trudny do zdefiniowania klimat. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet magiczny i nierealny, choć wydarzenia są niestety brutalnie oraz realistyczne. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autor przedstawił historię „po”. Zmiana narracji nie pozostawia złudzeń co do minionych zdarzeń, jest jak uderzenie w twarz – „stało się, nie mam mowy o jakiejkolwiek dyskusji na ten temat”.

     Jest to niezwykle zmysłowa podróż nie tylko po Atenach, ale także po ludzkich uczuciach i emocjach. Od pierwszej strony czytelnik przepada w tej historii i wypływa z niej dopiero po jej zakończeniu. Mocno urzekła mnie ta książka i długo pozostanie ona w mojej głowie. Pod koniec miałam wrażenie, że autor na siłę ciągnie dalej tę akcję, ale w ostatecznym rozrachunku nie wpłynęło to mocno na mój odbiór, a co za tym idzie na ocenę dzieła pana Booy’a. Z pewnością Wszystko, co piękne… jest wyjątkową lekturą, przy której można odpłynąć. I to dosłownie.

~*~

     Zawsze będą istniały miasta, w których ludzie zagubieni i samotni czują się jak w domu. [1]

     Dopiero gdy ulegamy pasji, jesteśmy naprawdę sobą. Ze wszystkich naszych namiętności najbardziej określają nas te, których nie potrafimy okiełznać. [2]

     - Pozazdrościć – odparł Henry.
- Czego?
- Pasji. Większość ludzi nie ma takiej pasji w życiu. Ale jeśli ktoś ją ma, zwykle to po nim widać. [3]

     Pamiętaj, że większość rzeczy, jakie znajdujemy w życiu, nie ma obiektywnej wartości. Liczy się to, ile znaczą dla nas. [4]

     Może kluczem do szczęścia jest po prostu znalezienie właściwych ludzi we właściwej chwili. [5]

     Miłość jest jak życie, tylko trwa dłużej. [6]

     Świat kręci się dalej bez ciebie, a ty zaczynasz rozumieć, że twoje życie to nic nie znaczący szczegół w długiej historii świata. [7]

     Śmierć sprawia, że wszystko staje się bardzo rzeczywiste. [8]

     Moc wyobraźni jest ogromna, lecz nawet ona nie potrafi wskrzeszać zmarłych. [9]

     Nie można kochać osoby, która nie żyje. I właśnie dlatego człowiek cierpi. [10]

     Marzyciele dawno temu podbili świat. [11]

     Przeszłość jest gąszczem linii. Szkicem widzianym z daleka. [12]

     Kiedy myślimy o przyszłości, widzimy przeszłość w przebraniu. [13]

     Widzimy w innych to, co chcemy zobaczyć, i to, czego się boimy. [14]

___
[1] BOOY S. van: Wszystko, co piękne, zaczęło się potem. Wrocław: Bukowy Las 2013, s. 15.
[2] Tamże, s. 45.
[3] Tamże, s. 57.
[4] Tamże, s. 111.
[5] Tamże, s. 159.
[6] Tamże, s. 166.
[7] Tamże, s. 196.
[8] Tamże, s. 228.
[9] Tamże, s. 248.
[10] Tamże, s.318.
[11] Tamże, s. 327.
[12] Tamże, s. 328.
[13] Tamże.
[14] Tamże, s. 329.

18 sierpnia 2014

GRISSOM Kathleen - "Dom służących"

Kathleen Grissom
Dom służących
(The House Kitchen)

tł. Agnieszka Klaus

Papierowy Księżyc, 2013
s. 437
978-83-613-86-38-4
Cena: 39,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 9 /10

~*~

     Przybycie małej białej dziewczynki na plantację pociąga za sobą tragedię, która wydobywa na światło dzienne to, co w ludziach, których nazywa swoją rodziną jest najlepsze i to, co najgorsze.

     Siedmioletnia Lavinia zostaje osierocona na pokładzie statku płynącego z Irlandii. Na plantacji tytoniu, do której zostaje zabrana i gdzie ma pracować, trafia do domu niewolników. Będąc pod opieką Belle, nieślubnej córki właściciela, Lavinia  zżywa się ze swoją przybraną rodziną, chociaż dzieli ich kolor skóry.

     W końcu właściciele plantacji przygarniają Lavinię do swojego domu, gdzie pan jest wciąż nieobecny, a pani zmaga się z uzależnieniem od opium. Lavinia jest rozdarta pomiędzy dwoma domami. Kiedy zostaje zmuszona do dokonania wyboru, jej lojalność zostaje podważona, tajemnice zostają wyciągnięte na światło dzienne, a ludzkie życie znajduje się w niebezpieczeństwie.

     Dom służących to trzymająca w napięciu powieść o tym, jak ważna jest rodzina, w której miłość i lojalność triumfują.  

~*~

     Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jakich czasach żyjemy. Mamy to szczęście, że jesteśmy wolni i nie jesteśmy, oprócz prawa, nikomu podporządkowani. Nie jesteśmy czyjąś własnością, lecz żyjemy i pracujemy sami dla siebie, na własny garnuszek. Niewolnictwo było naturalne od początku cywilizacji – Egipt, Rzym, a później zachód. A przecież oprócz koloru skóry i pochodzenia ludzie się od siebie nie różnią. Tak samo przeżywają emocje – cierpią, kochają, rodzą się i umierają. Kathleen Grissom uchyla nam poprzez Dom służących drzwi do nie do końca zapomnianego świata niewolników. Czy odważysz się do niego zajrzeć?

     Lavinia, kilkuletnia białoskóra dziewczynka, przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności trafia do tytułowego Domu służących i pod skrzydłami ciemnoskórej służącej Belle ma się uczyć, by w przyszłości móc pracować w otoczeniu właścicieli plantacji tytoniu, państwa Pyke’ów. Od podszewki poznaje zasady i życie niewolnicze. Do głosu dochodzi nie tylko dziewczynka, ale także jej opiekunka, dzięki czemu poznajemy rozwój zdarzeń również z punktu widzenia Belle. Z czasem kolor skóry Lavinii okaże się trampoliną do lepszego życia, ale czy rzeczywiście takie będzie?

     Zacznę od tego, że każdemu autorowi życzę takiego wspaniałego debiutu. Historia opowiedziana przez panią Grissom to nie tylko obraz Stanów Zjednoczonych końca XVIII i początku XIX w., ale także, a może przede wszystkim, zbiór wielu emocji, które stopniowo opanowują duszę czytelnika. Autorka, moim zdaniem, w łagodny, lecz niezwykle realistyczny i niekiedy brutalny sposób przedstawiła egzystencję ludzi zniewolonych. Razem z Lavinią poznajemy te najjaśniejsze, jak i najmroczniejsze momenty życia na plantacji. Poznajemy również ten świat oczami dziecka, które musi nauczyć się żyć w społeczności niewolników oraz dobrze wykonywać powierzone obowiązki. Początkowo wszystko wydaje się takie żywe i … radosne. Z jej ust wszystko, co ją otacza jest nasycone kolorami i niesamowitymi zapachami. Dzieciństwo Lavinii wcale nie okazuje się być trudne, jak mogłoby się na początku wydawać. Dom służących stworzył dziewczynce namiastkę rodziny, którą utraciła. Dzięki tym niezwykle pozytywnym emocjom można odnieść wrażenie, że niewolnicy nie mieli aż tak źle… Ci, przebywający w pobliżu domu Pyke’ów nie, ale pracujący w polu, przy tytoniu, już tak. Powoli, wraz z dorastaniem Lavinii, autorka odkrywa ciemną stronę niewolnictwa i co wydaje się być również dobre dla historii – cierpienie i krzywda nie omija rodziny Pyke’ów. To pokazuje, co wcześniej napisałam – wszyscy odczuwamy tak samo i staramy się bronić przed ciosami, jakie niesie ze sobą życie. Ponad to autorka pokazuje, że wszystko, co wydarzy się w dzieciństwie – te dobre jak i złe momenty mają wpływ na dorosłe życie człowieka. Gdyby dopuszczono do głosu małą Lavinię lub służących, może inaczej potoczyłoby się życie całej przybranej rodziny bohaterki, a także i jej.

     Nie powiem, pod względem tematycznym jest to trudna lektura, ale dla mnie taką nie była. Momentami szokuje, ale to dobrze, bo nie powinniśmy zapominać o przeszłości, ponieważ daje ona podwaliny dla przyszłości. Autorka, jak wspomniałam wcześniej, wykreowała niesamowite tło akcji. Czytelnik od pierwszych stron wnika w fabułę, przenosi się do tamtych czasów, w których jeszcze trwa niewolnictwo. Pani Grissom stopniowo prowadzi nas przez meandry swojej urzeczywistnionej wizji.

     Język Domu służących nie jest skomplikowany, za to jest zdecydowanie przyjemny w odbiorze, choć zdarzyło się kilka literówek, których nawet nie zamierzam przytaczać, bo nie wpływają znacząco na całościowy odbiór książki. Jednakże stanowią one (dla mojego bystrego oka) niewidoczną dla zwykłych śmiertelników rysę na szkle.

     Bohaterowie są niezwykle różnorodni i bardzo szybko się z nimi zżyłam. Dzięki podwójnej narracji możemy jednocześnie poznać historię z dwóch punktów widzenia – od strony beztroskiej, odrobinę zagubionej, ale jednak szczęśliwej i przepełnionej dziecięcą ufnością i urokiem Lavinii oraz mocno stąpającej po ziemi i rozdartej uczuciami Belle. Dwie różne postacie oraz dwa fascynujące obrazy. Wszyscy bohaterowie tworzą jedną, spójną całość. Są i pozytywne, jak i negatywne postacie, ale oprócz nich jest jeszcze jedna – niesamowicie tragiczna, której bezsilność i nieujarzmiona złość pociągają za sobą tragiczne w skutkach konsekwencje. Śledziłam losy tej postaci z zapartym tchem, bardzo jej kibicowałam, aby udało jej się podnieść po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, ale niestety, od samego początku wisiało nad nią widmo tragicznego końca…

     Dom służących jest kolejną niesamowitą lekturą, która przenosi czytelnika nie tylko do przeszłości, ale daje możliwość podróży po ludzkiej duszy. Jest to także kolejna książka, z którą rozstawałam się ze smutkiem, bo dobre historie nie powinny się nigdy kończyć.

~*~

     Ten świat nie jest jedynym domem. Ten świat jest tylko próbą przed przejściem do następnego. [1]

     Moja babcia pokazała mi, że zawsze można się czegoś nauczyć, że każdy może ci coś opowiedzieć. [2]

     Nic dla mnie nie znaczy kolor skóry, ani to, kto jest ojcem, ani kto jest matką. Jesteśmy rodziną i dbamy o siebie nawzajem. Rodzina czyni nas silnymi, gdy nadchodzą kłopoty. Trzymamy się ze sobą i pomagamy sobie, kiedy trzeba. To jest prawdziwe znaczenie rodziny. [3]

~*~


Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Papierowy Księżyc


___
[1] GRISSOM K.: Dom służących. Słupsk: Papierowy Księżyc 2014, s. 41.
[2] Tamże, s. 64.

[3] Tamże, s. 193.

15 sierpnia 2014

BERMAN Sabina - "Dziewczyna, która pływała z delfinami"

Sabina Berman
Dziewczyna, która pływała z delfinami
(La mujer que buceó dentro del corazón del mundo)

tł. Małgorzata Moś

Znak, 2011
s. 231
978-83-240-1766-9
Cena: 29,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+1,3 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 7/10

~*~

     Poznajcie Karen, niezwykłą dziewczynę, która zaskakuje wszystkich oryginalnym spojrzeniem na świat. Karen przez wiele lat nic nie mówi, nie czyta, chodzi własnymi drogami. Nie wiem, co to znaczy smutek, radość czy miłość. Dla wielu jest „dzikim dzieckiem”, które najlepiej się czuje, nurkując z delfinami. Aby żyć wśród ludzi, musi jednak nauczyć się najtrudniejszego – kochać.

     Sabina Berman stworzyła kobiecą wersję Forresta Gumpa, lekką i zabawną opowieść, równie zaskakującą jak „pudełko czekoladek”. Przekonaj się, jak wiele może się zmienić, gdy pozostajemy wierni sobie. Kiedy zdanie innych przestaje mieć znaczenie. Kiedy sami wiemy, co jest dla nas najważniejsze.

~*~

     Dziewczyna, która pływała z delfinami zauroczyła mnie swoją okładką i opisem od wydawcy. Jednakże na swoją kolej musiała czekać prawie (jeśli nie ponad) dwa lata…

Karen nie jest zwyczajną dziewczynką. Cierpli na autyzm i przez to jej pierwsze lata życia nie były usłane różami. Przełom nastąpił, gdy na drodze jej życia pojawił się ktoś, kto postanowił nie tylko się nią zająć, ale pokazać jej świat i otaczających ją ludzi. Wyróżniająca się na tle innych Karen najlepiej czuła się sama w otoczeniu przyrody. Dziecko natury właśnie tam odnajdywała spokój i mogła się w pełni poświęcić temu, co najważniejsze – istnieniu…

     Dziewczyna… opowiada na pozór prostą historię, ale wcale nią nie jest. Główną bohaterkę poznajemy dzięki niej samej, ponieważ jednocześnie spełnia rolę narratorki tej historii. Pierwsze, jak i późniejsze wydarzenia pokazują, że Karen jest trudnym dzieckiem, szczególnie przy wychowaniu. Niekiedy całkiem banalne problemy dla nas, dla dziewczynki okazują się katastrofami, a te z kolei dla nas, dla Karen bywają nieistotne. Tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak i czym objawia się autyzm. Dzięki Sabinie Berman wiem, że rodzice posiadający dziecko z tą wadą genetyczną moją naprawdę duże wyzwanie przed sobą. Przede wszystkim muszą mu pomóc zrozumieć otaczający go świat. Karen niestety mogła liczyć tylko na ciotkę Isabelle. Książka ta pokazuje także, że takie dzieci mają szansę na normalne życie.

     Bardzo spodobał mi się nadmorski klimat, który wykreowała autorka. Razem z wybuchowym (na początku) charakterem Karen tworzy on naprawdę świetną równowagę pomiędzy szaleństwem i niezrozumieniem, a spokojem i ukojeniem. A panujący aktualnie wakacyjny okres dodatkowo nadaje tej historii niesamowitą głębię, aż chce się z bohaterką wskoczyć w strój do nurkowania i zanurzyć w spokojnej, błękitno-turkusowej toni oraz poczuć pod stopami gorący piasek. Zgadzam się w 100 % ze stwierdzeniem wydawcy, Dziewczyna… uwalnia człowieka od wszystkich złych emocji, a ponad to pozwala się także przy jej lekturze zrelaksować.

     Autorka wykreowała naprawdę ciekawych, lecz mało przyciągających bohaterów.  Najciekawszą z nich wszystkich i jednocześnie najtrudniejszą (do wykreowania) okazała się sama Karen. Wnikamy i przepadamy w jej świecie, dla „normalnych” ludzi niekiedy niezrozumiałego.

     Dziewczyna… mimo wszystko okazała się bardzo optymistyczną lekturą, przy której czytelnik nie powinien się nudzić. Autorka w ciekawy i psychologiczny sposób ukazała to, co dla „zwykłego” człowieka jest nieosiągalne. Przeniosła nas także w ciepłe rejony Meksyku, w którym czas nie gra roli – do miejsca nieskażonego cywilizacją.  

      Niestety nie znam się na języku hiszpańskim, ale polski tytuł jakoś nie za bardzo mi pasuje do treści książki. Karen nie do końca pływała z delfinami. Ona swoje serce dziecka oddala tuńczykom i to one grają tu główną rolę. Delfiny się od czasu do czasu przewijają, ale tak naprawdę to historia ta jest o Karen i jej tuńczykach. Może wybrano taki tytuł, bo może brzmi lepiej niż Dziewczyna, która pływała z tuńczykami.

~*~

     Ona uważa, że słowa to rzeczy, które istnieją, Ja natomiast wiem, że to tylko zlepki dźwięków bo rzeczy, które istnieją, nie potrzebują słów, żeby istnieć. [1]

     Świat ludzi standardowych: bańka, w której widzi i słyszy się tylko to, co ludzkie, ma znaczenie, a wszystko inne to zaledwie krajobraz, towar albo pożywienie. [2]

     Czyż śmierć sama w sobie nie jest czymś okrutnym? [3]

     Jedyną pewną rzeczą w życiu jest śmierć. [4]

     Ale przychodzimy na świat, który jest już stary. Pełen rzeczy i spraw po naszych rodzicach. I rodzicach rodziców naszych rodziców.
     Przychodzimy na ten świat pełen starych gratów. Wytartych słów. Wyświechtanych zdań. Zużytych zwyczajów. Już dawno przeżytych sposobów na życie. [5]

     Najbardziej niepokojące w rzeczywistości jest to, że nic nie jest napisane czarno na białym, nic nie jest pewne, wszystko może się zdarzyć albo i nie. [6]

___
[1] BERMAN S.: Dziewczyna, która pływała z delfinami. Kraków: Znak 2011, s. 18.
[2] Tamże, s. 31.
[3] Tamże, s. 41.
[4] Tamże, s. 133.
[5] Tamże, s. 193.
[6] Tamże, s. 201.

13 sierpnia 2014

[#13] Zapowiedzi


Witajcie kochani!

     Dzisiaj przychodzę do Was raczej z nowościami, niż zapowiedziami. Nawet to chyba lepiej, bo już te perełki możemy znaleźć na pólkach w księgarniach. Więc co my tutaj ciekawego mamy…?

~*~

Graham Masterton
Sekta


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 13 sierpnia 2014
♦ Strony: 384
♦ Cena: 34,90 zł

     Conor O’Neill jest ochroniarzem, który wiedzie spokojne życie z piękną dziewczyną u boku. Jego sielanka zostaje jednak zaburzona, kiedy przypadkiem zmuszony jest wziąć udział w dwóch napadach, w których skradzione zostają depozyty warte dziesiątki milionów dolarów. Nieszczęśliwy zbieg wydarzeń sprawia, że O’Neill staje się głównym podejrzanym. Nagonka nowojorskiej policji zmusza bohatera do szaleńczej ucieczki i walki o własne życie. Prowadząc prywatne śledztwo Conor natrafia na szeroko zakrojony spisek. Trop prowadzi do terrorysty, przywódcy sekty o nazwie Światowy Ruch Posłannictwa, który uważa się za nowego Mesjasza ze świętą misją mającą na celu ujednolicenie religii na całym świecie. By spełnić swój święty obowiązek, czarny charakter nie cofnie się przed niczym, nawet przed uwolnieniem wirusa hiszpańskiej grypy mogącego zdziesiątkować populację. 

~*~

Włodzimierz Kruszona
Burak


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 13 sierpnia 2014
♦ Strony: 236
♦ Cena: 29,90 zł

     Współczesna powieść o poszukiwaniu własnej wartości. Historia nauczyciela, którym z powodu jego słabości charakteru pogardzają wszyscy, zarówno koledzy pedagodzy, jak i uczniowie. Zakompleksiony polonista, dla którego czas jakby się zatrzymał, musi odnaleźć się w świecie, który już dawno ruszył do przodu; musi nawiązać kontakt ze społeczeństwem, które – jak się zdaje – dawno go odrzuciło. 

     „Nagle ujrzałem siebie takiego, jakim widzą mnie inni. Chucherko z drobnymi rączkami dziesięcioletniego dziecka, z jajowatą głową na cienkiej szyi, krzywymi zębami, okularami opadającymi na nos – a na czubku korona wszystkiego: łysa glaca. Czy ten wstrętny kurdupel to rzeczywiście mogłem być ja? Wykluczone! Mój wygląd zupełnie przeczy temu, jak wyobrażam sobie siebie, kim się czuję, kiedy nie zerkam w lustro. Zirytowałem się niepomiernie, zapragnąłem natychmiast wrócić do właściwego Krzysia Fludry – nie miałem przecież nic wspólnego z monstrum, które wytrzeszczało na mnie ślepia z lustra; nie mogłem mieć. Tamten to jakiś koszmarny pokraka. Jak w ogóle śmie przychodzić? Bezczelność! Nie dziwota, że administrator ma mnie za durnia – sam bym się wziął za durnia, gdybym miał być tym, kogo widzę w lustrze. Ale chyba nim nie jestem; nie chcę być. Ja jestem sobą.” 

~*~

Marek R. Koprowski
Żołnierze wyklęci


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 13 sierpnia 2014
♦ Strony: 344
♦ Cena: 34,90 zł

     II wojna światowa nie skończyła się w 1945 – nie w Polsce; nie dla tych, którym sumienie nie pozwoliło zgodzić się na wprowadzony po „wyzwoleniu” zbrodniczy ustrój. Ludzie Antoniego Żubryda, „Zapory” Dekutowskiego czy „Warszyca” nie złożyli broni, wciąż stawiając opór komunistom. Wielu – zbyt wielu – przypłaciło to życiem.
„Żołnierze wyklęci. Przecież to dziecko bandyty!” to zbiór relacji tych członków Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz innych podziemnych organizacji, którzy ocaleli; przeżyli i wojnę i wyszli cało z ubeckich więzień czy katowni. Wielu z nich otwarcie mówi, że to, że żyje, zawdzięcza wyłącznie szczęściu. 

 ~*~

Karolina Kubilus
Szczęście w kolorze burgunda

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 30 lipca 2014
♦ Strony: 388
♦ Cena: 34,90 zł

     Magda ma czterdziestkę na karku, piętnastoletni staż małżeński i dwoje dzieci w wieku szkolnym. Zapracowany mąż nie rozumie, że do szczęścia wciąż potrzeba jej słowa „kocham”. Choćby tylko od czasu do czasu. I odrobiny szaleństwa – na przykład kąpieli w toni burgunda w jakimś SPA. Tymczasem o miłości zapewnia ją zupełnie ktoś inny… Niestety, wszystko wskazuje na to, że w życiu jej męża pojawiła się inna kobieta. Spokojne i poukładane życie zmienia się w pasmo udręk, których nie jest w stanie rozproszyć żaden tajemniczy wielbiciel. Magdzie trudno przełknąć gorycz małżeńskiej porażki. Jej uczucie zostanie wystawione na próbę. Podobnie jak przyjaciółki Majki, chociaż z zupełnie innej przyczyny. W dodatku druga przyjaciółka, Dorka, decyduje się na niełatwy życiowy krok. Nikt nie wie, ile zamieszania może wywołać mały dowód zakupu. Czy Magdzie i jej przyjaciółkom uda się ocalić miłość i odnaleźć szczęście?

~*~

Agnieszka Lingas-Łoniewska
Szósty

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 30 lipca 2014
♦ Strony: 332
♦ Cena: 34,90 zł

     „W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem”. 

     Miłość, która rodzi się pośród zbrodni. Przeznaczenie, przed którym nie da się uciec.
Polska nie jest już bezpiecznym miejscem. Zwłaszcza dla zielonookich blondynek, które od jakiegoś czasu padają ofiarą seryjnego mordercy, któremu środowisko policyjne nadało przydomek Szósty. 

     Jego tropem podąża inspektor Marcin Langer, stojący na czele Śląskiej Grupy Śledczej. Pomaga mu Alicja Szymczak, której zadaniem jest sporządzenie portretu psychologicznego mordercy. 

     Wkrótce Alicję i Marcina połączy coś więcej niż tylko sprawy zawodowe. Zresztą, jak się okazuje, nie jest to pierwszy raz, kiedy ich drogi się przecinają... 

     Czy inspektor Langer zachowa zimną krew i podejmie grę, w której stawką będzie życie ukochanej? Kim jest Szósty? Co nim kieruje? Być może czai się znacznie bliżej, niż może się wydawać.

~*~

Patrick Ness
Na ostrzu noża

♦ Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
♦ Premiera: sierpień 2014
♦ Strony: 500
♦ Cena: -

     Na ostrzu noża to pierwszy tom bestsellerowej i wielokrotnie nagradzanej trylogii Ruchomy Chaos, autorstwa Patricka Nessa, znanego polskim czytelnikom z wyjątkowej powieści Siedem minut po północy. Poruszone w serii zagadnienia i literacki kunszt autora sprawiają, że jest idealną lekturą dla dorosłego czytelnika. Prawa do jej sfilmowania zostały nabyte przez wytwórnię Lionsgate, która przeniosła na ekran filmowy między innymi "Igrzyska Śmierci". Tood Hewitt jest jedynym chłopcem w osadzie pełnej mężczyzn. Odkąd osadnicy zostali zarażeni Szumem, Todd słyszy wszystko, co mężczyźni myślą, a oni słyszą wszystko, co myśli on. Za miesiąc Todd ma stać się mężczyzną, ale wśród otaczającej go kakofonii orientuje się, że mieszkańcy osady coś przed nim ukrywa – coś tak strasznego, że Todd zmuszony jest uciec wraz ze swoim psem, którego prosty, lojalny głos również słyszy. Ścigani przez wrogo nastawionych osadników, natrafiają na dziwną, milczącą istotę: dziewczynę. Kim ona jest? Dlaczego nie została zabita przez chorobę, tak jak wszystkie inne kobiety w Nowym Świecie? Chropowata narracja Todda wciąga czytelników w zapierającą dech podróż, w toku której chłopiec stojący u progu dorosłości musi się oduczyć wszystkiego, co zna.

~*~

źródło: Prószyński i S-ka
Lucy Dillon
Policz do stu

♦ Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
♦ Premiera: 12 sierpnia 2014
♦ Strony: 472
♦ Cena: 36,00 zł

     Ciepła historia o tym, że liczy się tylko tu i teraz.

     Listy od jedynego mężczyzny, którego kochała, pamiątka po ojcu, którego nie miała szansy poznać, szklana waza, wypełniona światłem nawet w pochmurny dzień.
Gdybyście mieli okazję zacząć wszystko od nowa, co zachowalibyście ze starego życia, a czego pozbylibyście się bez żalu? 

     Gina Bellamy po kilku trudnych latach, o których wolałaby zapomnieć, zaczyna życie od nowa. Jednak rzeczy, które dotąd gromadziła, nie pasują już do osoby, którą się stała. Gina postanawia więc, że w nowym mieszkaniu zostawi tylko sto przedmiotów, które mają dla niej szczególne znaczenie, a reszty się pozbędzie.

     To jednak oznacza, że musi pogodzić się z przeszłością i przyjąć wszystko, co może przynieść los…

~*~

źródło: Prószyński i S-ka
Marian Izaguirre
Tamte cudowne lata

♦ Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
♦ Premiera: 21 sierpnia 2014
♦ Strony: 408
♦ Cena: 36,00 zł

     Niezwykła historia o wielkiej mocy książek i prawdziwej miłości, porównywana do powieści Carlosa Ruiza Zafóna.

     „Tęsknię za czasem, kiedy byliśmy panami życia”, mówi, krzątając się po kuchni, Lola. Jej dawna egzystencja, pełna marzeń, poświęcona była książkom i dyskusjom w kawiarniach, leniwym sjestom i snuciu wizji lepszej Hiszpanii, która w tamtym okresie powoli uczyła się demokracji. Jednakże przyszedł rok 1936, rok wybuchu hiszpańskiej wojny domowej, i życie zamieniło się w walkę. Teraz, po piętnastu latach, Loli i jej mężowi Matíasowi pozostał jedynie mały antykwariat, na wpół ukryty w jednej ze starych madryckich dzielnic, i sprzedawanie przypadkowym klientom romansów i zapomnianych klasyków. To tutaj, w tej skromnej księgarence, pewnego popołudnia roku 1951 Lola pozna Alice, kobietę, która znalazła w literaturze sens istnienia. We dwie, czytając wspólnie jedną książkę, zabiorą nas do Anglii początków XX wieku, gdzie poznamy pewną dziewczynkę, dorastającą w nieświadomości, kim byli jej rodzice. 

     Powieść Marian Izaguirre to hołd złożony lekturze, ale również opowieść o dwóch kobietach, które wiedzą o życiu zbyt dużo, by móc o tym mówić.

~*~

źródło: BookGeek
Cora Carmack
Coś do ukrycia

♦ Wydawnictwo: Jaguar
♦ Premiera: 27 sierpnia 2014
♦ Strony: -
♦ Cena: 34,90 zł

     Mackenzie "Max" Miller ma poważny problem. Jej rodzice wpadli właśnie z niezapowiedzianą wizytą do miasta i jeśli zobaczą jej tatuaże, piercing i ufarbowane na wściekłą czerwień włosy, nieludzko się wściekną. Gorze - gdy spotkają również jej obecnego chłopaka, Mace'a, zapewne zdecydują się ją wydziedziczyć. Max wmówiła im, że spotyka się z sympatycznym i poukładanym gościem, którego poznała w bibliotece, a wytatuowany facet z tunelami w uszach ni diabła nie pasuje do tego opisu. Sytuacja jest katastrofalna. Jedyne wyjście to w ciągu trzech minut znaleźć kogoś, kto zgodzi się odegrać chłopaka z biblioteki. Cade przeniósł się do Filadelfii by studiować na uniwersytecie Temple, ale nic nie układa się tak, jak sobie zaplanował. Wisienką na torcie są rychłe zaręczyny Bliss i Garricka. Gdy do stolika, przy którym siedzi przysiada się nagle dziwna dziewczyna z jeszcze dziwniejszą prośbą, Cade porzuca na chwilę zdrowy rozsądek i zgadza się na szaloną maskaradę. Szybko okazuje się, że to, co miało potrwać kwadrans, tak szybko się nie skończy. A im dłużej Max i Cade udają parę, tym trudniej im zachować pozory...

~*~

     Za dużo książek, za dużo...

11 sierpnia 2014

SCHMITT Eric-Emmanuel - "Oskar i Pani Róża"

Eric-Emmanuel Schmitt
Oskar i Pani Róża
(Oscar et la dame rose)

tł. Barbara Grzegorzewska

Znak, 2005
s. 78
83-240-0407-6
Cena: 21,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 9/10

~*~

     Głównym bohaterem jest dziesięcioletni Oskar, u którego zdiagnozowano białaczkę. Chłopiec ma przed sobą jedynie dwanaście dni życia… Gdy lekarze bezradnie rozkładają ręce, a rodzice nie potrafią nawiązać z chłopcem kontaktu ani oswoić się z myślą o jego nieuniknionym odejściu, zjawia się tajemnicza ciocia Róża. Jej niezwykły pomysł umożliwi Oskarowi i jego rodzicom pogodzenie się ze śmiercią.

~*~

      Pierwsze spotkanie z twórczością Erica Emmanuela Schmitta było jakiś czas temu i niestety musiałam się obejść bez fajerwerków. Owszem, te krótkie opowiastki czytało mi się szybko, ale niestety ich treść, sens i przesłanie zatarł upływający czas. Mówiąc szczerze niewiele pamiętam, nawet jakie konkretnie te książki nosiły tytuły. Z tego, co pamiętam, jedna z nich miała tytuł Zapasy z życiem, a druga opowiadała historię pewnego małżeństwa. Teraz przyszedł czas na kolejną jego książeczkę pt. Oskar i Pani Róża.

     Ta opowiastka to zbiór kilkunastu listów dziesięcioletniego Oskara, który choruje na raka. Adresatem ich jest nie kto inny jak Bóg, któremu szczegółowo opowiada swoje życie – co dzisiaj zrobił, jak się czuje oraz opisuje swoje relacje między nim a kolegami i rodzicami. Zadaje w nich też pytania, niestety nie zawsze otrzymuje na nie wyczerpujące odpowiedzi. Główną bohaterką listów jest tytułowa Pani Róża, która dla niego staje się nie tylko obiektem podziwu, ale także przyjaciółką i odskocznią od cierpienia i choroby.

     Jest to druga historia o raku, którą miałam przyjemność czytać w tak krótkim odstępie czasowym. Zaczęło się od Gwiazd naszych wina, a teraz Oskar i Pani Róża. Sięgając po ten tytuł Schmitta nawet nie spojrzałam na jej opis, więc tak naprawdę książkę wypożyczyłam z biblioteki w ciemno, a moim jedynym argumentem za tym by ją wziąć była jej objętość. Co tu dużo ukrywać, historia ta liczy niecałe 80 stron, więc liczyłam na miłą, lekką i szybką lekturę. Po jej lekturze miałam wrażenie, że zamiast tych 80 stron ma nie wiadomo ile. Myślę, że to wina raka, który swoim istnieniem wszystko przygniata do ziemi. Jest to prosta, acz dosadna historia o życiu i śmierci, marzeniach i nadziei, a przede wszystkim o walce z chorobą – ona się przytrafia. Pojawia się znikąd, wybiera przypadkowych ludzi i zdarza się też tak, że nie wypuszcza już ze swoich śmiertelnych objęć. To krótki, lecz konkretnie wyciskający łzy tytuł, muszę przyznać, że autor bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i z chęcią sięgnę po jego kolejne dzieła.

     Schmitt wykreował ciekawych i szybko zapadających w pamięć bohaterów. Oczywiście sam Oskar jest urzekający, przede wszystkim przez swoje niewinne, dziecięce i niczym nie skażone spojrzenie na świat. Rozbraja nie tylko swoim zachowaniem, ale także swoją niewinnością i bezpośrednim podejściem do życia. Z kolei Pani Róża jest kreowana na superbohaterkę, którą Oskar może podziwiać. Chłonie jej opowieści jak gąbka z dużymi wypiekami na twarzy. One w pewien sposób pozwalają zapomnieć chłopcu o tym, gdzie się znajduje i po co. Muszę wspomnieć jeszcze o rodzicach Oskara – są to typowi rodzice, których los postawił w bardzo trudnej i jednocześnie tragicznej sytuacji. Mocno przeżywają chorobę swojego dziecka i starają się z tym żyć na swój sposób, który nie do końca podoba się Oskarowi. Prawdę powiedziawszy przykro jest być biernym uczestnikiem takich historii. Czytelnik z rosnącą gulą może tylko się przyglądać jak dalej rozwinie się fabuła.

     Jak na tak krótką historię książka posiada bardzo ciekawą i dynamiczną akcję. Czytelnik bardzo szybko wnika w opowiedzianą przez autora historię. Ja rozstawałam się z jej lekturą nie tylko z bólem, ale także z pewną ulgą, że to już koniec, bo nie wiem, czy byłabym wstanie znieść więcej…

     Z pewnością jest to idealna lektura na jeden wieczór, która wyciśnie z was wszystkie emocje. Bez chusteczek nie zasiadajcie do jej lektury!

~*~

     Myśli, których się nie zdradza ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych, śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz. [1]

     Zawsze jest jakieś rozwiązanie […]. [2]

     Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni. [3]

     Nikt nie może uniknąć cierpienia. Ani Bój, ani ty. Ani twoi rodzice, ani ja. [4]

     - Głupia była ta Plum Pudding, ciociu.
     - Jak but. Ale butów jest niezliczona ilość. Są bardzo rozpowszechnione. [5]

     […] codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy. [6]

     […] życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostaje się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. [7]

___
[1] SCHMITT E.E.: Oskar i Pani Róża. Kraków: Znak 2005, s. 15.
[2] Tamże, s. 23.
[3] Tamże, s. 24.
[4] Tamże, s. 46.
[5] Tamże, s. 48.
[6] Tamże, s. 73.
[7] Tamże, s. 74.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...