29 marca 2013

PEISERT Mariola - "Chłopak z wakacji"

źródło: MBP w Pasymiu
Mariola Peisert
Chłopak z wakacji

Wydawnictwo Lucky, 2013
s. 144
978-83-62502-57-8

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

ocena: 2/10

~*~

Piętnastoletnia Marta po rozwodzie rodziców wyjeżdża z matką i młodszym bratem na wakacje w okolice Kudowy Zdrój. W czasie pobytu w pensjonacie poznaje tajemniczego szesnastolatka Maćka, którego rodzice również się rozwiedli. Spędzając wspólnie czas na zwiedzaniu okolicznych atrakcji, zakochują się w sobie. Niestety kiedy wydaje się, że nic nie może ich rozłączyć , Maciek razem ze swoja matką nagle bez słowa pożegnania wyjeżdżają. Jaką tajemnice kryje Maciek? Czy odkrycie jej przez Martę zabije jej uczucia do chłopaka?

~*~

Ostatnio miałam możliwość przeczytać książki, kierowane głównie dla młodzieży. Większość z nich okazała się miłą odskocznią i bramą do wspomnień, jednak ostatnia powieść nie do końca spełniła moje oczekiwania.

Chłopak z wakacji opowiada historię dwóch nastolatków, Marty i Maćka, których ścieżki życia krzyżują się na wczasach w okolicach Kudowy Zdrój. Dziewczyna, jak i chłopak pochodzą z rozbitych, niepełnych rodzin. Dla mamy Marty wakacje te miały być odskocznią od sytuacji związanej z rozwodem, natomiast dla Maćka izolacją od przeszłości i jednocześnie tymczasowym miejscem rekonwalescencji. Chcąc nie chcąc, tych dwoje połączyła silna więź i jedno stało się lekarstwem dla drugiego. Marta na moment zapomniała o problemach w domu, a chłopak łatwiej znosił kłopoty zdrowotne. Maciek zataił przed dziewczyną swoją przeszłość, by nie zniszczyć tej delikatnej więzi, która zaczęła ich łączyć od pierwszego dnia na wczasach.  Kierował się dobrymi intencjami, ale jak wiadomo, życie lubi zmiany. Dzień przed wyjazdem, Maciek wraz z ze swoją matką znikają z kurortu. Zrozpaczona dziewczyna nagłym wyjazdem przyjaciela, zaczyna poszukiwać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Przede wszystkim „dlaczego”?

Tak naprawdę, to nie wiem, co napisać o tej książce. Zacznę od tego, że bohaterowie okazali się mało wyraziści i nijacy. Żadne nie przemówiło do mnie i z pewnością szybko o nich zapomnę. Akcja tez nie była porywająca. Dla mnie, zabrakło klimatu wakacji. Powiewu gorącego powietrza i dotyku promieni słońca. Zdarzały się też momenty, że co kilka stron sprawdzałam, kiedy się to w końcu skończy. Ale chyba najciemniejszą stroną tej książki jest styl, grono błędów językowych i edytorskich. Kilka z nich:

„Chociaż nie byłam zadowolona, że Maciek na mnie fuka, jakoś mile połechtała mnie nie tylko jego troskliwość, co bliskość trzymania się mnie” [1]

„[…] dzieci ochoczo rzuciły się do pozowania z wielkim kilofem, a później do napychania sobie kieszenie gruzem” [2]

„[…] poinformował nas kierowca, zatrzymując się na parkingu przed kopalnia złota.” [3]

I wiele innych, których już nie będę wymieniać.

Mam wrażenie, że książkę wydano niestarannie i bez wcześniejszej korekty. Albo pani Peisert nie za bardzo przyłożyła się do pisania tej książki. Niestety, czytelnicy oczekują wysokiej jakości edytorskiej. Mi osobiście bardzo trudno czytało się ten tekst, choć naprawdę nie powinno. Wszystko przez błędy.

Jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę, a mianowicie brak jednolitości. Raz jest napisane tak:

„[…] tragiczną historią II wojny światowej” [4]

a raz:

„[…] mamy zapomnieć o okropieństwach Drugiej wojny światowej” [5]

Moim zdaniem, powinno być napisane II Wojny Światowej. Wyżej podane przykłady bardzo rażą moje oczy.

Myślałam, że jedyną pozytywną stroną Chłopaka z wakacji jest ta klimatyczna okładka, która od razu przenosi nas w taki letni, powiedziałabym nawet, że w jesienną aurę. Ale niestety, okazało się, że kolejne wydanie książki p. Sparksa ma identyczną szatę graficzną. (Sprawdź tutaj). Zero inwencji twórczej.

Czuję się trochę rozczarowana tą pozycją. Spodziewałam się lekkiej i klimatycznej powieści dla młodzieży. Chłopak z wakacji okazał się nudną i źle wydaną historyjką.

Z przykrością – nie polecam.
~*~

Za możliwość przeczytania dziękuję ślicznie Wydawnictwu Lucky



~*~

Z okazji  zbliżających się świąt Wielkanocnych, chciałabym Wam życzyć wszystkiego co dobre, zdrowia, rodzinnej i radosnej atmosfery, smacznego jajeczka, mokrego (nie zimnego!) poniedziałku oraz znalezienia wolnej chwili na czytanie. :)
Wesołego Alleluja!

życzy zasmarkana i chora Dzosefinn ;x 


PS: Wszystkie blogowe zaległości postaram się nadrobić po świętach, bo na razie nie pozwala mi na nic grypa.

___
[1] PEISERT M.: Chłopak z wakacji. Lucky 2013, s. 102.
[2] Op. Cit., s.71.
[3] Op. Cit., s.86.
[4] Op. Cit., s.66.
[5] Op. Cit., s. 67.

26 marca 2013

KOROLEWICZ Danuta - "Błękitne lato"

źródło: Empik
Danuta Korolewicz 
Błękitne lato

Wydawnictwo Lucky, 2012
s. 264
978-83-62502-45-5

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,9 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

ocena: 7/10

~*~



Ania licealistka z Warszawy spędza wakacje w małej miejscowości u swojej babci Ali.

Z dala od stolicy ulega urokowi ratownika Mariusza. Chce, by to on został jej tym pierwszym wymarzonym mężczyzną. Mimo że on również tego pragnie, to nie wystarczy. Na horyzoncie pojawia się jego dawna miłość, która nie zamierza z niego rezygnować.

Czy Ania przetrwa spotkanie z dawną dziewczyną Mariusza?

Jakie tajemnice skrywa Mariusz?

Czy miłość skończy się wraz z końcem wakacji?

~*~

Lato jest wyjątkową porą roku. To okres wakacyjny, czas odpoczynku od codziennych obowiązków (tych szkolnych i nakładanych przez pracę), ładowania baterii oraz czas relaksu i życia pełną piersią. Wtedy to najczęściej nawiązujemy nowe znajomości, ulegamy wakacyjnym zauroczeniom, które najczęściej kończą się wraz z nadejściem jesieni. Ale czy zawsze tak jest, że koniec wakacji równa się z końcem uczucia? Niekoniecznie.

Anna jest spokojną ambitną i mocno stąpającą po ziemi licealistką. Poznajemy ją w momencie, gdy kończy drugi rok nauki. Jej przyjaciółka, Luiza, z tejże okazji organizuje u siebie w domu imprezę, która ma być początkiem upragnionego lata. Przyjaciółki na ten czas rozstają się, Luiza jedzie do Hiszpanii, a Anna wyjeżdża do babci, która mieszka w małym miasteczku, Klonowie. A tam, „kolejne lato” zmienia się w jedno z najpiękniejszych okresów. Ta chodząca twardo po ziemi dziewczyna ulega urokowi przystojnego ratownika, Mariusza. Traci głowę do starszego od niej mężczyzny, za którym wciąż wlecze się przeszłość…

Błękitne lato jest historią nieprzemijającą. Co roku, właśnie we wakacje, większość z nas ulega wakacyjnym flirtom, zakochuje się i spędza ten cudowny czas u boku osoby, która zmienia nasz sposób postrzegania świata. Zmieniamy się, wszystko widzimy w innym świetle. To tak, jakbyśmy patrzyli na otaczającą nas rzeczywistość przez różowe okulary.

Oprócz wakacyjnego romansu, Błękitne lato porusza również temat toksycznej miłości. Była dziewczyna Mariusza, Matylda, mimo zerwania, jest w stanie walczyć o uczucie, które dawno już wygasło. Zdolna jest nawet skrzywdzić drugą, niewinną osobę, by osiągnąć swój cel. A ta przeszłość, ciągnąca się za młodym mężczyzną może zaważyć na nowej znajomości. I czy uczucie, które łączy Mariusza i Annę jest wystarczająco silne, by przetrwać burzę, która nieuchronnie nadchodzi?

Książkę bardzo przyjemnie mi się czytało. Byłam zaskoczona tym, jakie emocje i wspomnienia wywołała ta lektura  Błękitne lato okazało się bramą do wspomnień, nie tyle do czasów licealnych, ale również do beztroskich wakacji, które minęły bezpowrotnie. W trakcie czytania mogłam zamknąć oczy i bez problemu wrócić do tego pięknego okresu mojego życia, gdzie moja największą bolączką było odrobienia pracy domowej na następny dzień, nauka na kartkówki i sprawdziany oraz po tym wszystkim błogiego lenistwa przez następne dwa miesiące.

Autorka wykreowała interesujące postaci, lecz zastanawiam się, czy trochę nie za nudne. Wszystkie są podobne do siebie, a jedyną, wybijającą się z tej całej historii jest Matylda. Ona tak naprawdę nadaje dynamizmu całej tej powieści. Anna wydaje się przy niej nieciekawa i mało atrakcyjna. O reszcie bohaterów nie będę wspominać, bo tak naprawdę nie wyróżniają się i nie potrafię nic ciekawego na ich temat napisać.

Co do okładki, to nie za bardzo  przypadła mi do gustu. Pierwsze co widzę, do twarz kobiety z katalogu makijażu ślubnego, a nie młodą i skromną dziewczynę z powieści pani Korolewicz.

Ogólnie rzecz ujmując Błękitne lato podobało mi się. Jeśli potrzebujecie, lub chcecie powrócić do czasów młodości, pierwszych wakacyjnych miłości, beztroski i radości, to ta książka jest właśnie dla was. Jestem bardzo zaskoczona całym tym letnim klimatem, który unosi się wokół tej historii. Dzięki niej, przez chwilę mogłam wymazać tę okropną pogodę za oknem, powdychać gorące powietrze i cieszyć się promieniami słońca na mojej twarzy. Nic innego nie pozostaje, jak czekać na kolejne lato, które może okazać się Twoim Błękitnym latem.

~*~

Za możliwość przeczytania dziękuję ślicznie Wydawnictwu Lucky

22 marca 2013

GORGOLEWSKA Anna M. - "Mrówki w śniegu"

źródło: MBP w Wejcherowie
Anna M. Gorgolewska
Mrówki w śniegu

Wydawnictwo Lucky, 2012
s. 160
978-83-62502-52-3

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,1 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

ocena: 7/10 

~*~

Najnowsza książka Anny Gorgolewskiej zaskakuje od pierwszych stron. Agnieszka Anioł wzorowa uczennica, wspaniała córka i kochana siostra dla młodszego brata. Jedna decyzja zmieni całe jej życie. Szkoła, rodzina przestaną się liczyć. Staczając się coraz bardziej stanie na krawędzi. Jeszcze krok, a nie będzie już odwrotu. Czy zrobi ten krok? Czy jednak ktoś ją uratuje? Kiedy zaczniesz ją czytać, przestaniesz dopiero, kiedy zobaczysz napis: KONIEC.

~*~

Dorastanie jest szalonym okresem w naszym życiu. Zmieniamy się nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Z niewinnego dziecka przekształcamy się w dorosłą osobę. Postrzeganie świata ulega przewartościowaniu. Zmienia się system wartości. Coś co kiedyś było dla nas ważne, w tym momencie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Najczęściej nie dostrzega się tego, co naprawdę jest istotne. Bardzo często wydaje się, że w okresie dorastania pozjadaliśmy wszystkie rozumy. Uważamy, że wiemy, co dla nas jest dobre oraz sami chcemy podejmować decyzje. Chcemy być panami własnego losu. Jeśli się udają nasze zamiary, to jesteśmy jeszcze bardziej zadufani w sobie. Jednak gdy coś nie wychodzi, to o całe zło obwiniamy wszystkich dookoła. Czasami słusznie, ale niekiedy nie. Burza hormonów szaleje, zaślepieni promieniami młodości bardzo często ranimy tych, na których najbardziej nam zależy. Złość rodzi złość. Pielęgnując agresję powoli zatracamy się i spadamy w otchłań. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie dostrzegamy własnych błędów. Dopiero gdy sięgamy dna, zdajemy sobie sprawę jaką, swoim zachowaniem, wywołaliśmy lawinę. Wszystko staje się wyraźniejsze i dopiero wtedy uświadamiamy sobie krzywdę wyrządzoną osobom, które były dla nas wszystkim. Z takiej beznadziejnej sytuacji, tylko my jesteśmy w stanie siebie uratować. Ale najpierw, musimy wybaczyć sobie i przyznać się do winy…

Agnieszka Anioł jest zwyczajną nastolatką. Blond włosy i jasne oczy idealnie komponują się z jej nazwiskiem. Bohaterka jest osobą silną charakterem, potrafi przytupnąć, kiedy coś jej się nie podoba. Lecz w głębi jej serca drzemie dobro. Można powiedzieć, że dziewczynie niczego nie brakuje. Ma wspaniałą i kochającą rodzinę, przyjaciół, otaczana jest zewsząd sympatią i uznaniem. Poznajemy ją jako radosną i szczęśliwą nastolatkę, która ma plany na przyszłość. Niestety wszystko ulega zmianie, gdy dowiaduje się o przeprowadzce. Matka oraz ojczym planują zmienić miejsce zamieszkania. Wszystko może i byłoby do przełknięcia, gdyby nie fakt, że zatajają tę decyzję przed główną bohaterką. Agnieszka staje przed faktem dokonanym. Nic dziwnego, że buntuje się i zamyka w swoim świecie, przepełnionym bólem i żalem do opiekunów. Jest zmuszona rozstać się z tym co zna i jednocześnie odnaleźć się w nowym miejscu. Zadaj sobie pytanie, drogi czytelniku: jak byś się poczuł na miejscu bohaterki? Wyobraź sobie tę sytuację, dowiadujesz się od przyjaciół, że planujecie się wynieść z miasta. Tak naprawdę zostajesz podstawiony przed faktem dokonanym. Ktoś postanowił zadecydować o Twoim losie i jednocześnie zmienia Twoje plany. Nie wiem jak Ty, ale ja, podobnie jak bohaterka, byłabym rozgoryczona i poczułabym się zdradzona. Plany, które miała Agnieszka na przyszłość rozpadają się jak domek z kart. A do tego musi odnaleźć się w obcym miejscu.

Mrówki w śniegu to przede wszystkim książka o dorastaniu, akceptacji, zrozumieniu, poszukiwaniu własnej tożsamości, podejmowaniu trudnych decyzji, błądzeniu oraz o przebaczaniu.

Życie to ciągłe wybory. Czasem podejmuje się dobre decyzje, czasem złe. Ważne jest, żeby te złe naprawić. Albo przynajmniej próbować.” [1]

Czy jedna decyzja może zaważyć na całym życiu? Okazuje się, że tak, w szczególności, gdy jest się młodą, upartą i rozgoryczoną nastolatką. Agnieszka nie była zła, jednak zatajenie przed nią decyzji o przeprowadzce, wywołało lawinę negatywnych zdarzeń i emocji. Na początku brnie i pielęgnuje swoją złość, jednak z czasem zaczyna dostrzegać własne błędy. I gdy myśli, że jest na straconej pozycji, to okazuje się, że jednak nie. Tak naprawdę to od niej zależy, czy dalej będzie jechać w złym pociągu, a może wysiądzie na następnym przystanku? Decyzję musi podjąć sama.

Książka jest naprawdę wciągająca. Pokazuje dość poważne problemy nastolatków w prosty sposób i co najważniejsze, przedstawia na nie lekarstwo. Z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji istnieje wyjście awaryjne. Wystarczy się przełamać i wybaczyć samemu sobie. Bo błędy każdy ma prawo popełnić. Lecz trzeba umieć je naprawiać. I wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość.

Mrówki w śniegu jest przyjemną lekturą, bardzo szybko się czyta i przede wszystkim pozwala oderwać się od codziennych trosk. Okładka przyciąga wzrok i naprawdę oddaje treść książki. Bardzo mi się podoba i gdybym mogła to godzinami studiowałabym zagubiony wzrok dziewczyny na zdjęciu. Jedynie co rzuciło mi się w oczy, to kilka błędów językowych (prawdopodobnie ktoś był głodny i pozjadał literki ;)), ale nie ujmuje to całej historii. Poza tym, zdecydowanie książka warta polecenia. Szczególnie dla młodzieży. 

~*~

„Powiedziałam…
Wiosna
A z moich ust
Wystrzeliły pąki kwiatów
I wypłoszyły z gniazd pisklęta.
Powiedziałam…
Lato
A lody zaczerwieniły się
Polewą z truskawek
I słońce słało uśmiechy.
Powiedziałam…
Jesień
A klucz dzikich gęsi
Przeciął wieczorne niebo
I z krzykiem zniknął.
Powiedziałam…
Zima
A świat pozostał piękny
Tylko mnie
Przestało już obchodzić.” [2]

~*~

Za możliwość przeczytania dziękuję ślicznie Wydawnictwu Lucky


___
[1] GORGOLEWSKA A.M.: Mrówki w śniegu. Lucky 2012, s. 144.
[2] Op. Cit., s. 58-59.

19 marca 2013

MALZIEU Mathias - "Mechanizm serca"

Mathias Malzieu
Mechanizm serca
(La mécanique du cœur)

 tł. Magdalena Krzyżosiak

Świat Książki 2010
s. 166
978-83-247-1413-1
Cena: 24,90 zł 

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,6 cm)
+ 52 książki

ocena: 9/10

~*~


W najzimniejszy dzień w dziejach świata, 17 kwietnia 1874, w Edynburgu rodzi się Jack. Chłopiec ma zamarznięte serce. By przeżył, ekscentryczna doktor Madeleine wszczepia mu mechanizm zegara z kukułką. Jackowi nie wolno się tylko zakochać, bo wówczas jego serce pęknie na zawsze. Ale nie da się żyć bez miłości... Delikatnie zabawna, imponująca wyobraźnią, mądra i czuła bajka–niebajka o wielkich uczuciach, nietolerancji, zazdrości i psikusach losu, na które czasem pomaga... koktajl z łez. 

~*~

Czym jest miłość? Drganiem serca, szumem krwi, drżeniem ciała? Wiele osób szukało i nadal szuka odpowiedzi. Ale czy ją znajdą? Chyba nie… Do czego jesteśmy zdolni, by ją zdobyć? Poczuć? Odzyskać? Czy mimo tej całej otoczki radości, szczęścia i obezwładniającej euforii jest warta poświęcenia i wyrzeczeń?

Cała przyjemność i radość, które daje miłość muszą któregoś dnia odbić się cierpieniem. A im mocniej się kocha, tym ból będzie silniejszy [1]

Miłość to nie tylko ten stan uniesienia. Jest przede wszystkim siłą destrukcyjną. Potrafi zadać mocny cios. Jest niekiedy niebezpieczna i bezwzględna, a zakochanych ubezwłasnowolnia. Działa jak narkotyk, raz spróbujesz i jesteś uzależniony. Chce się go więcej i więcej…

Jack przyszedł na świat w najzimniejszym dniu. Jego serce było zamrożone, a jedynym ratunkiem miał się okazać zegar z kukułką. Chłopiec był owocem przypadku, czymś, co wadzi i przeszkadza. Akuszerka, która odbierała poród postanowiła za wszelką cenę go uratować. Dlaczego Madeleine to robi? Ponieważ chce dać chłopcu to, czego nie chciała dać mu matka. Miłości. Zegar z kukułką sprawia, że chłopiec staje się wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Jest to również powód jego samotności. Ludzie na jego widok odwracają wzrok, są bezwzględni jeśli coś odstaje od przyjętych reguł. Coś co jest inne, nieznane wywołuje wszelakie emocje, w tym strach oraz agresję. Wystarczy jedna wrogo nastawiona osoba, by życie niczemu winnemu człowiekowi zamieniło się w piekło. A wszystko przez swoją odmienność.

Wszystko to przytrafia się młodemu bohaterowi, ponieważ przy swojej odmienności zaufał swoim uczuciom. Raz spotkana mała śpiewaczka zmienia jego życie na zawsze…

Darząca go matczynym uczuciem akuszerka Madeleine robi wszystko, by uchronić bohatera przed cierpieniem. Od najmłodszych lat wmawiała mu, że silniejsze emocje i uczucia mogą doprowadzić do uszkodzenia zegaroserca, a nawet do jego zatrzymania oraz śmierci. Jednak uczucie do śpiewaczki jest silniejsze, aniżeli przestrogi Madeleine. Jack zatracony w tejże euforii wyrusza na poszukiwania tej jedynej, raz ujrzanej dziewczynce. I od tego momentu jego życie to ciągła sinusoida. Czy chłopiec odnajdzie swoje szczęście u boku pięknej, niedowidzącej miss Acacii?

Mechanizm serca jest powieścią o uczuciach oraz podążaniu za własnymi marzeniami, o miłości, która parzy i zniewala, o nadziei, która nigdy nie gaśnie, o indywidualności i odrębności, budzącej najmroczniejsze emocje i czyny. Wszystko to i wiele więcej doświadczycie w tej baśni dla dorosłych.

Styl oraz język Mechanizmu serca jest urzekający, wręcz baśniowy. Autor swoją powieścią czaruje czytelników i pokazuje swoją wizję miłości. Bardzo szybko zatracamy się w tym steampunkowym świecie i  odrywamy się w momencie, kiedy Jack odkrywa prawdę oraz przekonuje się o sile miłości.

Nie mogę nie wspomnieć o okładce. Jest urzekająca i tak przyciągająca, jak treść, którą skrywa.

Wzruszająca historia zapadająca głęboko w pamięć. Polecam.

~*~

      Love is dangerous for your tiny hart even in your dreams, co please dream softly. [2]

     Zawód miłosny może zmienić ludzi w potwory przepełnione smutkiem. [3]

     Nigdy nie można wrócić do tego, co już się stało. Nawet jeśli ma się zegar w sercu. [4]

___
[1] MALZIEU M.: Mechanizm serca. Warszawa: Świat Książki 2010, s. 29.
[2] Op. Cit., s. 32.
[3] Op. Cit., s. 43.
[4] Op. Cit., s. 49.

PETTERSON Per - "Na Syberię"

Per Petterson
Na Syberię
(Til Sibir)

tł.Iwona Zimnicka

W.A.B. 2011
s. 270
978-83-7747-507-2

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2 cm)
+ 52 książki

ocena: 9/10

~*~


Jutlandzki krajobraz: przenikliwe zimno, porywisty wiatr, zamarzające morze. Lodowate relacje rodzinne: niedostępny ojciec, fanatycznie religijna matka, dziadek, który popełnia samobójstwo. W tym świecie kilkunastoletnia dziewczynka stale marznie; chłód wdziera się nawet do jej snów. Tylko z bratem, Jesperem, łączy ją niezwykle silna więź, o której można powiedzieć, że przetrwa wszystko. Marzą o innym, lepszym świecie: ona śni o podróży na Syberię, on - o wyjeździe do Maroka. Nadchodzi wojna, która rozdzieli brata i siostrę. Jesper zaangażuje się w ruch oporu i wkrótce będzie musiał uciekać z kraju, dziewczyna rozpocznie tułaczkę po Skandynawii... Na Syberię to przejmujący, znakomicie nakreślony portret młodej kobiety, która umarła, zanim tak naprawdę zaczęła żyć. 

~*~


Przychodzimy na świat w konkretnej rodzinie. Jesteśmy albo młodszym, albo starszym rodzeństwem Niektórzy z nas jednak pozostają jedynakami. Jedyne, co wszystkich nas łączy to więzi rodzinne, które sprawiają, że trzymamy się razem. Ale każda więź jest inna: rodzic-dziecko, dziadkowie-wnuczkowie, rodzeństwo. To jest coś, czego nie da się opisać jednym zdaniem. Uczucie łączące ze sobą dzieci w rodzinie, czasami jest silniejsze niż pomiędzy pozostałymi członkami rodziny. Ci z nas, którzy mają brata, siostrę to rozumieją i czują te emocje. Wiedzą o czym piszę. Jedynacy niestety nie. I im najbardziej współczuję, ponieważ nigdy nie zaznają tej czystej, braterskiej lub siostrzanej miłości. A Na Syberię jest właśnie taką powieścią. O więziach rodzinnych.

Na Syberię to spisane wspomnienia pewnej kobiety z czasów młodości. Opowiada i przywołuje swoją młodość, a szczególną uwagę przywiązuje do więzi łączących ją z bratem. Miał na imię Jesper i dzielili jeden pokój w skromnym mieszkaniu nad mleczarnią. Dzieciństwo ich przypada na okres międzywojenny, czas beztroski i szczęścia. Bezimienna bohaterka była zapatrzona w swojego brata. Był dla niej więcej niż tylko bratem. Był przyjacielem, opiekunem i nauczycielem. To on wprowadził ją w świat dorosłych. Pokazywał jej ich świat i jak się w nim poruszać. Był jedyną osobą, która ją rozumiała i tak prawdziwie znała. Razem marzyli, planowali przyszłość, śmiali się, czerpali radość z każdego dnia, a przede wszystkim uczyli się od siebie. Lecz wszystko z wiekiem przemija. Dorastają, a świat dziecięcych fantazji mija bezpowrotnie.

Czas wojny na zawsze odmienia ich życie. Jesper emigruje z kraju, a bohaterka jest zmuszona szukać innego nauczyciela i towarzysza życia. Po latach otrzymuje od niego list, w którym pisze, że gdy wiadomość do niej dotrze, on będzie czekać na nią w rodzinnym domu. Bohaterka zostawia swoją przyszłość i wraca w rodzinne strony. Dom od zawsze dla nich był miejscem surowym, pracowitym i bezuczuciowym. W całej tej otoczce jedyną radością i promykiem słońca był dla niej brat. I odwrotnie.

Jest to bardzo przejmująca opowieść kobiety, która przez kilka lat od ucieczki brata żyje nadzieją, iż jej droga z bratem kiedyś się znów złączy. W niektórych momentach powiedziałabym, że jest wręcz baśniowa, nierealna. Cała ta historia osadzona jest w przepięknym krajobrazie północnym, a wśród nich dwoje dzieci, które umacniają swoją miłość do siebie.

Tylko osoba, która posiada rodzeństwo mogła tak cudownie opisać relacje zachodzące między nimi. Ja mam to szczęście, że wiem co to jest miłość bratersko-siostrzana. Dla mojego brata zrobiłabym wszystko. I wiem, że on dla mnie jest w stanie również z wielu rzeczy zrezygnować. Tak jak bohaterowie tej powieści.  

Siedzę i zastanawiam się, jak musi się czuć jedynak, po przeczytaniu Na Syberię.

Samą książkę dobrze się czyta oraz szybko. Język jest bardzo plastyczny i pobudzający wyobraźnię.

„Za nim widać choinkę i okno po przeciwnej stronie, z szybą do połowy pokrytą lodowymi różami” [1]

„[…] kwiaty wilgoci rozrastają się pod tapetą […]” [2]

Trudno mi znaleźć jakieś wady. Jedyne, to kilka literówek, które przeoczyli edytorzy.

W literaturze skandynawskiej zakochałam się kilka lat temu. I jak na razie żadna powieść mnie nie rozczarowała.  Na Syberię mogę polecić, z czystym sumieniem, każdemu!

"Staję się tym, co widzę. Widzę książkę, która właśnie się zaczyna i nikt jeszcze nie wie, co się wydarzy." [3]

___
[1] PETTERSON P.: Na Syberię. W.A.B. 2011, s. 13.
[2] Op. Cit., s. 57.
[3] Op. Cit., s. 100.

14 marca 2013

DESROCHERS Lisa - Demony. Pokusa

źródło: Matras
Lisa Desrochers
Demony. Pokusa
(Personal Demons)

tł. Ewa Penksyk-Kluczkowska

Wydawnictwo Dolnośląskie 2011
s. 367
978-83-245-9138-1

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,3 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

Siedemnastoletnia Frannie pochodzi z wielodzietnej katolickiej rodziny, a jej rodzice są ludźmi bardzo zasadniczymi. Dziewczyna najlepiej dogaduje się z ukochanym dziadkiem, wdowcem i pasjonatem starych aut. Jest pewna, że ostatni rok w liceum będzie równie monotonny jak poprzednie, gdy do jej klasy trafia niezwykle atrakcyjny Luc Cain. Nikt nie podejrzewa, że przysłany z piekieł Luc jest demonem, który ma posiąść nie tylko duszę Frannie. Ale Niebiosa mają inne plany. Do walki z mocami piekielnymi staje równie pociągający anioł Gabe…

~*~


Walka dobra ze złem jest popularna w literaturze i sztuce. Zazwyczaj to dobro, to Niebo, które kojarzone jest z bielą, czystością i pięknem, a zło, czyli Piekło z czernią, czerwienią, brudem i brzydotą. Te dwie siły są odwiecznymi wrogami i walczą o nasze dusze…

Lisa Desrochers nie pierwsza i pewnie nie ostatnia poruszyła ten wątek, jednak jakby dodała coś od siebie, a mianowicie dodała do tej mieszanki burzę hormonów.

Frannie, a właściwie Mary Francis jest jedną z pięciu córek państwa Cavanaugh. Pochodzi z rodziny religijnej i jest dość cichą osobą. Jednak pod tą powłoką kryje się ognisty temperament z wielkim sercem. Na pozór wiedzie dość spokojne życie, lecz jej duszę trapi bolesna tajemnica z przeszłości. Wszystko się zmienia, gdy siły ciemności zaczynają się dopominać o duszę Frannie. Zesłany na Ziemię Luc, demon, ma się do tego faktu przyczynić. Jednak boskie siły czuwają nad cenną duszą nastolatki i wysyłają swojego „człowieka”, anioła Gabe’a. Anioł i demon mają za zadanie oznaczyć dusze Frannie, jeden dla Niebios, a drugi dla Piekła. Pytanie tylko, który pierwszy…

Wszystko wydaje się dość schematyczne: dwóch pięknych walczy o duszę (i serce) dziewczyny, ale tym, co wyróżnia ten paranormal romance to fakt, że miłość Frannie ma moc większą, niż cała magia świata. By za dużo nie zdradzić, ten wątek podsumuję cytatem :)

Miłość to jedyna siła, która zmienia wroga w przyjaciela"
                                                                                          - Martin Luther King

Z początku byłam do tej książki dość wrogo nastawiona. Naczytałam się różnych opinii (większość z nich były mało pochlebne) na jej temat, lecz coś mnie do niej przyciągało. Więc postanowiłam na własnej skórze sprawdzić, o co chodzi z tymi Demonami. Pokusa.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wyżej wymieniony schemat, a konkretniej „zmierzchowy” (że tak go nazwę). Jedna dziewczyna, nastolatka: Frannie – Bella, dwóch przystojniaków, którzy „walczą” o jej względy: Luc – Edward i Gabe – Jackob. I tak naprawdę podobieństwa się na tym kończą. Mogę tylko zdradzić, że pod koniec książki „Przed świtem” s. Meyer, Bella przechodzi na stronę Edwarda. W Demony. Pokusa główna bohaterka „przeciąga” swojego wybranka na swoją stronę. A kogo, tego dowiecie się z książki (mam nadzieję, że rozbudziłam Waszą ciekawość :))

Jestem pod dużym wrażeniem, jeśli chodzi o fabułę. Podtrzymuje w napięciu i naprawdę bardzo zaskakuje. Język jest bardzo przyjemny i lekki, choć znalazłam jedną literówkę, która tak naprawdę zamiast mnie obruszyć (niby każdemu może się zdarzyć, ale wydawnictwa niestety powinny na takie wpadki być bardzo wyczulone. Przecież chcemy dążyć do perfekcji? ;)), to się przy tym śmiałam:

Drży, a po mnie przechodzą cisarki” [1]

Jest jeszcze coś, co mnie wprost doprowadza do szaleństwa. A mianowicie spolszczenia angielskich słów typu: „nindża”, „tiszert” i „dżudo”, no ja was proszę, redaktorzy i korektorzy! Tego nie da się czytać!

Demony. Pokusa jest dobrą lekturą na szaro-bure dni. Pozwala nam się oderwać od rzeczywistości i zapomnieć o przyziemnych obowiązkach. Trochę ubolewam, że autorka poszła na łatwiznę, jeśli chodzi o imiona „walczących” ze sobą postaci: Luca (Lucyfer) i Gabe’a (Gabriel). Wystarczy spojrzeć na imiona i wiadomo, kto jest tym złym, a kto tym dobrym. Pani Desrochers mogła trochę poszaleć. Ale to nie jest jak tak bardzo istotne.

Miałam (małe) opory przed przeczytaniem tej książki, jednak nie żałuję, że się na nią w końcu zdecydowałam. Bardzo przyjemnie spędziłam przy niej czas oraz rozbudziła moją ciekawość i na pewno sięgnę po kontynuację.

I na sam koniec. Wielka, czerwona kartka dla grafika za okładkę. Nie sugerujcie się wyglądem dziewczyny umieszczonej na szacie graficznej. Bohaterka, Frannie, jest drobną, niebieskooką blondyneczką. Tak naprawdę dziewczyna na obrazku, to jej przeciwieństwo. Chociaż ten błysk w oku i spojrzenie powalające.

Zdecydowanie tak! Polecam!

I na zakończenie kilka (moim zdaniem) najlepszych tekstów:

Podnoszę z podłogi swoje żałosne jestestwo…” [2]

„W mojej klatce piersiowej jest jakiś głęboki, pulsujący węzeł. – serce? No bez jaj. Siarka nie pulsuje” [3]

[o Gabrielu]
„To musi być jego wina, choć nie wiem, jak to zrobił. Znajdę go, wyskubię mu wszystkie anielskie piórka i napełnię nimi poduszkę” [4]

„Ludzie robią różne rzeczy i uzasadniają swoje wybory różnorakimi, szlachetnymi wymówkami, ale koniec końców zawsze dbają o swoje interesy” [5]
 
I co do ostatniego cytatu, niestety, z tym muszę się zgodzić.

___
[1] DESROCHERS L.: Demony. Pokusa. Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie, s. 50.
[2] Op. Cit., s. 73.
[3] Op. Cit., s. 158.
[4] Ibid.
[5] Op. Cit., s. 232.

10 marca 2013

COELHO Paulo - Zwycięzca jest sam

źródło: Drzewo Babel
Paulo Coelho
Zwycięzca jest sam
(O Vencedor está Só)

tł. Jarek Jeździkowski

Drzewo Babel 2009
s. 346
978-83-89933-90-4

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,1 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

ocena: 4/10

~*~


Festiwal filmowy w Cannes. 24 godziny. Cała plejada postaci z wielkiego świata: producenci filmowi, aktorzy, dyktatorzy mody, supermodelki, a także początkujące gwiazdki filmowe, gwiazdy, których splendor już nieco przygasł i tłum tych, którzy grzeją się w blasku sławy, władzy i bogactwa. Porządek tego "pięknego, wspaniałego" świata burzy nagłe wtargnięcie Igora, rosyjskiego multimilionera, owładniętego obsesją na punkcie swojej byłej żony, która odeszła ze znanym projektantem mody. Igor, zraniony do żywego nie cofnie się przed niczym, by odzyskać miłość ukochanej... 

~*~


Zwycięzca jest sam to historia o życiu w świecie blichtru, a konkretniej jeden dzień, który dla nielicznych miał być spełnieniem marzeń, a okazał się ostatnim momentem życia. Rosyjski milioner i właściciel telefonii komórkowej, Igor, przyjeżdża do Cannes, by pokazać i udowodnić byłej żonie, Ewie ile jest w stanie zrobić w imię miłości.  Dla głównego bohatera, ten jeden dzień staje się ostatnim starej egzystencji. Bez skrupułów i litości zabija kolejne ofiary, które w jego oczach są nikim konkretnym. Mają być tylko przykładem tego, do czego jest zdolny zraniony człowiek, oraz wiadomością dla byłej żony, że dla niej jest w stanie poruszyć niebo i ziemię, byleby tylko wróciła. Autor jakby usprawiedliwia bohatera….

„[…] miłość usprawiedliwia czyny, których zwykli ludzie często nie są w stanie zrozumieć – chyba, że ktoś przeżyje dokładnie to, co on przeżył.” [1]

Nie do końca się z tym stwierdzeniem zgadzam. Miłość nie wszystkie czyny usprawiedliwia. Na pewno odebrania życia niewinnym ludziom oraz poniżenia, upokorzenia i odebrania wolności drugiemu człowiekowi.

Nikt nie ma prawa decydować o czyimś losie, w szczególności odbierać wolności i życia. Lecz niestety takie sytuacje się zdarzają i my tak naprawdę nie mamy nic do powiedzenia. – a jak następnym razem padnie na mnie? -  Możemy się tylko obruszać na takie wydarzenia. Nie zmieni się ten stan, dopóki my się nie zmienimy.

Drugim takim aspektem poruszonym w tej książce jest życie bogaczy, celebrytów, sław i innych osób związanych z show-biznesem.  Autor bardzo trafnie opisał sytuację ludzi, którzy są na tzw. świeczniku.

„Spotykają się, żeby udawać, że są szczęśliwi, chociaż w rzeczywistości są niewolnikami własnego sukcesu” [2]

Od lat wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają. Są tylko niezbędnym elementem do życia. By przetrwać, musisz posiadać pieniądze. Koniec. Kropka.

Kolejnym smutnym wnioskiem jest to, że wszystko kręci się wokół dóbr materialnych. Zamiast dążyć i spełniać wartościowe idee, ludzie wolą  uganiać się za iluzją życia – czyli dobrami materialnymi i sławą.

Zwycięzca jest sam to dosyć trudna książka. Porusza wiele - dla nas, zwykłych szaraków – ciekawych tematów, których nie odczuwamy tak bardzo, jak ludzie sukcesu. Pokazuje, jak wiele zależy od jednego człowieka. Często słyszy się, że „ja jako jedna osoba nic nie mogę zrobić. Sam nie poruszę góry…”. Patrząc teraz, przez pryzmat tej książki uważam, że jedna osoba może wszystko. Jeśli bardzo chce i pragnie, to może osiągnąć wszystko. Pytanie nasuwa się jedno – tylko jakim kosztem.

Książka posiada drugie dno. Jednak, by do niego dotrzeć, trzeba naprawdę głęboko szukać. Zwycięzca jest sam sama w sobie to bardzo nużąca i specyficzna lektura. Może i nie wnosi niczego nowego do życia, lecz przypomina o niektórych prawdach. Postaci, które wykreował Coelho byli bardzo słabi, nijacy, nużący, nie wyróżniający się.

Zabrałam się za tę książkę, ponieważ moja uwagę zwróciła bardzo interesująca okładka, opis z tyłu okładki oraz wcześniejszy dorobek autora. Przeczytałam kilka jego powieści i niektóre z nich okazały się naprawdę dobrymi. Spodziewałam się, że Zwycięzca jest sam jest kolejną dobrą książką Coelha. Niestety trochę rozczarowała mnie ta pozycja. Spodziewałam się wartkiej akcji, intrygujących i barwnych bohaterów. Książka ta okazała się dla mnie zbyt ciężką i przytłaczającą. Raczej nie polecam.

___
[1] Coelho P.: Zwycięzca jest sam. Warszawa: Drzewo Babel 2009, s. 338.
[2] Op. Cit., s. 16.

3 marca 2013

BLUBAUGH Penny - "Mrok kwiatów"

źródło: Matras
Penny Blubaugh
Mrok kwiatów
(Blood and flowers)

tł. Joanna Lipińska

Amber  2011
s. 255
978-83-241-4012-1

 Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,6 cm)
+ 52 książki


ocena: 4/10


~*~

Czy uciekając do Krainy Magii, znajdziemy miłość, szczęście i swoje miejsce w życiu?

Trzy lata temu Persia uciekła od swoich rodziców narkomanów i znalazła dom u Banitów – w magicznym zespole teatralnym. Z czasem ta barwna grupa ludzi i elfów, lalkarzy i aktorów staje się jej rodziną, której nigdy nie miała. Tu odkrywa swoją miłość do teatru i… do Nicholasa, najpiękniejszego z Banitów. Życie nie mogłoby być lepsze...

Tak się jej wydaje, dopóki Banici nie padną ofiarą strasznego oskarżenia. Muszą uciekać ze świata śmiertelników, gdzie magię wini się za wszelkie zło. Muszą schronić się w Krainie Magii. Ale Kraina Magii to nie – jak myśleli - świat kwiatów i tęczy…

~*~


Czy ucieczka jest najlepszym sposobem by uniknąć problemów? Czy rzeczywiście ta opcja jest dobra?

Mrok kwiatów opowiada losy trupy banitów, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Persja - główna bohaterka, jedna z banitów – jest narratorka historii. To z jej punku widzenia obserwujemy świat, który ją otacza, a konkretniej dwie rzeczywistości: jeden realny, natomiast drugi – magiczny. Razem z przyjaciółmi: Floss (magiczną istotą z Krainy Magii), Toniem („dyrektorem” artystycznym banitów), Maxem (jego partnerem), Nicholasem (studentem prawa) i Łucją muszą stawić czoło przeciwnościom losu. Gdy sytuacja staje się napięta, uciekają do Krainy Magii, która wbrew pozorom nie jest taka straszna, jaką przedstawia opis z tyłu okładki. A jedyne, co może trupę ocalić przed wygnaniem to przedstawienie kukiełek, będące jednocześnie furtką do spełnienia marzeń.

Zacznę może od okładki i opisu. Szata graficzna jest naprawdę piękna i przykuwa uwagę. Naprawdę, czuć bijącą od niej magię i tajemniczość. Rudowłosa dziewczyna i te fioletowe kwiaty w pozie, jakby ktoś w tym momencie ją zawołał. Tak, wielki plus za okładkę.

Z czym kojarzyć się może tytuł Mrok kwiatów? Mnie przede wszystkim z czymś kruchym, pięknym, nawet niebezpiecznym i tajemniczym. Jak tytuł ma się do opisu? No cóż, niekoniecznie odzwierciedla moją interpretację tytułu do treści. Nie zrażona  tym szczegółem zabrałam się za jej czytanie. I tu już zaczynają się schody.

Muszę przyznać, że autorka bardzo plastycznie opisywała bohaterów i wszystko, co ich otacza. Dla przykładu:

„[…] wyglądał jak czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady. [1]

Jak można porównać łysego, ciemnoskórego mężczyznę do czekoladowego jajka wielkanocnego?! Aaaaa! Ja na taki pomysł bym nie wpadła, ale brawo dla autorki, które sprawiła, że przez chwilę zdębiałam. (O stylu na razie nie wspomnę)

„Za to rozmawiał z mężczyzną, który miał fryzurę jak Einstein, tle, że koloru niebieskiej gumy do żucia” [2]

„Futro było miękkie, mięciutkie i pachniało jak zasypka dla niemowląt i ogień” [3]

Jak pachnie ogień? Bo siedząc niejednokrotnie przy ognisku, to albo czułam żywicę, albo sadzę. Trudno mi powiedzieć, o jaki zapach autorce chodziło. Może Wy wiecie? ;)

„[…] ale jego napój miał kolor rubinów o północy” [4] 

Hę? Dla mnie zdecydowanie przesłodzone i przedobrzone. Było jeszcze kilka takich ciekawych zwrotów, na widok których przecierałam oczy ze zdumienia.

Kolejna sprawa, którą muszę tu poruszyć, to miejsce akcji, a konkretniej czas. Przez ponad 50 stron zastanawiałam się (a raczej rozkminiałam) w jakim okresie trwa ta historia. Początkowo obstawiałam późne średniowiecze, ale moje wątpliwości rozwiała koszulka z nadrukiem Persji (którego za Chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć).

Dalej: język (czy ja naprawdę muszę się znów z tym zmierzyć?). Przede wszystkim styl. Wiele błędów językowych i stylistycznych (dla przykładu powyższe czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady). Aaaaa! I te nieszczęsne powtórzenia. Przez całą książkę przewija się jedno słowo, które można byłoby zastąpić wieloma innymi. Chodzi mi tu o wyraz wodewil (wodewilowe melodie, wodewilowy wygląd, pacynki wodewilowe). Jak ja to mówię, co za dużo, to nie zdrowo. Nie wspomnę o innych ulepszaczach (typu: magia rezydendalna, dokerowy głos…). A gdzie w całej tej historii magia? No niby jest, ale dla mnie to trochę za mało. Trudno mi jest ocenić Mrok kwiatów. Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej niekoniecznie. Plusem jest oryginalność, szata graficzna i humor (chyba trochę przypadkowy). Dużo absurdów, a mało takiej konkretnej treści. Dla przykładu: Pył chochlikowy = proszki a’la narkotyki (nielegalne), czy drinki różnokolorowe (im ciemniejszy, tom gorszy) = na nasz język, to prawdopodobnie alkohol z tzw. Drugiego obiegu. Trzeba przyznać, że autorka miała pomysł, lecz nie do końca udany – jeśli chodzi o wykonanie.

___
[1] BLUBAUGH P.: Mrok kwiatów. Warszawa: Amber, 2011, s. 20.
[2] Op. Cit., s. 169.
[3] Op. Cit., s. 170.
[4] Op. Cit., s. 254.

1 marca 2013

[#10] Podsumowanie 2/2013

źródło: We Heart It

Luty był dla mnie zdecydowanie za krótki! Początek – sesja poprawkowa, ferie, ferie, ferie, pobudka, że trzeba ruszyć z 3 rozdziałem licencjatu. Ups…

Ale od czego jest 31 dniowy marzec? Od nadrabiania!

Dobrze, dobrze, już się nie rozpisuję, tylko przechodzę do części właściwej, a mianowicie podsumowania czytelniczego:

- W lutym przeczytałam 6 książek:
1. JIO S.: Marcowe fiołki
2. FITZPATRICK B.: Cisza
3. LARKIN A.: Zostań
4. LOEVENBRUCK H.: Noc wilczycy
5. LOEVENBRUCK H.: Wojna wilków
6. LOEVENBRUCK H.: Wilczyca i Córka Ziemi

- Książka miesiąca:
LARKIN A.: Zostań – dlaczego? Ponieważ jako jedyna zaskoczyła mnie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), nie pozwoliła mi się nudzić, oraz rozbudziła moje wspomnienia na temat mojej suni, która odeszła w sierpniu zeszłego roku. To już prawie 6 miesięcy jak jej nie ma… No dobrze, bo zaraz się rozkleję.

- Łącznie wyszło 2 035 stron, czyli około 73 strony dziennie. Zdecydowanie lepszy wynik ;)

- Nowości, które zasiliły szeregi mojej biblioteczki: 4 – a to przez styczniowe szaleństwo (dlatego tak skromnie).

1. PRASZYŃSKI R.: Córka Wokulskiego (Matrasowy konkurs na fb ;))
2. WILLIAMS A.: Miłość alchemika (zakup w Silva Rerum ;)
3. GREEN J.: Gwiazd naszych wina (nagroda w konkursie u Tirindeth <3)
2. FITZPATRICK B.: Szeptem (patrz pkt. 2 ;))


- Wyzwania:
a) Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 11,5 cm + 13,6 cm = 25,1 cm
b) 52 książki: 5 + 6 = 11
c) Z półki (poziom 6 – 26-30 książek): 2 + 1 = 3 – o zgrozo! Muszę ten wynik w marcu poprawić! Jeśli oczywiście nie będę zbaczać do biblioteki… :P)
d) Wyzwanie rocznikowe: 0 – poległam.

Tak to się przedstawia. :) Jestem zadowolona, bo jednak udało mi się przeczytać więcej, niż w styczniu. Mam nadzieję, że marzec będzie podobny, lub wręcz lepszy.
  
A teraz chwalipięctwo, czyli jak moja biblioteczka wygląda ;).



Najwyższa półka. Brakuje Prowansalski balsam na złamane serca (B. Asher) i Zapach spalonych kwiatów (M. de la Cruz).


Kolejna, to dział sztuka + ciąg dalszy książek. Tutaj brakuje Zawsze przy mnie stój (C. Jess-Cooke) i Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął (J. Jonasson).


Tutaj już niczego nie brakuje. Te trzy, które rzucają się w oczy to: Intruz (S. Meyer), Aleksander Gierymski (E. Micke-Broniarek) i Dziewczyny wojenne (Ł. Modelski).




Brakuje zdjęć Sagi o Ludziach Lodu, ale jak zwykle aparat odmówił posłuszeństwa...

I tak oto wygląda moja skromna kolekcja. ;)

To by było na tyle, czym chciałam się z Wami podzielić. A ja tymczasem idę kończyć czytać Mrok kwiatów, który mnie niestety coraz bardziej rozczarowuje…

Trzymajcie się i cieszcie się słońcem! – W Łodzi przez jakiś czas mocno dawało. ;) A u Was jak jest?
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...