29 czerwca 2014

CAST P.C. & Kristin - "Ślubowanie Lenobii"

P. C. i Kristin Cast
Ślubowanie Lenobii
(Lenobia’s Vow)

tł. Donata Olejnik

Książnica, 2014
s. 156
978-83-245-8134-4
Cena: 25,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Lenobia Whitehall urodziła się w osiemnastowiecznej Francji. Jako nieślubna córka barona  już od dzieciństwa musiała pokonywać przeciwności losu,  choć marzyła o zwykłym, szczęśliwym życiu. Aby zapewnić jej lepszą przyszłość, matka wykorzystała okazję i wysłała dziewczynę pod przybranym nazwiskiem do Nowego Orleanu. Jednak zanim Zenobia dotarła do celu, musiała zmierzyć się ze złem.

Ślubowanie Lenobii to historia trudnej miłości i tragedii, która pozwoliła na odkrycie daru Nyks.

~*~

źródło: House of Night Wiki
Ślubowanie Lenobii to drugie z kolei opowiadanie z serii Domu Nocy i podobnie jak pierwsze, czyli Przysięga Smoka (zainteresowanych odsyłam do recenzji >>klik<<) bardzo różni się od jej właściwej treści. Przede wszystkim ta, jak i poprzednia historia ukazują przeszłość, a co za tym idzie młodość nauczycieli wykładających w Domu Nocy. Opowiadania te zupełnie odbiegają od tego, co znają czytelnicy tej serii. Autorki po raz kolejny oszczędzają nam młodzieżowego slangu i nie ma co się zresztą dziwić, Ślubowanie… jak i Przysięga Smoka jest powrotem do przeszłości. W tym przypadku na pierwszy plan wysuwa się postać Lenobii Whitehall, nauczycielki jeździectwa.

Autorki przenoszą swoich czytelników (powinnam napisać czytelniczek) do osiemnastowiecznej Francji, do czasów młodości tytułowej bohaterki. Poznajemy ją jako młodziutką, wrażliwą i ułożoną dziewczynę, która za radą, a raczej rozkazem matki wyrusza na Minervie do Nowego Orleanu po lepsze życie. Zanim jednak dopłynie do nowego świata będzie musiała wytrzymać nadchodzący życiowy sztorm w wyniku którego złoży tytułowe ślubowanie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czego dotyczy ślubowanie, to zapraszam do lektury książki. A jeśli nie jesteście przekonani, to przeczytajcie tych kilka słów, moje przemyślenia na temat niniejszej książki.

Zacznę od tego, że dla fanów i miłośników Domu Nocy jest to obowiązkowa lektura. Dlaczego? Dzięki niej dowiadujemy się (podobnie jak w przypadku Przysięgi Smoka) co spowodowało, że bohaterka stała się taka, a nie inna. Drugą sprawą jest to, że podobnie jak we wszystkich książkach z serii porusza wszelakie tematy przez co historia ta nie jest tylko czytadłem dla nastolatek, ale czymś więcej. W niniejszej pozycji obok matczynych uczuć i walki z przeciwnościami losu o swoje marzenia pojawia się także nie do końca pozytywny wizerunek księży. Wszystko to, a w szczególności ten ostatni aspekt zmusza do refleksji i szczerze powiedziawszy stawia kościół w niezbyt dobrym świetle…  

źródło: Blog P.C. Cast
Ślubowanie Lenobii to także klimatyczna podróż do przeszłości, niestety nie aż tak bardzo, jak w przypadku Przysięgi Smoka. Trochę brakowało mi osiemnastowiecznej Francji (głównie wyglądu dworu etc.), autorki mogły trochę dłużej zatrzymać się w miejscu aktualnego pobytu Lenobii, a nie od razu, bardzo szybko przejść do akcji właściwej. Jak wspomniałam wcześniej, historia ta napisana jest prostym i lekkim, a także niezwykle plastycznym językiem. Wraz z Lenobią mamy możliwość podziwiać przepiękne zachody i wschody słońca. Ponad to opisy te wprowadzają taki bardzo wakacyjny klimat, ale niestety nie zastąpi on innych niedociągnięć autorek.

Bohaterowie Ślubowania Lenobii są bardzo różnorodni i stety/niestety schematyczni. Mamy tutaj zły charakter, ideał mężczyzny, przyjaciółkę, opiekunkę, wielką miłość etc, ale na szczęście autorki łamią (przynajmniej próbują łamać) schematy poprzez akcję. Obfituje ona w wiele niespodziewanych zwrotów (jak to mają w zwyczaju panie Cast). Szczerze powiedziawszy jeśli książka jest przemyślana, to żadne schematy jej nie zaszkodzą. Poza tym od początku podchodziłam do serii na luzie i za dużo od niej nie wymagałam, zależało mi tylko zapomnieniu i przetrwaniu burzy w moim życiu, a tą rolę (wtedy dla mnie najważniejszą) spełniła. Ponad to okazała się (w porównaniu do innych książek dla młodzieży) kopalnią wszelkich postaw (nie tylko tych pozytywnych, ale również negatywnych) oraz niekończącą się i wciągającą podróżą po świecie fikcji, a także świetnym wyjściem ewakuacyjnym ze świata realnego. Powracając do Ślubowania Lenobii, niestety wydaje mi się, że niektóre wątki, a raczej zakończenie wątków potraktowano po „macoszemu” [SPOILER] np. ze śmiercią Martina, zresztą cały ten pożar taki trochę chaotyczny jest [SPOILER]. Jak dla mnie zabrakło mi bardziej szczegółowych opisów.

źródło: Skan własny
Ślubowanie Lenobii, tak jak Przysięga Smoka zawiera rysunki autorstwa Kim Doner, które przedstawiają zaklęte w ilustracji fragmenty historii. Szczerze powiedziawszy nie zachwyciły mnie tak bardzo, jak w pierwszym opowiadaniu z serii Domu Nocy. Owszem są ładne, ale czegoś mi w nich brakuje. Mój ulubiony możecie podziwiać obok (ten podpisany ;). 

Podsumowując, Ślubowanie Lenobii jest kolejną gratką dla fanów serii Domu Nocy (dla mnie także), ale trochę jej niestety brakuje. Przede wszystkim bardziej szczegółowych opisów, które spowodowałyby ożywienie całej tej historii. Momentami można odnieść wrażenie, że jest niekompletna i trochę płaska. Drugim mankamentem jest wcześniej wspomniane zakończenie, trochę chaotyczne. Czy czuję się rozczarowana? Zdecydowanie nie! No może troszeczkę, ale to i tak nie zmienia mojego podejścia do serii, wciąż jest jedną z moich ulubionych, bo dzięki niej mogę znowu poczuć się jak nastolatka. Na pewno autorkom nie można odmówić pomysłowości!

~*~

Śmierć uderza szybko i znienacka […] I nie rozróżnia między panem a sługą, po każdego w końcu przyjdzie. [1]

[…] nawet miłość nie zmieni świata, a już na pewno nie dla nas. [2]

[…] wybieraj […] bitwy, w których nie stracisz serca i duszy. [3]

~*~

W serii Dom Nocy ukazały się:
Naznaczona // Zdradzona // Wybrana // Nieposkromiona // Osaczona // Kuszona // Spalona // Przebudzona // Przeznaczona // Ukryta // Ujawniona // Wyzwolona

Opowieści z serii Dom Nocy:
Przysięga Smoka // Ślubowanie Lenobii // Klątwa Neferet // Upadek Kalony

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat

___
[1] CAST P.C., CAST K.: Ślubowanie Lenobii. Poznań, Książnica 2014, s. 10.
[2] Tamże, s. 105.
[3] Tamże, s. 107.

22 czerwca 2014

MAJER-PIETRASZAK Wanda - "Cztery pory roku Heleny Horn"

źródło: Zaczytani.pl
Wanda Majer-Pietraszak
Cztery pory roku Heleny Horn

Novae Res, 2014
s. 288
978-83-7942-095-7
Cena: 29,90 zł

Wyzwanie:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

Dojrzała, wzięta aktorka Helena Horn po śmierci ukochanego męża odchodzi z teatru i wraz z przyjaciółką, zdziwaczałą starą suflerką, przenosi się do rodzinnego Milanówka. Najbliższym jej sąsiadem staje się zaprzyjaźniony doktor Tomasz Zewer – rozwiedziony samotnik, doceniający smak whisky i towarzystwo wiernego psa.

Na tle zmieniających się pór roku w życiu Heleny pojawiają się różnorodne postacie. Kobieta nawiązuje niewytłumaczalne kontakty z nieobecnymi dawno rodzicami, którzy będą wtrącać się w jej życie, dopóki ta nie podejmie ważnych dla siebie decyzji. Wyjawienie pewnej wstrząsającej tajemnicy odmieni życie wielu ludzi.

~*~

Każda pora roku niesie ze sobą zmiany. Na wiosnę budzimy się do życia, w lecie oddychamy pełną piersią, na jesień zmęczeni zasiadamy w cieniu czerwieniącego się klonu, a w zimę… W zimę usypiamy pod białą, puchową kołdrą. Bardzo często pory roku są porównywane do kolejnych etapów ludzkiego życia – rodzimy się, przeżywamy swoją młodość, wchodzimy w dorosłość, przychodzi dojrzałość i w końcu starość. Cztery pory roku Heleny Horn nie ukazują jednak całego życia tytułowej bohaterki, lecz jeden wybrany rok.

Na początku historii poznajemy tajemniczą Helenę Horn, aktorkę teatralną, która rezygnuje ze swojego tymczasowego życia pod sztandarem wysokiej kultury. Bohaterka stwierdza, że nadszedł koniec pewnego etapu w jej życiu i przenosi się na łono natury do rodzinnego domu w Milanówku. I tak razem z zaprzyjaźnioną suflerką Henryką osiadają w malowniczej willi Melunia z dala od szalonego życia w mieście. Oprócz siebie mają oddanego sąsiada doktora Zewera i jego psa Maksa. Każda pora roku przynosi wszystkim bohaterom nie tylko małe, ale także duże radości i smutki oraz większe i mniejsze niespodzianki. Jednym słowem życie w pełnym wymiarze…

Przy wyborze książek, które chcę przeczytać prawie zawsze kieruję się przeczuciem. Rzadko kiedy zaglądam do noty od wydawcy, można powiedzieć, że takim drogowskazem często okazuje się dla mnie sam tytuł. Zadaję sobie jedno zasadnicze pytanie, czego mogę się spodziewać po tym tytule, w tym przypadku po Czterech porach roku Heleny Horn? Przede wszystkim liczyłam na milą, przyjemną i szybką, a także niezwykle klimatyczną lekturę. Oczekiwałam również tego, że wraz z bohaterami będę przeżywać rozkwitającą wiosnę, gorące lato, kolorową jesień i mroźną zimę. Co z tego wyszło?

Nie mogę zaprzeczyć, Cztery pory roku Heleny Horn jest niezwykle klimatyczną historią i tak jak oczekiwałam przeniosła mnie tam, gdzie chciałam. Jedyne zastrzeżenie, które mam to pewien rodzaj niedosyt, ponieważ autorka pokazała urywki pór roku. Nie zdążyłam się nimi nasycić, a już pojawiła się następna. Niestety muszę stwierdzić, że w życiu też odczuwam taki niedosyt, ale co się dziwić. Ostatnimi laty za mało mamy wiosny w wiośnie, lata w lecie, jesieni w jesieni oraz zimy w zimie, dlatego liczyłam na to, że autorka zatrzyma bohaterów, a także czytelników trochę dłużej w trwającej porze roku. Muszę jednak przyznać, że książka Cztery pory roku Heleny Horn mocno mnie rozmarzyła. Lektura jej pozwoliła mi odpłynąć, po prostu oderwać się od rzeczywistości. Oprócz unoszącego się nad nią klimatu dostrzegłam również pewną wytworność i wysoką kulturę (można odnieść wrażenie, że autorka pokazuje nam jak powinno wyglądać kulturalne i prawdziwe ludzkie życie). Niestety przez zawartą w Czterech porach roku… powagę miałam wrażenie, że historia ta jest napisana z myślą o czytelnikach w wieku moich rodziców (50+), a to spostrzeżenie może wynikać z dwóch rzeczy: z wieku bohaterów, którzy mają powyżej pięćdziesięciu lat oraz w pewnym stopniu kulturalna przeszłość Heleny i Henryki. Nie uważam, że to jest złe, wydaje mi się, że takie książki są potrzebne, ale jeśli o mnie to nie na tym etapie mojego życia.

W książce jest istny wysyp postaci i co ciekawe, a może najważniejsze, nie odczuwa się ich natłoku. Pojawiają się powoli i stopniowo wycofują, gdy mają nadejść następni. Bohaterowie są ciekawi, nietuzinkowi oraz różnorodni lecz… niezwykle poważni. Zero szaleństwa, które szalenie kocham (;)), nawet najbardziej zakręcona i rozbrykana Marta nie ratuje sytuacji.

Akcja w Czterech porach roku Heleny Horn przebiega w zwolnionym tempie. Można spokojnie przy niej złapać oddech, wyciszyć się i podumać nad sprawami oraz problemami, które autorka poruszyła w swojej książce. Nie da się jej przeczytać od razu, chociaż nie wiadomo jak mocno byśmy tego pragnęli. Nie pozwala na to m.in. styl w jakim ta historia została przedstawiona. Mimo, że nie jest on trudny, to ma w sobie coś, co powoduje, że nie da się przez nią szybko przebrnąć. Język jak i cała książka otoczona jest niewidzialną bańką, przez którą nie przeciśnie się żadne niecenzuralne słowo.

Cztery pory roku Heleny Horn nie jest złą lekturą. Stwierdziłabym, że jest bardzo potrzebna, ale w odpowiednim czasie. Z pewnością spodobałaby się mojej mamie, cioci, czy babci, dla mnie nie okazała się stratą czasu, ale jak wspomniałam wcześniej lektura nie dla mnie w tym momencie.

~*~

W pożegnaniach zawsze mieszka smutek, […], jeżeli nie zawsze, to przeważnie. [1]

Jakie to krzywdzące…- myśli – odchodzi ktoś bliski na zawsze, a przedmioty, pory dnia, roku, wszystko pozostaje na swoim miejscu, prawie niezmienione. Tak jakby nic się nie stało? Albo nie miało najmniejszego znaczenia, że ktoś był, mówił z nami, miał błyszczące oczy, kochał nas, miał swoje zabawne przyzwyczajenia, czesał włosy niebieskim grzebieniem, był punktualny, lubił kawę z miodem i…koniec? Jak nabrać dystansu do pożegnań? [2]

[…] przemijania uczymy się z trudem. [3]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res

___
[1] MAJER-PIETRASZAK W.: Cztery pory roku Heleny Horn. Gdynia: Novae Res 2014, s. 174.
[2] Tamże, s. 208.
[3] Tamże, s. 210.

14 czerwca 2014

GREEN John - "Gwiazd naszych wina"

John Green
Gwiazd naszych wina
(The fault in our stars)

tł. Magda Białoń-Chalecka

Bukowy Las, 2013
s. 312
978-83-62478-89-7
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 9/10

~*~

Hazel ma szesnaście lat, a jednym z nieodłącznych elementów jej życia jest aparat tlenowy o imieniu Philip. Odkąd trzy lata temu zachorowała na raka, nie chodzi do szkoły, spędzając dni głównie na czytaniu i oglądaniu America’s Next Top Model. Jednak gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa, w jej życiu następuje zwrot o 180 stopni. Czeka ją podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.

Gwiazd naszych wina Johna Greena jest wnikliwa i odważna, zabawna i ironiczna. Autor, pisząc o nastolatkach, ale nie tylko dla nich, zgłębia w niej uniwersalną kwestię życia i miłości.

~*~

Powiedz mi, czego się boisz, a powiem Ci kim jesteś…

Zacznę od tego, że tak jak ja i bohaterowie niniejszej książki jesteś człowiekiem. Masz wielkie plany, marzenia i co najważniejsze, możliwości by je urzeczywistnić. Jedyne, co może Ci w tym przeszkodzić to Ty – twój strach i zdrowie. Nie bez przyczyny zdrowie wymieniłam jako drugie. Hazel, Augustus oraz inne postaci Gwiazd naszych wina udowadniają, że choroba nie jest w stanie nas powstrzymać przed spełnianiem marzeń…

Poznajcie szesnastoletnią Hazel. Wraz z rodziną mieszka w jednorodzinnym domku. Byłaby zwykłą nastolatką kochającą czytać, gdyby nie jej przyjaciel Philip, dzięki któremu może w miarę normalnie funkcjonować. Zapytacie się pewnie kim jest Philip? Otóż Philip to aparat tlenowy, który przez specjalne wąsy dostarcza dziewczynie tlen. Pewnie jesteście ciekawi po co jej to? Hazel ma problemy z oddychaniem, a wszystko to przez raka - niestety złośliwego, któremu tak bardzo spodobało się w jej ciele, że postanowił zostać z nią do końca życia. Jej życia. Gdyby nie innowacyjny lek, Phalanxifor, Hazel z pewnością żyłaby krócej. Jej rodzina żyje z dnia na dzień, starają się wykorzystać każdą chwilę by spędzić ją z powoli umierającą córką… Dziewczyna, by „poczuć się lepiej”, chodzi na spotkania organizowane dla nastolatków żyjących z rakiem. Hazel jakoś nie bardzo za nimi przepada, lecz uczęszcza na nie ze względu na swoich rodziców. Nie przypuszcza, że kolejne spotkanie będzie początkiem czegoś nowego i niepowtarzalnie pięknego.

Trudno mi było rozpocząć pisanie tej recenzji. Ciągle zastanawiałam się (i dalej zastanawiam) jakich słów użyć, by opisać to, co czułam czytając Gwiazd naszych wina. Swój egzemplarz otrzymałam ponad rok temu (dzięki szczęśliwej wygranej w konkursie – tak btw. drugą nagrodą okazała się sama znajomość z organizatorką ;)) i wtedy nie było jeszcze takiego szumu wokół książki, jaki się zrobił w tym momencie. A to wszystko za sprawą ekranizacji (którą oczywiście mam w planach ;)) i przyznam szczerze – to film mnie zmotywował do lektury (szkoda, że nie było tak w przypadku Igrzysk śmierci, ale to tak na marginesie :P). Wydaje mi się też, że gdyby nie ekranizacja, to pewnie Gwiazd naszych wina czekałoby dalej na swoją kolej.
źródło: Google

 Niestety. I ja uległam greenowskiemu czarowi (może nie oddziałuje na mnie tak mocno jak na innych, ale jednak…). Oczarował mnie jego styl, sposób prowadzenia akcji, bohaterowie, a przede wszystkim zawarte w książce emocje. Gwiazd naszych wina należy do tego typu książek, które wywołują chaos i w głowie, i w sercu czytelnika (ostatnio taki bałagan miałam po lekturze książki pt. Morze spokoju). Autor umiejętnie połączył tragedię i komedię, obok łez pojawia się uśmiech, obok smutku radość. Pokazuje bezwzględność życia oraz tlącą się nadzieję. Czytelnik od początku zostaje rzucony na głęboką wodę, ale Green wie, że sobie z tym poradzimy. W końcu daje nam przykład wytrwałości w postaci Hazel i Augustusa.

Green wykreował niezwykłych bohaterów – takich, jakich kocham – przede wszystkim niezwykle realnych, mających tyle samo wad, co zalet, bardzo uczuciowych, pomysłowych, wytrwałych, odważnych – po prostu takich, o których tak szybko się nie zapomina. Podobnie z resztą jak z fabułą, która do punktu kulminacyjnego trzyma czytelnika w napięciu i niepewności.

Od początku nad Gwiazd naszych wina unosi się coś mrocznego, nieuniknionego i niepokojącego. Rozum wie, co się stanie, lecz serce do końca wierzy w happy end. Z pewnością możecie się poczuć zaskoczeni i zszokowani tym, co autor przygotował. Początkowo trochę ubolewałam nad zakończeniem książki. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, nawet pojawiło się u mnie rozczarowanie, które powoli znikało (w tym samym czasie jak opadały emocje), bo dalszą część (czyli to, czego się spodziewałam*) mogę sobie dopowiedzieć. Z pewnością jest to pozycja, przy której będziecie się śmiać, płakać, pozwoli Wam zrozumieć niektóre rzeczy oraz spojrzeć na problem raka z innej strony.

~*~

Nadejdzie czas […] gdy wszyscy będziemy martwi. Nadejdzie czas, gdy nie pozostanie ani jeden człowiek, który by pamiętał, że ktokolwiek kiedykolwiek żył czy że nasz gatunek czegokolwiek dokonał. Nie pozostanie nikt, kto by pamiętał Arystotelesa lub Kleopatrę, a co dopiero ciebie. Wszystko, co zrobiliśmy, zbudowaliśmy, napisaliśmy, wymyśliliśmy albo odkryliśmy, pójdzie w zapomnienie, a to […] zupełnie straci sens. Może ta chwila nadejdzie szybko, a może jest odległa o miliony lat, ale nawet jeśli przetrwamy śmierć naszego słońca, nie będziemy istnieć wiecznie. Był czas, gdy organizmy nie miały świadomości, i nadejdzie czas, gdy znów będą jej pozbawione. Nie myśl o tym, że zapomnienie jest nieuniknione. [1]

Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. [2]

Bez smutku nie zaznalibyśmy smaku radości. [3]

Dzień był pochmurny, […] taki, który przygniata człowieka do ziemi. [4]

Ból domaga się, byśmy go odczuwali. [5]

Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają. [6]

Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. [7]

Co za gnojek z tego czasu. Wszystko psuje. [8]

Był piękny dzień […]. Taka pogoda, która przypomina nam po długiej zimie, że choć świat nie został stworzony dla ludzi, my zostaliśmy stworzeni dla niego. [9]

źródło: Google
___
[1] GREEN J.: Gwiazd naszych wina. Wrocław: Bukowy Las 2013, s. 18-19.
[2] Tamże, s. 39.
[3] Tamże, s. 41.
[4] Tamże, s. 60.
[5] Tamże, s. 64.
[6] Tamże, s. 67.
[7] Tamże, s. 115.
[8] Tamże, s. 117.
[9] Tamże, s. 303.

___
* [SPOILER] Spodziewałam się, że on po nią przyjdzie, ale jak wspomniałam w recenzji, to mogę sobie dopowiedzieć. ;) [SPOILER]

11 czerwca 2014

[#10] Zapowiedzi

Witajcie kochani!

     Już powoli wychodzę na prostą. Do zaliczenia 1 roku mgr. brakuje mi jednego egzaminu (który mam w piątek) oraz pierwszy rozdział pracy. Po drodze czekają mnie praktyki i pewnie znowu z pracy we wakacje będą nici ;(. Życie…

     Dzisiaj przychodzę do Was z zapowiedziami, a za moment (pewnie w piątek) pojawi się recenzja Gwiazd naszych wina (tekst właśnie przepisuje się na komputer :)). Kto nie może się doczekać moich trzech groszy? ;D

~*~

Michalina Kłosińska-Moeda
Kochaj i jedz, Brazyliszku

¨ Wydawnictwo: Replika
¨ Premiera: 11 czerwca 2014
¨ Strony: 232
¨ Cena: 25,90 zł

     Edyta pracuje jako kelnerka w Copacabanie – jedynym barze znajdującym się w maleńkiej miejscowości, w której mieszka. Szara rzeczywistość nie przeszkadza dziewczynie w snuciu kolorowych marzeń o barwnej Brazylii, jej gorącym klimacie, atmosferze korowodów, tańcach i strojach z piór i cekinów. Marzy, że pewnego dnia spotka przystojnego Latynosa, który zabierze ją do nieśmiertelnego Rio de Janeiro. 

     Nieoczekiwanie okazuje się, że sny Edyty mogą się spełnić. Pewnej zimy miejscowość przeżywa prawdziwy najazd Brazylijczyków – syn właściciela Copacabany bierze ślub z poznaną w Niemczech Brazylijką niemieckiego pochodzenia. 

     Edyta poznaje nieziemsko przystojnego Césara i tajemniczego Marka. Obaj mężczyźni są zainteresowani Edytą. A jakie szanse ma dawno odrzucony przez Edytę miejscowy chłopak z sąsiedztwa, Piotrek? 


~*~

Irene Hannon
Tej idealnej wiosny

¨ Wydawnictwo: Replika
¨ Premiera: 11 czerwca 2014
¨ Strony: 436
¨ Cena: 34,90 zł

     Claire Summers samotnie wychowuje jedenastoletnią Haley i daje z siebie wszystko, by przeciągnąć los na swoją stronę; każdą kwaśną cytrynę, jaką zsyła jej życie, stara się przerobić na ożywczą lemoniadę. Claire usiłuje nie tracić optymizmu i nie przyznaje się nawet przed sobą, że bardzo przydałaby się jej pomoc, najlepiej jakieś silne, męskie ramię...

     David McMillan ze wszystkich sił stara się uchronić swojego asystenta Keitha Watsona przed popadnięciem w pracoholizm. Aby obudzić w młodym mężczyźnie ludzkie uczucia i przywrócić chęć do życia, David zleca mu zajęcie się prośbami kierowanych do organizacji dobroczynnej.

     Pewnego dnia na biurko Keitha trafia list jedenastoletniej Haley. Dziewczynka nie prosi o pieniądze, ale o pomoc w odnalezieniu zaginionego syna starszej sąsiadki. Gdy Keith niechętnie, pod naciskiem szefa, zaczyna badać sprawę, nawet nie przypuszcza, jak bardzo zmieni się jego życie, jak sprawa listu zwiąże jego los z losem Claire, ani w jaki sposób prosta i szczera prośba małej dziewczynki doprowadzi do całej serii szczęśliwych (nie tylko dla niego) wydarzeń.


~*~

źródło: Matras
Jo Nesbø
Syn

¨ Wydawnictwo: Wyd. Dolnośląskie
¨ Premiera: 18 czerwca 2014
¨ Strony: 428
¨ Cena: 34,90 zł

     Sonny Lofthus odsiaduje wyrok w najlepiej strzeżonym więzieniu Oslo. Jest znany z cierpliwego wysłuchiwania zwierzeń współwięźniów. Chodzą pogłoski, że przyznaje się do zbrodni popełnionych przez innych. W kłopoty z prawem popadł po śmierci ojca – skorumpowanego policjanta, który odebrał sobie życie. Pewnego dnia jeden ze współwięźniów opowiada Sonny’emu historię, która stawia sprawę samobójstwa ojca w zupełnie innym świetle. Lofthus zaczyna dążyć do odkrycia prawdy. Winni powinni zostać ukarani.

~*~

     Tradycyjnie, ktoś coś? ;)

     Aaa, bym zapomniała! Pamiętacie, jak ostatnio wspominałam o rekompensacie za swoją nieobecność? No cóż.. Wszystko nabiera rumieńców. Ale na razie cicho sza… do końca czerwca! :D


Trzymajcie się i do następnego! 

8 czerwca 2014

BASTILLE J.W. - "Zerwana więź"

Źródło: Zaczytani.pl
J. W. Bastille
Zerwana więź

Novae Res, 2014
s. 207
978-83-7942-061-2
Cena: 24,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 5/10

~*~

26-letnia Agata na kilka dni przed swoim ślubem przeszukuje mieszkanie w poszukiwaniu ważnego dokumentu, niezbędnego do zawarcia związku małżeńskiego. Jednak zamiast świadectwa odnajduje swój pamiętnik z dzieciństwa, który ponownie wstrząsa jej życiem i przypomina jej o tragicznej, zakazanej, ale największej miłości w jej życiu.

”Zerwana więź” to historia pełna problemów i wahań młodej dziewczyny, zagubionej we własnych kłamstwach, nieumiejącej poradzić sobie z tym, co ściągnęło na nią życie. Czy będzie na tyle silna, aby raz jeszcze oszukać samą siebie?

~*~

Ile jesteś w stanie poświęcić, by zatrzymać to, czego tak długo poszukiwałeś/Aś i o czym tak bardzo pragnąłeś/pragnęłaś? Jak się niekiedy okazuje, ludzie potrafią zrobić wiele – nawet oddać swoje ciało (nie wspominając o życiu)…

Agata nie miała łatwego dzieciństwa. Od małego była osobą pozbawioną troski i miłości dosłownie z każdej strony – ze strony rodziców, dziadków, a nawet rodzeństwa. Z niezwykle samotnej istoty wyrosła wielka marzycielka. Śniła o kimś, kto ją zrozumie, wesprze i pocieszy. Po prostu będzie przy niej wtedy, kiedy tego będzie potrzebować. Marzyła o osobie, dla której okaże się ważna, będzie znaczyła coś więcej, niż obiekt żartów i kpin… Można powiedzieć, że jej modlitwy zostały wysłuchane. W życiu nastolatki pojawił się ojciec, brat i przyjaciel w jednym. Agata stanie się dla Niego sensem życia. Ona chciała tylko zrozumienia – On czegoś więcej. Przez niego bohaterka znalazła się w rozpędzonym wagoniku na rollercoasterze – raz będzie wznosić się do nieba, by za chwilę zniknąć w czeluści piekieł. W pewnym momencie jej spełnione marzenie stanie się przekleństwem, od którego nie będzie się mogła uwolnić. Nie, nie będzie mogła – po prostu nie będzie chciała się uwolnić. On stanie się dla niej w pewnym sensie narkotykiem, bo dał jej coś, czego nikt inny wcześniej jej nie ofiarował – uwagę. A ona nie chciała jej stracić.

Bohaterowie tej historii okazali się bardzo realistyczni, lecz Agata od początku działała na mnie jak płachta na byka. Owszem, rozumiałam, a przynajmniej starałam się zrozumieć jej sytuację. Nawet początkowo współczułam bohaterce. Ta tajemnicza dziewczyna rozbudzała moją ciekawość. Chciałam się tylko dowiedzieć dlaczego? Co Ci się przytrafiło? Chcę Ci współczuć i być cichą powierniczką twoich cierpień.  Lecz im bardziej ją poznawałam, to wszystkie moje pytania oraz uczucia zaczęły się zmieniać i znikać. W pewnym momencie poczułam złość. Zamiast współczucia pojawiło się zniecierpliwienie, niezrozumienie oraz irytacja. Dlaczego go (do cholery) nie zostawisz [SPOILER] skoro cię osacza [KONIEC]? Ja na jej miejscu już dawno bym zerwała z nim kontakt. Niestety byłam zmuszona biernie przyglądać się, jak Agata coraz bardziej stacza się w otchłań. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić mojej miny, gdy po kulminacyjnym momencie ona dalej kontynuowała tę toksyczną znajomość. Kiedy bohaterka w euforii przeżywała swoje życie, ja starałam się zwalczyć narastającą we mnie chęć mordu. Przede wszystkim jej. Tłumaczyłam sobie, że to nastolatka, która jak każde pozbawione rodzinnego ciepła dziecko szuka i błądzi… A gdy już to znajdzie nie puszcza. Bo wie jak to jest, gdy tego nie ma. Jak dla mnie Agata za dużo i na siłę filozofowała. Jeśli chodzi o Piotra, Kacpra, Magdę oraz innych bohaterów, to nie miałam żadnych takich skrajnych uczuć, jak w przypadku Agaty. Właśnie najwięcej nerwów i emocji dostarczyła mi główna bohaterka, choć wolałabym, żeby to nie była chęć mordu…

Fabuła Zerwanej więzi okazała się przemyślana, ciekawa i wciągająca. Może nie ma w niej niespodziewanych zwrotów akcji, to i tak czytelnika hipnotyzuje.  Ja byłam od początku ciekawa, a raczej chciałam zobaczyć, jak rodzi się silna, rozsądna i młoda kobieta. Niestety tego się nie doczekałam, co nie oznacza, że książkę spisałam na straty. Autorce udało się stworzyć niepowtarzalny klimat, głównie za sprawą opisów miejsc, sytuacji i przyrody, które nie męczą czytelnika.

Jeśli chodzi o język, to jest on przyjemny i łatwy w odbiorze. Ale jak wspomniałam wcześniej, momentami za bardzo filozoficzny (aż do wymiotów). Trochę mnie to irytowało, lecz poza tym, to nie mam większych zastrzeżeń.

Zerwana więź J.W. Bastille jest niezwykle trudną historią. W swoim wnętrzu skrywa wiele emocji, kłamstw i za dużo niewypowiedzianych słów. Przede wszystkim opowiada o przeszłości, rodzinie i więzach, którymi jest ona połączona. Jest także o samotności, niezrozumieniu, nadziejach, marzeniach, a przede wszystkim o pragnieniach – na czele z miłością. Porusza temat miłości toksycznej, zakazanej – przede wszystkim takiej, która niesie ze sobą wielki ból. Spala duszę człowieka od środka. Jest to także lektura o poświęceniu dosłownie wszystkiego. Nie wiem, czy ja bym postąpiła tak, jak Agata, ale wydaje mi się, że nie. Wolałabym być sama niż pozwolić, by ktoś mną rządził, lub wykorzystywał moje uczucia – a tym samym zranił.

~*~

Czasami spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy zmieniają nasz świat. Nie zmieniają dnia czy miesiąca, ale życie, światopogląd, psychikę. [1]

Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie. [2]

Myślę, że jeśli człowiek sam nie jest w stanie sobie pomóc, to nikt inny mu nie pomoże… [3]

Człowiek doświadcza w życiu różnych skrajnych sytuacji. Jednak żadne skrajności nie są proste. Niektóre czegoś uczą, dodają siły i budują, wraz z innymi przychodzi smutek. Na skutek jednych wyrastają skrzydła, a inne powodują, że wpadamy w czarną rozpacz. [4]

Ktoś życie traci, by inni mogli pojawić się w ich miejsce. [5]

Nie żyj tylko dla innych. Żyj dla siebie. [6]

Czasem walka z samym sobą wydaje się czymś o wiele trudniejszym niż walka z kimś innym. [7]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res

___
[1] BASTILLE J.W.: Zerwana więź. Gdynia: Novae Res 2014, s. 9.
[2] Tamże, s. 10.
[3] Tamże, s. 16.
[4] Tamże, s. 23.
[5] Tamże, s. 28.
[6] Tamże, s. 55.


[7] Tamże, s. 147.

5 czerwca 2014

[#25] Podsumowanie 5/2014

Źródło: We Heart It

Witajcie kochani!

     Moje wyrzuty sumienia są tak szerokie i głębokie jak Ocean Spokojny… Przede wszystkim chcę Was przeprosić za zastój na blogu oraz za to, że w ogóle nie bywam na Waszych blogach. Musicie mi wybaczyć, ale studia dają mi się nieźle we znaki i muszę to jakoś przetrwać – wyznaczyć priorytety. Jednakże pamiętam o każdym z Was i postaram się moją nieobecność jakoś Wam zrekompensować. Mam nawet delikatny zarys tej rekompensaty, ale jeszcze z miesiąc musicie być cierpliwi.

     Dzisiaj przychodzę z podsumowaniem czytelniczym. Po weekendzie chcę opublikować recenzję Zerwanych więzi (które skończyłam czytać w Dzień Dziecka – btw. wszystkiego dziecięcego! :*). Aktualnie w wolnej chwili (czyt. w tramwaju) Gwiazd naszych wina (bo film lada moment wchodzi do kina, co okazało się być rewelacyjnym motywatorem) i zaczynam odkrywać czar Greena… :)

Źródło: We Heart It

     Nie przedłużając przechodzę do podsumowania:

¨ Przeczytane: 2 książki:
     1. GALBRAITH R.: Wołanie kukułki - recenzja
     2. MULLIGAN A.: Śmieć - recenzja

¨ Książka miesiąca: Śmieć Andy’ego Mulligana

¨ Rozczarowanie: Wołanie kukułki Roberta Galbraitha (J. K. Rowling)

¨ Przeczytane strony: 704, co daje dziennie ok. 23.

¨ Nabytki: (zacne ;D) 3:
     1. GAARDER J.: Dziewczyna z pomarańczami (kupno – w końcu ją mam! <33)
     2. SEBOLD A.: Nostalgia anioła (wymiana LC – j.w. <33)
     3. HARASIMOWICZ C.: Święty chaos (niespodziewajka od Grupy Wydawniczej Publicat)


¨ Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 5,6 cm = 125,7 cm
     2. 52 książki – 2
     3. Grunt to okładka – 0
     4. Z półki – 1

     Trzymajcie się! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...