27 września 2016

Bellon Anna - "Uratuj mnie"

!!! RECENZJA PRZEDPREMIEROWA !!!
PREMIERA: 28 WRZEŚNIA 2016

Anna Bellon
Uratuj mnie

OMGBooks (Znak) 2016
s. 352
978-83-240-3668-4
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 8/10

~*~

Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.

Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić? 

I czy to na pewno przyjaźń?

Uratuj mnie to pierwsza część serii The Last Regret, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.


~*~

Śmierć jest nieodzownym elementem życia i wciąż nie potrafimy się z nią pogodzić. Na wszelkie sposoby próbujemy o niej nie myśleć, odpychamy ten temat tabu w najdalszy zakątek naszego umysłu. Niestety on siedzi i czeka na odpowiedni moment, aby o sobie przypomnieć. Zawsze w najmniej spodziewanym i niewłaściwym dla nas momencie. A czy istnieje taka „odpowiednia” chwila by przyszła? Dla osoby odchodzącej na pewno, ale dla tych, którzy jeszcze „tu” zostają już niekoniecznie. Nie ma chyba osoby na świecie, która nie odczuła śmierci kogoś bliskiego, dalszego lub znanego. Niestety śmierć członka rodziny często dotyka nas najmocniej, bo jesteśmy z nim emocjonalnie związani. Odejście kochanej osoby sprawia, że nie tylko popadamy w tzw. „czarną rozpacz”, ale uderza w nas uczucie zagubienia. Zmienia się cały nasz poukładany świat, i musimy na nowo się w nim odnaleźć. Bez wyjątkowej dla nas osoby. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się bohaterka Uratuj mnie – Maia, która po śmierci ukochanego brata musi poskładać swoje roztrzaskane życie na nowo.

Maia była kiedyś radosną i pełną życia dziewczyną, która na życie patrzyła przez różowe okulary. Razem z bratem oraz jego przyjacielem stanowili wyjątkowe trio. Gdy w wypadku samochodowym tylko ona uchodzi z życiem jej świat rozpada się na milion drobnych kawałków. Nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości bez Micaha i w związku z tym zamyka się w sobie. Z przebojowej i popularnej w szkole nastolatki zmienia się w zamkniętą w sobie i zdystansowaną do świata dziwaczkę, której ukojenie przynosi tylko muzyka. Taką właśnie poznaje ją Kyler, którego życie również nie jest usłane różami, jednak znajduje w sobie siły, aby zmienić nie tylko swój świat, ale także świat Mai.

O portalu Wattpad słyszałam, jednak jakoś nigdy nie czułam potrzeby, aby przyjrzeć mu się głębiej, a konkretniej temu, co można tam znaleźć – czyli różnej maści opowiadania. Jednak po lekturze Uratuj mnie Anny Bellon chyba będę musiała poświęcić mu trochę uwagi, bo okazuje się, że można tam znaleźć naprawdę ciekawe, wciągające, emocjonalne i dojrzałe teksty. Co znajdziemy zatem w pierwszej części serii zatytułowanej „The Last Regret”? Przede wszystkim muzykę, która dosłownie wylewa się z kart książki. Oprócz samych wykonawców i tytułów w tekście pojawiają się fragmenty piosenek – po angielsku, niestety nie przetłumaczone na język polski. Zawsze w takich przypadkach, kiedy książka zawiera nieprzetłumaczone fragmenty zwracam w moich opiniach na to uwagę (uczulam tutaj przede wszystkim autorów), aby na przyszłość o tym pomyśleli. To, że żyjemy w czasach, kiedy język angielski jest jakoby drugim językiem ojczystym (zaraz po polskim) nie oznacza, że wszyscy jak jeden mąż biegle się nim posługują (niektórzy nawet rodzimym językiem nie umieją, ale to tak na marginesie). W tym przypadku osoba, która no nie radzi sobie z angielskim te fragmenty, gdzie pojawia się ów język albo je zignoruje, albo będzie wyszukiwał w Google ich znaczenia, albo po prostu pominie, a jak wiadomo, jeśli coś pojawia się w książce teoretycznie nawiązuje do opisywanej w danym momencie sytuacji lub jest jej istotną częścią. Poza tym muzyka, którą autorka nam proponuje nadaje historii niepowtarzalnego, rockowego charakteru.

Drugą rzeczą, którą trudno nie zauważyć w Uratuj mnie to są emocje. Autorka nie pożałowała ich ani bohaterom, ani czytelnikom. Mocno wczułam się w to, co rozgrywa się w książce i szczerze powiedziawszy nigdy nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się Maia. W głowie mi się nie mieści, że mogłabym stracić brata, którego kocham nad życie. Ta emocjonalność wiąże się przede wszystkim z głównym tematem poruszonym przez Annę Bellon, czyli traumą po stracie bliskiej osoby w wypadku (w którym również się uczestniczyło). Moim zdaniem autorka bardzo dobrze poradziła sobie z tym wątkiem, bo wbrew pozorom nie jest on wcale taki łatwy do napisania.

Historia, którą poznałam bardzo mi się spodobała, wciągnęła mnie i wywołała emocje jakie miała wywołać. Jednak mam mieszane uczucia, bo wydaje mi się ona taka bardzo „amerykańska”. W Uratuj mnie można znaleźć prawie wszystko, co kojarzy nam się z typowym amerykańskim wizerunkiem szkoły – z wyjątkiem problemu głównej bohaterki, który jest jakoby „uniwersalny”. Kiedyś chciałabym przeczytać tej autorki coś bardziej… polskiego. Historię, z której nie będzie biła amerykańska rzeczywistość. Chodzi mi o to, że polski autor nie musi umieszczać akcji w kraju, który zalewa nas swoimi mocno przesyconymi tradycjami i kulturą książkami. Rozumiem jednak to, że taki zabieg pomaga polskim (nie tylko młodym) twórcom przekonać przeciwników rodzimych autorów do sięgnięcia po ich dzieła.

Jak dla mnie najsłabszym elementem Uratuj mnie jest intymność pomiędzy głównymi bohaterami, a raczej jej (prawie zupełny) brak. Trudno znaleźć w niej opisy, które ukazywałyby jak mocno jedna osoba wpływa na drugią (gęsia skórka, szybsze bicie serca, motyle w brzuchu, chaos w głowie etc.)  No i w końcu ich pierwsze zbliżenie, które autorka potraktowała trochę po macoszemu (a ja się nastawiłam na super subtelny opis seksu, i musiałam obejść się smakiem…), tak jakby się bała ruszyć ten temat. Następnym razem liczę na większą śmiałość i odwagę (ja to sprawdzę)! Gdyby nie to byłoby wręcz idealnie. Zostawiając ten wątek, kumpelska relacja między Maią a Kylerem wyszła autorce rewelacyjnie, z przyjemnością śledziłam ich dalszą znajomość. Nie mam także powodu, by przyczepić się do problemu, jaki dręczy(ł) chłopaka, tutaj również Anna Bellon sobie poradziła śpiewająco.

Kończąc ten wyjątkowo długi wywód – zakończenie. Nie pasowało mi ono zbytnio do całości, jak dla mnie było trochę za ckliwe i lukrowe. Mimo tego nie popsuło ono wrażenia, jakie na mnie zrobiło Uratuj mnie, i jestem szalenie ciekawa co autorka wymyśliła w kontynuacjach „The Last Regret”. Coś czuję, że bez Wattpada się nie obędzie – mam nadzieję, że opowiadania jeszcze „wiszą” w sieci i będę mogła do nich zajrzeć.

~*~

Nie ma nic gorszego niż umierać od środka. [1]

Nikt nie zasłużył na samotność. [2]

Między innymi dlatego odizolowałam się od innych. To też ochrona przed powtórnym zranieniem. Im słabiej jesteś przywiązany do ludzi, tym mniej może cię zranić czyjeś odejście. [3]

Życie nigdy nie było i nie jest proste […]. [4]

Słowa mogą boleć, mogą cieszyć, ale nadal będą tylko pustymi słowami. [5]

Nie trzeba znać kogoś długo, aby na stałe ulokował się w naszym życiu. Musi tylko znaleźć drogę prosto do naszego serca, poruszyć wszystkie właściwe struny. [6]

[…] każdy człowiek spotkany na naszej drodze nie staje na niej przypadkiem. Niektórzy mieli nas skrzywdzić, a inni uratować. Jeszcze inni mieli zrobić i jedno, i drugie. [7]

Życie miejscami było do dupy, ale czasem na drodze spotykaliśmy ludzi, którzy byli warci tego, by żyć. [8]

Bo przyjaciele nie są tylko od pocieszania, gdy użalasz się nad sobą. Są od kopnięcia cię w tyłek kiedy chcesz się poddać. [9]

 Każdy z nas w którymś momencie życia zrobił coś, z czego nie jest dumny […]. [10]

 Przyjęcie oferowanej pomocy wcale nie oznacza, że się poddajesz. Czasem jest wręcz przeciwnie. Oznacza, że nie poddasz się bez walki. [11]

 Nie proś życia o wieczność, proś je o to, żeby po prostu było. Czasem jest złe. Czasem jest wręcz beznadziejnie złe. Ale właśnie wtedy, właśnie wtedy, gdy już gorsze być nie może, może być tylko lepsze. I kiedyś będzie. Jeśli tylko będziesz o nie walczyć. [12]

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie wydawnictwu OMGBooks

___
[1] Anna Bellon, Uratuj mnie, Kraków 2016, s. 13.
[2] Tamże, s. 36.
[3] Tamże, s. 52.
[4] Tamże, s. 56.
[5] Tamże, s. 89.
[6] Tamże, s. 94.
[7] Tamże, s. 94.
[8] Tamże, s. 139.
[9] Tamże, s. 143.
[10] Tamże, s. 181.
[11] Tamże, s. 187.
[12] Tamże, s. 239.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...