17 listopada 2016

Yoon Nicola - "Ponad wszystko"

Nicola Yoon
Ponad wszystko
(Everything everything)

tł. Donata Olejnik

Wydawnictwo Dolnośląskie 2016
s. 328
978-83-271-5531-3
Cena okł.: 33,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Moja choroba jest bardzo rzadka. Mówiąc krótko – mam alergię na cały świat. Od siedemnastu lat jestem uwięziona w domu. Kontaktują się ze mną wyłącznie mama i moja pielęgniarka. Pewnego dnia wyglądam przez okno i widzę… jego. Jest wysoki, szczupły, ubrany na czarno. Nasze spojrzenia się spotykają. Obserwuję go z oddali. Już wiem, że moje życie właśnie się zmieniło. Nieodwracalnie, i wiem, że to będzie katastrofa.

~*~

Książka Nicoli Yoon ­– Ponad wszystko – zwróciła moją uwagę nie tylko bardzo plastyczną okładką, ale przede wszystkim opisem. Jakiś czas temu (było to naprawdę dawno temu) w Internecie trafiłam na historię Davida Vettera, który podobnie jak bohaterka książki – Madeline – cierpiał na SCID, czyli chorobę, która uniemożliwiała mu prowadzenie normalnego życia. Miał problemy z odpornością i od urodzenia był skazany na izolację – najpierw w inkubatorze, a następnie odpowiednio duże „plastikowe bańki”. Wszystko, co trafiało do niego musiało być uprzednio wysterylizowane, pozbawione wszelkich bakterii oraz innych drobnoustrojów, które mogły doprowadzić chłopca do śmierci. To, co mnie najbardziej przygnębiło w tej opowieści to to, że jego matka nie mogła go przytulić, pocałować czy choćby otrzeć mu łez. Przez swoją chorobę został pozbawiony bliskości drugiego człowieka – przede wszystkim matczynego dotyku. Jak możecie się domyślać, chłopiec zmarł, ale jak na jego przypadek żył naprawdę długo (zainteresowanych tematem Davida i jego historii odsyłam tutaj). Dlatego książka ta szczególnie zwróciła moją uwagę. Byłam szalenie ciekawa, co też autorka wymyśliła i jak pokierowała losem nastoletniej Madeline – mającej „alergię” na świat. I szczerze nie spodziewałam się takiego zaskakującego obrotu wydarzeń…

Ponad wszystko to historia dziewczyny, która od urodzenia cierpi na chorobę immunologiczną tzn. ma zaburzoną odporność i w związku z tym żyje w tzw. „bańce” odizolowana od świata zewnętrznego. Można powiedzieć, że dom – specjalnie dla niej przystosowany – jest nie tylko bezpiecznym azylem, ale także więzieniem, o którym Madeline nie ma pocięcia do czasu… Właśnie, do czasu, kiedy do domu obok wprowadza się Olly. Od tego momentu, krok po kroku jej życie się zmienia – na zawsze.

Powiem szczerze – trudno mi było pisać tą opinię, a to dlatego, żeby przez przypadek nie wyjawić czegoś, co mogłoby zdradzić treść książki oraz przy okazji popsuć zabawę w byciu zaskakiwanym przez autorkę. Myślałam, że będzie to historia o nastoletniej i niespełnionej miłości, niewymagająca, lecz jednocześnie trudna przez wzgląd na przypadek Madeline. Zupełnie nie byłam przygotowana na głębię oraz wiążący się z nią ładunek emocjonalny, jaki autorka zawarła w tej książce. Ponad wszystko okazała się bardzo mądrą opowieścią, choć na pierwszy rzut oka może za taką nie wyglądać. Tym bardziej, gdy przyjrzymy się jej formie: nie jest to typowo napisana historia, że mamy ciągły tekst. Na całość składa się wiele różnych elementów: przemyślenia i opisy sytuacji Madeline, dokumenty na temat jej zdrowia (w tym karty choroby), wyrwane kartki z pamiętnika, różnorodne zapiski związane z obserwacją świata zewnętrznego, wiadomości email, fragmenty rozmów przez komunikator internetowy, a wszystko to dodatkowo „okraszone” minimalistycznymi rysunkami Davida Yoona – męża autorki (gdybym była jeszcze studentką, i siedziałabym na niezwykle „porywającym” wykładzie, i przypadkowo miała na nim książkę Nicoli Yoon oraz kredki, to wielce prawdopodobne, że po półtorej godzinie Ponad wszystko byłoby… kolorowe).


Co do bohaterów – Madeline jak dla mnie jest dziwna, i trudno mi napisać dlaczego oraz jakie jej cechy charakteru na to ogólne wrażenie wpływają. Jako bohaterka nie jest ani wyjątkowo ciekawa, ani nudna. Niestety dla mnie jest trochę papierowa (w przeciwieństwie do pozostałych postaci), z pewnością za jakiś czas nie będę o niej pamiętać. Z kolei Mama Madeline, moim zdaniem, jest najbarwniejsza, bo kryje ona wiele tajemnic, które w momencie wyjawienia wywołują w głowie czytelnika chaos. Gdyby nie pewne fakty, o których z względów oczywistych nie mogę ujawnić, byłby to wyjątkowo piękny obraz matki, która kocha i troszczy się o swoje dziecko. W życiu Madeline, oprócz mamy, jest także Carla – przesympatyczna pielęgniarka o wielkim sercu, której nie można nie polubić. I Olly, który podobnie jak główna bohaterka nie ma łatwego życia. Jako postać niewątpliwie wprowadza trochę życia i „kolorów” w biały, sterylny świat Madeline.

Jeśli chodzi o język, to jest on młodzieżowy – prosty i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. Mimo tego momentami mnie męczył, ale dlatego, że męczyła mnie główna bohaterka, Madeline.

Ogólnie Ponad wszystko przerosło moje oczekiwania (oczywiście bez przesady), z pewnością to mądra historia, z której można wyciągnąć wiele nauki na tzw. przyszłość. Był to debiut autorki i muszę przyznać, że całkiem udany. Jestem szalenie ciekawa tego, jak będą wyglądać jej kolejne powieści, kiedy nabierze ona pisarskiej „wprawy”. Mam nadzieję, że będą one równie dobre, a nawet lepsze od Ponad wszystko. Myślę, że warto poświęcić jej czas, szczególnie teraz, gdy za oknami mamy jesienną szarugę. Powinna sprawić, iż poczujecie się, że możecie wszystko – wystarczy tylko chcieć i robić pierwszy krok.

~*~

Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. [1]

Wszystko niesie z sobą pewne ryzyko. [2]

Życie to dar. Nie zapomnij, żeby żyć. [3]

Może dorastanie wiąże się z rozczarowywaniem ludzi, których kochamy. [4]

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat

___
[1] Nicola Yoon, Ponad wszystko, Wrocław 2016, s. 73.
[2] Tamże, s. 77.
[3] Tamże, s. .151
[4] Tamże, s. 232.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect