30 kwietnia 2014

GOŁEMBIOWSKA Beata - "Żółta sukienka"

źródło: Zaczytani.pl
Beata Gołembowska
Żółta sukienka

Novae Res, 2011
s. 160
978-83-7722-198-3
Cena: 24,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 0,8 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Anna dokładnie pamięta dzień, kiedy jako sześcioletnia dziewczynka ubrana w żółtą sukienkę od babci została zgwałcona. Przekonana, że zmiana otoczenia uwolni ją od traumy z dzieciństwa, porzuca pracę dziennikarki i emigruje do Kanady.

Nie potrafi jednak zapomnieć bólu i cierpienia. Dopiero miłość kalekiego Paula wyzwala w niej siłę do walki z tragicznym wspomnieniem.

Po 20 latach zmagania się z przeszłością, pod wpływem zapoczątkowanej przemiany, postanawia pojechać do Polski i odwiedzić tam miejsce swojego dzieciństwa.

Czy Annie uda się uwolnić od nękających ją koszmarów, a żółta sukienka, symbol zła, stanie się dla niej ponownie tym, czym była kiedyś – darem miłości?

~*~

Dzieciństwo jest niezwykle ważnym etapem w życiu każdego człowieka. Wszystko to, co stanie się w tym okresie wpłynie w mniejszym, bądź większym stopniu na całe przyszłe życie. Wydarzenia mające miejsce w dzieciństwie ciągną się za człowiekiem jak cień i mogą one wywołać dwie skrajne reakcje: albo charakter i psychika umocnią się, albo człowiek w obawie przed światem zbuduje wokół siebie mur. Schowa się w swojej twierdzy nie tylko przed cierpieniem, ale dosłownie przed wszystkim – nawet przed szczęściem, które może okazać się lekarstwem na skaleczoną duszę…

Anna, bohaterka Żółtej sukienki, od momentu traumatycznego wydarzenia z dzieciństwa żyje w swoim zamkniętym świecie, do którego niewiele osób ma dostęp. Można powiedzieć, że prawie nikt, nawet przyjaciółka Ola i córka, którą (jakimś cudem) się dorobiła. Dzień w dzień starała się uciec od cierpienia, lecz ono codziennie, jak natrętna mucha powraca i przypomina jej o tym pechowym dniu. W końcu postanawia dosłownie uciec z tego przeklętego miejsca i emigruje na Zachód. Tam, niestety okazuje się, że od wspomnień i związanego z nimi bólem nie ma ucieczki. Musi stawić mu czoła, pogodzić się z przeszłością oraz spróbować zapanować nad swoim teraźniejszym i przyszłym życiem. By tego dokonać musi się przełamać i zrobić ten pierwszy krok, a co najważniejsze: Anna nie jest sama. Może liczyć na wsparcie ludzi, którzy ją kochają. Wystarczy odrobina odwagi…

To, co bohaterka książki przeszła jest strasznym przeżyciem i nie życzę żadnej kobiecie takiego losu. Jeśli kobieta nie potrafi sobie poradzić z takim traumatycznym przeżyciem, to jak może dać sobie radę niewinne dziecko?  

Autorka w Żółtej sukience porusza niezwykle trudny i za razem brutalny temat, jakim jest gwałt. Ukazała to jednak w sposób delikatny, lecz dosadny. Nie ważne w jaki sposób by go uchwycono, zawsze będzie wywoływać szok oraz bardzo silne emocje. Jednakże sam gwałt nie jest głównym tematem historii opowiedzianej przez panią Gołembiewską. Można powiedzieć, że wywołuje inne i moim zdaniem ważniejsze kwestie, jak chociażby radzenie sobie ze swoimi demonami.

Akcja książki nie jest dynamiczna, nie ma tutaj niespodziewanych zwrotów w fabule, czy też spektakularnych zmian w zachowaniu bohaterów. Cierpienie Anny z pewnością wzbudzi w wielu osobach współczucie, przy okazji może skłonić czytelnika także do refleksji nad okrucieństwem i niesprawiedliwością tego świata. Z pewnością nie jest to lektura, która niczego po sobie nie pozostawia. Zastanawiam się tylko nad tym, czy cała historia nie rozmyje się z upływem czasu.  

Żółta sukienka okazała się ciekawą i jednocześnie miłą lekturą. Zastrzeżenia mam odnośnie długości tekstu, autorka mogła trochę rozbudować niektóre wątki [SPOILER] i fajnie byłoby dowiedzieć się np. jak potoczyły się losy Anny i Paula [KONIEC]. Pozostają tylko domysły… Szczerze powiedziawszy postacie nie do końca mnie przekonały.

Na tle innych tego typu książek Żółta sukienka niezbyt się wyróżnia. Muszę jednak zaznaczyć, że ma ona niepowtarzalny klimat i nie jest on bynajmniej negatywny. Autorka poprzez przytoczenie wspomnień bohaterki sprzed gwałtu wywołała naprawdę radosną, przepełnioną taką dziecięcą magią aurę. W dalszej części słabszą, lecz w dalszym ciągu pozytywną atmosferę podtrzymuje drugoplanowa postać, czyli córka Anny – Julia.

Jak dla mnie autorka porusza za dużo tematów na tak cieniutką książkę, przez co czytelnik może odnieść wrażenie, że historia jest niekompletna. Ogólnie podobała mi się fabuła opowiedziana przez panią Gołembiewską, lektura jej sprawiła mi przyjemność, ale (niestety) oprócz ogólnych refleksji nie zrobiła na mnie wrażenia. Czytywałam lepsze utwory, po których miałam gęsią skórkę, a włosy stawały mi dęba. Żółta sukienka nie jest złą książką, ale do rewelacyjnych (w moim odczuciu) również nie należy. Najlepiej będzie, jak każdy wyrobi sobie zdanie na jej temat. Ode mnie otrzymuje 7/10.

~*~

Zżyłem się ze śmiercią. Jest częścią życia, jedyną pewną rzeczą na tym świecie. Nie powinniśmy o niej zapominać. [1]

Nie można uciekać od cierpienia. Ono i tak nas doścignie […]. [2]

Okazuje się, że każda forma ucieczki od życia jest drogą do utraty szczęścia. [3]

~*~


Za możliwość lektury dziękuję ślicznie autorce oraz akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają

___
[1] GOŁEMBIOWSKA B.: Żółta sukienka. Gdynia: Novae Res, 2011, s. 90.
[2] Op. Cit., s. 136.
[3] Op. Cit., s. 142.

28 kwietnia 2014

[#8] Zapowiedzi


Witajcie kochani!

     W przerwie nad pisaniem recenzji Żółtej sukienki Beaty Gołembiowskiej przychodzę do Was z kolejną porcją zapowiedzi. Co my tutaj mamy...

~*~

Anna Klejzerowicz
Sąd ostateczny

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 7 maja 2014
♦ Strony: 316
♦ Cena: 34,90 zł

Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz
w pojedynku z naśladowcą Hansa Memlinga

     Emil Żądło, który zrezygnował z pracy w policji na rzecz dziennikarstwa, przeżywa kryzys. Kryzys wieloraki: związany z pracą, z brakiem natchnienia na nowy artykuł, z finansami, z uczuciami, z życiem w ogóle… Za ostatnie pieniądze kupuje alkohol i papierosy, nie ma siły wstać z łóżka i wziąć się w garść, a na dodatek jego była żona utrudnia mu kontakty z synem i męczy o zaległe alimenty.

     Wszystko się zmienia, gdy któregoś razu w nocnym pubie spotyka córkę swojej starej sąsiadki, Dorotę. Młoda kobieta i jej narzeczony tej samej nocy zostają brutalnie zamordowani w niejasnych okolicznościach. Zaintrygowany Emil postanawia pomóc policji w śledztwie.

     Emil Żądło to świetnie skonstruowana postać, która od pierwszej chwili wzbudziła moją sympatię.

Agnieszka Lingas-Łoniewska,
 autorka m. in. trylogii Zakręty losu, Szóstego, Łatwopalnych i Brudnego świata


W przygotowaniu kolejne części serii:
 


~ DODRUKI ~


Joanna Sykat
Jesteś tylko mój


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 10 grudnia 2013
♦ Strony: 220
♦ Cena: 29,90 zł

     Natasza poznała Krzysztofa na kursie rumby. Początkowo mężczyzna jest dla niej tylko partnerem do tańca i przyjacielem. Kiedy wreszcie kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że mogłoby ich łączyć coś znacznie więcej, ten zaczyna układać sobie życie z inną.

     Po długim czasie Natasza i Krzysztof spotykają się ponownie, a tłumione przed laty uczucie wybucha ze zdwojoną siłą. Jest tylko jedno „ale”: Krzysztof zdążył już założyć rodzinę; ma żonę i syna, którego bardzo kocha. Mężczyzna postanawia jednak podzielić swoje życie – i serce – na pół. Natasza w końcu godzi się na bycie „tą drugą”. Ani ona, ani Krzysztof nie domyślają się jednak, że jego żona wie o wszystkim.  Czy Renata będzie w stanie nadal żyć z okłamującym ją mężczyzną dla dobra synka?

     Pewnego wieczoru na spotkaniu autorskim Nataszy, która opisała historię swojej wielkiej miłości w najnowszej książce, zjawia się Renata. Wręcza pisarce tajemniczy żółty zeszyt. Opowieść, którą Natasza w nim znajdzie, zupełnie zmieni życie jej samej i małego Jasia…

Natasza i Renata – czuła kochanka i zdradzana żona.
Dwie kobiety, dwie matki, dwie historie.
I jeden mężczyzna, który łączy i dzieli.

~*~

Marianne Fredriksson
Simon i dęby


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 10 września 2013
♦ Strony: 396
♦ Cena: 34,90 zł

     Kolejna po „Chłopcu w pasiastej piżamie” piękna, ujmująca i ciepła historia o przyjaźni, dorastaniu oraz poszukiwaniu własnej tożsamości w świecie skażonym wojną.

     Nad Europą wiszą ciemne chmury – zwiastun II wojny światowej.
Choć podczas konfliktu Szwecja zachowuje neutralność, ci chłopcy nie mogą spać spokojnie...

     Karin i Eryk Larssonowie, bezdzietne małżeństwo, wychowuje pod swoim dachem młodego Simona. Chłopiec nawet nie domyśla się, że „matka” i „ojciec” nie są jego prawdziwymi rodzicami, choć czuje, jak wiele go od nich różni, nie tylko fizycznie. Karin i Eryk za wszelką cenę starają się ukryć przed Simonem jego prawdziwe, żydowskie pochodzenie – zwłaszcza gdy do kraju docierają echa fali antysemityzmu...

     Tuż po wybuchu wojny w szkole mały Simon zaprzyjaźnia się z Izaakiem i jego rodziną. To Ruben – ojciec Izaaka – staje się dla niego wzorem i autorytetem. W miarę rozwoju wypadków więzi między chłopcami i ich rodzinami coraz bardziej się zacieśniają. Nadchodzi też chwila, w której Simon wreszcie będzie musiał poznać prawdę o samym sobie...

     Książka „Simon i dęby” została przez szwedzkich krytyków okrzyknięta jedną ze stu najlepszych powieści na świecie. W 2011 roku na jej podstawie nakręcono poruszający dramat psychologiczny „Simon och ekarna” (tytuł polski: „Simon i dęby”).

~*~

Monika Rebizant-Siwiło
Przytul mnie


♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 25 czerwca 2013
♦ Strony: 408
♦ Cena: 34,90 zł

Miłość czeka na każdego

     Wydawałoby się, że to historia stara jak świat...

     On – niepoprawny romantyk – zupełnie niespodziewanie dziedziczy po dziadku uroczą leśniczówkę i piątkę kotów.

     Ona po bolesnych doświadczeniach ucieka przed przeszłością na wieś.

     Oboje znają się od dziecka... ale Anna nie jest już piegowatą smarkulą, Anią Shirley z zaplecionymi warkoczami i głową w chmurach. Również Michał, choć – jak ona – tęskni za prawdziwą miłością, pierwsze uczuciowe stłuczki ma już za sobą. Spotkanie po latach stopniowo sprawia, że obojgu szybciej biją serca...
    
     ...ale życie nie jest wcale takie proste. Najpierw każde z nich będzie musiało policzyć się z przeszłością i poukładać na nowo teraźniejszość – zwłaszcza Michał, w życiu którego jest jeszcze ta druga – Maja.

     Czy Anna i Michał podejmą ryzyko i odnajdą wspólną drogę?

~*~

Beth Remis
Cienie ziemi


♦ Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
♦ Premiera: 30 kwietnia 2014
♦ Strony: 392
♦ Cena: 37,00 zł

     Amy i Starszy w końcu opuszczają klaustrofobiczne ściany „Błogosławionego”. Są gotowi zacząć od początku — stworzyć nowy dom na Centauri-Ziemi. Na planecie, dla której Amy przebyła dwadzieścia pięć trylionów mil. Lecz nowa Ziemia nie jest rajem, jakiego się spodziewała. Amy i Starszy muszą czym prędzej odkryć, kto — lub co — kryje się na jej powierzchni. Tylko w ten sposób zdołają ocalić rozdartą kolonię i zbudować wspólną przyszłość.

     Każde nowe odkrycie przynosi jednak nowe zagrożenie. Amy i Starszego czeka najbardziej koszmarna wyprawa w ich życiu — wyprawa w głąb ich własnego człowieczeństwa.

     Bo jeśli kolonia upadnie, wówczas wszystko, co dotychczas poświęcili — przyjaciele, rodzina, życie na ziemi — nagle utraci swój sens.


~ NOWOŚCI ~


P.C. i Kristin Cast
Klątwa Neferet


♦ Wydawnictwo: Książnica (Grupa Wydawnicza Publicat)
♦ Premiera: 16 kwietnia 2014
♦ Strony: 158
♦ Cena: 25,00 zł

P.C. i Kristin Cast odkrywają mroczną tajemnicę najwyższej kapłanki Domu Nocy.

      Szesnastoletnia Emily Wheiler dorastała w XIX-wiecznym Chicago, otwartym na świat za sprawą zorganizowanej tam Wystawy Światowej. Nagła śmierć matki diametralnie zmienia jej życie. Skrzywdzona, lecz wciąż pragnąca miłości i swobody Emily ucieka z domu, by zacząć wszystko od nowa. Przybiera odmienne imię, a w jej umyśle rodzi się pragnienie, by zemścić się na mężczyźnie, któremu kiedyś ufała.

~*~

Susan Ee
Angelfall. Penryn i świat Po


♦ Wydawnictwo: Filia
♦ Premiera: 9 kwietnia 2014
♦ Strony: 355
♦ Cena: 36,90 zł

     W kontynuacji bestsellerowego thrillera fantasy Angelfall niedobitki ocalałe z anielskiej apokalipsy zaczynają organizować się na gruzach cywilizacji. Grupa ludzi porywa Paige, siostrę Penryn, biorąc ją za jednego z potworów; kończy się to masakrą. Paige znika. Ludzie są przerażeni. 

     Penryn przemierza ulice San Francisco, szukając Paige. Dlaczego miasto zupełnie opustoszało? Gdzie się podziali mieszkańcy? Poszukiwania zaprowadzą Penryn w samo centrum tajnej operacji aniołów, gdzie będzie miała okazję uchylić rąbka ich tajemnicy i zrozumieć, do jak przerażających czynów są gotowe się posunąć. 

     Tymczasem Raffe próbuje odzyskać swoje skrzydła. Bez nich nie powróci do społeczności aniołów, ani nie zajmie należnej mu pozycji jednego z przywódców. Jakiego dokona wyboru, rozdarty między tęsknotą za skrzydłami, a pragnieniem zapewnienia Penryn ochrony? 

~*~

     Nie wiem jak wy, ale z dodruku Simon i dęby na pewno skorzystam, Klątwa Neferet czeka w długaśnej kolejne (podobnie jak Ślubowanie Lenobii). Do  Angelfall. Peryn i świat Po również zajrzę. ;) Możecie się spodziewać w niedalekiej przyszlości ich recenzji (Trochę dłużej na Angelfall, bo przede mną jeszcze pierwsza część... ;))

     W planach na kwiecień mam jeszcze zamiar opublikować recenzję Żółtej sukienki, która zamknie ten miesiąc. Pojawi się ona w ostatni dzień kwietnia, kiedy ja będę albo na działce, albo jeszcze w drodze. Jeszcze tylko kilka dni kochani do majówki. Wytrzymamy? ;) No ba! ;D.

21 kwietnia 2014

MARR Melissa - "Opiekunka grobów"

Melissa Marr
Opiekunka grobów
(Graveminder)

tł. Monika Orłowska

Replika, 2013
s. 315
978-83-7674-221-3
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

W niezwykle spokojnym miasteczku Claysville dochodzi do brutalnego morderstwa. Maylene Barrow, kobieta pielęgnująca wszystkie cmentarze w mieście, zostaje znaleziona we własnej kuchni w kałuży krwi. Ale szeryf nie przeprowadza śledztwa. 
    
Do Claysville przybywa Rebeka, przybrana wnuczka Maylene. Z lotniska odbiera ją Byron, syn przedsiębiorcy pogrzebowego, zakochany w niej bez pamięci. Obydwoje mają za sobą osiem lat życia poza miasteczkiem, unikania siebie i rozmów o wzajemnej miłości, obydwoje też odczuwają niezrozumiałą ulgę, wkraczając w granice Claysville. 

Wydarzenia przyspieszają, zdarzają się kolejne brutalne napaści, a Rebeka i Byron zaczynają odkrywać, że ich miasteczko rządzone jest w myśl dość niezwykłych zasad. Dowiadują się też, że dziedzicznie przypadają im obojgu bardzo ważne funkcje, zapisane w dziwacznym kontrakcie sprzed 300 lat. Ona musi przejąć po zmarłej babci funkcję Opiekunki Grobów, a on - po ojcu - rolę Grabarza i jej opiekuna. Spokój i bezpieczeństwo Claysville zależą od tego, czy ta para wypełni swe role starannie.

Opiekunka Grobów to romantyczny horror albo romans z elementami grozy w tle. Para głównych bohaterów musi odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: czy kochają się, bo tak za nich ustalono, czy też ich miłość jest autentyczna i pomoże im w misji utrzymania ładu w świecie zmarłych. 

~*~

Śmierć jest nieunikniona i dosięgnie każdego z nas. Nie myślimy o niej, dopóki nie zapuka do drzwi kogoś, kogo się znało i kochało. A gdy już przyjdzie, zostawia po sobie pustkę, ból i łzy. A jak odbierają ją ci, po których ona przychodzi? Na to pytanie odpowiemy w momencie, gdy nadejdzie nasza kolej…

W żyłach Rebeki nie płynie krew Barrow’ów, lecz to ona została wybrana na kolejną Opiekunkę grobów. Niczego nieświadoma dziewczyna musi nie tylko pozbierać się po śmierci ukochanej osoby, ale także odnaleźć się w nowej roli, w której śmierć staje się nieodzowną towarzyszką życia. By wypełnić obowiązki Opiekunki grobów często zmuszona jest balansować na granicy dwóch światów – żywych i umarłych. Ten ostatni coraz bardziej ją przyciąga i kusi, lecz bez swojego grabarza nie może do niego wejść. Tylko on jest w stanie powstrzymać opiekunkę przed pokusą tego barwnego oraz intrygującego świata i sprowadzić ją powrotem do domu – świata żywych. Jak w tych rolach odnajdzie się Rebeka i Byron? Dowiecie się tego z Opiekunki grobów.

Za lekturę Opiekunki grobów zabrałam się z wielkim entuzjazmem, ponieważ autorka daje czytelnikom coś nowego – postać, która jest nie tylko mostem pomiędzy życiem a śmiercią, ale także pomaga zmarłym przejść na drugą stronę i zaznać upragnionego spokoju. Cała ta moja fascynacja tym tematem zaczęła się w zeszłym roku za sprawą serialu, który emitowany był we wakacje. Chodzi mi tu o „Zaklinacza dusz”, a w rolę medium wcieliła się niezastąpiona Jennifer Love Hewitt. Zadaniem jej było, podobnie jak Opiekunki grobów pomaganie zmarłym w odnalezieniu spokoju. Serial okazał się rewelacyjny i wkrótce stał się jednym z moich ulubionych. W momencie, gdy rzuciła mi się w oczy Opiekunka grobów wiedziałam, że muszę do niej zajrzeć, bo inaczej po prostu umrę i żadne medium, czy opiekunka grobów by mi nie pomogła…

Bez obwijania w bawełnę, jest to (nie)typowy paranormal romance (PR), tylko zamiast wampirów, wilkołaków i innych stworów są ludzie oraz zmarli. Szczerze powiedziawszy liczyłam na historię zbliżoną do „Zaklinacza dusz”, rozluźniającą, balansującą na granicy życia i śmierci oraz przepełnioną magią lekturę. Niestety otrzymałam banalną opowieść o bohaterce, która nie potrafi przyznać się do tego, co czuje, sierotkę obwiniającą się za nieszczęścia w rodzinie i zachowującą się na trzynasto-czternastolatkę (a nie jak młodego dorosłego, [SPOILER] tzn. jak na dwudziestokilkulatkę [KONIEC]). Najbardziej irytowało mnie jej zachowanie, a niestety młody grabarz także dolewał oliwy do ognia (może trochę w mniejszym stopniu, ale jednak). Powiedzcie, ile razy można nawijać o jednym i tym samym? Jak udowadnia nam autorka – na okrągło, chociaż jego bezwzględność jest sto razy lepsza od tego niezdecydowania Rebeki. Pozostali bohaterowie mogą być. Pan S. vel. Charlie jak dla mnie, okazał się zbyt: czarujący, szarmancki, bohaterski, grzeczny i miły. Maylene i William to typowi opiekunowie przygotowujący swoich następców. Bardzo rozrzewnił mnie William, szczególnie jego uczucie do swojej opiekunki oraz do syna. Ogólnie rzecz ujmując postaci nie są mocną stroną książki…

W fabule także mi czegoś zabrakło, takiego dosłownego balansu między życiem a śmiercią. Akcja niestety nie trzyma w napięciu, jest przewidywalna, nie ma niespodziewanych  zwrotów, lecz na swój sposób okazała się wciągającą lekturą. Zgadzam się tutaj ze słowami mojej przyjaciółki – „takie zwyczajne, wciągające czytadło dla zabicia czasu”. Niczego konkretnego (niestety) nie wnosi do życia czytelnika, a szkoda. Mam wrażenie, że autorka nie wykorzystała potencjału, który unosi się nad tym tematem.

Trochę mi szkoda Opiekunki grobów, bo zapowiadała się na niezapomnianą, bardzo wciągającą i momentami mistyczną lekturę. Autorka po prostu sknociła tę książkę, przede wszystkim przyczyniło się do tego niedojrzałe zachowanie bohaterów oraz przewidywalna fabuła. Pomysł był świetny, lecz wykonanie okazało się słabe. Naczytałam się już wielu PR-ów i teraz staram się sięgać po takie, które swoją treścią i rozwojem wypadków mogą mnie mocno zaskoczyć. Bardzo liczyłam na Opiekunkę grobów, ale niestety się przeliczyłam. To jest tego typu rozczarowanie, które wywołuje ból w sercu. Pomysł niewykorzystany, brak klimatu, bohaterowie bezpłciowi… [SPOILER] Szalenie spodobała mi się wizja świata umarłych, to pomieszanie epok, ale niestety ten jeden element nie zrekompensował mi pozostałych niedociągnięć [KONIEC]. A mogło być tak pięknie…

~*~

Siła polega częściowo na tym, by wiedzieć, kiedy należy ukrywać swoje słabości, a kiedy się do nich przyznawać [...] Światu pokazuj się wyłącznie z podniesioną głową. [1]

Kochać kogoś oznacza przyznawać, że ma dobre, i złe strony. [2]

W pewnych sprawach nie mamy wyboru. [3]

Lata zapisują opowieści na każdej powierzchni. [4]

Śmierć kochanej osoby zawsze boli, to jedna z niezmiennych rzeczy, lecz nagłość i brutalność tej śmierci sprawiły, że bolała jeszcze bardziej. [5]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Replika


___
[1] MARR M.: Opiekunka grobów. Zakrzewo: Replika 2013, s. 65.
[2] Op. Cit., s. 84.
[3] Op. Cit., s. 88.
[4] Op. Cit., s. 113.
[5] Op. Cit., s. 117.

19 kwietnia 2014

Wielkanoc... ;)

źródło: >>klik<<

Witajcie kochani!

     Dzisiaj przychodzę do Was z życzeniami (jakież to oryginalne… ;P). Chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego. Przede wszystkim zdrowia, takiej pięknej pogody, jaka jest u mnie, bogatego zajączka, smacznego jajka oraz ciepłych, spokojnych i przede wszystkim rodzinnych świąt. Mam nadzieję, że każdy z Was ma kogoś, z kim będzie mógł spędzić te radosne święta. ;) Nie mogę zapomnieć o Lanym Poniedziałku! Niech każda z kobiet będzie porządnie oblana ;)

     Ja wyjeżdżam do babci i nie będzie mnie przez kilka dni. Mam nadzieję, że ze Świąt przywiozę nie tylko kolejne wspomnienia, ale także recenzję. Aha, i także wiedzę, bo w środę „na dzień dobry” mam kolokwium…


     Nie przedłużam, świętujcie! Ja też idę świętować! Do napisania wkrótce! ;)

13 kwietnia 2014

[#7] Zapowiedź i takie tam...


     Witajcie kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z mieszaną notką. Najpierw trochę ponarzekam na życie, a potem przestawię Wam książkę, którą Replika wyda dosłownie na dniach. Zainteresowani?

     Jak wspomniałam wcześniej trochę sobie ponarzekam, przykro mi, muszę się gdzieś wygadać, komuś, kto albo mnie opierdzieli i powie, żebym się ogarnęła, albo po prostu da mi swoje kilkuzdaniowe wsparcie.

     Otóż, najpierw zacznę od tego, że leki działają i pierwsze „efekty” ukazały się po miesiącu stosowania (brawo dla lekarza, który mi je przepisał!). Czuję się dobrze, nie jestem przymulona i nadaję się (na razie) do życia w społeczeństwie. ;) Moja trzustka odrzuca pomidorki, ogórki surowe (o boooosiu… ;(), rzodkiewki, czekoladę jako tako toleruje (ale w małych ilościach), a jogurtów (wszelakich) zupełnie nie znosi… Od 28 marca jestem na przymusowej diecie (teraz trochę mniej surowej) i zauważyłam wiele zmian. Przede wszystkim nie czuję się taka ociężała jak kiedyś no i … spadła waga (chociaż byłam zadowolona z mojej wagi ;)). Leki mi się kończą i nie wiem jak moja trzustka wytrzyma święta… (moja pani doktor poszła na zwolnienie… ;() Z pewnością będą dla mnie chude (na szczęście nie jestem sama w moim cierpieniu – przyjaciółka i babcia są moimi towarzyszkami w niedoli… ;P).

     Minęła już połowa semestru letniego i na studiach zaczyna być naprawdę ciężko. Trzeba ruszyć z pisaniem pierwszego rozdziału, do przygotowania 3 (jeśli nie więcej) prezentacji/ wystąpień (nie nadaję się na przekazywanie wiedzy…) i w gratisie wystąpienie przed grupą seniorów – przygotowanie prezentacji o książce z motywem podróży (wybraliśmy – bo to grupowo – Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął), zbliżający się wielkimi krokami wyjazd do Krakowa (wycieczka studencka – 3-dniowa), na której chcę poznać Jane Rachel osobiście (<3) i cóż – ładować akumulatory na sesję. Mam w tym semestrze 2 egzaminy (w tym jeden ustny), 2 kolokwium (pierwszy na dzień dobry po świętach – 23.04). Nie mam pojęcia jak ja to wszystko ogarnę… Braknie mi czasu chyba na czytanie, co mnie niezmiernie martwi… No cóż, jak to ktoś ładnie powiedział – Life is brutal and full of zasadzka and czasami kopas w dupas. I nic się na to nie poradzi. Jak to zostało pięknie napisane w Opiekunce grobów (którą aktualnie czytam):

     W pewnych sprawach nie mamy wyboru. [1]

     I dodatkowo ostatnio nie mam zupełnie „weny” i chęci na blogowanie (czyt. odwiedzanie waszych blogów). Przechodzę teraz okres „nie chce mi się” i niestety przez jeszcze jakiś czas będzie się on utrzymywać. Jednakże wczoraj przeleciałam kilka blogów, dzisiaj kolejnych kilka i tak sobie powolutku nadrobię zaległości (prawda Kinga G.? ;P).

     Aha, jakby co, to 18 kwietnia (tak, w Wielki Piątek – w najsmutniejszy dzień w roku) mam urodziny i pewnie spędzę go w podniosłej atmosferze, bez szampana (wspominałam, że moja trzustka nie lubi TAŻE %?) i pewnie na ogarnianiu jeszcze nieogarniętych spraw… Tak to właśnie wygląda. Mam nadzieję, że chociaż garstka z Was te moje wypociny przeczyta… :P

    Nie przedłużam moich wywodów i pokazuję zapowiedź (niestety tylko jedną) z Repliki

~*~

Andy Mulligan
Śmieć

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 15 kwietnia 2014
♦ Strony: 292
♦ Cena: 34,90 zł

     Porywająca opowieść o niezwykłej przygodzie, ale przede wszystkim o przyjaźni – szczerej, prawdziwej i zdolnej pokonywać największe przeszkody.

     Trzech przyjaciół – Raphael, Gardo i Szczur – żyje na ogromnym wysypisku. Utrzymują się z codziennego grzebania w śmieciach. Pewnego dnia Raphael przypadkiem znajduje w jednym z worków coś – coś unikatowego i bardzo tajemniczego. Na tyle niezwykłego, że decyduje się to zachować nawet wtedy, gdy miejska policja zaczyna oferować za znalezisko pokaźną nagrodę
.
     I wtedy zaczynają się kłopoty.
    
     Wkrótce chłopcy z wysypiska będą musieli wykorzystać całą swoją odwagę i spryt, by ocalić głowy przed prześladowcami, depczącymi im po piętach. To od nich będzie zależało, czy wielki sekret rządzących ujrzy światło dzienne...

     Na podstawie tej niezwykłej, przetłumaczonej na 25 języków historii powstaje film Stephena Daldry'ego, twórcy „Billy'ego Elliota” i „Godzin”. W obsadzie m.in. Rooney Mara oraz Martin Sheen.

~*~

     Nie wiem jak wy, ale ja z pewnością sięgnę po Śmiecia. Oczywiście jak ogarnę mój mały światek. Całusy i do napisania!

PS: Tak, następną recenzja będzie dotyczyć wspomnianej Opiekunki grobów Melissy Marr. Musicie uzbroić się w cierpliwość, bo za mną (dopiero) 1/3 książki. ;)

PS2: Aha, i dziękuję wszystkim za komentarze i przepraszam, jeśli nie odpowiadam, po prostu czasem panuje w mojej głowie wielki chaos, który trudno ujarzmić… :P

PS3: Do odwołania będę się podpisywać swoim imieniem i nazwiskiem, czyli Karolina Pająk- Dzosefinn Black na razie zostaje zawieszony (dopóki nie założę drugiego maila prywatnego), dlatego nie zdziwcie się, jak jakiś "Pająk" zostawi Wam komentarz... ;)

PS4: Prawda, że przepiękna okładka Śmiecia? *.*

___

[1] MARR M.: Opiekunka grobów. Zakrzewo: Replika 2013, s. 88.

9 kwietnia 2014

KORZENIOWSKI Jan Izydor - "Chłopcy z zielonych stawów"

Jan Izydor Korzeniowski
Chłopcy z zielonych stawów

Novae Res, 2014
s. 191
978-83-7942-024-7
Cena: 24,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 9/10

~*~

Ta prawdziwa opowieść o serdecznej przyjaźni chłopców odrywa od klawiatury i ekranu monitora i przenosi nas w czasy przedwojenne, do wadowickiej wsi Podstawie. Tu rozciągają się szerokie wody stawów, pełne życia, bogatej roślinności, gdzie kłębi się ruchliwa moczarka kanadyjska i widać stojące w nich, pulsujące białością wełniane chmury, jakby świat obrócił się do góry nogami.

Niedaleko, za torami będącymi zarazem granicą, od której ciągnęły się zabudowania wsi Podstawie mieszkał chłopiec nazywany Pigusiem. Był półsierotą i podwójnym kaleką. Zamykany w małej izbie w zimowe dni, siedząc przy zamarzniętym oknie patrzył na wrogi dla niego świat i marzył. Marzenia miał zwyczajne, proste, normalne, tyle że było ich tak wiele: mieć zdrową nogę, niechaj ta sztywność w prawym łokciu ustąpi, niech ręka będzie ręką sprawną a nie kaleką, niech zawsze będą koło niego przyjaciele Ziutek, Jędrek, Franuś-Beczka i Czesiu, żeby nigdy nie rósł na polach pęczak ani kapusta, żeby pies, Cygan, nie był uwiązany, żeby on, Piguś, chodził do szkoły, żeby na stawach mógł pływać, żeby potrafił jaskółki chwytać za ogon, żeby... żeby... żeby zawsze był tak szczęśliwy, jak... w Świętojańską Noc...

~*~

Kto z nas by nie chciał, choćby na chwilę, powrócić do szczenięcych lat? Widzę wasze wysoko uniesione dłonie... Uwierzcie mi, moja także bardzo szybko wystrzeliła w górę. Niestety jest to niemożliwe, jednakże namiastkę minionego dzieciństwa mogą dać nam wspomnienia – utrwalone na zdjęciach lub na kasetach VHS. Taką trampoliną może okazać się również książka. Czy Chłopcy z zielonych stawów należy do tego nielicznego (niestety) grona?

Piguś jest doświadczonym przez los chłopcem. Nieszczęścia, które przeżył zmieniły go w nieśmiałe, strachliwe i przede wszystkim smutne dziecko bez perspektyw na przyszłość. Dodatkowo zostawiły w duszy chłopca dosyć głęboką rysę, która przekształciła się w brak poczucia własnej wartości.

Jak on, kaleka może równać się z innymi chłopcami z okolicy? Można powiedzieć, że Piguś dawno pogodził się ze swoim losem i co najgorsze utracił nadzieję na poprawę swojej sprawności. Jednak marzenia kłębiące się w ciele Pigusia pozostały. Kreowały w jego głowie niesamowicie piękne obrazy, które nie tylko wywoływały w jego sercu ból i zsyłały na buzię smutek, ale także niosły ze sobą łzy. Dla ludzi wokół był tylko nieborakiem i kaleką, któremu potrzebna jest pomoc… Wkrótce jednak miał nadejść czas, kiedy wszystko powoli zacznie się zmieniać. Piguś na nowo odzyska nadzieję na lepszą przyszłość i dodatkowo odbuduje swoją pewność siebie. A wszystko to przez przyjaźń kolegów, którzy udowodnili mu, że jest taki sam jak oni, tylko mniej sprawy. Uświadomił sobie również to, że jednak warto mieć nadzieję i marzenia oraz w nie wierzyć, bo kto wie, czy przypadkiem kiedyś się nie ziszczą…

Chłopcy z zielonych stawów jest niezwykle klimatyczną historią. Wydaje mi się, że lepiej pasowałoby do niej długie opowiadanie, niż książka, ponieważ czyta się ją z dużą lekkością. Fabuła przenosi czytelnika z niezwykłą łatwością nie tylko w okolice Wadowic, na piękną, polską przedwojenną wieś, ale także w nasze, dawno minione dzieciństwo.

Akcja książki płynie wolno i bez pośpiechu. Można powiedzieć, że dzieje się w takim tempie, w jakim żyli ówcześni ludzie. Autorowi udało się zwolnić upływający czas i ukazał świat nie skażony jeszcze technologią. Świat, w którym każdą wolą chwilę spędzało się na świeżym powietrzu, wakacje na wsi - wśród pól, zagajników i nad wodą. Wszystkie te urokliwe miejsca stawały się dla na jakiś czas dla dzieci odskocznią od szkoły i obowiązków, a dodatkowo rozbudzały ich wyobraźnię. Autor z niezwykłą dokładnością opisuje przyrodę i okolice, które nadają tej historii niepowtarzalny klimat. Czytelnik po prostu odczuwa to tak silnie, jak postaci – słyszymy każdy szelest liści, śpiew ptaków, krople rozbryzgujące się na parapecie okna, plusk wody i rechot żab w stawie, a nawet może poczuć zapach lata i gorące promienie słońca. Przez to zmysły czytelnika budzą się jakby z zimowego snu, a w sercu rodzi się tęsknota za latem i wakacjami.

Bohaterowie są z pewnością ludźmi wolnymi od tego całego cywilizacyjnego syfu, dla których liczyła się dobrze wykonana praca, a nie czas. Każdy z nas pewnie zetknął się z takimi osobami w realnym świecie. Czy muszę mówić kim oni są? Chyba nie… Postaci są niezwykle żywe i wyjątkowe, a w szczególności dzieci. W końcu to one są głównymi bohaterami w książce. Na tą ich wyjątkowość składa się nie tylko ich zachowanie, ale także ich sposób myślenia. Szczerze powiedziawszy widać różnicę pomiędzy dzisiejszymi dziećmi a tymi z okresu międzywojennego i nie koniecznie są one pozytywne. Ale powracając do tematu, tytułowi chłopcy pokazują postawy oraz wartości, o których warto pamiętać i przekazywać dalej, kolejnym pokoleniom…

W Chłopcach z zielonych stawów przewija się przede wszystkim przyjaźń, następnie toruje sobie drogę oddanie, odwaga, dziecięca fantazja i beztroska, marzenia oraz bogactwo wyobraźni. To wszystko sprawia, że historia ta staje się czymś więcej niż tylko tekstem przekazującym ludzką myśl. Jest także bramą do zapomnianego przez nas świata.

Warto jeszcze wspomnieć o rysunkach zamieszczonych w tekście, które urozmaicają lekturę książki. Można przy tym odnieść wrażenie, że historia w głównej mierze została stworzona z myślą o dzieciach jako jej czytelnikach, ale wydaje mi się, że również dorosły będzie śledził losy bohaterów z wypiekami na twarzy.

Żeby nie było tak słodko, nad jedną rzeczą ubolewam, a mianowicie nad tym, że autor nie wyjaśnił do końca wątku z Cyganem. Zresztą wydaje mi się, że cała historia mogła być odrobinę dłuższa. Szkoda było mi rozstawać się nie tylko z wykreowanym przez autora miejscem, ale także z postaciami, z którymi się bardzo zżyłam.

Sięgając po tą książkę liczyłam właśnie na taką lekturę: prostą, lekką, przyjemną w odbiorze, przepełnioną dziecięcą magią, z niezwykle klimatyczną historią, która oprócz rozrywki niesie ze sobą pewne wartości. Jestem nią zachwycona, zauroczyło mnie nie tylko miejsce, w którym akcja się dzieje, ale również sami bohaterowie. Z pewnością długo o niej nie zapomnę, a wydarzenia z życia Pigusia będą mi towarzyszyć w trakcie wspominania swojego dzieciństwa.

Jeśli więc szukacie pozycji, która sprawi, że zapomnicie (i to dosłownie) o bożym świecie, to Chłopcy z zielonych stawów jest idealnym wyborem. I przy okazji jest to kolejny dowód na to, że mamy uzdolnionych pisarzy.

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res!

6 kwietnia 2014

GARLICKI Mariusz - "Uzdrowiciel"

źródło: Zaczytani.pl
Mariusz Garlicki
Uzdrowiciel

Novae Res, 2014
s. 218
978-83-7942-047-6
Cena: 27,00 zł

Wyzwania:
 Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)
52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Jest w życiu kilka takich momentów, kiedy spotyka się ludzi niezwykłych, niedających się zmierzyć żadną miarą. Ludzi, którzy całkowicie zmieniają nasz świat.

Mariusz różni się nieco od rozkrzyczanej i rozbieganej klasy. Jest spokojny, zamyślony, nie śpieszy się, jeśli ewidentnie nie ma takiej potrzeby. W szkolnej szatni otrzymuje adres kogoś, kto może wyleczyć jego wadę wzroku, którą uważa za niezwykle uciążliwą. Wiedząc, że człowiek ten nie jest lekarzem, a jedyną znaną medycynie metodą leczenia jest operacja, ma zamiar odkładać wizytę w nieskończoność. Jednak podczas pełnej przeróżnych rozważań drodze do domu, w wyniku nie do końca świadomych decyzji trafia pod wskazany adres. W ruderze, gdzie wydawałoby się nikt nie może mieszkać, spotyka człowieka o imieniu Christian...

~*~

Co byś zrobił/a, gdyby na Twojej drodze pojawiła się osoba, która byłaby w stanie uleczyć Twoją chorobę? Uwierzyłbyś/abyś w to i czy tak jak bohater doszedł/doszła do wniosku, że nie zaszkodzi spróbować?

Mariusz jest uczniem na pozór niewyróżniającym się ze społeczności szkolnej. Jest ułożonym nastolatkiem, który nie szuka na siłę zwady. Raczej trzyma się na uboczu i stara się nie rzucać w oczy. Można powiedzieć, że to już powinno go wyróżniać od innych, ale tak naprawdę nie jest to coś wyjątkowego, ponieważ wiele jest takich nastolatków. Podobnie ma się sprawa z jego wadą wzroku – żyje wiele osób, w tym młodzieży, która ma problemy ze wzrokiem. Mariusz okazuje się być „pospolitym” uczniem, więc trochę nie rozumiem opisu z tyłu książki. Zresztą to teraz nieistotne. Jedyne, co go może „wyróżniać” to wyżej wspomniana wada wzroku, która zmusza go do noszenia okularów. Niestety musi on żyć z tym ciężarem do końca życia, ale warto zaznaczyć, że już dawno przyjął ten wyrok na przysłowiową „klatę”. Jest w pełni świadomy, żeby móc pożegnać swoją ułomność potrzeba czasu i środków, bo wyleczenie nie przyjdzie od razu. Na jego drodze wkrótce pojawia się On i nie tylko zrobi coś niemożliwego, ale także rozbudzi w chłopcu wielkie plany i idee. Jego upór w dążeniu do spełnienia swoich zamiarów sprawią, że ów tytułowy Uzdrowiciel stanie się kimś więcej, niż do tej pory był. Odkryje swoje prawdziwe i głęboko ukryte ja i przy okazji oboje otworzą sobie nawzajem oczy.

Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po Uzdrowicielu. Z opisu od wydawcy oraz wyglądu okładki wywnioskowałam, że to będzie historia po części parapsychologiczna i z wieloma wątkami zła (przyznajcie szczerze, jak odbieracie twarz chłopaka na lustrze Uzdrowiciela? Nie zbyt optymistycznie, prawda?). Owszem, takie sytuacje się znalazły, ale przyćmiewają je inne aspekty, jak chociażby nawiązanie do Nowego Testamentu. Zupełnie nie spodziewałam się tego, co autor Uzdrowiciela przygotował dla swoich czytelników. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam i miałam naprawdę mieszane uczucia. Historia opowiedziana jest z punktu widzenia nastolatka i jest ukazana w prosty oraz niezwykle mocno oddziaływujący na czytelnika sposób. Przez całą jej lekturę zastanawiałam się, jak to odbiorą inni, a w szczególności duchowieństwo. Uzdrowiciel łamie pewne tabu, temat, który jest „przyjmowany” przez większość społeczeństwa bardzo na serio. Ja gdzieś jestem pośrodku i nie miałam problemu z odbiorem przesłania, ale wydaje mi się, że czytelnicy bardziej radykalni mogą, no cóż… Być lekko zszokowani i może nawet zbulwersowani (np. Jak tam można…?). Dla mnie, zastosowany zabieg w Uzdrowicielu jest z pewnością nowatorski i wyróżnia książkę na tle innych. Z pewnością historia ta jest bardzo dobrze umiejscowiona w czasie, przez co można odnieść wrażenie, że sytuacja opisana w Uzdrowicielu mogła mieć miejsce w rzeczywistości.  Zdarzają się niestety fragmenty bardzo banalne, a jedynym komentarzem z mojej strony było ironiczne seriously?. Ogólnie mówiąc o samym pomyśle, to dla mnie bomba.

Bohaterowie nie są jakoś bardzo skomplikowanymi postaciami. Można odnieść wrażenie, że przez swoją lekkość odfruną w zapomnienie. Wymownym bohaterem jest sam Uzdrowiciel, ale by za dużo nie wyjawiać potraktuję go milczeniem.

Przez swoją formę i odwołania do Nowego Testamentu można odnieść wrażenie (znowu to wyrażenie…), że jest niezwykle moralizatorska. Poniekąd tak jest, ale ukazuje przede wszystkim obecną sytuację nie tylko w Polsce, ale również (może przede wszystkim) na świecie. W sumie całego Uzdrowiciela można nazwać jednym wielkim przesłaniem i obawiam się, że książka ta może wywołać niezłą burzę z piorunami. Jest jeszcze jedna sprawa, która wyniknęła w trakcie lektury tej książki. Dobrymi chęciami piekło jest wybudowane i nie można nikogo na siłę uszczęśliwiać. W tym przypadku, w moim mniemaniu, nie wyszło to na dobre. Zresztą ja nie chciałabym, aby ktoś mówił mi co jest dla mnie dobre, bo sama wiem to najlepiej…

Zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa, a mianowicie wstęp i epilog. Oba te fragmenty są bardzo wymowne i nie wiem co o nich sądzić. Przyjmuje się, że książka to przede wszystkim fikcja literacka, ale w każdej opisanej historii jest ziarnko prawdy. Co zatem jest prawdą w Uzdrowicielu? Na to pytanie chyba tylko autor jest w stanie mi odpowiedzieć, bo ja niestety nie potrafię.

Powiem tak, jeśli szukacie czegoś nowego, nieprzeciętnego i prostego, to Uzdrowiciel jest dla Was. Przy okazji możecie sprawdzić, czy macie podobne zdanie na temat ówczesnego świata i przy okazji może wy dojdziecie do tego, co jest prawdą, a co fikcją literacką?

~*~

A to, czego nie rozumiemy, często instynktownie atakujemy niejako w samoobronie. [1]

~*~


Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res!


___
[1] GARLICKI M.: Uzdrowiciel. Gdynia: Novae Res, 2014, s. 171.

3 kwietnia 2014

KRIEN Daniela - "Kiedyś wszystko sobie opowiemy"

źródło: Sonia Draga
Daniela Krien
Kiedyś wszystko sobie opowiemy
(Irgendwann warden wir uns alles erzählen)

tł.  Agnieszka Gadzała

Sonia Draga, 2013
s. 263
978-83-7508-620-1
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,7 cm)
+ 52 książki
+ Grunt to okładka

Ocena: 7/10

~*~

1990 roku w maleńkiej wiosce w NRD. Szesnastoletnia Maria przeprowadza się do Johannesa Bannera, syna najbogatszego we wsi gospodarza. Rodzice Johannesa cieszą się z dodatkowych rąk do pracy w gospodarstwie, zwłaszcza że Johannes wyraźnie stroni od pracy na roli. Nie chce zostać na gospodarstwie. Za oszczędności kupuje w RFN stary aparat fotograficzny i zaczyna z pasją fotografować. Chce się dostać na Akademię Sztuk Pięknych na Wydział Fotografii.

Maria tymczasem trafia przypadkiem do domu sąsiada Brennerów, wiejskiego samotnika, pijaczyny, od którego uciekła żona, nadal jednak – pomimo swoich czterdziestu lat – najprzystojniejszego chłopa we wsi…

~*~

 […] istnieją rzeczy, które można opowiedzieć od razu, inne muszą poczekać na swój czas, a jeszcze inne na zawsze pozostaną niewypowiedziane [1].

Te wszystkie niewypowiedziane rzeczy to tajemnice, które ma każdy z nas. Jak w przytoczonym cytacie, jedne szybko przestają być tajemnicami, a drugie muszą odczekać pewien okres czasu. Są jeszcze trzecie te, które umierają razem z nami. Gasną jak gaśnie blask naszych oczu i milkną tak, jak milknie nasze serce. Jaką zatem tajemnicę skrywa Maria, która nosi w sobie nadzieję, że kiedyś wszystko sobie opowiemy?

Opowieść dzieje się pod koniec XX w., a konkretniej w latach 90. Jest to dosyć burzliwy okres, a szczególnie dla Europy Środkowo-Wschodniej, w której następuje tzw. transformacja ustrojowa i opadają wszystkie bariery trzymające ludzi od II Wojny Światowej dosłownie pod kopułą. Nastaje nowa rzeczywistość, a z nią przychodzą nowe nadzieje i nowe porządki…

Bohaterką tej historii jest szesnastoletnia Maria, która wyróżnia się na tle innych dziewcząt we wsi. Przede wszystkim tym, że lubi czytać i gdyby mogła to zamknęłaby się na poddaszu i zatopiła w lekturze. Niestety dziewczyna ma pewne obowiązki względem rodziny chłopaka, do której się przeprowadziła. Wraz z upływem czasu powoli uczy się jak być dobrą gospodynią, w końcu w przyszłości ma zostać żoną Johannesa. Ta poukładana przez wszystkich wokół i zaakceptowana przez Marię przyszłość powoli zaczyna blaknąć, gdy na horyzoncie pojawia się Henner…

Historię opowiada szesnastolatka. Pokazuje nam życie w podzielonych Niemczech swoimi oczyma w bardzo subiektywny sposób. Przedstawia niezwykle realistycznie troski codziennego życia na wsi, otaczających ją ludzi (przede wszystkim wiejską społeczność). Na początku można odnieść wrażenie, że pokazuje ich sylwetki tak po prostu – bez żadnych emocji przez co wydają się być papierowi, nudni i znajdujących się na niższym poziomie niż bohaterka. A wcale tacy nie są. Mają swoje pragnienia, uczucia i troski, a Maria traktuje ich bardzo przedmiotowo, niekiedy daje czytelnikowi do zrozumienia, że wszyscy otaczający ją ludzie się nie liczą. Liczy się tylko ona i jej (sekretnie) życie. Dopiero po jakimś czasie dziewczyna zaczyna rozumieć i doceniać to, co wszyscy wokół chcą ją nauczyć i przekazać. A żeby nie było tak prosto, dochodzi jeszcze tajemnica, która Marię zżera […] od środka [2] i której wyjście na światło dnia zniszczyłoby wszystko, nad czym (może nawet nieświadomie) pracowała – przede wszystkim akceptację. Jest jednak ktoś, kto chyba dostrzegł jej drugą twarz… Kto to jest? Ja wam tego nie powiem.

Jak napisałam wcześniej historia przedstawiona jest z punktu widzenia bohaterki. Początkowo można odnieść wrażenie, że Maria relacjonuje zdarzenia, które miały miejsce na drodze jej życia – bez żadnych odczuć i emocji. W trakcie lektury przyszło mi do głowy stwierdzenie, które idealnie odzwierciedliłoby formę przekazu – „jakby strzelała faktami z pistoletu”. Powodem może być forma ukazania akcji, czyli krótkie zdania, bez rozwodzenia się nad sensem istnienia, jak ja często robię. W tamtym momencie pomyślałam, że przeczytam tą książkę szybko (nie jest ona napisana wyszukanym językiem), a jedynie co będę mogła o niej powiedzieć, to bezuczuciowy reportaż z NRD-owskiej wsi. Na szczęście nie mogę tego powiedzieć, bo bym skłamała.

Książka wciągnęła mnie. Zauroczyła mnie niemiecka wieś oraz „starodawne” spojrzenie na świat prostych ludzi, gdzie jedyną troską było dobro gospodarstwa, a rozrywką ploteczki w przydomowym sklepiku.

Po dłuższej analizie nad zachowaniem bohaterki dochodzę do wniosku, że realistyczne podejście do życia spowodowało, iż okazała się ona osobą taką, a nie inną. Zresztą jej czyny mówią same za siebie. Mimo niekiedy niezrozumiałego podejścia do rzeczywistości bardzo spodobały mi się niektóre cechy Marii. Przede wszystkim otwartość na nieznane, a to kreuje ją na osobę niezwykle odważną, nie bojącą się ryzykować utraty wszystkiego dla odrobiny szczęścia. Szczerze powiedziawszy jest postacią niezwykle kontrowersyjną i wywołuje w czytelniku skrajne emocje. Raz miałam ochotę ją uderzyć, a z drugiej kibicowałam jej, bądź co bądź tragicznej miłości.  

Ogólnie rzecz ujmując, gdyby nie bardzo zaskakujące zakończenie, książka okazałaby się kolejnym czytadłem posiadającym ciekawą oprawę, przekaz i mająca kilka świetnych myśli. Można powiedzieć, że zakończenie zmienia zdanie czytelnika, kształtujące się w trakcie całej lektury na temat bohaterki i jej zachowania. Ja byłam zszokowane, bo [SPOILER] lubię szczęśliwe zakończenia, te tragiczne bardzo często wstrząsają mną i czasami nie mogę się po nim pozbierać [SPOILER]. Sama się dziwie temu, co zaraz napiszę. Plusem okazuje się być sama bohaterka, ponieważ jest niezwykle wyrazista, lecz nie wiem, czy chciałabym mieć ją za przyjaciółkę.

Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się przeczytać Kiedyś wszystko sobie opowiemy (jej lektura chodziła za mną dosłownie 4, jeśli nie 5 miesięcy). Nie żałuję, że ją przeczytałam, a wam polecam jako coś nowego.

~*~

Babka Traudel zawsze powtarzała, że kłamstwo zżera człowieka od środka. Długo można je trzymać pod pokrywką, ale w końcu wykipi. [3]

Można by pomyśleć, że niezależnie od naszych decyzji nasze ciała mają od początku swoje przeznaczenie. [4]

Wszystko dzieje się kiedyś ostatni raz. Często nie wiemy, że to będzie ostatni raz. [5]

Często sobie myślę […], że kiedyś wszyscy zmartwychwstaniemy, znowu się spotkamy i wszystko sobie opowiemy. Naprawdę wszystko. [6]

___
[1] KRIEN D.: Kiedyś wszystko sobie opowiemy. Katowice: Sonia Draga 2013, s. 108.
[2] Op. Cit., s. 114.
[3] Ibid.
[4] Op. Cit., s. 148.
[5] Op. Cit., s. 243.
[6] Op. Cit., s. 263.

1 kwietnia 2014

[#23] Podsumowanie 3/2014

źródło: We Heart It

     Witajcie kochani!

     Mam nadzieję, że marzec minął mam przyjemnie i bez żadnych problemów. U mnie miesiąc ten jest pod znakiem NFZ-tu, ponieważ ze zdrowej dziewczyny przekształciłam się w lekoholika. Aktualnie biorę 7 tabletek dziennie codziennie i czekają mnie wizyty u kolejnych lekarzy. To prawda, jak się sypie, to wszystko. Gdzie ja znajdę czas na czytanie i pisanie pracy magisterskiej? Aaa! No dobrze, nie jest źle, umrzeć chyba jeszcze nie umrę (dzisiaj zaliczyłam asfalt przed drzwiami tramwaju, a później podarły mi się spodnie na tyłku… -.-)

     No dobrze, koniec z moim narzekaniem, trzeba przejść do podsumowania marca i stosiku!

Przeczytane: 5 książek
     1. LEWANOWICZ R.: Porwana
     2. WIŚNIEWSKA S.: Miasto Nieśmiertelnych
     3. MILLAY K.: Morze spokoju
     4. KOWAL J.: Zły człowiek
     5. KRIEN D.: Kiedyś wszystko sobie opowiemy (recenzja dosłownie na dniach… ;))

Książka miesiąca: Morze spokoju Katji MILLAY

Rozczarowanie miesiąca: Miasto Nieśmiertelnych Sonii WIŚNIEWSKIEJ

Przeczytane strony: 1 689, co daje na dzień ok. 54.

Nabytki: 9
     1. WIŚNIEWSKA S.: Miasto Nieśmiertelnych (w ramach akcji PNGICPA)
     2. MAJER-PIETRASZAK W.: Cztery pory roku Heleny Horn (od wyd. Novae Res)
     3. WIT B.: Nie zabija się czarnego kota (j/w)
     4. BASTILLE J.W.: Zerwana więź (j/w)
     5. MILLAY K.: Morze spokoju (od wyd. Jaguar <3)
     6. SMITH J.E.: Tak wygląda szczęście (kupiona ;))
     7. FRENCH N.: Złap mnie, nim upadnę (j/w w antykwariacie za 3 zł! <3)
     8. LIEBY A., De CHALENDAR H.: Ocaliła mnie łza (j/w)
     9. WHITCOMB L.: Światła pochylenie (j/w)


Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 147,7 cm – 10,6 cm = 137,1 cm
     2. 52 książki - +5
     3. Grunt to okładka - 3 
     4. Z półki – 0

     Lubię kwiecień. Nie tylko dlatego, że mam urodziny (:P), ale przede wszystkim dlatego, ze jest to miesiąc, w którym wszystko budzi się do życia. Co zabawne w tym roku moje urodziny przypadają na…Wielki Piątek x(. No cóż… Bywa ;P.

     Jakie plany na kwiecień? Ostro ruszyć z pierwszym rozdziałem, podleczyć się na święta i cóż – czytać, czytać i czytać…

     A jak tam Wasze wyniki? ;) Do napisania i trzymacie się ciepło! ;)

___
PS: Acha, jeśli chodzi o podarte spodnie na tyłku to Prima Aprilis (mam nadzieję, że kogoś udało mi się wkręcić… :P), ale wywalić się NIESTETY wywaliłam i będę miała siniaka na udzie... Co zabawne, po moim zaliczeniu asfaltu jakiś chłopak ustąpił mi miejsca w tramwaju i powiedział bym usiadła (chociaż miejsca było dużo xD). ŻYĆ NIE UMIERAĆ! ;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...