14 października 2016

To już 5 lat!

źródło: CrossFit West Chester

Witajcie kochani!

Dzisiaj mija dokładnie 5 lat odkąd założyłam tą stronę. W poprzednich rocznicach nie raz wspominałam o idei, która mi przyświecała kiedy zakładałam go, jednakże przybliżę Wam historię tej strony jeszcze raz (w zeszłym roku jakoś tak się złożyło, że nie stworzyłam takiego postu… „urodzinowego”).


Blog Dzosefinn powstał z myślą o prezentowaniu na nim mojej twórczości – konkretnie biżuterii, którą wówczas namiętnie (zaraz obok czytania książek) robiłam. Jednak z czasem to hobby zaczęło umierać (tzw. „śmiercią naturalną”), a jej miejsce zaczęły zajmować, coraz bardziej, książki. Teraz możecie moje „dzieła” (nie tylko biżuterię, ale także rysunki, obrazy i inne twory) podziwiać w wersji kompatybilnej w zakładce „Artystyczna dusza” na pasku ze stronami oraz na portalu Digart. Można powiedzieć, że za pisanie recenzji „na poważnie” zabrałam się dopiero pod koniec 2012 roku – w grudniu pojawiła się pierwsza moja opinia, która dotyczyła książki Gabrielle Zevin – Gdzie indziej (moja recenzja), o której wspomniałam w ostatnim podsumowaniu (klik), gdzie chwaliłam się, że po prawie 4 latach (!!!) od przeczytania w końcu ją dorwałam. W marcu 2013 nawiązałam jednorazową współpracę z wydawnictwem Lucky, Boże jak ja mocno przeżywałam całą tą sytuację (może nie samego nawiązania, czy obowiązku zrecenzowania książki, ale wysyłanie emaili do wydawnictw. Pamiętam, że dziesiątki razy czytałam jedną wiadomość sprawdzając przy tym, czy nie ma błędów stylistycznych, interpunkcyjnych i ortograficznych). A potem udało mi się podjąć współpracę z Papierowym Księżycem, Novae Res, Grupą Wydawniczą Publicat, Światem Książki
źródło: z profilu fb autorki
Następnie przeżyłam epizod z akcją Polacy nie gęsi i swoich autorów mają, dzięki której poznałam początkującą wówczas Agnieszkę Walczak-Chojecką (teraz jest poczytną polską pisarką mającą już na koncie 5 mądrych, przyjemnych i głębokich książek – Dziewczyna z Ajutthai wyd. I, Gdy zakwitną poziomki, Włoska symfonia,  Dziewczynaz Ajutthai wyd. II, Nie czas na miłość). Potem zaufały mi kolejne wydawnictwa: Replika, Black Publishing, Wydawnictwo Literackie oraz OMGBooks. W tym czasie miałam możliwość poznać wiele cudownych i cudownie różnych historii, blogerów i ich (w sumie także i mój) świat oraz autorów: tych zagranicznych jak i polskich, którzy w dalszym ciągu są mało doceniani (chociaż mam wrażenie, że sytuacja ta powoli zaczyna się zmieniać).

Co dał mi blog? Pierwszą moją myślą było to, że nic. Ale po chwili przed oczami pojawiają mi się dwie twarze, które są dla mnie dzisiaj bardzo ważne, i bez których nie wyobrażam sobie życia. Obie dziewczyny poznałam dzięki blogowaniu – jedna z nich, szczęśliwym zrządzeniem losu, mieszka 2 ulice dalej ode mnie (na tej samej „wysokości”), a druga trochę dalej, bo niedaleko Warszawy. Nie wiem jak to się stało, ale ukradłyście po malutkim kawałku mojego serducha, i chcę tylko powiedzieć, że możecie na mnie liczyć. Drugim „nic” jest frajda, jaką jest poznawanie nowości wydawniczych (szczególnie wtedy, kiedy przygotowuję post dotyczący nowych książek na rynku wydawniczym). Poza tym z przyjemnością czytam komentarze, do których mogę się w pewien sposób odnieść. Jest ich naprawdę niewiele, ale w sumie nie przeszkadza mi to, bo już dawno przestałam brać udział w tzw. wyścigu szczurów na najpopularniejszy blog oraz wzajemne i bezowocne wazeliniarstwo. No i trochę poprawiłam swoje pisanie (czyli stylistykę, która jest moją piętą achillesową…).

Jestem dumna z tego, co udało mi się do tej pory z blogiem osiągnąć. W tym roku objęłam patronatem pierwszą w mojej blogowej „karierze” książkę – Jak powietrze Agaty Czykierdy-Grabowskiej (moja recenzja). Wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną nie tylko nad blogiem (np. szablon znowu mnie w 100% nie satysfakcjonuje…), ale też nad sobą. Myślałam, że pisanie pomoże mi (poniekąd) rozwiązać problem z ubogim słownictwem (to, że dużo czytam nie znaczy, że potrafię w ułamku sekundy znaleźć odpowiednie słowo, by wyrazić to, co czuję) oraz ze stylistyką (czasami za bardzo komplikuję sobie życie…), ale na razie jakiś spektakularnych sukcesów nie widzę (coś tam jest, ale to jeszcze nie jest to). Czasem to nawet mam wrażenie, że teksty, które teraz piszę są gorsze od tych sprzed 2-3 lat.

Co dalej z blogiem? Będzie istniał (na razie). Na pewno ten wygląd nie jest na zawsze. Jeśli chodzi o posty: na pewno dalej będą się pojawiać nowości wydawnicze, bo cieszą się naprawdę dużym zainteresowaniem, dotyczy to także comiesięcznych podsumowań (muszę pomyśleć nad nimi, czy przypadkiem nie zmienić ich formy…). Od czasu do czasu będą pojawiać się także konkursy (równie proste, lekkie, miłe i przyjemne jak zawsze ;)), no i oczywiście recenzje/opinie przeczytanych przeze mnie książek (nie tylko nowości, ale również zakurzonych tytułów).

To byłoby chyba na tyle. Jeśli chcecie mi czegoś życzyć to weny i cierpliwości. Bez tego trudno działać. A ja chcę działać dalej! Do napisania wkrótce!

Aha! Do jutra, do 23:59 trwa konkurs z Uratuj mnie Anny Bellon. Kto jeszcze nie wziął udziału, to ma ostatnią szansę! ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect