14 września 2016

Green John - "Papierowe miasta"

John Green
Papierowe miasta
(Paper Towns)

tł. Renata Biniek

Bukowy Las 2013
s. 395
978-83-62478-91-0
Cena: ,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 9/10

~*~

Quentin Jacobsen – dla przyjaciół Q – od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum.

Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka  wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy.

~*~

Moja przygoda z twórczością Johna Greena rozpoczęła się od fenomenalnej dla mnie książki Gwiazd naszych wina (moja recenzja), na podstawie której powstał bardzo wzruszający film (tak, płakałam na nim jak bóbr). Tą historią Green postawił sobie naprawdę wysoką poprzeczkę, pewnie nie tylko ja, ale większość czytelników Gwiazd… oczekuje kolejnych równie pięknych, emocjonalnych i wzruszających powieści. Mój czytelniczy wybór padł w tym roku na Papierowe miasta, która (jak plotka głosi) jest najsłabszą książką autora. No cóż, sama chciałam się o tym przekonać, czy rzeczywiście jest taka słaba jak inni mówią.

Papierowe… opowiada historię nastoletniego Quentina, który nie tylko skrycie podkochuje się w swojej sąsiadce, Margo, ale także pod jej wpływem się zmienia. Zaczyna łamać swoje zasady i po prostu ż y ć. Tak, ż y ć  dniem dzisiejszym próbując przy tym nie myśleć o przyszłości. Po prostu żyć.

W pierwszej połowie roku razem z przyjaciółką obejrzałam film (tak, również Papierowe… zostały przeniesione na duży ekran) więc mniej więcej fabułę znałam. Jeśli chodzi o film to, z tego co pamiętam, był troszkę nudny, za to producenci bardzo dobrze dobrali odtwórców głównych bohaterów (w rolę Margo wcieliła się Cara Delevingne, a Quentina Nat Wolff). Chyba będę musiała odświeżyć sobie ten film, na spokojnie, bo mimo tego, że troszkę był nudny, to przyjemnie się go oglądało. Z tego co zauważyłam po skończonej lekturze to to, że film różni się od papierowej wersji …miast (nie dziwi mnie ten fakt, ponieważ to „normalne” w ekranizacjach,, że twórcy trochę odbiegają od fabuły książki), i szczerze nie wyszło mu to na plus. Książka okazała się dla mnie ciekawsza od filmu i jakoby głębsza. Green ponownie (tak jak w przypadku Gwiazd…) oprócz rozrywki chce przekazać czytelnikom trochę życiowej mądrości. Dzięki temu Papierowe… nie jest pustym czytadłem dla nastolatków, ale czymś więcej.

Muszę to zaznaczyć, Papierowe… to zupełnie inna historia od Gwiazd… i moim zdaniem nie powinno się ich porównywać. Jedna mówi o czym innym (innym problemie), i druga mówi o czym innym. Jedna jest bardziej lekka, a druga cięższa – oczywiście patrząc na ich główne tematy. Wcześniej wspomniałam, że Papierowe… podobno jest najsłabszą książką autora. Czy ja wiem, czy gorszą? Na razie mam za sobą tylko dwie jego powieści i nie czuję, żeby była ona słabsza od Gwiazd… Jest ona po prostu inna, a to czy wyciska łzy nie musi świadczyć do tym, że jest lepsza, czy gorsza.

Niestety, zabierając się za nią (ach te plotki) z tyłu głowy kołatało mi stwierdzenie, że jest ona słabsza, i to trochę utrudniało mi lekturę Papierowych…, bo szukałam w niej minusów. Dopiero po jakimś czasie, kiedy nie znalazłam ich, rozluźniłam się i po prostu mogłam rozkoszować się lekturą. Książka jak dla mnie jest świetną historią, którą spokojnie można zabrać na wakacje lub urlop, i cieszyć się razem z nią dniami wolnymi od obowiązków. Początkowo Papierowe… były dla mnie dziwne, musiałam przyzwyczaić się do nastoletniego „slangu” chłopaków, w tym „króliś” (w tłumaczeniu dziewczyn) i innych dziwactw. Ale po czasie okazało się, że te dziwactwa stały się wizytówką oraz mocna stroną Papierowych… Nic nie przychodzi mi do głowy, co mogłabym napisać jeszcze o tej książce. Myślę, że przyszli czytelnicy nie powinni się nastawiać na powtórkę Gwiazd…, czyli na tzw. wyciskacz łez, lecz na historię o tym, jak jedna osoba jest w stanie nas zmienić, o sile przyjaźni i odwadze w podążaniu za swoimi ideałami. 

~*~

- Wiedziałeś, że na dobrą sprawę przez większość historii rodzaju ludzkiego przeciętna długość życia wynosiła mniej niż trzydzieści lat? […] Nikt nie planował życia na emeryturze. Nikt nie planował kariery. W ogóle nikt nic nie planował. Nie było czasu na planowanie. Nie było czasu na przyszłość. Ale potem długość życia zaczęła się wydłużać i ludzie mieli coraz więcej i więcej przyszłości, zaczęli więc spędzać coraz więcej czasu na rozmyślaniu o niej. O przyszłości. A dzisiaj życie stało się przyszłością. W każdym momencie swojego życia człowiek żyje dla przyszłości – idzie do szkoły średniej, żeby móc pójść do college’u, żeby dostać dobrą pracę, żeby kupić ładny dom, żeby go było stać na posłanie dzieci do college’u, żeby one dostały dobrą pracę i mogły posłać swoje dzieci do college’u. [1]

Stojąc przed tym budynkiem, uczę się czegoś o strachu. Uczę się, że strach nie ma nic wspólnego z jałowymi fantazjami kogoś, komu wydaje się, że pragnie, by przytrafiło u się coś ważnego, choćby ta ważna rzecz miała być okropna. Nie ma nic wspólnego z uczuciem wstrętu […]. Z tym nie można sobie poradzić za pomocą kilku ćwiczeń oddechowych. To uczucie w niczym nie przypomina żadnego strachu, którego doznałem w przeszłości. To najniższa ze wszystkich możliwych emocji, uczucie, które towarzyszyło nam, zanim zaistnieliśmy, zanim zaistniał ten budynek, zanim zaistniała ta ziemia. To ten sam strach, który sprawił, że ryby wyczołgały się na suchy ląd i rozwinęły płuca, strach, który każe nam uciekać, strach, który nam nakazuje grzebać naszych zmarłych. [2]

Sikanie jest jak dobra książka, bo kiedy już zaczniesz, niezwykle trudno jest przestać. [3]

[…] nawet jeśli się tego pragnie, tak trudno jest odejść. To wymaga przygotowania. [4]

Tak trudno jest odejść – dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem. [5]

[…] czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest.  [6]

Ludzie tworzą miejsce, a miejsce tworzy ludzi. [7]

Nic nigdy nie zdarza się tak, jak to sobie wyobrażamy. [8]

___
[1] John Green, Papierowe miasta, Wrocław 2013, s. 46.
[2] Tamże, s. 182.
[3] Tamże, s. 236.
[4] Tamże, s. 291.
[5] Tamże, s. 293.
[6] Tamże, s. 341.
[7] Tamże, s. 373.
[8] Tamże, s. 383.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect