11 listopada 2015

WALCZAK-CHOJECKA Agnieszka - "Dziewczyna z Ajutthai"

Agnieszka Walczak-Chojecka
Dziewczyna z Ajutthai

(wyd. II poprawione i rozszerzone)

Filia 2015
s. 327
978-83-8075-029-6
Cena: 36,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,4 cm)
+ 52 książki

Ocena: 8/10

~*~

Joanna traci ukochaną pracę w korporacji, która była sensem jej życia. Iza wiarę w swojego mężczyznę. A Krzysztof? Całkiem odlatuje i zostaje...stewardem. Czy uda im się odbić od dna i odnaleźć szczęście? Całą trójkę połączy egzotyczna podróż do dalekiej Tajlandii, choć nie wszyscy w nią wyruszą.

Wśród wspaniałych pejzaży Bangkoku, Krabi i Koh Samui dziewczyny szukają przeznaczenia. Z odległej perspektywy zaczynają wszystko lepiej widzieć. Zwłaszcza, że w odpowiedzi na najważniejsze pytania pomaga Joannie pewna tajemnicza rzeźba i dwóch przystojnych mężczyzn. Odnalezienie właściwej drogi, a może i miłości, są już na wyciągnięcie ręki. Czy jednak można wierzyć pozorom?
Podobno niektóre opowieści zaczynają się dopiero tam, gdzie się kończą. I tak właśnie jest z tą książką.


~*~

W życiu raczej nic dwa razy się nie zdarza. Czasami chcielibyśmy coś zmienić lub poprawić, ale nie mamy takiej możliwości. Przeszłość jest po to, aby wyciągać z niej wnioski – uczyć się na swoich błędach, by w przyszłości do nich nie dopuścić. A co, jeśli okazałoby się, że możesz coś zmienić? Poprawić niedoskonałości oraz dodać szczyptę nowych rozwiązań i pomysłów? Czy byście zaryzykowali, czy definitywnie zamknęli rozdział i rozpoczęli pracę nad nowym? Taką szansę dostała p. Agnieszka Walczak-Chojecka – mogła ona poprawić swoje pierwsze „dziecko”, a mianowicie Dziewczynę z Ajutthai. Czy autorka dobrze zrobiła powracając do przeszłości, a może jednak nie? Czy poprawki naniesione na debiut nie zniszczyły pierwotnej wersji historii o kobiecie poszukującej swojego przeznaczenia? Zapraszam do recenzji.

Na samym początku chciałabym Was odesłać do recenzji debiutu p. Agnieszki sprzed ponad roku – klik – ponieważ w większej części oprę niniejszą opinię właśnie na tej poprzedniej.

O tym, że Dziewczyna z Ajutthai będzie „wskrzeszona” i poprawiona dowiedziałam się na spotkaniu autorskim z p. Agnieszką w maju w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych w Łodzi. Byłam mile zaskoczona, jednakże mieszały się we mnie radość i obawa – z jednej strony cieszyłam się, że znów będę mogła poszukać przeznaczenia razem z główną bohaterką oraz odbyć z nią niesamowitą podróż do Tajlandii, lecz z drugiej strony bałam się czy czar uchwycony przez autorkę nie zostanie stłamszony przez nadmiar poprawek i ulotni się on jak dym z dogasającego ogniska. Kobieto małej wiary! Historia w większości została bez zmian, wciąż możemy rozkoszować się widokami i kulturą Wschodu oraz równie głęboko przeżywać radości i rozterki bohaterów. Cieszę się, że autorka skupiła się na rozwinięciu wątku o tytułowej Dziewczynie z Ajutthai, nie wiem, czy w sposób zamierzony czy też nie, ale powstały jakoby dwie historie w jednej książce: o Joannie i jej znajomych oraz o dziewczynie. W pewnym momencie poczułam niedosyt związany z opowieścią o dziewczynie zaklętej w drzewo, mogłaby wyjść z tego naprawdę ciekawa legenda (taki cieniutki dodatek do książki). Oprócz tego, autorka ujednoliciła całość, nie ma już takich przeskoków w fabule, jakie pojawiły się w debiucie, nabrała ona większej płynności, a także lekkości. Ponadto książka wzbogacona została także  o kilka opisów. Moim zdaniem poprawki naniesione na pierwotną wersję Dziewczyny z Ajutthai tylko uszlachetniły historię. Pani Agnieszka ponownie udowodniła nam, że potrafi zachować umiar. Nie przedobrzyła, podkreśliła i poprawiła tylko to, co tego wymagało.

Jeśli chodzi o bohaterów to wciąż są bardzo realistyczni i równie mocno wzbudzają naszą sympatię. Nie jestem pewna (już nie pamiętam tak dokładnie), czy przy debiucie śmiałam się tak głośno, jak przy rozszerzonej wersji Dziewczyny… Niektóre sytuacje i dialogi tak mocno mnie rozbawiły, że dzięki nim pozytywna energia nie opuszczała mnie do końca dnia. Nie zabrakło w niej także tych smutniejszych i rzewniejszych momentów, które równoważyły całość.

Jestem szczęśliwa, nie tylko dlatego, że mogłam kolejny raz zatopić się w lekturze Dziewczyny, ale także z tego względu, iż autorka nie przesadziła z poprawkami – zostawiła wszystko to, co urzekło mnie w debiucie. I ponadto rozwinęła wątki, które mnie nurtowały. Pani Agnieszko – dziękuję.

~*~

Czasem prawda jest zbyt bolesna, by można ją było tak po prostu przełknąć. [1]

[…] niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć i nie trzeba się przed nimi bronić. [2]

Jednak czasem trzeba odpocząć. Jak się tego nie robi, to człowiek zaczyna się fizycznie i psychicznie rozpadać. [3]

Biegniesz, lecisz, tyle jeszcze chcesz zrobić, tyle zobaczyć, przeczytać, kogoś przeprosić, komuś wybaczyć, a tu nagle pstryk! I zgaszone światło. I już tylko ze świętym Piotrem możesz fajeczkę popykać. [4]

W życiu jest tyle cudownych możliwości, tylko trzeba w nie uwierzyć i wybrać coś, co cię naprawdę kręci. [5]

W końcu, czy to ważne, jaką płeć ma miłość, skoro jest prawdziwa. [6]

[…] czasem los daje nam znaki, a my ich nie zauważamy, albo po prostu nie chcemy zauważyć, bo boimy się zmian, które się zdarzają, jeśli podejmiemy wyzwanie. A przecież zmiany bywają zbawienne. [7]

Pomstujemy, gdy wywiniemy kozła, bo ktoś podstawił nam nogę, ronimy łzy przez czyjś krzywy uśmiech, brzydką pogodę, zakalec zamiast ciasta, jednak w obliczu możliwej straty ostatecznej stajemy się bezradni jak dzieci i nie potrafimy wydobyć z siebie głosu. [8]

Każdą porażkę można przekłuć w wygraną, jeśli tylko podąża się za swoim przeznaczeniem. [9]

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie autorce ;)


___
[1] Agnieszka WALCZAK-CHOJECKA, Dziewczyna z Ajutthai, Poznań 2015, s. 36.
[2] Tamże, s. 64.
[3] Tamże, s. 67.
[4] Tamże, s. 117.
[5] Tamże, s. 128.
[6] Tamże, s. 207.
[7] Tamże, s. 208.
[8] Tamże, s. 269.
[9] Tamże, s. 327.

2 komentarze:

  1. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że to jej drugie wydanie. Skoro się na to zdecydowano to zapewne nie bez powodu :)
    Świetna recenzja! Idealnie złapałaś esencję książki, skutecznie zachęcając mnie do jej lektury :) gdy tylko nadarzy się okazja, na pewno ją dla siebie zakupię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę ostatnio dostałam, więc cieszę się, że zbiera takie dobre opinie. Postaram się za nią jak najszybciej zabrać i mam nadzieję, że mnie również urzecze. ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect