31 grudnia 2014

[#32] Podsumowanie 12/2014

źródło: Pictures Cafe

Witajcie kochani!

Kolejny rok się kończy i ustępuje miejsca nowemu… Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ten mijający 2014 był rokiem bardzo dynamicznym, stresującym, męczącym i szalenie krótkim. Wydaje mi się, że nie tak dawno robiłam podsumowanie 2013 roku, a tu już powoli wkracza 2015…

Pewnie jak dla większości z Was, moje życie kręci się wokół nauki, rodziny oraz tzw. "czasie wolnym". Jeśli chodzi o życie naukowe, to nie powiem, że było ono złe, ale też nie było rewelacyjne. W końcu udało mi się zaliczyć pierwszy rok magisterski (z lekką obsuwą we wrześniu – przez całe wakacje pisałam pierwszy rozdział, o czym wiecie, bo nie raz żaliłam się w miesięcznych podsumowaniach). Aktualnie próbuję zaliczyć III semestr, to znaczy robię „srylion” prac zaliczeniowych, przygotowuję wystąpienia (na szczęście te mam już za sobą) oraz (zbieram się do pisania) piszę II rozdział – bez którego nie zaliczę tego semestru.

Pod względem uczuciowym nic się nie zmieniło, natomiast w połowie grudnia moja rodzinka się powiększyła! 13 grudnia – w 33 rocznicę stanu wojennego przyszedł na świat mój bratanek Marcel! Całe 58 cm szczęścia i 3680 g miłości! Dla mojej rodziny 13 jest szczególną liczbą, to nasz rodzinny znak rozpoznawczy ;). [Teraz trochę rozwodzenia rodzinnego, można ten fragment pominąć ;)] Ja „spóźniłam” się na 13 kwietnia (jeśli mogę tak powiedzieć, urodzona 3 tygodnie przed terminem :P) o 5 dni, natomiast mój tata już jest „pełnowartościową” 13-tką (13.11), tak samo jak moi 2 kuzyni (13.02 i 13.07) oraz moja kuzynka (13.09). A żeby było jeszcze zabawniej Marcelino przyszedł na świat o 3.37, czyli o godzinnej 13-tce, bo 3 + 3 + 7 = 13 (i jak tu nie wierzyć w zabobony?). Znając życie w przyszłości jedno z moich dzieci na pewno będzie jedną z 13-tek :). [Koniec ;)]. Ciocia od razu pokochała i zwariowała na punkcie tego bąbelka (poniżej zamieszczam zdjęcie Marcela – cały tatuś, ale wydaje mi się, że ustka będą mamy ;)). Pod względem rodzinnym był to dobry rok, ale nie obyło się bez niesnasek ;).


Niestety studia w tym roku rzuciły się cieniem na całe moje życie, w tym też na czytanie i tworzenie. Starałam się czytać, ale niektórzy z Was wiedzą jak to czytanie wygląda. Rano idzie się na zajęcia, wraca się z nich koło 17-18, ci którzy mają szczęście jedzą obiad u mamy, a potem, czyli godziny od 20 do ___ (wpiszcie odpowiednią liczbę/cyfrę) zostają na: przygotowanie się na zajęcia, czyli ZNOWU studia, obowiązki domowe i czas wolny. Ja po prostu wracałam do domu i nie miałam siły na nic, lecz musiałam ją znaleźć na przygotowanie się do zajęć, przeczytać jakieś usypiające artykuły, czasem ogarnąć w kuchni (bo to mój obowiązek) i na relaks nie pozostawała ani minuta. Bywało tak, że po prostu te „mniej ważne” zadania spychałam na dni wolne, czyli weekend, który przestawał być wolny bo trzeba było pracować.  I tak mijało i nadal mija mi życie. Nie chcę tak żyć, nie chcę być niewolnikiem studiów (a tak właśnie się czuję), ale dopóki ich nie skończę muszę się z tym przemęczyć. Jak studia licencjackie były (powiedzmy) luźne, to teraz jest masakra. A gdzie tu miejsce na czas wolny? Owszem udawało mi się ukraść chwile na spotkania z przyjaciółmi i czytanie, lecz i tak w głowie kotłowały mi się myśli o tym „ile mogłabym zrobić w tym czasie…”. Ale i tak jestem (mimo tego wszystkiego) zadowolona z tegorocznych wyników czytelniczych, choć oblałam większość wyzwań. Zanim jednak przystąpię do podsumowania całego 2014 roku skupię się na grudniu.

¬ Przeczytane - 2 książki:
     1. BURTON J.: Miniaturzystka 
     2. CAST P.C. & K.: Ujawniona

¬ Książka miesiąca – brak

¬ Rozczarowanie miesiąca – P.C. & Kristin Cast Ujawniona – w porównaniu do poprzednich części oraz kapitalnych opowieści z serii Dom Nocy wypadła ona naprawdę słabo. Recenzja jej pojawi się po Nowym Roku.

¬ Przeczytane strony – 760, co daje na dzień ok. 24 stron.

¬ Nabytki – 4:
     1. MIREK K.: Podarunek – nagroda wygrana w konkursie zorganizowanym na fb przez akcję Polacynie gęsi i swoich autorów mają
     2. SOKOŁOWSKA O.J.: Poukładaj mi życie – od wyd. Novae Res, egz. po premierze
     3. SOWIŃSKA K.: Nic straconego – od wyd. Novae Res
     4. HOOVER C.: Hopeless – prezent gwiazdkowy <3


¬ Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu  6,1 cm. Pozostało 62 cm.
     2. 52 książki – 2
     3. Z półki - 0

W 2014 roku udało mi się przeczytać 51 książek, tylko jednej brakło mi do zaliczenia wyzwania 52 książki. No cóż, zdarza się, mam nadzieję, że w nadchodzącym roku poprawię tegoroczne wyniki ;).

¬ Najlepszymi książkami, tymi najbardziej zapadającymi w pamięć według mnie okazały się:
     1. Trylogia Igrzysk Śmierci – Suzanne Collins (Media Rodzina 2009-2010) – recenzja 1,2 i 3 części
     2. Magiczne lata – Roberta McCammona (Papierowy Księżyc 2012) – recenzja
     3. Sebrnowłosa – Kai Wasilewskiej (Novae Res 2013) – recenzja
     4. Morze spokoju – Katji Millay (Jaguar 2014) – recenzja
     5. Gwiazd naszych wina – Johna Greena (Bukowy Las 2013) – recenzja
     6. Klątwa Neferet – P.C. i Kristin Cast (Książnica 2014) – recenzja
     7. Wszystko, co piękne, zaczęło się potem – Simona van Booy’a (Bukowy Las 2013) – recenzja
     8. Dwie części Łabędziego śpiewu – Roberta McCammona (Papierowy Księżyc 2013) – recenzja 1 i 2 części
     9. W cieniu arki – Anne Provoost (EZOP 2010) – recenzja
     10. Poukładaj mi życie – Oli Józefiny Sokołowskiej (Novae Res 2014) – recenzja



Przeglądając wszystkie przeczytane książki nie miałam aż tak dużego dylematu „które były naj…” jak w zeszłym roku, lecz do tej pory zastanawiam się, czy to są definitywne wszystkie te najlepsze… Ogólnie w tym roku trafiłam na wiele świetnych książek, a ta „magiczna” dziesiąta zapadła mi z tych wszystkich pozycji (chyba) najgłębiej w pamięć.

¬ Niestety nie obyło się bez rozczarowań i tzw. „Klap roku”. Do nich niestety należą:
     1. Dźwięki duszy – Moniki Paci - recenzja
     2. Miasto nieśmiertelnych – Soni Wiśniewskiej – recenzja
     3. Zły człowiek – Jarosława Kowala – recenzja
     4. Wołanie kukułki – Roberta Galbraitha (lub jak kto woli J.K. Rowling) – recenzja
     5. Bezcenny dar – Jima Stovalla – recenzja
     6. Następna rzecz na liście – Jill Smolinsky – recenzja
     7. Jeśli zostanę (lub jak kto woli Zostań, jeśli kochasz) – Gayle Forman – recenzja


¬ Łącznie przebrnęłam przez 16 134 strony, czyli miesięcznie czytałam ok. 1 344 stron, a dziennie 44.

¬ Moja biblioteczka wzbogaciła się o 64 nowe książki, które trafiły do mnie poprzez:
     a) kupno - 16
     b) prezent - 5
     c) wygrane w konkursach - 5
     d) wymianę - 5
     e) współpracę recenzencką - 33

¬ Liczba wyświetleń – ponad 66 000 (!!!) - prawie trzykrotnie więcej niż w zeszłym roku (w 2013 było prawie 20 000).

¬ Obserwujących – 248 (rok temu było Was 108), a przez Google+ 247 (rok temu 88). - Witam Was gorąco! ;)

¬ Łącznie napisałam 87 postów.

¬ A jeśli chodzi o wyzwania to w mijającym roku przystąpiłam do czterech, z których trzy oblałam…
     a) Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – w tym roku brakło mi 62 cm do 175 cm.
     b) 52 książki – tu brakło mi TYLKO jednej przeczytanej książki, bym osiągnęła magiczne 52 sztuki.
     c) Z półki – tylko to wyzwanie udało mi się zaliczyć, z czego się niezmiernie cieszę. Wystartowałam z poziomu 3, który zakładał przeczytanie 11-15 książek nabytych przed 2014 rokiem. Przeczytałam w ramach tego wyzwania 14 książek! Jestem z ciebie dumna! ;D.
     d) Grunt to okładka – w marcu (chyba) zrezygnowałam z tego względu, iż okazało się ono zbyt wymagającym zdaniem.

Tak przedstawia się 2014 rok. A plany? Jeśli chodzi o życie, to nie mam planów – mam marzenia, które dają mi nadzieję na rozpoczęcie nowego etapu w życiu. A jeśli chodzi o plany czytelnicze, to mam zamiar wziąć udział w następujących wyzwaniach:
     a) Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – może w 2015 uda mi się w końcu dotrzeć do 175 cm :). – więcej informacji
     b) 52 książkiwięcej informacji
     c) Z półki – jak tak ładnie mi poszło w 2014, to w 2015 wystartuję z wyższego poziomu, czyli z poziomu 4 (16-20 książek nabytych przed 2015 rokiem). – więcej informacji

Jeśli chodzi o bloga, to nie przewiduję (na razie ;)) jakiś diametralnych zmian, oprócz wyglądu szablonu.

Na sam koniec tego długiego podsumowania chciałabym Wam podziękować za to, że byliście ze mną przez ten 2014 rok, że uczestniczyliście w moim „blogowym życiu” i mam nadzieję, że spotkamy się za rok ;) Wydawcom dziękuję za zaufanie, przepraszam, że nie mogę/potrafię szybciej czytać i pisać recenzji, postaram się w 2015 pod tym względem się podciągnąć. Wam natomiast życzę samych bestsellerów, zawsze trafionych decyzji i samych sukcesów!

Najlepszego w 2015! Oby spełniły się nasze marzenia! ;)
Do zobaczenia za rok!

źródło: We Heart It

26 grudnia 2014

BURTON Jessie - "Miniaturzystka"

Jessie Burton
Miniaturzystka
(The Miniaturist)

tł. Anna Sak

Wydawnictwo Literackie 2014
s. 462
978-83-08-05428-4
Cena: 48,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4 cm)
+ 52 książki

Ocena: 8/10

~*~

     Jest październikowe popołudnie 1686 roku, gdy osiemnastoletnia Nella Oortman staje na progu wielkiego domu w bogatej dzielnicy Amsterdamu. Miesiąc wcześniej poślubiła zamożnego kupca, Johannesa Brandta i teraz przybywa, by wprowadzić  się do męża. Lecz zamiast niego wita ją mrukliwa i niemiła Marin, siostra Johannesa. Gdy ten w końcu się pojawi, nie poświęci żonie zbyt wiele czasu. Podaruje jej jednak niezwykły prezent:  okazałą drewnianą replikę domu, którą umebluje dla niej tajemnicza miniaturzystka. Podziw dla jej zręczności szybko zastąpi lęk, gdyż drobiazgi wyposażenia i figurki przedstawiające domowników nie tylko odsłaniają ich tajemnice, ale i antycypują straszne wydarzenia, które wkrótce staną się ich udziałem. Skąd artystka tyle wie o sekretach rodziny Brandtów? Czyż nie są marionetkami w jej rękach, skoro zna ich przyszłość? I kim jest owa nieuchwytna kobieta?

~*~

Miniaturzystka Jessie Butron przenosi nas do XVII-wiecznego Amsterdamu, który niewiele różni się od ówczesnych dużych miast Europy. To właśnie tam osiemnastoletnia Petronella (Oortman) Brandt rozpoczyna swoje dorosłe życie jako żona bogatego kupca. W ten sposób dziewczyna trafia do nowego domu, który nie tylko znacznie różni się od jej rodzinnych stron, ale także skrywa w swoim wnętrzu wiele tajemnic… W podarku ślubnym otrzymuje od męża nietypowy domek dla lalek. Okazuje się on pomniejszoną repliką ich domu, a znaleziona w spisie rzemieślników tytułowa Miniaturzystka poprzez swoje malutkie dzieła sztuki chce przekazać Petronelli ukryte wiadomości to znaczy tajemnice, których wyjście na jaw może doprowadzić do tragicznych w skutkach konsekwencji. Petronella będzie zmuszona nie tylko odszyfrować wskazówki ukryte przez Miniaturzystkę w maleńkich przedmiotach, ale także zapanować nad chaosem, który powoli wkracza w życie rodziny Brandtów.

Miniaturzystka jest debiutem autorskim Jessie Burton, która pewnym krokiem wkracza w literaturę nie tylko obyczajową, ale także i w historyczną. Autorka odkrywa przed czytelnikami miniony i zapomniany obraz XVII-wiecznej Europy, w którym kobiety w dalszym ciągu stanowią piękne dodatki do swoich mężów, są matkami ich dzieci i gospodyniami domu. Niedopuszczalne wówczas było, by młoda, pochodząca z dobrego domu panna posiadała inne zainteresowania niż te, które narzucała jej matka, ówczesna kultura i mentalność społeczeństwa. Małżeństwo było nie tylko instytucją i układem między obcymi rodzinami, ale także szansą i nadzieją na lepszą przyszłość. Ponadto związek ten umożliwiał podniesienie stanu społecznego kobiety wywodzącej się z niższej warstwy. Bohaterka Miniaturzystki poprzez ślub z Johannesem Brandtem podniosła nie tylko swój status społeczny, ale także związek ten pozwolił młodej i ciekawej świata dziewczynie wyrwać się do kipiącego życiem miasta, w którym nie tylko inaczej płynie czas, ale także daje dużo nadziei i wielkie możliwości…

Główna bohaterka trafia do rodzinnego domu męża jako młoda, nieśmiała i naiwna dziewczyna, która małżeństwo i życie w mieście traktuje nie tylko jako wielką przygodę oraz nowy start w życiu ale także wiąże z nim duże nadzieje Z biegiem czasu i rozwojem fabuły, to znaczy wychodzenia kolejnych tajemnic Brandtów na światło dzienne zmienia bohaterkę nie do poznania. Niszczą one wyidealizowane przez Petronellę obrazy życia małżeńskiego oraz sprawiają, że traci ona swoją dziecięcą niewinność. Na naszych oczach przekształca się z prostej dziewczyny w dojrzałą i pewną siebie kobietę, która jest w stanie zrobić wszystko, by uchronić swoją rodzinę przed nadciągającym sztormem. W trakcie tej walki z przeszkodami Petronella dostrzeże w sobie cechy, o których nie miała pojęcia, że istnieją.

Z kolei tytułowa Miniaturzystka jest kobietą widmem która poprzez własnoręcznie wykonane miniatury stara się przekazać Petronelli to, co jest na pierwszy rzut oka niewidoczne dla oczu. Wczesne zrozumienie i odkrycie sensu niezamówionych przedmiotów umożliwi bohaterce podjęcie odpowiednich działań (a czy uda jej się zapobiec nadciągającym wydarzeniom pozostanie moją słodką tajemnicą). Miniaturzystka, jak wspomniałam wcześniej, jest kobietą-widmem, tajemniczą, niezależną, niezwykle utalentowaną artystką, która nie tylko wnikliwie obserwuje otaczający ją świat, ale także potrafi przewidzieć i umiejętnie przekazać nadciągające wydarzenia. Za pomocą swojego daru stara się uchronić mieszkańców Amsterdamu przed nadciągającymi kłopotami oraz sprowadzić ich życie na właściwy tor. Petronella jako jedna z wielu jej klientek ulega nie tylko czarowi i kunsztowi ich wykonania ale także pozwala przewidzieć przyszłość.

Świat wykreowany przez Jessie Burton jest niezwykle realistyczny i poniekąd hipnotyzujący. Mimo objętości, która może odstraszyć czytelnika jest przyjemną lekturą, a to za sprawą języka, który nie jest trudny. W Miniaturzystce pojawiają się także wyrazy typowo holenderskie, dzięki którym dosłownie możemy poczuć klimat XVII-wiecznej Holandii. Dużym plusem jest to, że wyjaśnienia tych słów możemy znaleźć w słowniczku na końcu książki, ponieważ czytelnik nie jest zmuszony szukać ich znaczenia np. w Internecie i odrywać się od zaczętej lektury.

Jestem zauroczona XVII-wiecznym Amsterdamem, kreacją postaci, ich przemianami, przemyślaną fabułą i niezwykłą szczegółowością opisów. Bohaterowie okazali się bardzo różnorodni, ale dla mnie najważniejsze jest to, że są oni dynamiczni. Zmieniają się na naszych oczach przez to stają się nam jeszcze bliżsi. Tak jak my popełniają błędy i pokornie przyjmują ich konsekwencje. Ponadto autorka oparła tą historię na wielu tajemnicach, z których nie wszystkie zostały do końca ujawnione. Sama postać miniaturzystki, mimo późniejszych wyjaśnień w dalszym ciągu jest postacią tajemniczą, nie poznajemy jej tak jak Petronelli, przez co można odnieść wrażenie, że jest ona kimś nierealnym, nienamacalnym, a istnienie jej potwierdzają tylko malutkie przedmioty. Ogólnie mówiąc była to dla mnie niezwykle relaksująca lektura i emocjonująca przygoda, która nie raz mnie zaskoczyła. Jest to z pewnością niezwykła książka, której wyjątkowość dostrzega się dopiero po jakimś czasie. Dzięki niej na chwilę mogłam oderwać się od życiowych problemów i mam nadzieję, że autorka nie pozwoli czytelnikom długo czekać na swoje kolejne książki.

~*~

Dla miłości można zaryzykować wszystko – to słodycz zawsze zaprawiona kroplą goryczy. [1]

W cierpieniu odnajdujemy swoje najprawdziwsze „ja”. [2]

Tylko, że wszystko… nie zawsze jest tym, na co wygląda. [3]

- Nadzieja jest niebezpieczna, Petronello.
- Ale lepsza niż nic. [4]

- Nie wyszła za mąż […]. Zmarnowała się.
- Niektóre z nas marnują się w małżeństwie. [5]

Wszyscy, pełni nadziei, tkamy swój własny gobelin, nikt nas w tym nie wyręczy. [6]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Wydawnictwu Literackiemu


___
[1] BURTON J.: Miniaturzystka. Kraków: Wydawnictwo Literackie 2014, s. 31.
[2] Tamże, s. 215.
[3] Tamże, s. 252.
[4] Tamże, s. 318.
[5] Tamże, s. 427.
[6] Tamże, s. 452.

19 grudnia 2014

[#2] Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - wyzwanie czytelnicze na 2015 rok

Witajcie kochani!

     Kolejny rok nieubłagalnie zbliża się ku końcowi. W związku z tym powoli dobiega także wyzwanie „Przeczytam tyle, ile mam wzrostu”. Jeśli chodzi o mnie, to niestety, po raz drugi nie uda mi się osiągnąć odpowiedniej wysokości (czyli 175 cm), ale nie załamuję rąk, ponieważ nadchodzący 2015 przynosi ze sobą nowe możliwości (i nadzieje). Może to właśnie w nadchodzącym roku uda mi się uzyskać 175 cm, wiem że będzie trudno, ale będę próbować, dopóki wyzwania nie zaliczę. Jestem szalenie ciekawa jak Wam poszło w mijającym 2014? Niektórzy z uczestników już dawno ukończyło wyzwanie, a niektórzy już pewnie finiszują. Pochwalcie się swoimi wynikami! ;)

     Bardzo licznie i chętnie przystąpiliście do tego ambitnego zadania, z czego się niezmiernie cieszę! Analizując Wasze pytania, które zadawaliście w komentarzach w poprzedniej edycji postanowiłam rozszerzyć „zasady” – proszę przeczytajcie je ze zrozumieniem. Rozwiewam wątpliwości odnośnie e-booków, m-booków i audiobooków.

     Celem niniejszego wyzwania jest przeczytać tyle, ile mamy wzrostu, czyli: czytamy książkę, następnie mierzymy szerokość jej grzbietu, zapisujemy i sumujemy. 

     ZASADY:
1. Wyzwanie trwa od 1 stycznia 2015 do 31 grudnia 2015.
2. Liczą się WSZYSTKIE książki przeczytane między w/w czasie, niezależnie od tego:
     a) w którym momencie dołączyłeś/aś się do wyzwania,
     b) czy napisało się jej recenzje, czy nie,
     c) czy książkę czytasz drugi, trzeci, piąty czy setny raz.
3. Do wyzwania mogą przystąpić wszyscy i w każdym momencie, wystarczy skorzystać z niżej załączonego formularza. Osoby, które nie prowadzą bloga, mogą wkleić link do swojego profilu z wirtualnej biblioteczki np. Lubimy Czytać czy Na kanapie (zależy to od tego, gdzie macie założone konto).
4. Przeczytane centymetry mierzymy we własnym zakresie.
5. Jak mierzymy e-booki, m-booki i audiobooki:
     a)  szukamy tej książki w bibliotece, księgarni (etc.) i mierzymy szerokość jej grzbietu,
     b)  sprawdzamy ile taki „book” ma stron, szukamy w swojej biblioteczce książkę o takiej samej liczbie stron i mierzymy jej grzbiet,
     c) korzystamy z przelicznika, który znajduje się na bookznami.pl.przeczytaj-tyle-ile-masz-wzrostu/
6. Nie zaokrąglamy szerokości grzbietu (jeśli wychodzi nam np. 2,3 cm to tak zostawiamy).
7. Każdy uczestnik (bloger) zobowiązany jest do zamieszczenia podlinkowanego bannera z wyzwaniem, który można pobrać poniżej.
8. Można w każdym momencie zrezygnować z wyzwania, jednakże nie popadajmy w skrajny pesymizm ;).
9. Zapisy na 2016 rok rozpoczną się pod koniec grudnia 2015.
10. W razie niejasności, proszę pisać!

     To chyba wszystkie zasady, w razie wątpliwości piszcie, ale błagam nie w stylu „czy liczą się wszystkie książki przeczytane przed przystąpieniem do wyzwania”, bo przysięgam ZABIJĘ.

     Poniżej, jak w poprzedniej edycji znajdziecie podlinkowaną listę tzw. „formularz zgłoszeniowy” (mam nadzieję, że działa) oraz 2 rodzaje banerów. Do wyboru, do koloru!

~klik~

(aby się zapisać kliknijcie w poniższą miniaturę)


     Gotowi na 2015 rok? Pamiętajcie, zaczynamy liczyć od 1 stycznia 2015!

POWODZENIA! ;) 

 WZIĘLI UDZIAŁ


1.
54.
107.
Agata!
2.
55.
108.
3.
56.
109.
4.
57.
110.
5.
58.
111.
6.
59.
112.
7.
60.
113.
8.
61.
114.
9.
62.
115.
10.
63.
116.
11.
64.
117.
12.
65.
118.
13.
66.
119.
Silver Lining
14.
67.
120.
15.
68.
121.
16.
69.
122.
17.
70.
123.
18.
71.
124.
Kasia
19.
Karolina
72.
125.
20.
73.
126.
21.
74.
127.
22.
Cara
75.
128.
23.
76.
129.
24.
77.
130.
25.
78.
131.
26.
79.
132.
27.
80.
133.
28.
81.
134.
29.
82.
135.
30.
83.
136.
31.
84.
137.
32.
Phillip James
85.
Natalia
138.
33.
86.
139.
34.
87.
140.
35.
88.
141.
36.
89.
142.
37.
90.
143.
38.
91.
144.
39.
92.
145.
40.
93.
146.
41.
94.
147.
42.
95.
148.
43.
96.
149.
44.
97.
150.
45.
98.
151.
46.
99.
152.
47.
100.
153.
48.
101.
154.
49.
102.
155.
50.
103.
156.
51.
104.
52.
105.
53.
106.
Gabriela

12 grudnia 2014

SURMACZ Mariusz - "Między światami"

!!! RECENZJA PRZEDPREMIEROWA !!!
PREMIERA: LUTY 2015

Mariusz Surmacz
Między światami

Novae Res 2014
s. 368
978-83-7942-474-0
Cena: 34,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

     Młody, przystojny i przebojowy mężczyzna prowadzi beztroskie życie, jednak powoli zaczyna chcieć czegoś więcej. Nagle budzi się w zupełnie nieznanym sobie miejscu, z wielką bolesną blizną na ciele. Jest słaby i nie pamięta nic z poprzedniego życia… Postanawia zawalczyć o siebie, choć nie wie nawet, kim jest. Czy uda mu się wydostać z przerażającego, ciemnego miejsca, gdzie został uwięziony?

     Ta trzymająca w napięciu do ostatniej strony opowieść odkryje przed Wami zaskakującą historię…

~*~

     Wielu z nas wierzy albo pragnie wierzyć w to, że istnieje życie po życiu, a przejście pomiędzy nimi często określane jest jako między światami. To zjawisko bardzo szczegółowo opisują ludzie, którzy doświadczyli tzw. śmierci klinicznej. Autor książki, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić udowadnia, że między światami możemy się znaleźć także w inny sposób, niekoniecznie poprzez przeżycie wcześniej wspomnianej śmierci.

     Etap ten, czyli tytułowe Między światami dla bezimiennego bohatera rozpoczyna się w momencie przybycia wraz ze swoją szefową na wystawne, prywatne przyjęcie zakrapiane alkoholem. Zasypiając na kanapie w ekskluzywnej willi przekracza bramę do nowej, brutalnej rzeczywistości, z której najczęściej nie ma powrotu. Zaczyna śnić koszmar, który powoli staje się jawą, czymś przerażającym i za razem paraliżującym. Oszołomiony oraz obolały mężczyzna budzi się w obskurnym pokoju – celi, którą oświetla nieobudowana żarówka. W jego głowie zaczyna pojawiać się milion pytań – Gdzie ja jestem? Dlaczego tu jestem? Dlaczego jestem taki obolałby i zdrętwiały? Jak długo jestem w tym miejscu? A wśród nich najważniejsze – Kim jestem? Z każdą kolejną niewiadomą zaczyna być on jeszcze bardziej przerażony. Uświadamia sobie, że jest mężczyzną bez przeszłości i by mieć jakąkolwiek przyszłość będzie musiał o nią zawalczyć. Walka ta okaże się dla bohatera niezwykle trudna i wyczerpująca, czy uda mu się przezwyciężyć swoje słabości i odnajdzie odpowiedzi na dręczące go pytania?

     Między światami przeraziło mnie. Dosłownie zmroziło mi krew w żyłach.  Przeraziła mnie tematyka, którą porusza w niej autor. Nie jestem w stanie (i nawet nie chcę) wyobrazić sobie tej sytuacji, w której znalazł się mężczyzna oraz co musiał czuć obserwując siebie z góry, a następnie budząc się w tak koszmarnym miejscu. Na początku z rezerwą podchodziłam do lektury tej książki, lecz od momentu przebudzenia się bohatera, w miejscu daleko odbiegającego od typowej sali szpitalnej zaczęłam coraz bardziej wsiąkać w tę historię. Ból i dezorientacja, które towarzyszyły mężczyźnie po przebudzeniu wzbudziły we mnie współczucie i litość, a do oprawców jego nienawiść. Z mocno bijącym sercem obserwowałam poczynania bohatera, po prostu się o niego bałam, ponieważ autorzy tego typu książek są zdolni do wszystkiego. Potrafią się bawić z czytelnikiem jak kot myszą. Szczęśliwie dla mężczyzny los okazał się naprawdę łaskawy. Jednak autor twardo do samego końca trzyma i bohatera, i czytelnika w niepewności. Dopóki nie skończy się jego wędrówka, my – czytelnicy, będziemy trzymani do ostatniej sceny w napięciu.

     Bohater, którego wykreował autor jest niezwykle silnym psychicznie mężczyzną, a jego wola walki pełna podziwu. Emocje targające jego ciałem są niezwykle silne i poniekąd przechodzą na czytelnika. Ja przez chwilę czułam się nie tylko przytłoczona ich ciężarem, ale także po pewnym czasie trochę znudzona. Owszem to, co przeżywał bohater było z pewnością nieprzyjemnym doświadczeniem, ale ile razy można w kółko powtarzać, że coś go boli i uwiera. Jeśli nie możemy czegoś zmienić, po prostu trzeba to zaakceptować. W dalszej części poznajemy Annę, kobietę, której cudem udało się przeżyć podobne piekło. Wszystko byłoby cudnie, gdyby nie beznadziejne i mało inteligentne dialogi. Dobrze, że pojawiają się one dopiero pod koniec książki, ponieważ nadmiar ich po prostu przygniótłby mnie do ziemi. Są one płaskie i niezwykle sztuczne, a niektóre z nich okraszałam naprawdę bardzo długimi komentarzami.

     - Anno – przerwałem ciszę.
     - Słucham – odpowiedziała cicho.
     - Usiądź obok, porozmawiajmy o tym, co nas dzisiaj czeka. [1]

     Przebywając w jednym pokoju Anna nie usłyszy tego, co ma jej do powiedzenia bohater i specjalnie musi usiąść obok niego? Serio? No niestety, wygląda na to, że serio (i tu zaznaczam, że pod tym stwierdzeniem nie ukrywa się żaden podtekst). Może mężczyzna chciał, żeby Anna dobrze go zrozumiała? Ogólnie dialogi są po prostu porażką i to one kładą się cieniem na całej tej historii. Nie zdziwię się, jeśli czytelnik w trakcie lektury po prostu z niej zrezygnuje tylko dlatego, że nie mógł przetrawić tych okropnych rozmów. Mankamentem jest także sam początek, który bardzo się dłuży i po prostu nuży. To także może zaważyć nad tym, czy czytelnik podda się na tzw. „starcie”, czy cierpliwie poczeka na rozwój zdarzeń. Gdyby nie te dwa elementy – czyli początek i dialogi książka okazałaby się świetna.

     Między światami czytało mi się dosyć ciężko, ponieważ ¾ historii stanowią wszelkiego rodzaju opisy. Początkowo, jak wspomniałam wcześniej, fabuła strasznie się dłuży, ale później, gdy czytelnik przyzwyczai się do nich i akcja zacznie nabierać tempa przestają być one tak uciążliwe.

     Autor miał naprawdę rewelacyjny pomysł na książkę, lecz wykonanie mogło być odrobinę lepsze. Cała droga, to znaczy ucieczka bohatera z miejsca, w którym się znalazł jest niebywale wciągająca, powiedziałabym nawet, że bardzo absorbująca. Niestety dialogi niszczą nie tylko tą ucieczkę, ale także obraz bohatera, przez co i on, i Anna stają się naszych oczach śmieszni. Trochę szkoda, bo Między światami aspirowało na naprawdę dobrą psychologiczną książkę. Czy polecam? Powiem tak: warto zapoznać się z drogą bohatera do odzyskania wolności, lecz na wstęp i na dialogi trzeba przymknąć oko.

~*~

     Im więcej o tym rozmyślałem, tym bardziej dochodziłem do przekonania, że wszystko, co dzieje się wokół mnie jest dziełem szalonego architekta, w którego projekcie jestem tylko małą kreską na marginesie kartki. [2]

     Przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakiś sens. Nawet jeśli początkowo go nie dostrzegamy, on jest. Jest na pewno. [3]

     Wolność to najcenniejsze, co ma człowiek, a zniewolenie zabija nie tylko ciało, ale przede wszystkim ducha. [4]

     Człowiek potrzebuje przecież bratniej duszy. Nawet jeśli dusza ta nie należy do innego człowieka. [5]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] SURMACZ M.: Między światami. Gdynia: Novae Res 2014, s. 319.
[2] Tamże, s. 11.
[3] Tamże, s. 37.
[4] Tamże, s. 92.
[5] Tamże, s. 233.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...