28 marca 2014

[#6] Zapowiedzi

Witajcie kochani!

     Już pędzę do Was z kolejnymi zapowiedziami z Repliki! Czym tym razem kusi nas wydawnictwo?

~*~

Małgorzata Rogala
Kiedyś cię odnajdę

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 1 kwietnia 2014
♦ Strony: 280
♦ Cena: 29,90 zł

     Weronika w wieku dziewiętnastu lat przeżyła koszmar – jej matka została brutalnie zgwałcona i zamordowana we własnym mieszkaniu. Sprawcy nigdy nie odnaleziono, a policja umorzyła sprawę.

     Dziesięć lat później historia się powtarza – Olga, najlepsza przyjaciółka Weroniki, która kiedyś pomogła dziewczynie pozbierać się po tragedii, również ginie w podobnych okolicznościach. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi policjant z wydziału zabójstw, Szymon Pawelec. Weronika, zaniepokojona brakiem postępów, postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Podejrzewa, że za morderstwem stoi jeden z byłych współpracowników Olgi, Piotr, który rzekomo miał romans ze zmarłą dziewczyną. Nika zatrudnia się w szkole, w której przed śmiercią Olga piastowała stanowisko pedagoga. Aby rozwiązać tajemnicę, dziewczyna będzie musiała podjąć współpracę z Szymonem.

     Jakie zmiany w życiu bohaterki przyniesie znajomość z komisarzem Pawelcem? Czy trop, którym podąża Weronika, okaże się prawidłowy? I komu uda się odnaleźć, należącą do ofiary, zaginioną zawieszkę ze skarabeuszem?

~*~

Graham Masterton
Rook

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 1 kwietnia 2014
♦ Strony: 278
♦ Cena: 34,90 zł

     Jim Rook jest nauczycielem języka angielskiego w szkole specjalnej. Wiele lat temu omal nie umarł na skutek powikłań po poważnym zapaleniu płuc. Od tego czasu posiada wyjątkowe umiejętności postrzegania zjawisk nadprzyrodzonych, a także komunikowania się z duchami.

     W niniejszej książce Rook zmierzy się z potężnym czarownikiem voodoo – Umberem Jonesem, wujkiem jednego ze swych uczniów. Jones ma moc opuszczania swojego ciała i dokonywania diabelskich mordów pod postacią ducha. Powstrzymanie go będzie trudne, gdyż tylko Rook jest w stanie go zobaczyć.

     Wraz z kilkoma uczniami z klasy specjalnej Jim przeżyje swoją pierwszą przygodę i rozpocznie kolejny po Manitou znamienny dla twórczości Grahama Mastertona cykl powieściowy, którego kolejne tomy wciąż powstają i cieszą się niemałą popularnością wśród czytelników!

Patronat medialny: grahammasterton.blox.pl, Grabarz Polski

~*~

Charlaine Harris
Dom Juliusów. Aurora Teagarden

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 1 kwietnia 2014
♦ Strony: 288
♦ Cena: 34,90 zł

     Aurora Teagarden – dla przyjaciół: Roe – sympatyczna, choć niezbyt wysoka okularnica, tym razem na tropie mrocznej zagadki sprzed sześciu lat.

     Wydaje się, że odkąd w jej życie wkroczył bogaty biznesmen Martin Bartell, Roe wreszcie czuje się spełniona. Pomimo różnicy wieku i doświadczenia, Martin doskonale wie, czego pragnie jego narzeczona, i w ramach prezentu ślubnego ofiarowuje jej dom Juliusów. Historia budynku od lat fascynuje Aurorę – rodzina, która poprzednio w nim mieszkała, sześć lat temu zniknęła bez śladu...

     Pomiędzy kolejnymi przymiarkami do ślubu Roe radośnie zabiera się do remontu nowego domu. Szybko okazuje się, że jej szczęście może zakłócić nie tylko ciążąca na domu tajemnica, ale i niejasna przeszłość Martina. Czy bystra detektyw amator na pewno wie, kim jest człowiek, za którego wychodzi? I co takiego odkryje w domu Juliusów?

     Wciągający kryminał retro z wątkiem romansowym w tle!

     To z pewnością najdziwniejsza z przygód Roe.
     „Kirkus Reviews”

~*~


     Na co macie chrapkę? ;)

25 marca 2014

KOWAL Jarosław - "Zły człowiek"

Źródło: Zaczytani.pl
Jarosław Kowal
Zły człowiek

Novae Res, 2013
s.299
978-83-7722-982-8
Cena: 32,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 4/10

~*~

Z muzyki łatwiej umierać, niż żyć, czego przykładem jest Jacek – pasjonat przymuszony do „wstrzeliwania” się w tematykę grantów i utrzymywania towarzyskich kontaktów z działaczami, których skrycie nienawidzi. Manifestacja frustracji skutkuje wykluczeniem go ze „środowiska kulturalnego”, ale klęska zawodowa nie jest najdotkliwszą w życiu Jacka. Właśnie został ojcem, rozstał się z matką syna, nie może poskładać niejasno określonych w czasoprzestrzeni relacji z mężczyznami i kobietami, a na każde ważne pytanie odpowiada sobie „nie wiem”. Ratunku szuka w psychoterapii, ale dostaje jedynie kolejny pretekst do ucieczki przed życiem. Można by pomyśleć, że to głos pokolenia, ale dla Jacka nie istnieje żadne pokolenie, tylko zbiór przypadkowych, zapatrzonych w siebie osób – złych ludzi, takich jak on.

~*~

Jak można scharakteryzować złego człowieka? Dla większości będzie to osoba, która robi krzywdę drugiemu. Z premedytacją niszczy wszystko w swoim otoczeniu - przedmioty codziennego użytku, relacje międzyludzkie, nie wspominając już o samym człowieku. Niszczy również ludzi – pod względem fizycznym i psychicznym. Dla niego nie ma zazwyczaj przebaczenia, chyba, że wyrazi szczerą skruchę oraz podejmie się naprawy wyrządzonej szkody – jeśli da się ją przywrócić do stanu sprzed uszczerbku.

Jacek jest głównym bohaterem Złego człowieka. Poznajemy świat i relacje z ludźmi jego oczyma. Jesteśmy świadkami nie tylko jego wlotów (wszelkiego rodzaju), ale także jego upadków. Jacek jest jak otwarta księga, niczego przed nami nie ukrywa. Pokazuje jakim jest prostym i przede wszystkim zagubionym mężczyzną w tym okrutnym świecie. Bohater to artysta, a co za tym idzie, wielki indywidualista – mam wrażenie, że gdyby istniał naprawdę, to pewnie (w połowie) by się ze mną zgodził z tym stwierdzeniem. Każdy artysta jest indywidualistą i chce być wyjątkowy pod każdym względem. Oprócz tego są oni niezwykle wrażliwi na otaczający ich świat – kulturę, na życie codzienne, na ludzi i ich różne zachowania. Do końca życia pozostają wolnymi statkami, które zaślepione w swoim bólu mogą przegapić swój port. I tak mogą pływać od przystani do przystani z niegasnącą nadzieją, że następny będzie ostatnim, choć tak naprawdę go dawno przegapili…

Skąd to wiem i dlaczego taka pewność w moich słowach? Bo sama do tego - zacnego - grona wzajemnej adoracji należę. Mimo zerwanych dawno temu więzi, zawsze będę samotnie dryfującą łódką w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, ale co mnie różni od pozostałych – ja znajdę własną przystań. Nie przegapię jej! (Mam taką nadzieję…)

Zacznę od tego, że autor wykreował w obrzydliwie realny sposób świat kultury – przede wszystkim związanych z nią ludzi. Twórcy, choćby ci najbardziej uzdolnieni, nie mają szans zaistnieć, jeśli nie mają jednego z dwóch asów: siłę przebicia lub znajomości. W innym przypadku zostaną oni stłamszeni, zniszczeni i niezrozumiani… Ta porażka z kolei przeniesie się na tę prywatną. Świetnie jest to zobrazowane właśnie w Złym człowieku. Cała frustracja, żal, złość i wmówiony przez otoczenie bezsens mogą w sekundę zniszczyć wizję pozytywnej przyszłości.

 […] dla Jacka […] istnieje […] tylko zbiór […] złych ludzi, takich jak on. [1]

Nie wszyscy ludzie są źli. Czasem przez zaślepienie nie chcemy widzieć tych jaśniejszych stron. Taki słodki ból lub udręka, w której zapadamy się coraz głębiej i głębiej… Trzeba czasem znaleźć jakiś promyk, iskierkę, która rozświetli panujące ciemności, bo w przeciwnym razie od razu możemy zacząć kopać sobie groby.

Zły człowiek porusza wiele ciekawych tematów, skłaniających do refleksji, jednakże przekaz okazał się dla mnie trudny i momentami chaotyczny. Fabuła książki to luźne skrawki z życia głównego bohatera, a występujące w nich postaci nie zapadają głęboko w pamięć. Są one raczej potrzebne bohaterowi, by mógł pokazać swój punkt widzenia. Natomiast spotkania z terapeutką pokazują, że Jacek jest zamknięty na wszelkie rady i sugestie. Żyje w swoim małym, pesymistycznym światku, a jego jedyną odskocznią od tego całego bezsensu jest synek. To sprawia, że cała książka ma przygnębiający oddźwięk, pokazuje bezsens życia i tworzenia, bo ludzie są źli i nie doceniają wytworów twórczej pracy. Po części to jest prawda, nie doceniają, dopóki sami tego nie doświadczą. Ale powracając do przerwanego wątku…

Książkę niestety męczyłam, nie czytałam, lecz męczyłam. Po lekturze Złego człowieka wychodzi na to, że mam bardzo ubogi zasób słów, ponieważ książka ta jest naszpikowana wieloma (dla mnie) niezrozumiałymi wyrazami typu: promiskuityzm, wojeryzm czy resuscytacja. Niestety bez słownika nie dało się obejść, niekiedy mnie to irytowało. Może nie sam fakt, że takie znaki stopu się pojawiały, ale dlatego, że ja ich nie znam (a możne znać powinnam…?). Forma przekazu okazała się dla mnie zbyt wymagająca, ale cieszę się, że zatrzymała mnie na chwilę w celu dłuższej kontemplacji nad kilkoma aspektami.

Wbrew pozorom bohater jest postacią tragiczną. Jak napisałam wcześniej, jest zagubionym człowiekiem poszukującym swojej przystani, w której mógłby się zatrzymać, i przy okazji poszukującym swojej tożsamości.


Szczerze powiedziawszy mam/miałam problem z oceną Złego człowieka. Zupełnie nie wiem jak to ugryźć. Niezbyt przemówiła do mnie ta książka w trakcie lektury, ale podoba mi się to, co po sobie zostawiła - te chwile zastanowienia, utwierdzenia się w tym, że artyści mają pod górkę, a szczególnie ci słabi, jak ja. Jednak różni mnie od pozostałych to, że w nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji potrafię odnaleźć w sobie nieustająco jarzącą się iskierkę nadziei.

~*~

Każdy pokazuje jakiś fragment siebie. To, co chciałby, żeby inni widzieli. Dla jednych można być bohaterem, dla innych zbirem. [2]

Krew mogła być obietnicą i ulgą, gwarantującą pamięć o kimś, a także spowiedzią przynoszącą ulgę za popełnione grzechy. [3]

Przez ostatnie lata spotkałem tak wielu kretynów, że nabrałem pewności siebie. [4]

~*~


Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie autorowi i wydawnictwu Novae Res

___
[1] KOWAL J.: Zły człowiek. Gdynia: Novae Res 2013.
[2] Op. Cit., s. 100.
[3] Op. Cit., s. 211-212.
[4] Op. Cit., s. 243.

17 marca 2014

MILLAY Katja - "Morze spokoju"

!!! RECENZJA PRZEDPREMIEROWA !!!
PREMIERA 19 MARCA 2014

Ten dzień na nowo da Ci nadzieję…

Katja Millay
Morze spokoju
(The Sea of Tranquility)

tł. Zuzanna Byczek

Jaguar 2014
s. 460
987-83-7686-234-7
Cena: 37,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)
+ 52 książki
+ Grunt to okładka

Ocena: 10/10

~*~

Żyję w świecie pozbawionym magii i cudów. W miejscu, gdzie nie ma jasnowidzów czy zmiennokształtnych, żadnych aniołów czy supermanów gotowych ocalić Twoje życie. W miejscu, gdzie ludzie umierają a muzyka potrafi ich skłócić, a wiele rzeczy jest do bani. Jestem tak mocno osadzona na ziemi przez ciężar rzeczywistości, że czasami zastanawiam się jak to możliwe, że nadal potrafię unosić moje nogi podczas chodzenia.

Natsya Kashnikov chce tylko dwóch rzeczy: przetrwać liceum bez żadnych osób, które będą pouczać ją na temat jej przeszłości oraz sprawić, aby chłopak, który zabrał jej dosłownie wszystko – tożsamość, duszę i chęć życia – zapłacił za to. Historia Josh’a Bennett’a to nie sekret: każda osoba, którą kochał, opuściła ten świat, aż w końcu, gdy chłopak miał 17 lat, nie został mu już nikt. Teraz, wszystko czego Josh pragnie, to to, aby ludzie pozwolili mu zostać samemu, ponieważ gdy Twoje imię jest synonimem śmierci, każdy ma tendencję do pozostawienia Ci Twojej własnej przestrzeni. Każdy z wyjątkiem Nastyi, tajemniczej, nowej dziewczyny w szkole, która zaczyna się kręcić wokół chłopaka i nie ma zamiaru odejść, dopóki nie zyska wpływu na każdy aspekt jego życia. Ale im bardziej Josh ją poznaje, tym większą jest ona dla niego zagadką. Kiedy intensywność ich relacji się nasila, a pytania bez odpowiedzi zaczynają się piętrzyć, chłopak zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek odkryje sekrety ukrywane przez dziewczynę – albo czy w ogóle tego chce.

~*~

Marzenia… Kto ich nie ma? Codziennie w naszych sercach i duszach kształtują się nowe pragnienia, które chcielibyśmy, aby się ziściły. Wszyscy po cichu o tym myślimy, ale tylko nieliczni je urzeczywistniają. Dlaczego tak jest? Powodów jest wiele, ale chyba takim najbardziej oczywistym okazuje się być… lenistwo. Wolimy siedzieć i nad nim dumać, niż robić, by nabrały odpowiedniego kształtu. Ale jest jeszcze inna strona medalu… Co się stanie, gdy na drodze do spełnienia marzeń pojawi się przeszkoda nie do pokonania? Przekreśli ona czerwonym pisakiem plany i każe wycofać się, wrócić do początku albo co gorsze, zapomnieć o tym, dokąd chciało się dojść? Na zawsze pozbawi dostępu do tych marzeń? W takiej oto tragicznej sytuacji została postawiona bohaterka Morze spokoju.

Miała wszystko – plany, nadzieje, chęci i marzenia. Szczęście wylewało się z niej wszystkimi porami, ponieważ robiła to, co kochała. Czuła się spełniona, chociaż wiedziała, że jeszcze czeka ją długa droga. Droga, która zamknęła się owego, strasznego dnia. Po prostu wystarczyło być w tym konkretnym miejscu. Złym, nieszczęśliwym i przeklętym. To wydarzenie przemieniło tę roześmianą nastolatkę w zamkniętą w sobie dziewczynę. Bez planów, nadziei, chęci i marzeń. Jej dusza roztrzaskała się na milion kawałeczków, serce skamieniało a umysł pogrążył się w mroku. Wszystko, co kochała oraz w co wierzyła zniknęło na zawsze. Okazało się, że jest to nieosiągalne oraz nieaktualne. A ona coraz bardziej pogrążała się w bezsensie istnienia, a ją samą otoczyła cisza. Cisza na zewnątrz, lecz burza wewnątrz. Narodziła się Nastya. Dziewczyna przepełniona żalem i nienawiścią do świata. Odebrano jej sens istnienia, więc po co żyć, skoro marzenia okazały się być poza zasięgiem?

Jego życie też nie rozpieszczało. Małymi kęsami kradło jego szczęście, aż w końcu nie pozostało nic, co można by mu zabrać... To było oczywiste, że tych dwoje w końcu na siebie wpadnie. Dwie samotne, okaleczone i zranione przez życie dusze, które nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, że szukają towarzystwa, ciepła oraz zrozumienia. Ich droga wiedzie przez liczne wyboje, nie zawsze za zakrętem będzie czekać upragniony cel. Za to zawsze będzie im towarzyszyć nadzieja…

Zacznę od tego, że życie jest cudowne i pełne niespodzianek. „Zgłaszając się” (a raczej uśmiechając) po Morze spokoju na fanpage’u wydawnictwa nie sądziłam, że mnie wybiorą, jako jedną z osób, które będą miały możliwość wniknąć w tę książkę przed premierą. Oczywiście, jak w każdym, tliła się we mnie nadzieja, ale zbytnio się nad tym nie zastanawiałam, ponieważ miałam inne problemy na głowie. Szkoda, że nie widzieliście mojej twarzy, gdy wśród szczęśliwców, po 4-dniowym pobycie w szpitalu, znalazłam swoje nazwisko. Po skończonej już (niestety) lekturze stwierdzam, że to nie było zwykłe szczęście. To było przeznaczenie, przed którym raczej bym się nie schowała…

Morze spokoju jest przede wszystkim jednym, wielkim kłębowiskiem uczuć. Od tych słabszych po te najsilniejsze. Niektóre muskają, dając czytelnikowi znak że są, a pozostałe oślepiają, wręcz parzą wypalając na duszy blizny. Ból i żal ukazany za straconymi marzeniami jest tak przejmujący i silny, że aż dusi czytelnika. Mnie dusił… Postawiłam się na miejscu bohaterki. Gdyby ktoś mi odebrał mój skarb, dzięki któremu potrafię z kartki papieru wydobyć przy pomocy ołówka soczyste jabłko, również czułabym się potwornie. Może nawet gorzej niż Nastya. Zamknęłabym się jak ona na świat i kto wie, czy znalazł by się ktoś, kto uratował by mnie, jak on prawie uratował ją? Napisałam „prawie”, ponieważ tak naprawdę nie da się do końca uleczyć zranionej duszy, a przeszłość wykreślić, jak nie pasujące do kontekstu zdanie. Z tym wypalonym piętnem człowiek zmuszony jest chodzić do końca życia… Jak z tatuażem.

Tę powieść tworzą nie tylko uczucia, ale także, a może przede wszystkim, postacie. Różnorodne i każde z nich ciągnące za sobą pewne przeżycia. Można powiedzieć, że w książce odnalazłam poniekąd siebie. Morze spokoju pokazało mi, że nie mogę marnować tego, co dał mi Bóg – talentu. Kto wie, kiedy mogę zostać pozbawiona możliwości tworzenia i przy tym spełniania swojej pasji oraz poniekąd, celu? Lektura jej dała mi bardzo dużo do myślenia, szczególnie mnie-artystce, ale czytając opinie innych osób, im również zostawiła wiele. A co mi zostawiła? Nadzieję, że mimo przeciwności losu możemy na nowo poukładać sobie życie. I przede wszystkim to od nas zależy, czy damy sobie szansę na normalność w nienormalnym świecie…

Morze spokoju wciągnęło mnie jak narkotyk. Zabija czas, zniewala umysł oraz wywołuje burzę w duszy. Ale w przeciwieństwie do używek daje nadzieję – na lepsze jutro.

~*~

Sorry. Natura to suka. Nie da się za długo z nią walczyć. [1]

Ciężko patrzeć na jej twarz, gdy maluje się na niej nadzieja, a ty zaraz tę nadzieję zabijesz. [2]

Czasami łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku niż zmierzyć się z faktem, że nic nie jest takie, jakie być powinno […]. [3]

Trochę to przytłaczające, kiedy otaczają cię ludzie, którzy mogą robić to, czego ty już nie możesz. Ludzie, którzy coś tworzą, których dusze już nie zamieszkują ciał, tylko ich dzieła, bo tyle w nie przelali. [4]

Nigdy nie wiesz co masz, póki tego nie stracisz. [5]

Dziwi mnie, że ludzie tak bardzo boją się, co może ich spotkać w ciemności, a w ogóle nie myślą o swoim bezpieczeństwie w ciągu dnia, jakby słońce dawało wystarczającą ochronę przed całym złem tego świata. A nie daje. Szepce, mami ciepłem, by potem wepchnąć cię twarzą w błoto. Światło dnia przed niczym nie może cię ochronić. Złe rzeczy dzieją się na okrągło, nie czekają, aż zjesz kolację. [6]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Jaguar


___
[1] MILLAY K.: Morze spokoju. Warszawa: Jaguar, 2014, s. 118.
[2] Op. Cit., s. 163.
[3] Op. Cit., s. 174.
[4] Op. Cit., s. 179.
[5] Op. Cit., s. 224.

[6] Op. Cit., s. 186.

13 marca 2014

WIŚNIEWSKA Sonia - "Miasto Nieśmiertelnych"

źródło
Sonia Wiśniewska
Miasto Nieśmiertelnych

Warszawska Firma Wydawnicza 2012
s. 190
978-83-7805-217-3
Cena: 22,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,1 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

Tato, opowiedz nam o Mieście Nieśmiertelnych…
    
W zamkniętym przed ludźmi Mieście Nieśmiertelnych mieszka dwudziestu Bogów. Panujące między braćmi spięcia doprowadziły do podzielenia się ich na dwa kręgi, w których to dwaj Panowie Błyskawic walczą o pozycję lidera. Targające rodzeństwem negatywne uczucia sprawiają, że spiskują przeciw sobie, oddalają się od siebie i zapominają o łączących ich więzach. Wkrótce jednak wszystko ma się zmienić za sprawą wizji Pana Przyszłości.

Pakt Pokoju i Pakt Tajemnicy zostały zerwane… Któremu z bogów uda się przetrwać w panteonie i kim będzie lider?

~*~

Ludzie są niezwykłymi istotami. Krzyczą, iż niczego się nie boją i ze wszystkim sobie poradzą, a gdy przychodzi co do czego to okazuje się, że tak naprawdę są słabi. I w tym miejscu ludzie pokazują swoją „twórczość”. Jak trwoga, to do boga - a w tym przypadku to do wielu…

Miasto Nieśmiertelnych jest miejscem dość nietypowym, ponieważ jego mieszkańcami są bogowie. Podzieleni są oni na dwa Kręgi: Dobrych i Złych, którym przewodniczą Bogowie Błyskawic – Silas (Dobry) i Sirous (Zły). Pozostałym postaciom przypisane są różne cechy, niekiedy niezwykle zbliżone do siebie, które z początku sygnalizują, że między niektórymi może (ale nie koniecznie) dojść do bliższych relacji. Jednakże okazuje się to tylko grą pozorów, bo koniec końców zawsze dochodzi do ścierania na tle charakterów i osobowości

Wszyscy bogowie stanowią jedną, wielką rodzinę i każdy jest dla drugiego bratem. Niestety nie oznacza to, że między nimi będzie wieczna harmonia, a życie będzie upływało im w wiecznej zgodzie. Niektórzy zaczną uważać się za lepszych i będą robić wszystko, by zniszczyć panujący porządek, nadany im przez najwyższych bogów - czyli rodziców. W trakcie okaże się także, że kilkoro Panów przestanie utożsamiać się ze swoim Kręgiem i sprawi to, że poczują się dosłownie nie na miejscu…

Jest jeszcze pewna przepowiednia ukryta za barwnymi freskami oraz kartami, do której dostęp ma tylko jeden bóg – Pan Przyszłości. Jednakże przez pewien zbieg okoliczności fragment przyszłości pozna jeden z najbardziej samotnych bogów – Pan Nieboskłonu…

Co przygotowało dla nich wszystkich przeznaczenie? Tego dowiecie się z Miasta Nieśmiertelnych.

Zacznę od tego, że autorka umieściła w tej historii bardzo dużo różnorodnych postaci. Jak można się domyślić, większość stanowią bogowie i prawdę powiedziawszy nieuważnemu czytelnikowi bardzo szybko mogą się oni pomieszać. Na szczęście w książce jest spis wszystkich bogów, dzięki któremu czytelnik się nie zgubi. Ja czytałam Miasto Nieśmiertelnych z tą „ściągawką”, bo ciągle mi się oni mieszali. Jest to dosyć kłopotliwy i niekomfortowy sposób czytania, ale przy natłoku tylu postaci niestety niezbędny. Ta lista okazała się dla mnie bardzo pomocna i tak naprawdę korzystałam z niej przez cały czas lektury. Przestałam jej używać dopiero pod koniec książki, kiedy to wszystkie ważniejsze osoby jako tako rozróżniałam. Jestem pod wrażeniem, jeśli chodzi o kreację bohaterów, ponieważ jest ich gro. Autorka postawiła sobie trudne zadanie, by wykreować postaci, które wyróżniałyby się na tle pozostałych nie tylko pod względem cech charakteru, ale także wyglądu i sposobu bycia. Autorka wyszła z tego obronną ręką i należą jej się brawa. Niestety przy takiej ilości postaci i objętości tekstu (190 stron) poznanie wszystkich bogów dogłębnie staje się niemożliwe. Na szczęście nie odczuwa się tego „braku”. Jak wspomniałam wcześniej, jedynym mankamentem może okazać się chaos przy zapamiętaniu postaci. Moim ulubieńcem okazał się Pan Nieboskłonu przez jego „tragiczne” położenie.

Jeśli chodzi o akcję, to nie jest ona dynamiczna. Płynie wolno, czyli w swoim tempie. Głównie to postaci „spacerują” od jednego boga do drugiego i rozmawiają. Tak naprawdę ¾ historii to przygotowywanie czytelnika do wielkiego finału, w którym zabrakło fajerwerków.

Mieście Nieśmiertelnych czegoś mi zabrakło i szczerze powiedziawszy trudno mi powiedzieć czego. Może relacji między ludźmi i bogami, bogiń, humoru, czy bardziej „boskich” opisów. Przez „boskie” mam na myśli otoczenia bohaterów, ponieważ to, co znalazłam w Mieście Nieśmiertelnych, okazało się zbyt przyziemne. Jak wspomniałam wcześniej czegoś mi w tej historii brakuje. Może oświecą mnie osoby, które Miasto Nieśmiertelnych mają już za sobą i mają podobne odczucia jak ja?

Historia napisana jest prostym językiem i dzięki temu czytelnik szybko przez nią brnie. Niestety wiele do życzenia pozostawia forma przedstawienia treści. Kropki i przecinki czasami chodzą parami, błąd merytoryczny w spisie bogów również jest nie na miejscu, a opisy zachowań bohaterów przybierają formę dialogu. Może niektórzy czytelnicy nie zwróciliby na to uwagi, ale mnie, studentce po zajęciach z „Typografii”, „Pracy redaktora wydawniczego” i „Krytyki tekstu” takie błędy rażą, Chyba najgorsze jest to, że takie „wpadki” nie najlepiej świadczą o wydawnictwie. Przyszli autorzy, zadający sobie pytanie kto ma wydać moje dziecko, mogą mieć bardzo łatwy wybór. No chyba, że postawią sobie cel byle jak, byle by było. Dodatkowo przez tego typu sytuacje, nawet najlepsze historie mogą zginąć, zostać stłamszone przez formę przekazu.

Ogólnie rzecz ujmując Miasto Nieśmiertelnych nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Nie oznacza to tego, że książkę odbierzecie w ten sam sposób jak ja. Ci, którzy mnie znają i mają podobny gust do mojego to proponuję, by sobie ją odpuścili. Pozostałym zostawiam wolną rękę.  

Jeśli miałabym oceniać książkę pod kątem dwóch kategorii, to sama historia otrzymałaby ode mnie 6/10, a forma przekazu 1/10. Zatrzymam się jednak tylko na ocenie tekstu.

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają

11 marca 2014

[#5] Zapowiedzi



Witajcie kochani!

     Ostatnio jestem człowiekiem nie do życia. Nie dość, że wylądowałam w szpitalu, to jeszcze przyniosłam do domu jakieś świństwo. Ledwo co mówię (a jutro mam referat...), czuję się w miarę nieźle, dołączyłam do grona lekomanów… Po prostu żyć, nie umierać!

     Ale ostatnio sypnęło u mnie szczęściem, ponieważ w zabawie na fb „upolowałam” do recenzji najnowszą książkę z wydawnictwa Jaguar Morze spokoju Katji Millay. Już mam ją w domciu i nie mogę się doczekać momentu, kiedy się za nią wezmę ;)

     To tyle, jeśli chodzi o moje życie, teraz przejdę do kolejnych zapowiedzi od Repliki ;)

~*~

Jim Stovall
Bezcenny dar

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 18 marca 2014
♦ Strony: 204
♦ Cena: 29,90 zł

     Miliony sprzedanych egzemplarzy!

     Kiedy Red Stevens umiera, wszyscy członkowie jego rodziny jednoczą się w zachłannym oczekiwaniu na wielomilionowy spadek. Okazuje się jednak, że bogaty staruszek miał swoim bliskim do przekazania coś znacznie cenniejszego niż pieniądze...

     Młody Jason otrzymuje od swojego stryjecznego dziadka szereg instrukcji, które mają doprowadzić do tego, że egoistyczny i arogancki chłopak przemyśli swoje życie i pojmie, co w nim naprawdę najważniejsze. Pomagają mu w tym nowi przyjaciele, między innymi siedmioletnia Emily, z niezwykłą pogodą ducha zmagająca się z ciężką chorobą. Jeżeli Jasonowi uda się wykonać wszystkie zadania, na końcu drogi czeka na niego bezcenny dar.

     „Życie jest drogą, którą jedni przejdą bezmyślnie, a inni świadomie – obserwując, słuchając, wyciągając wnioski z doświadczeń, wypełniając tę podróż sensem. Ta powieść uwrażliwia na wybór właściwego kierunku. Można przeczytać tę książkę w jeden wieczór, historia jest wciągająca. Zachęcam jednak, by zaprzyjaźnić się z nią na dłużej, porozmyślać nad przekazem każdego z rozdziałów, może nawet coś w sobie zmienić. Polecam nie tylko młodym!”
Renata L. Górska
autorka książek: „Cztery pory lata”, „Za plecami anioła”, „Błędne siostry”, „Przyciąganie niebieskie”, „Historia kotem się toczy”

~*~

Jerzy Jakubowski
Policjant. Okrutne zbrodnie, głośne śledztwa, o których mówiła cała Polska

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 18 marca 2014
♦ Strony: 196
♦ Cena: 29,90 zł

     O tych zbrodniach mówiła cała Polska!

     Bestialskie praktyki „poznańskiego nekrofila”, seryjne zabójstwa chłopców, patologie, wynaturzenia, zuchwała kradzież sarkofagu św. Wojciecha z katedry gnieźnieńskiej…

     Poznaj kulisy dramatycznych wydarzeń, które w latach osiemdziesiątych wstrząsnęły opinią publiczną.

     Były policjant, emerytowany szef wielkopolskiego CBŚ, wprowadza w tajniki pracy policji, przybliżając czytelnikom trudną pracę zespołu śledczych. Autor, przypominając przebieg wizji lokalnych i treści przesłuchań podejrzanych, starał się nie tylko oskarżyć, ale i zrozumieć psychikę przestępców.

     Na pytanie, dlaczego napisał tę książkę, autor odpowiada:
27 lat byłem policjantem. Policjantem, który zawsze pracował na pierwszej linii. Miałem szczęście spotkać na swojej drodze fantastycznych ludzi, którzy nauczyli mnie zawodu gliniarza, którzy współpracowali ze mną, a także, których – jak sądzę – nauczyłem być policjantami. Postanowiłem wszystkim tym osobom oddać szacunek, przywołać w pamięci wspólne dokonania, problemy, sukcesy. Chciałbym pokazać „od kuchni” żmudną, ale jakże ciekawą pracę policjantów śledczych, którzy zmagali się ze złem po to, aby zwykli ludzie mogli bezpiecznie żyć.

~*~

     I zapytam tradycyjnie: ktoś, coś? ;) Jak uporam się z „zaległościami” to z chęcią zapoznam się z Bezcennym darem.

8 marca 2014

LEWANOWICZ Róża - "Porwana"

Róża Lewandowicz
Porwana

Replika, 2014
s. 472
978-837674-104-8
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+3,3 cm)
+ 52 książki
+ Grunt to okładka

Ocena: 9/10

~*~

Justyna i Łukasz Meyer wiodą z pozoru spokojne życie warszawskich mieszczuchów. On jest funkcjonariuszem Centralnego Biura Śledczego, ona pracownicą jednej z wielu stołecznych korporacji. Problemy w pracy, bezowocne starania o dziecko i wszelkie inne przyziemne sprawy przestają mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie w dniu, w którym na oczach zdezorientowanego męża i połowy osiedla ktoś porywa żonę i odjeżdża z nią w nieznanym kierunku. 

Początkowo policja wierzy, że porwanie Justyny ma związek z pracą Łukasza. W wyniku śledztwa wychodzą jednak na jaw skrywane przez kobietę tajemnice z jej przeszłości. W sprawę tajemniczego porwania zaczyna być zamieszanych coraz więcej osób, także z najwyższych szczebli władzy. Panieńskie nazwisko Justyny okazuje się znane również w kręgach wojskowych i wśród dziennikarzy. Załamany mąż odkrywa, że coraz więcej osób miało motyw by porwać, a może nawet zamordować Justynę.

~*~

Porwanie – słowo samo w sobie już wywołuje u niejednego z nas ciarki…

W dzisiejszych czasach wiele się słyszy o tym, że ludzie giną w tajemniczych okolicznościach. Ale tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, jak to się stało. Z wiadomości dowiadujemy się jak mogło ono przebiegać. Powiedzmy sobie szczerze – telewizja podaje te informacje, które chcemy usłyszeć. Porwana Róży Lewanowicz ukazuje tragizm takiej sytuacji z każdej możliwej strony i to w bardzo wyczerpujący sposób.

 Co byś zrobił/a, gdyby porwano twojego/ą partnerkę/a? Czy tak jak Łukasz, rzuciłbyś/abyś się w pogoń? A może skamieniały/a stałbyś/abyś i przyglądałbyś/ałabyś się, jak Twoja miłość znika Ci z oczu, może nawet na zawsze?

 Justyna i Łukasz na pozór są zwyczajnym, młodym małżeństwem. Oboje mają stałą pracę, mieszkanie oraz swoją miłość. Jednakże do szczęścia czegoś im potrzeba… a raczej kogoś. Małego, stworzonego z ich krwi i kości. Niestety starania nie przynoszą spodziewanego efektu, więc udają się do specjalisty. Tam dowiadują się, że przyczyna może tkwić w umyśle… Taka blokada, której samemu nie sposób zniszczyć. Okazuje się, że przeszkoda ta istnieje w Justynie i zakorzeniona jest głęboko w jej przeszłości. Kiedy zostaje ona porwana, Łukasz jest bliski załamania, a pierwszą osobę, którą obwinia za jej uprowadzenie jest on sam. Ale jak to często bywa, pozory mylą… By odzyskać ukochaną, bohater będzie zmuszony zmierzyć się z jej równie bolesną jak i tajemniczą przeszłością. Z czasem okazuje się, że porwanie to dopiero początek…

Porwana jest dosyć grubą książką i wydawało mi się, że spędzę nad nią wiele dni, dlatego wzięłam ją sobie do szpitala na „otarcie łez” oraz „zabicie czasu”. Muszę przyznać, że okazała się ona świetnym lekarstwem nie tylko na nudę, ale również na rozłąkę z rodziną i przyjaciółmi. Dzięki niej pobyt w szpitalu zmienił się w podróż przez tajemnice otaczające tytułowe Porwanie.

Akcja powieści okazała się bardzo dynamiczna, trzymająca czytelnika w napięciu do ostatniej strony i nie sposób się było od niej oderwać. Jesteśmy dosłownie świadkami toczących się wydarzeń oraz ich biernymi obserwatorami. Podobnie jest z postaciami. Przyciągają uwagę czytelnika, są na swój sposób zabawni, intrygujący i wzbudzają szereg emocji. Wiele razy zdarzyło mi się śmiać z dialogów bohaterów, co pozwoliło mi jeszcze bardziej wniknąć w wykreowany przez autorkę świat. Szczerze powiedziawszy humor w tego typu książkach jest niezwykle potrzebny, ponieważ dzięki temu czytelnik może pozbyć się nagromadzonych w trakcie lektury wszelakich emocji.

Bohaterowie różnią się od siebie, nie tylko przez swoje cechy charakteru, ale również w sposób, jaki wykonują swoje obowiązki. Dzięki takiemu zabiegowi, zwykły wyjadacz chleba ma możliwość poznać zazwyczaj niedostępny dla niego świat. I to właśnie podoba mi się w książkach, że autorzy pokazują nam nieznane lądy. Czasami są one pokazane w sposób bardzo dogłębny, dzięki czemu poszerzamy swoje horyzonty. Autorka Porwanej wykonała to zadanie w 200%. Gratuluję!

Jak wiadomo kryminał czy thriller musi trzymać w napięciu, ale także powinien być napisany łatwo przyswajalnym językiem. Porwana właśnie ten „wymóg” spełnia, a ponad to łączy ze sobą także humor, emocje i wspomniany przeze mnie wcześniej stopniowy przebieg akcji. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury i muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrego (i to polskiego!) kryminału. Coraz częściej przekonuję się o tym, że mamy naprawdę zdolnych autorów i trzeba pomóc im zabłysnąć. – Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Może i nie powinnam robić takiego porównania, ale go zrobię. Postanowiłam obok siebie postawić twórczość króla kryminału – Roberta Ludluma i debiut Róży Lewanowicz. Przy książkach tego pierwszego szybko i prawie zawsze się męczyłam, ale pod koniec lektury stwierdzałam, że ów wysiłek się opłacał. Z kolei przy Porwanej nie odczuwałam takiego dyskomfortu, a otrzymałam tyle samo rozrywki, co przy twórczości w/w autora. Wniosek? Porwana jest zdecydowanie łatwiejsza i przyjemniejsza w odbiorze, to nie oznacza jednak, że łatwiejsza równa się banalna, czy naiwna!

Porwana oprócz rozrywki niesie ze sobą też pewne, warte chwili uwagi, refleksje. Przede wszystkim niniejszy tytuł ukazuje, że każde wydarzenie w naszym życiu zostawia w nas niezmywalny ślad i musimy się nauczyć z nimi żyć. Ponadto nie warto tłumić w sobie emocji, ponieważ to niszczy człowieka od środka oraz potrafią one przygnieść do ziemi. I w tym miejscu pojawiają się najbliżsi – są obok Ciebie by pomóc je pokonać. Są wsparciem i opoką, których każdy z nas potrzebuje i nie warto się tego wyrzekać. Gdybyśmy wszystko trzymali w sobie, to pewnie dawno byśmy zwariowali.

 Ogólnie rzecz ujmując, jest to świetny debiut polskiej autorki i życzę każdemu tak dobrego startu. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze przyjemność spotkać się z twórczością pani Lewanowicz. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejne jej książki, a Was gorąco zachęcić do lektury Porwanej.

~*~

W serii Porwana ukazały się
Porwana // Przebudzona // Wyzwolona

~*~

Kobiety trochę inaczej widzą pewne sprawy… Te normalne kobiety, oczywiście. [1]

Czasami ludzie czyści i pachnący są o wiele bardziej zgnili niż niejeden żul czy bezdomny. [2]

Najmocniej ranią nas ci, na których nam najbardziej zależy. [3]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Replika


___
[1] LEWANOWICZ R.: Porwana. Zakrzewo: Replika, 2014, s. 108.
[2] Op. Cit., s. 235.

[3] Op. Cit., s. 442.

5 marca 2014

BIENIEK Natalia A. - "Uśpione marzenia"

źródło: Replika
Natalia A. Bieniek
Uśpione marzenia

Replika, 2014
s. 320
978-83-7674-008-9
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+2,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 8/10

~*~

Niesamowita opowieść o kobietach, którym przyszło żyć w nowej erze, erze narcyza. 

Anka jest przedsiębiorczą bizneswoman, dla której słowa: sukces i samorealizacja brzmią jak przykazania. Stworzyła idealną rodzinę z przystojnym, bogatym Piotrem i dwójką udanych dzieci. Posiada dom, o którym większość może tylko pomarzyć, ale czy to życie rzeczywiście jest jak z bajki? 

Ewa wciąż nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi. Po skończonych studiach filologicznych ciągle pracuje tylko dorywczo. Pragnie jednocześnie stabilizacji i beztroski. Dążenie do wzoru kobiety niezależnej nie pozwala jej związać się z Michałem. Kryzys gospodarczy przewraca jej życie do góry nogami. 

Anna i Ewa są jak dwie strony tej samej monety. Jednak nigdy się nie rozumiały. Jakże odmienne są marzenia wicedyrektor banku od pragnień jej niesamodzielnej finansowo, pozbawionej stałego zatrudnienia siostry. 

Czy postawione przez los na tak innych pozycjach osoby będą potrafiły w ogóle znaleźć ze sobą wspólny język? Śmierć matki sprawia, że siostry zbliżają się do siebie. Dokonują szokującego odkrycia z przeszłości, które pozwoli im odnaleźć uśpione dotąd marzenia…

~*~

Życie pisze różne scenariusze, ale to od nas zależy, jakie będzie jego dalszy ciąg….

Treść Uśpionych marzeń mogłabym zamknąć w dosłownie jednym zdaniu – że jest to historia o dwóch siostrach – lecz nie mogę. Po prostu nie można zostawić tego jako puste, nic nie wnoszące zdanie.

Ewa i Anna są siostrami. Jak każde rodzeństwo, przeżywają wzloty i upadki. Mimo, że łączą je więzy krwi, są bardzo od siebie różne. Nie tylko pod względem wyglądu, ale również i charakteru. Ich dorosłe życie jeszcze bardziej je dzieli oraz kreśli czerwoną linią dwie sylwetki dwóch bytów. Na początku można stwierdzić, że jedna miała trochę więcej szczęścia od drugiej, ale gdyby tak wniknąć głębiej w poszukiwaniu odpowiedzi, okazałoby się, że nie do końca jest to sprawa szczęścia. Wydarzenie sprzed lat z pewnością, w jakimś stopniu wpłynęło na Ewę i Annę. Każda z nich szukała środka, który wypełniłby dziwną pustkę w sercu. Jedna jeszcze bardziej skupia się na nauce i obowiązkach – byleby o tym nie myśleć. Z kolei druga… nie poradziła sobie tak „dobrze” jak siostra. Owszem, znalazła „lekarstwo” na wypełnienie pustej przestrzeni, ale niestety nie okazał się on wystarczający. Oba „leki” pociągają za sobą konsekwencje, z którymi Ewa i Anna będą musiały sobie poradzić. Same, jako oddzielne jednostki, nie dadzą sobie rady z nimi, ale gdy złączą siły – wszystko okazuje się być łatwe i możliwe.

Autorka ukazała w niezwykły sposób jakie mocne potrafią być więzy rodzinne, a szczególnie pomiędzy rodzeństwem. Tak naprawdę tylko oni zostają, gdy rodzice przechodzą na drugą stronę. To najczęściej do nich zwracamy się o radę czy pomoc, kiedy jej potrzebujemy. Zresztą nawet nie prosząc o nic, ta najbliższa sercu osoba potrafi wyczuć, że coś złego dzieje się z nami. Ta więź między Ewą i Anną rysuje się równie wyraźnie, jak ich różnice, a szczególnie na tle ich przeżyć. Ponad to w Uśpionych marzeniach ukazane są dwa oblicza bohaterek. Tak naprawdę to, co okazuje się być spełnieniem marzeń jest jego przeciwieństwem – i na odwrót. I w tym momencie pojawia się dłoń siostry… Jak to mój tata kiedyś powiedział do mojego brata – żon możesz mieć kilka, ale siostrę masz tylko jedną. – to zdanie wręcz idealnie odzwierciedla ideę Uśpionych marzeń.

Historia ta jest bardzo klimatyczna oraz uporządkowana. Napisana prostym i plastycznym językiem, który przenosi nas w toczącą się w książce fabułę. Autorka stopniowo odkrywa przyczyny, które wypłynęły na życie sióstr oraz powoli zaczynamy rozumieć … dlaczego tak jest. Krok za krokiem wnikamy w ten bardzo rzeczywisty świat. Jest on tak bardzo realny, że wydaje się być prawdziwy. Z początku jakoś Uśpione marzenia mnie nie zachwycały – nie wpadałam w tzw. euforię. Historia po prostu „się działa”, dopiero pod koniec dostała przyspieszenia i to tak dużego, że nie wiedziałam kiedy i już było po wszystkim. Autorka zostawiła czytelników swojej książki bez wyjaśnienia. Chciałam się dowiedzieć jak potoczyły się dalsze losy sióstr i czy w końcu odnalazły Uśpione marzenia – czyli szczęście. Wydaje mi się, że jednak tak.

Uśpione marzenia są niezwykle emocjonalną lekturą, a co najważniejsze, daje ona nadzieję i pozostawia czytelnika pełnego optymizmu. Żyjemy w społeczeństwie pesymistów, więc takie książki są bardzo potrzebne, ponieważ zapalają iskierki, a z nich powstaje ogień, który ociepla i rozgrzewa zziębnięte serca ludzi.

~*~

Życie jest takie ciekawe, to taki wspaniały dar – nie wolno nim pogardzać, szkoda marnować. Wszystko da się jeszcze odkręcić. [1]

 […] iść trzeba przed siebie, tam skąd świeci słońce. [2]

~*~


Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Replika


___
[1] BIENIEK N.A.: Uśpione marzenia. Zakrzewo: Replika, 2014, s. 310.
[2] Op. Cit., s. 313.

2 marca 2014

[#22] Podsumowanie 2/2014

źródło: Matras

Witajcie kochani!

     Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, ale szczerze powiedziawszy minął mi on równie szybko jak styczeń. Luty był dla mnie zróżnicowany. Jeśli chodzi o sprawy naukowe, to zaliczyłam sesję i mogłam cieszyć się 4 tygodniami wolności. Trochę gorzej u mnie ze zdrowiem – muszę się chyba w końcu za siebie zabrać, bo to rzutuje nie tylko na moje samopoczucie, ale także na wykonywane przeze mnie obowiązki.

     W poniedziałek jadę na badania i prawdopodobnie do „życia” wrócę w środę. Jak możecie się domyślić, nie będę miała dostępu do Internetu. Po moim powrocie możecie spodziewać się recenzji Uśpionych marzeń Natalii A. Bieniek ;) Mogę zdradzić Wam, że jest to niepozorna lektura ;)

     Chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestę. Chodzi mi o nominacje Liebster Blog Award. Dziękuję za „wyróżnienia”, jednakże nie odpowiem na te pytania. Powód? Komentarze typu „Hej! Nominowałam Cię do Liebster Blog Awards :)…” są po prostu spamem. Jak już zostawia się taką informację pod jakimś postem, to wypadałoby napisać kilka słów, czy ci się podoba, czy nie, albo choćby tylko „mam w planach”. Sam taki komentarz jest dla mnie obraźliwy i następne tego typu wiadomości po prostu będę usuwać. I tyle.  

     W miniony czwartek opychaliśmy się pączkami (ja w końcu zjadłam 1,5 ;D). Mój spontaniczny post oraz zabawa pobudziła Waszą wyobraźnię do stworzenia nowych i niezwykłych książek. Z chęcią przeczytałabym książkę o tytule Mroczny faworek. Kolacja z pączkiem, 52 powody dla których nienawidzę mojego pączka – jak można nienawidzić pączków? ;D, Sekrety pączka – Taaak, to sekretne nadzienie ;3, Elyria. Polowanie na pączki - … szczególnie w cukierni ;), Hrabia Monte Pączek, Niedoręczony pączek – nie chciałabym być w skórze nadawcy ;). Zauważyłam, że przewijało się wiele pączkowych tytułów Grena oraz Suzanne Collins, szczególnie spodobały mi się Pączków naszych wina (Jane Rachel) oraz Pączek śmierci (Ariana S.).  Jednakże najbardziej rozwalającym system okazał się…

Precy Pączek i Bogowie Marmolady: Złodziej Nadzienia

Ten tytuł Ariany S. po prostu mnie rozłożył na łopatki i dla niej zrobię nowy nagłówek ;) (zaraz się z Tobą skontaktuję;)

     Dobrze, kończę ten słodki temat, bo ślinka zaczyna mi lecieć ;). Koniec z drobnymi sprawami i przechodzę do głównego tematu, czyli podsumowania.

♦ Przeczytane: 6 książek
     1. McCAMMON R.: Magiczne lata
     2. PACIA M.: Dźwięki duszy
     3. WASILEWSKA K.: Srebrnowłosa
     4. MICHALSKA A.: Kroniki ciemności. Łowca demonów
     5. MOUS M.: Password
     6. BIENIEK N.A.: Uśpione marzenia

♦ Książki miesiąca:
     - McCAMMON R.: Magiczne lata
     - WASILEWSKA K.: Srebrnowłosa

♦ Rozczarowanie miesiąca:
     - PACIA M.: Dźwięki duszy
     - MICHALSKA A.: Kroniki ciemności. Łowca demonów

♦ Przeczytane strony: 2 105, co daje dziennie 75 stron (jest postęp! ;D)

♦ Nabytki: zacne 4 ;)
     1. GARLICKI M.: Uzdrowiciel (od wyd. Novae Res)
     2. ROTHENBERG J.: Po tamtej stronie ciebie i mnie (kupiona w księgarni Świat Książki za cale 6,99 zł ;)
     3. BIENIEK N.A.: Uśpione marzenia (od wyd. Replika)
     4. LEWANOWICZ R.: Porwana (j.w.)


♦ Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 161,8 cm + 14,1 cm = 147,7 cm
     2. 52 książki – 5 + 6 = 11
     3. Grunt to okładka – 0 (zawaliłam… :/)
     4. Z półki (poziom 3, 11-15 książek) – 5 + 3 = 8

     Tak to się przedstawia. A jak tam u Was? ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...