20 listopada 2016

[#10] VI Salon Ciekawej Książki w Łodzi – Relacja


Witajcie kochani!

I kolejny Salon Ciekawej Książki za mną. W tym roku (na szczęście) bez przeziębienia mogłam uczestniczyć w tym łódzkim święcie książek, które odbyło się w miniony weekend, czyli 18-20 listopada. Na Salon wybrałam się w sobotę, i niestety pogoda nie dopisała, lecz szczęśliwi ci, którzy postanowili w niedzielę odwiedzić targi książki, bo pogoda okazała się być zdecydowanie łaskawsza. Jak co roku miały one miejsce w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, przy ul. Piotrkowskiej 282, w tak zwanej Białej Fabryce Ludwika Geyera.

W tym roku organizatorzy także zadbali o to, by zwiedzający mogli bez problemu dotrzeć na Salon, wielkie plakaty (m. in.) na bramie informowały gdzie należy się kierować. I podobnie jak w zeszłym roku, po wejściu do budynku przywitały mnie pierwsze stoiska książkowe. Był to niezwykle miły widok, aczkolwiek pisałam o tym w relacji z V Salonu (odsyłam zainteresowanych tutaj), że nie do końca jestem pewna, czy to dobry pomysł ustawiać stoiska przy wejściu, gdzie kolokwialnie mówiąc hula zimno i wiatr. Co tu ukrywać, to raczej nie są dobre warunki dla zachowania zdrowia, ale co by nie było, widok tylu książek na wstępie robi dobre wrażenie.

Po tzw. „rozpłaszczeniu się” udałam się do kasy, w celu odebrania wejściówki na Salon i tu pojawia się kolejne miłe zaskoczenie. Bardzo przesympatyczne Panie wręczyły mi, oprócz wspomnianej wejściówki, materiały informacyjne dotyczące VI Salonu Ciekawej Książki czyli: program, zakładkę promującą SCK, gazetę Twój Kurier Regionalny oraz – nowość – plan targów, który niewątpliwie ułatwiał poruszanie się po nich. Z tego wszystkiego chyba najbardziej pozytywną rzeczą był ów plan, niestety nie przypominam sobie (nie pamiętam), aby w poprzednich latach było coś takiego (może było a nie dostałam // dopatrzyłam się?).




źródło: Dom Literatury
Na terenie targów można było „spotkać” urny, na których znajdował się program X Festiwalu Puls Literatury w Łodzi (3-15 grudnia 2016 – Dom Literatury, ul. Roosevelta 17) oraz karty do głosowania w Łódzkiej Nagrodzie Literackiej im. Juliana Tuwima, która po raz czwarty zostanie wręczona polskiemu pisarzowi lub pisarce za twórczość literacką o m. in. wysokich walorach artystycznych. Zwróciłam na to uwagę tylko „dzięki” krzykliwej grafice na materiałach promocyjnych, która po prostu przyciągnęła mój wzrok.


Zwiedzanie parteru postanowiłam sobie zostawić na koniec, kiedy będę już się zbierała do wyjścia.

Na pierwszym piętrze przywitało mnie stoisko Przygotowalni, na którym można było kupić m. in. książkę Wirusy, która w bardzo przyjemny i prosty sposób pokazuje dzieciom co się dzieje z ich organizmem, kiedy atakują tytułowe wirusy. Do książki powstały gadżety promocyjne (koszulki, torby, maskotki), które sprawiły, że zwróciłam na to stoisko uwagę. Było naprawdę malownicze :)


Czyż wirus świnki nie jest uroczy?


Kolejny przystanek był tradycyjnie przy Naszej Księgarni, lecz w tym roku (podobnie jak w poprzednim) nic mnie nie zainteresowało do kupna. Chwilę „zadumy” miałam przy kolorowankach Johanny Basford ponieważ jestem zauroczona jej twórczością, jednak nie zdecydowałam się za ich zakup, ponieważ jeszcze nie skończyłam Tajemnego ogrodu, który nabyłam w zeszłym roku (chyba?) i czeka na moją „wenę” (obawiam się, że się jeszcze przez dłuższy czas nie doczeka…). 

 


W tym roku na Salonie po dłuższej nieobecności powróciło wydawnictwo Dreams, na którym kupiłam pierwszą książkę – Dopóki śpiewa słowik Antoni Michaelis (za całe 10 zł). Mam nadzieję, że za rok również pojawi się w Łodzi ;). Okładki książek mają obłędne…



Kolejne stoisko które przyciągnęło moją uwagę było stoisko Szarfa, na którym można było kupić zakładki do książek robione z nici i tkanin. Z tego co pamiętam, to w poprzednich latach też się „wystawiali” i nawet cieszyli się dużym zainteresowaniem. Oczywiście pierdoła nie zapytałam się ile kosztują (cała ja)…




Drugą książkę kupiłam na stoisku wydawnictwa Muza/Akurat, a było nią Troje Sarah Lotz (także za całe 10 zł). Oczywiście, podobnie jak w Krakowie (zainteresowanych odsyłam tutaj) moją uwagę przyciągnęła torba z cytatem z książki Pochłaniacz Katarzyny Bondy (trzeba przyznać, że są fajne!).


Troszkę rozczarowało mnie stoisko wydawnictwa Feeria, było małe, umiejscowione na samym, szarym końcu pierwszego piętra i prawie niewidoczne, a ceny były mało atrakcyjne, jak na targi książki.

Następny przystanek zrobiłam przy AleArte, gdzie można było kupić m. in. oryginalne podpórki do książek (koty były zabójcze…).


AleArte zamykało pierwsze piętro. Na drugim przywitało mnie dosyć duże stoisko wydawnictwa Czarna Owca, które miało bardzo duży wybór książek po 10 zł. Mnie jednak nic nie skusiło ;)…


W sumie myślałam nad książką Josteina Gaardera – Zamek w Pirenejach, ale ostatecznie odpuściłam sobie ten zakup. Za to na stoisku Sonia Draga vis-a-vis Czarnej Owcy (tradycyjnie) wygrzebałam ze sławnych koszy (zdjęcie ich możecie zobaczyć tutaj) Niesamowitą moc kolorów Jeana-Gabriela Causse’a. Książka mnie zaintrygowała (w końcu jestem artystą-plastykiem), niby mam jako-takie pojęcie o znaczeniu kolorów, lecz wypadałoby poszerzyć wiedzę na ten temat. Mam przeczucie, że tytuł Causse’a mi w tym pomoże (obym się nie pomyliła…). 

Dużym rozczarowaniem okazało się dla mnie stoisko Prószyńskiego i S-ka, na którym planowałam kupić Sekretne życie CeeCee Wilkes Diane Chamberlain. Było ono połączone z Wielką Literą, Boszem, Karakterami, wydawnictwem Czarnym oraz wydawnictwem Marginesy. Nawet nie chodzi o to, że było „połączone”, tylko fakt, że było skromne (w porównaniu do tego, co widziałam na Warszawskich Targach Książki oraz Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie) i główną rolę „odgrywały” powieści Katarzyny Puzyńskiej, która w niedzielę podpisywała swoje książki. Odeszłam od tego stoiska przygnębiona, by dotrzeć do Wydawnictwa Literackiego, które także było skromne (jak na swoje możliwości). Za to mocno zaskoczyło mnie to, co zobaczyłam na stoisku Ambos (Rynek Łódzki)…


Stoisko wydawnictwa Znak, podobnie jak Sonia Draga, miało wystawioną swoją „sławetną” walizkę z książkami po 10 zł. W zeszłym roku nic w nim ciekawego nie znalazłam, jednak teraz i owszem! Kupiłam tam Bajki, które zdarzyły się naprawdę Anny Moczulskiej oraz (nie z walizki) Kiedy odszedłeś Jojo Moyes za 28 zł. 

Na Salonie pojawił się także uroczy Kocur Bury


II piętro targów „zamykał” Salonik Antykwaryczny, który swoje stoiska miał nie tylko na tym piętrze, ale również na parterze, gdzie kupiłam 3 książki: Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu Anny McPartlin za 15 zł, Zielona sukienka Małgorzaty Szumskiej za 10 zł oraz Róża Sewastopola Katharine MacMahon za 5 zł. 


Po obejrzeniu I i II piętra poszłam z towarzystwem na III, gdzie oprócz trzech stref warsztatowych, bookcrossingu oraz strefy gier planszowych była kawiarnia, która była naszym celem „podróży”. Mam kilka uwag odnośnie kawiarni:
- to nie była kawiarnia, tylko skromne stoisko, na którym można było kupić strasznie drogi napój (8 zł za mały kubek latte macchiato…) oraz coś do zjedzenia (kanapka/ciasto). Powinna być trochę większa i…
- jeden pracownik w kawiarni to zdecydowanie za mało! Strasznie długo czekało się w kolejce, jestem pełna podziwu dla pana, który sam „ogarniał” sytuację. Przynajmniej jak ja byłam, to był tylko jeden pracownik, nie wiem, czy później i w niedzielę ktoś do tego pana doszedł.
- strasznie mała ilość miejsc siedzących w miejscu „kawiarnianym”. Musieliśmy „kraść” krzesełka ze stref warsztatowych/gier planszowych, bo nie było gdzie usiąść.
Poza tym nie mam większych uwag jeśli chodzi o tę część targów.

Po odpoczynku przy kawie/herbacie i obejrzeniu naszych zdobyczy (i wyrażeniu swoich uwag na temat książek oraz chęci kupienia tego, co miał ktoś inny) ponownie obeszłam z moją ekipą wszystkie piętra. I jak było do przewidzenia nasze targowe zdobycze się powiększyły o kolejne tytuły. Ja kupiłam na parterze na stoisku Saloniku Antykwarycznego wcześniej wspomniane 3 książki. 


źródło: Mit Książki
Na parterze, oprócz Saloniku, były także dwa inne antykwariaty – sklep Komiksowy, Mit Książki oraz stoisko wydawnictwa Publicat oraz stoisko wydawnictwa Omedia – Bajki grajki.

I tak wyglądał tegoroczny Salon Ciekawej Książki. Spokojnie mogę go uznać za udany (mimo kilku wydawniczych rozczarowań i minusów związanych z kawiarnią). Kupiłam 8 (!!!) książek, co chyba bardzo dobrze świadczy o tych targach książki. Jeśli chodzi o spotkania autorskie, to nie uczestniczyłam w nich, bo żadne mnie nie zainteresowało i trudno mi się wypowiadać na ich temat. Za to wyjątkowo dużo zebrałam materiałów promocyjnych od wydawnictw i antykwariatów (Antykwariat Mit miał cudowne zakładki



Czy ten salon był lepszy od poprzedniego? Wydaje mi się, że tak (wystarczy spojrzeć na ilość kupionych przeze mnie tytułów…), mam nadzieję, że w przyszłym roku Salon będzie przygotowany na równie wysokim (jak na Łódź…) poziomie jak w tym roku (oby był lepszy!). Marzy mi się, aby Salon Ciekawej Książki był równie prestiżowy jak te targi, które organizowane są w Warszawie oraz Krakowie, ale zanim to nastąpi musi jeszcze trochę czasu upłynąć.  

Poprzednie edycje:
V Salon Ciekawej Książki – relacja
 IV Salon Ciekawej Książki – relacja
 III Salon Ciekawej Książki – relacja
 II Salon Ciekawej Książki – relacja
 I Salon Ciekawej Książki - relacja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect