31 stycznia 2014

FRENCH Nicci - "Co zrobisz, gdy umrę"

źródło
Nicci French
Co zrobisz, gdy umrę
(What to do when someone dies)

tł. Alina Siewior-Kuś

Książnica, 2012
s. 317
978-83-245-7929-7
Cena: 33,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)
+ 52 książki
+ Z półki
+ Grunt to okładka

Ocena: 8+/10

~*~

Mąż Ellie ginie w wypadku. W samochodzie znaleziono także ciało Mileny Livingstone. Choć bliscy nie kryją podejrzeń o romansie Grega, Ellie nie chce w to wierzyć. Wszelkimi sposobami próbuje dociec prawdy. Niebawem wdowa wysuwa podejrzenia, że śmierć ukochanego męża nie była wypadkiem. Im mocniej kobieta w to wierzy, tym bardziej zaniepokojeni są jej przyjaciele, sądząc, że dramatyczne przeżycia stały się zaczątkiem zaburzeń psychicznych. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za odkrycie prawdy?

~*~

Pierwsze spotkanie z twórczością Nicci French, a raczej Nicci Gerard oraz Seanem Frenchem, wspominam niezwykle pozytywnie i z rozrzewnieniem. Małżeństwo to swoją książką Złap mnie, nim upadnę wprowadziło mnie w nową i równie fascynującą tematykę, a mianowicie w świat thrillera psychologicznego. Było to ponad rok temu i do tej pory na samą myśl o jej wnętrzu przechodzą mnie ciarki… Miałam wówczas nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miała możliwość wniknąć ponownie w ich realistyczny świat. Dopiero po roku udało mi się powrócić do tego autorskiego duetu. Tym razem padło na Co zrobisz gdy umrę i muszę przyznać, że ponownie ich książka odebrała mi mowę. Postaram się w miarę logicznie i przejrzyście opisać to, na co możecie liczyć sięgając po ten tytuł.

Ellie Falkner wiodła spokojne życie żony u boku kochającego męża, Grega. Jak każde małżeństwo, przeżywali swoje wzloty i upadki, jednakże zawsze starali się, by pojawiające się konflikty nie zniszczyły tego, co udało im się stworzyć - zdrowy i szczęśliwy związek dwojga ludzi. Kłócili się o rzeczy błahe oraz nieistotne, a później godzili w sposób, jaki był dla nich najlepszy i jak mogą godzić się tylko małżeństwa.

Ten dzień zapowiadał się podobny do poprzednich, ale z kilkoma wyjątkami. Ten dzień miał być celebracją ich wspólnego życia. W tym zabieganym i chaotycznym świecie chcieli wyrwać z życia cząstkę tylko dla siebie… Po drodze do domu Gregowi wypadła pewna, pilna sprawa, której nie mógł zostawić. „Ale obiecałeś…”. Tak powstała między małżonkami sprzeczka, która okazała się ostatnią rozmową dwojga ludzi, którzy nie widzieli poza sobą świata. Zostało tyle słów niewypowiedzianych… Ów nieszczęśliwy wypadek przekreślił nie tylko ich wspólną przyszłość, ale także marzenia [SPOILER] o dziecku [SPOILER]. Wydarzenie to zakończyło pewien etap w życiu Elli, ale również otworzyły się drzwi, za którymi ukryły się tajemnice i wątpliwości… Kim była kobieta, która zginęła razem z jej mężem? Dlaczego? Na te i inne pytania bohaterka będzie starała się odpowiedzieć w najbliższej, rysującej się samotnie przyszłości. Czy odkryje prawdę i rozwikła zagadkę tej, wbrew pozorom, przypadkowej śmierci? Tego dowiecie się sięgając po Co zrobisz, gdy umrę.

Autorzy ponownie wprowadzają swoich czytelników w swój świat – rzeczywisty do bólu, pozornie prosty i przepełniony niespodziewanymi zwrotami akcji. Po prostu przepadamy, wchłaniamy fabułę wszystkimi zmysłami, od pierwszych słów stajemy się ich niewolnikami. Z pewnością nie można narzekać na nudę, już ta para się o to postarała… Od samego początku akcja trzyma w napięciu oraz niepewności. Co będzie dalej? Jak narkoman chcemy więcej, więcej i więcej… Aż książka się kończy.. Na szczęście swoich czytelników zostawiają nasyconych, odprężonych i z kilkoma refleksjami oraz innymi myślami, na przykład odnośnie przyszłości naszej bohaterki, z którą zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić.

To, co rzuca się w oczy to niezwykle prosty język, a co za tym idzie przekaz treści. Zatem nic dziwnego, że Co zrobisz, gdy umrę czyta się niezwykle szybko oraz bez żadnych problemów. Bohaterowie są różnorodni, żywi i niezwykle realistyczni. Wydaje mi się, że dzięki swojemu dziennikarskiemu doświadczeniu, autorzy wręcz w idealny sposób przenoszą (kreują) ludzi z krwi i kości w świat fikcji (która wbrew pozorom za niemożliwą nie uchodzi). I to w tym gatunku najbardziej cenię, realność wydarzeń. Emocje wylewają się z kart książki i nie jednokrotnie czytelnik ma ochotę wejść w akcję oraz zacząć działać. Pocieszać, pomagać i wyjaśniać…

Cenię w takich historiach również to, że przemycają wszelakie wartości, które dopiero po upływie czasu wybuchają w głowie czytelnika i tym samym skłaniają do głębszych przemyśleń. Tutaj skupiono uwagę na kruchości życia, zaufaniu oraz roli przyjaciół w życiu człowieka. Kto może wiedzieć, czy przypadkiem ostatni telefon, rozmowa, nie są ostatnie w Twoim, czy w twojego rozmówcy, życiu. Masz taką pewność? Nie, bo często nad tym się nie zastanawiamy, a już szczególnie, gdy jesteśmy uczestnikami burzliwej konwersacji, która później odbija się czkawką… Dlatego warto czasami ustąpić i tę nieprzyjemną rozmowę zakończyć trochę inaczej. Kocham Cię. Czekam… Czy to tak wiele? Dla człowieka emocjonalnie wzburzonego, pewnie tak.

Ogólnie rzecz ujmując jest to kolejna świetna książka małżeńskiego duetu. Nie tylko pobudza czytelnika, ale także trzyma w napięciu do ostatniej strony, a po lekturze wywołuje refleksje. Tak, to jest przepis na dobrą książkę! Z pewnością sięgnę po inne tytuły tego duetu, a tymczasem zachęcam Was do zajrzenia do Co zrobisz, gdy umrę. Uwierzcie mi, zostawia po sobie głęboki ślad…

~*~

Są rzeczy, o których nawet przyjaciele nie powinni wiedzieć. [1]

Niektóre sprawy lepiej trzymać w ukryciu. To bardzo ważne, zwariowalibyśmy, gdybyśmy wszystko wiedzieli. [2]

Zawsze w ciemności paliło się światło. Nowe życie pośród śmierci. [3]

Czasami przebywanie w pojedynkę nie jest tak samotne jak przebywanie w towarzystwie innych ludzi […]. [4]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat


___
[1] FRENCH N.: Co zrobisz, gdy umrę. Katowice: Książnica, 2012, s. 150.
[2] Op. Cit., s. 271.
[3] Op. Cit., s. 295.
[4] Op. Cit., s. 317.

29 stycznia 2014

[#2] Zapowiedzi



Witajcie kochani!

     Życie jest jedną wielką zmianą. Planujemy wiele, ale tak naprawdę ile z tych planów ziszcza się w określonym czasie i miejscu? Dzisiaj miała pojawić się recenzja Co zrobisz, gdy umrę Nicci French, jednakże przez niespodziewany 'zwrot akcji' moje plany się trochę pozmieniały. Owszem, dzisiaj będzie również o książkach, nie jednej, a kilku, które pojawią się na początku kolejnego zimowego miesiąca, a mianowicie w lutym. Czyli co? Zapowiedzi! A jak to się stało, że życie znowu mnie zaskoczyło? Już tłumaczę…

     Na Facebooku Wydawnictwo Replika stworzyło wydarzenie „Premiera książki "Uśpione marzenia" Natalii A. Bieniek już niebawem!~klik~, w którym poszukiwali chętnych osób do recenzji w/w książki. Oczywiście, jak to ja, postanowiłam do nich napisać… I oto tym sposobem zasiliłam szeregi recenzentów tegoż wydawnictwa. Szczerze, nie zamierzałam podejmować nowych współprac, ale jak wyciągają do Ciebie dłoń, to wstyd ją odrzucić. Tym bardziej, że jednak musieli coś dostrzec, że postanowili mi zaufać. Otrzymałam kolejny kredyt zaufania i zrobię wszystko, by nie utracić tego zaufania!


Dziękuję ślicznie!

     Wspominałam o jakiś zapowiedziach, nieprawdaż? ;)

~*~

Natalia A. Bieniek 
Uśpione marzenia

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 4 lutego 2014
♦ Strony: 320
♦ Cena: 34,90 zł

     Niesamowita opowieść o kobietach, którym przyszło żyć w nowej erze, erze narcyza.

     Anka jest przedsiębiorczą bizneswoman, dla której słowa: sukces i samorealizacja brzmią jak przykazania. Stworzyła idealną rodzinę z przystojnym, bogatym Piotrem i dwójką udanych dzieci. Posiada dom, o którym większość może tylko pomarzyć, ale czy to życie rzeczywiście jest jak z bajki?

     Ewa wciąż nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi. Po skończonych studiach filologicznych ciągle pracuje tylko dorywczo. Pragnie jednocześnie stabilizacji i beztroski. Dążenie do wzoru kobiety niezależnej nie pozwala jej związać się z Michałem. Kryzys gospodarczy przewraca jej życie do góry nogami.

     Anna i Ewa są jak dwie strony tej samej monety. Jednak nigdy się nie rozumiały. Jakże odmienne są marzenia wicedyrektor banku od pragnień jej niesamodzielnej finansowo, pozbawionej stałego zatrudnienia siostry.

     Czy postawione przez los na tak innych pozycjach osoby będą potrafiły w ogóle znaleźć ze sobą wspólny język? Śmierć matki sprawia, że siostry zbliżają się do siebie. Dokonują szokującego odkrycia z przeszłości, które pozwoli im odnaleźć uśpione dotąd marzenia...

~*~

Alice Peterson 
Mężczyzna od poniedziałku do piątku


♦ Tytuł oryginału: Monday to Friday Man
♦ Tłumaczenie: Kinga Kwaterka
♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 4 lutego 2014
♦ Strony: 348
♦ Cena: 34,90 zł

     Gilly Brown - niespełna trzydziestopięcioletnia właścicielka psa Ruskina - szuka prawdziwej miłości. Po tym, jak Edward zostawił ją tuż przed ślubem, doszła do siebie tylko dzięki pomocy i wsparciu wspaniałych przyjaciół. Mimo że jej życie legło w gruzach, postanawia jeszcze raz spróbować odnaleźć szczęście. Za radą znajomego Gilly zaczyna szukać współlokatora od poniedziałku do piątku i w końcu znajduje odpowiedniego – Jacka Bakera, przystojnego producenta reality show. Dodatkowe dochody bardzo się przydają, ale Gilly cieszy też nowa znajomość.

     Przyjaciele i rodzina uważają, że Jack to doskonały balsam dla jej duszy. Innego zdania jest jedynie Guy, najnowszy członek grupy psiarzy. Co takiego widzi i dlaczego tak bardzo nie podoba mu się Jack?

     Czy Gilly odnajdzie szczęście i miłość u boku nowego współlokatora?
     Jaką tajemnicę skrywa rozrywkowy Jack Baker?
     Kto zostanie z Gilly nie tylko od poniedziałku do piątku, ale i na całe życie?

~*~

 Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
 Pradawne zło  

♦ Wydawnictwo: Replika
♦ Premiera: 4 lutego 2014
♦ Strony: 280
♦ Cena: 29,90 zł

     Kiedy dwóch mistrzów makabry łączy siły, efekt musi być mocny.
Kiedy obaj postanawiają złożyć hołd Howardowi Phillipsowi Lovecraftowi, Stefanowi Grabińskiemu i Jamesowi Herbertowi, efekt jest wstrząsający.

     W piwnicach jednej z przedwojennych kamienic lęgną się szczury. Mieszkańcy są bezradni. I przerażeni, bo gryzonie przedostają się do mieszkań. Właściciel zatrudnia szczurołapa, ale czy to wystarczy, by rozwiązać niewygodny problem?

     Jak wiele kobieta jest w stanie poświęcić dla mężczyzny swego życia, szczególnie, gdy ten już ma wybrankę? Pakt z demonem wydaje się równie nieprawdopodobny, co kuszący. Jaka jest jednak cena? A jaka rzeczywista nagroda?

     Do jednego z kościołów w centrum stolicy trafiają członkowie mafii z zamiarem dokonania zuchwałej kradzieży cennej statuetki. Nie wiedzą jednak, co ich czeka po przekroczeniu progu Domu Bożego.

     Trzy nowele zawarte w tomie łączy jedno – ukazują pradawne zło, w starciu z którym śmiertelnicy stają się bezradni i śmiertelnie przerażeni.

     Robert Cichowlas i Łukasz Radecki śnią we dwóch takie koszmary, jakie nie przydarzają się innym polskim autorom horrorów. Czytajcie ich... i krzyczcie ze strachu! - GRAHAM MASTERTON

~*~

     Znaleźliście coś dla siebie? ;) Mnie, jak wspomniałam wcześniej, zaintrygowały Uśpione marzenia i to właśnie one jako pierwsze zostaną przeze mnie zrecenzowane dzięki uprzejmości Wydawnictwu Replika.

     A już niedługo wypatrujcie recenzji Co zrobisz, gdy umrę Nicci French. Ciekawi? ;)

27 stycznia 2014

WALCZAK-CHOJECKA Agnieszka - "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia"

Agnieszka Walczak-Chojecka
Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia

2 piętro, 2013
s. 213
978-83-64446-08-5
Cena: 29,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 7+/10

~*~

Co ma zrobić dziewczyna, dla której praca stanowi sens życia, gdy nagle ją traci? Czy istnieje życie po korporacji? Kim tak naprawdę jest dziewczyna z Ajutthai i jaką skrywa tajemnicę? Podobno niektóre opowieści zaczynają się dopiero tam, gdzie się kończą…

Debiutancka powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej „Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia” to barwna opowieść o poszukiwaniu przeznaczenia i miłości. To jednocześnie historia o często brutalnym świecie korporacji, a także o wolności odnajdywanej w podróżach i tworzeniu. W życiu 34-letniej Joanny do niedawna wszystko wydawało się proste i poukładane: świetna praca, wysokie stanowisko w międzynarodowej firmie, niewinny flirt. Co ma jednak zrobić kobieta, dla której praca stanowi sens życia, gdy nagle ją traci? To, na co zawsze miała ochotę: wyruszyć na wyprawę do dalekiej Tajlandii. Malownicze pejzaże i niezwykłe zabytki stają się tłem jej duchowej przemiany. Szczególna rolę odegra w niej pewna kamienna rzeźba odnaleziona przez Joanną w stolicy dawnego królestwa – Ajutthai. I będzie to dopiero początek tej niezbyt grzecznej historii.

~*~

Ostatnio trafiam na książki, które niosą ze sobą jedno przesłanie – że trzeba zaufać losowi i pozwolić, by działał on w swoim rytmie. Tym razem jego otoczenie tworzy niepowtarzalny i niesamowity klimat Azji, a konkretniej Europejsko-Azjatycki.

Poznajcie Joannę. Ma 34 lata i jest kobietą sukcesu – najlepszą w swojej dziedzinie. Jednakże sukcesy zawodowe nie przekładają się na płaszczyznę prywatną. Owszem, ma kochającą rodzinę, rodziców i brata, jednakże oni nie są w stanie zapełnić pustki w jej sercu. Mimo przelotnych romansów czuje się niezwykle samotną istotą. Chciałaby już doświadczyć na własnej skórze jak to jest być żoną i matką, ale zanim to nastąpi, Joanna będzie musiała otworzyć się na to, co niesie ze sobą życie. I przez zbieg różnych okoliczności bohaterka postanawia wraz ze znajomymi (fotografem, jego znajomym oraz przyjaciółką) wyruszyć do Tajlandii, nie tylko realizować (po części) swoje marzenia, ale również uwolnić się od tego, co ją zniewalało. Poczuć się wolną i uświadomić sobie, że jej ciche marzenia są na wyciągnięcie ręki.

Wraz z nią, w tę niezwykłą podróż wyrusza przyjaciółka Joanny, Iza. Ona również musi przewartościować swoje życie po rozczarowaniach przyniesionych jej przez los. Obie bohaterki oprócz fizycznej podróżny, przeżywają również i tę wewnętrzną, duchową, z której na pewno nie wrócą takie same…

Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna opowieść jest niezwykłą książką. Ukazuje życie zwykłych osób w niezwykły sposób. Autorka, wraz z tą historią przenosi czytelników tam, gdzie chce i to w sposób dosadny. [SPOILER] Bohaterka jedzie w góry? Proszę bardzo, za moment razem z nią spoglądamy na Giewont.  Joanna po zawirowaniach życiowych dostaje propozycję wyjazdu do Tajlandii. Mówisz – masz! Za moment razem z grupą delektujecie się egzotycznymi potrawami, których zapach wypełnia wszystkie zmysły…[SPOILER] Niewielu autorom (również polskim „wyjadaczom”) udaje się przenieść czytelnika w realne miejsca na świecie. Często są to tylko ulotne momenty, skrawki lub nieudolne stylizacje, które tylko wzniecają naszą chęć i szybko gasną, a dym unoszący się znad ogniska gryzie w oczy. Klimat albo się ulatnia jak zapach, lub jest zbyt duszący, by rozkoszować się jego obecnością. Czytając Dziewczynę z Ajutthai… nie dość, że oślepił mnie widok oraz zapach polskich gór, to jeszcze autorce udało się mnie otumanić klimatem Orientu Shapeau bas! To była prawdziwa podróż zmysłów po kilku zakątkach świata. Wciąż miałam ochotę na więcej, i więcej, i więcej… Jednak pisząc tą recenzję wciąż odczuwam pewien niedosyt.

Niestety podróż po Dziewczynie z Ajutthai uprzykrzały mi skoki między poszczególnymi wydarzeniami. Przyzwyczajona do płynności akcji miałam niezwykle trudne zadanie dostosować się do (dla mnie) nowej formy przekazu. Nie ukrywam, pojawiły się opory, ale w końcu jakoś udało mi się przyzwyczaić do tego stylu autorki (ale gdzieś tam, w oddali, niezwykle mocno tęskniłam za tą płynnością). Na szczęście klimat unoszący się nad lekturą trochę mi zrekompensował ten „dyskomfort”, ale niestety nie na tyle, by wystawić jej bardzo dobrą ocenę.

Bohaterowie wyjątkowo przypadli mi do gustu, a najbardziej Joanna i jej brat. Nie byli natrętni i co najważniejsze, nie wywołują oni swoją osobą skrajnych emocji (np. chęć mordu). To również jest plusem Dziewczyny z Ajutthai.

Szczerze powiedziawszy jakoś do tej historii nie pasuje mi podtytuł (?) Niezbyt grzeczna historia. Ja jakoś nie odczułam, żeby fabuła była niegrzeczna, czy „wyuzdana”. Była poprawna, ale nie niegrzeczna ;). Czytywałam gorsze historie, które zupełnie nie ostrzegały czytelnika przed wulgarnością (jeśli autorce o to chodziło). Wystarczyłoby Dziewczyna z Ajutthai. Ale to tylko moje, nic nieznaczące zdanie recenzentki-amatorki.

Cóż mogę więcej napisać? Książkę czytało mi się dość dobrze, ale jak wspomniałam wcześniej, te skoki w akcji niezwykle dawały mi się we znaki. Dziewczyna z Ajutthai jest niezwykle klimatyczną lekturą, przy której można spędzić wiele przyjemnych wieczorów. Jest to jeden z takich debiutów, które na długo zapadają w pamięć i z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorki. Jestem ciekawa w jakie miejsce następnym razem zabierze pani Agnieszka swoich czytelników. Mam nadzieję, że równie klimatyczne, jak w Dziewczynie z Ajutthai. Na sam koniec jeszcze taka moja mała uwaga. Autorka mogłaby jeszcze bardziej rozwinąć wątek dotyczący tytułu, ponieważ jest niezwykle intrygujący… ;)

~*~

Niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć. [1]
W życiu trzeba gonić swojego króliczka i czasem warto go złapać. [2]

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie Polacy nie gęsi i swoich autorów mają oraz autorce!

___
[1] WALCZAK-CHOJECKA A.: Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia. Warszawa: Drugie Piętro, 2013, s. 40.
[2] Op. Cit., s. 168.

23 stycznia 2014

BIEDROŃ Halina - "Widok zza rogu życia"

źródło
Halina Biedroń
Widok zza rogu życia

Novae Res, 2012
s. 334
978-83-7722-417-5
Cena: 34,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,4 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 6+/10

~*~

Marta, porzucona we wczesnym dzieciństwie przez ojca, nieustannie tęskniąc idealizuje jego obraz. Wychowywana przez matkę, niezrównoważoną emocjonalnie alkoholiczkę, przeżywa prawdziwy koszmar.

Po maturze, pod presją matki, rozpoczyna studia na Akademii Medycznej. Tam poznaje Artura, świeżo upieczonego adiunkta Katedry Anatomii. Nadwrażliwa, nieprzystosowana i przerażona wrogością świata w ramionach dużo starszego mężczyzny znajduje bezpieczny azyl i namiastkę tego, co dawno temu utraciła. Zarażając ją swoją pewnością i optymizmem, Artur daje Marcie siłę i determinację. Czy dzięki niemu dziewczynie uda się ostatecznie wyzwolić spod niszczycielskich wpływów matki?

Powieść porusza problem rozterek i dylematów moralnych oraz odpowiedzialności i lojalności na tle różnorodnych międzyludzkich relacji – miłości, ogromnej, spóźnionej namiętności, przyjaźni, a także przemożnego macierzyństwa i w niczym mu nie ustępującego ojcostwa.

~*~

Życie nie raz udowodniło nam, że ma przygotowany worek pełen niespodzianek. Wszelakich, i tych radosnych oraz tych nieprzyjemnych. Mają one na celu coś nam pokazać, nauczyć, a nawet w pewnym sensie, przestrzec. Przede wszystkim niosą ze sobą zmiany. Niekiedy nieodwracalne.

Marta jest kobietą doświadczoną przez los. Dzieciństwo jej nie było usłane różami, a co najsmutniejsze, nie miała nikogo, kto wstawiłby się za tym drobnym dziewczątkiem. Mimo traumatycznych przeżyć, bohaterce udało się wyjść (mniej więcej) na prostą. Życie postawiło na jej drodze wyjątkowego mężczyznę, który stał się dla niej nie tylko opoką, ale także zapewnił jej upragnione i pożądane bezpieczeństwo. Początki ich wspólnego życia do najłatwiejszych nie należały. Artur zmuszony był zmierzyć się z przeszłością swej żony, stoczyć walkę o wspólną, normalną przyszłość. Dzięki jego determinacji i racjonalnemu podejściu udało im się stworzyć szczęśliwą rodzinę, której życie płynęło swoim rytmem. Nic im do szczęścia nie brakowało. W spokoju cieszyli się urokami dnia codziennego. Do czasu… gdy ujawniła się tajemnica sprzed lat, o której sam zainteresowany nie miał pojęcia. To ona, powoli zaczęła burzyć spokojne życie Marty. Pochłonęła ją całkowicie, a ucieczka okazała się niemożliwa.

Widok zza rogu życia jest bardzo emocjonalną i psychologiczną historią o kobiecie między innymi opętanej przez zakazane uczucia. Przez książkę brnie się dosyć opornie. Spowodowane jest to przez ‘przekombinowany’ język. Domyślam się, że autorka chciała pokazać bogactwo i elokwencję swojego stylu, ale niestety forma przygniotła treść. Bardzo rozbudowane zdania niestety nie służą żadnej historii, a tym bardziej tak niezwykle emocjonalnej. Opisy są za bardzo nasycone porównaniami, aż do tego stopnia, że myślałam iż po prostu nie dotrwam do końca. Bo choć jest ciekawa, (na swój sposób) nowatorska, poruszająca w pewnym sensie temat tabu, to została ona zmiażdżona przez styl. To okazało się, dla mnie, największym minusem Widoku zza rogu życia. Dialogi również pozostawiają wiele do życzenia. Momentami nie wiedziałam kto do kogo mówi. Musiałam liczyć wersy i dopiero po tym dochodziłam, jaka postać teraz ma głos.

Bohaterowie również nie zwalają z nóg, a Marta jest bardzo szczególną i dynamiczną postacią. Do ujawnienia się faktów sprzed kilkunastu lat, była bohaterką niezwykle realną, wzbudzała w czytelniku żal, nawet podświadomie trzymałam za nią kciuki. Po odkryciu tajemnicy okazała się strasznie głupia i naiwna. Przestało mi być jej żal, a także gdzieś ulotniła się moja sympatia do niej. Bo jednak ją polubiłam, można powiedzieć, że nawet stałam się jej przyjaciółką. Jednak to, co zaczęła wyprawiać, doprowadzało mnie do nerwicy. Zachowanie Marty po prostu mnie odrzucało i miałam ochotę po prostu jej przywalić oraz krzyknąć w twarz, by się ogarnęła. Ja wiem, hormony rządzą się swoimi prawami, ale bez przesady… W bohaterce jakby obudziła się nastolatka, głupiutka panienka, a nie dojrzała i mądra kobieta po czterdziestce. Mamy tutaj pokazany obraz dwóch Mart – szalenie różnych oraz wykluczających się w jednym ciele. Nie miałabym zastrzeżeń, jeśli postać miałaby rozdwojenie jaźni, ale w tym przypadku ja po prostu nie potrafię tego przetrawić, nawet jakbym bardzo chciała… [SPOILER] To i tak byłam zaskoczona, że Marcie udało się równocześnie żyć z dwoma mężczyznami i w taki sposób, by jeden z nich o tym nie wiedział [SPOILER]. Nie wiem, czy gratulować jej bezmyślności, czy współczuć, w każdym bądź razie nie wzbudzała już we mnie litości (ostatnio jestem do granic możliwości bezlitosna).

Pani Biedroń udowodniła czytelnikom, że jest świetna w pisaniu wierszy. Zawarte na kartach Widoku zza rogu życia, okazały się przyjemną odskocznią od przesyconej opisowości. Jak ja od wierszy staram się trzymać z daleka, to tutaj, cóż… Wzbudziły mój podziw i jestem nimi zauroczona.

Potykam się o własną ciekawość.
Chciwość rani mi dłonie.
Strach… otwiera ramiona
I cuci mnie chłodem. [1]

Autorka pokazała w Widoku zza rogu życia meandry ludzkiego życia. Przede wszystkim jak szybko może ono zmienić swój bieg oraz iż powrót do stanu ‘sprzed’ jest wręcz niemożliwy. Życie ‘na pozór’ oraz czas nigdy nie stanowi dobrego rozwiązania. Albo żyjesz długo i szczęśliwie, albo krótko i intensywnie. Jak ta gra życia Marty się skończy? Niestandardowo, niezależnie od finału, życie będzie płynęło swoim rytmem…

~*~

[…] człowiek sam dla siebie bywa zagadką, kiedy staje w obliczu nowych, nieznanych okoliczności […]  [2]

Nikt nie ma prawa dokonywać za nas ostatecznych życiowych wyborów, bo tylko my sami będziemy przeżywać nasze życie. [3]

Niektórzy mówiąc, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, może… trzeba im wierzyć. [4]

Podjechałaś pod mój dom, żeby co… żeby sprawdzić, czy okna mam czyste? [5]

Przyjaciół nie wyrzuca się z życia na kompost dlatego tylko, że błądzą. [6]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] BIEDROŃ H.: Widok zza rogu życiaGdynia: Novae Res, 2012, s. 75.
[2] Op. Cit., s. 16.
[3] Op. Cit., s. 20.
[4] Op. Cit., s. 110.
[5] Op. Cit., s. 134. 
[6] Op. Cit., s. 258.

18 stycznia 2014

[#5] Liebster blog ♥


Witajcie kochani!

     Jakiś czas temu zauważyłam, że wraz z rozpoczęciem roku pojawiły się różne zabawy oraz wyróżnienia blogowe. Spieszę Was poinformować, że ja takowe otrzymałam, za sprawą Zuz oraz kochanej Jane Rachel, za które niezmiernie dziękuję.

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego
blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”

     Bardzo mnie to połechtało, ale to nie oznacza, że teraz będę stroszyć piórka, jak paw. Co to, to nie! ;). Czas zabrać się za odpowiedzi Zuz.

  1. Co uważasz za swój największy sukces jako bloggera?
- Chyba to, że wydawnictwa postanowiły mi zaufać.

  1. Jaki gatunek literacki króluje w twojej biblioteczce?
- Ojej. Na pewno przeważają obyczajówki i literatura młodzieżowa. Wśród obyczajówek wiele jest tych z II Wojną Światową w tle, a jeśli chodzi o lit. młodzieżową, to przede wszystkim fantastyka (anioły, wampiry i te sprawy ;)

  1. Czy udało Ci się spełnić chociaż jedno postanowienie w 2013 roku? Jeśli tak, to jakie?
- Zależy o jakich postanowieniach mówimy ;). Jeśli chodzi o czytelnicze, to udało mi się osiągnąć tylko wyzwanie 52 książki. W reszcie poległam (2013 był intensywnym rokiem i 2014 zapowiada się ponownie, co mnie martwi, bo okazuje się, że mam mało czasu (nawet niekiedy chęci) na zatopienie się w lekturze. A odnośnie osobistych, to raczej wszystkie spełniłam ;)

  1. Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Czy nadal będziesz bloggerem?
- Trudno powiedzieć, gdzie widzę siebie za 5 lat. Na pewno chciałabym pracować wśród lub z książkami (w końcu kontynuuję studia na bibliotekoznawstwie ;). Czy będę bloggerem? Jeśli starczy mi sił, chęci, zapału to tak, ale wydaje mi się, że mój blog pewnie się zmieni – ba, już widzę te zmiany niedostrzegalne na razie dla innych ;)

  1. Ile książek czytasz miesięcznie? Jak znajdujesz na to czas?
- Ojej. Aktualnie staram się czytać 1 książę tygodniowo, ale różnie to z tym wychodzi. Na razie na moim koncie są przeczytane 2 pozycje i jestem na początku kolejnej. Można powiedzieć, że jeśli chce się czytać, to znajdzie się czas nawet wtedy, kiedy wydaje się być to niemożliwe – w drodze na uczelnię lub po nauce, jako >bajka na dobranoc< ;)

  1. Jaki jest przepis na idealną książkę dla Ciebie?
- Dobry styl, lekki język, szczypta duszy autora, garść emocji, ciekawe tło wydarzeń, wyraziści bohaterowie.

  1. Jaką książkę zawsze polecasz wszystkim wokół?
- Ostatnio stworzyłam zestawienie, w którym polecam (moje) perełki. Zainteresowanych odsyłam >TUTAJ<

  1. Czy natrafiłaś na książkę, którą wszyscy się zachwycali, a Tobie wcale się nie spodobała? Jeśli tak, to jaka to była?
- Hm… Aktualnie sobie nie przypominam.

     Świetne i pomysłowe pytania, dziękuję Zuz!

~*~

     A teraz odpowiedzi na pytania Jane Rachel:

  1. Domowe zacisze czy wypady ze znajomymi?
- Hm… zdecydowanie znajomi ;)

  1. Opisz siebie za pomocą sześciu słów.
- artystka (nie tylko jako plastyk)
- książkoholiczna
- zapominalska
- leniuch
- przyjacielska
- uparciuch

  1. Masz jedno książkowe życzenie i w związku z tym możesz wybrać jedną książkę, którą możesz dostać. Jaka by to była i dlaczego akurat ona?
- Jedną? Hm… Mój wybór padłby na „Złodziejkę książek”, albo „Szare śniegi Syberii”. Czemu? Bo nie mam funduszy na ich kupno.

  1. Wolałabyś się urodzić w przeszłości czy w przyszłości. Dlaczego?
- Patrząc na swoje życie, cieszę się, że urodziłam się w „moich czasach”. Trudno mi powiedzieć, kiedy wołałabym się urodzić. Jeśli chodzi o niepowtarzalny klimat, to w przeszłości, natomiast gdy chodzi o ratowanie zdrowia to zdecydowanie w przyszłości.

  1. Moim największym marzeniem jest...
- operacja laserowa, innymi słowy - korekta wzroku

  1. Pierwsza myśl, po przeczytaniu tego pytania?
- Eee?

  1. Gdybyś mogła ukształtować swoje życie od początku, to co chciałabyś robić, kim być i dlaczego?
- Gdybym mogła… Przecież mogę! Jestem młoda, życie przede mną!

  1. Mam w planach...
- naukę na egzaminy… :P

  1. Twoja największa pasja? (Rzecz jasna oprócz książek :D)
- Malowanie, rysowanie, bawienie się grafiką, pisanie do szuflady, robienie biżuterii… ;) Robienie coś z niczego ;D

  1. Też jesteś zła o to, że jeszcze nie ma śniegu?
- U mnie jest, ale się topi. Czy jestem zła? Nie, bo wiem, że spadnie na Wielkanoc ;)

  1. Na sam koniec: co powiedziałabyś osobie, która opowiedziała Ci zakończenie książki, którą teraz czytasz i którą bardzo pokochałaś?  
- Że @#$%^^%$#@!@#$%^&*^%$ !!! Tam są drzwi.

     Pewnie większość z Was brała udział w takich wyróżnieniach, dlatego nie będę nikogo nominować (choć mam 3 typy, które z chęcią bym nominowała, ale z powodu natłoku nauki i innych zdarzeń losowych po prostu nie mam weny na wymyślanie pytań – przykładowo, dzisiaj o 12 miałam egzamin z prawa, a 22.01 mam egzamin z angielskiego). Jeśli pozwolicie, powrócę do nauki – sesja się rozpoczyna, a raczej dla mnie kończy… - i mam nadzieję, że wkrótce poznacie moje zdanie na temat kolejnego polskiego debiutu Widok zza rogu życia pani Biedroń. Muszę przyznać, że zapowiada się interesująco i już mam dwa ciekawe cytaty, które znajdą się w recenzji. Recenzji? No dobrze, jeden zdradzę Wam dzisiaj ;)

     […] człowiek sam dla siebie bywa zagadką, kiedy staje w obliczu nowych, nieznanych okoliczności […]  [1]

~*~

PS: Tak, nagłówek bloga inspirowany Krainą Lodu, którą obejrzałam wczoraj i po prostu się w niej zakochałam! Oprócz powyższego cytatu pozostawiam Wam piosenkę "główną" z Disney'owskiej produkcji ;)


___
[1] BIEDROŃ H.: Widok zza rogu życia. Gdynia: Novae Res, 2012, s. 16.


14 stycznia 2014

SINGTON Philip - "Sprawa Einsteina"

źródło: Publicat
Philip Sington
Sprawa Einsteina
(The Einstein Girl)

tłum. Barbara Cendrowska-Werner

Książnica, 2011
s. 485.
978-83-245-7905-1
Cena: 25,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,5 cm)
+ 52 książki
+ Z półki

Ocena: 6/10

~*~

Dwa miesiące przed dojściem Hitlera do władzy w podberlińskich lasach znaleziono piękną młodą kobietę, nagą i bliską śmierci. Gdy ocknęła się ze śpiączki, nie pamiętała nic, nawet własnego nazwiska. Jedyną wskazówką co do jej tożsamości była ulotka, informująca o publicznym wykładzie Alberta Einsteina: „O stanie prac nad teorią kwantową”.

Psychiatra Martin Kirsch jest coraz bardziej zainteresowany dziewczyną, nie tylko zawodowo. Dociekania prowadzą go, przez szpital psychiatryczny w Zurychu, do odległego zakątka Serbii. Tu spadkobierca geniuszu Einsteina – jego najmłodszy syn, Eduard – pisze książkę, która ma zniszczyć słynnego ojca, a przy tym zmienić świat.

„Sprawa Einsteina” to frapująca powieść sensacyjna, rzetelnie udokumentowana, o misternej intrydze. Opowiada o miłości, żądzy wiedzy i mrocznej podróży po zakamarkach największego umysłu XX w., której punktem kulminacyjnym staje się zdumiewający zwrot w teorii kwantowej. U podstaw prawdy kryje się szaleństwo…

~*~

U podstaw prawdy kryje się szaleństwo… Czy zawsze?

Prawda jest specyficznym pojęciem. Każdy jej pożąda i do niej dąży, ale gdy przychodzi na nią czas, to nagle wszyscy uciekają, jak pies z podkulonym ogonem. Chyba znikamy dlatego, bo się boimy, jak może ona zmienić nasze dotychczas poukładane życie. Pewnie na własnej skórze nie raz odczuliśmy jej smaki – słodki otumania, tracimy kontakt z realizmem, natomiast gorzki doprowadza nas niekiedy do obłędu…

Odkąd pamiętam rodzice uczyli mnie, że lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo. Jako dziewczynka nie przywiązywałam do tego większej uwagi. Myślałam tylko o tym, iż rodzice chcą, bym niczego przed nimi nie ukrywała, bo i tak, prędzej czy później, prawda wypłynie na światło dzienne… Jako dorosła kobieta zrozumiałam, że nie każda prawda jest warta ujawnienia. Bo oprócz tego, że czegoś dowodzi, to przy „okazji” jest brutalna. Niszczy wszystko – marzenia, nadzieje a nawet zdrowie.

Jedną z ofiar prawdy okazuje się bezimienna kobieta, którą dwoje chłopców znajduje na skraju lasu na obrzeżach Berlina. Jedyną poszlaką, znakiem, który mógłby wyjawić przyczynę dlaczego znaleziono ją półżywą, jest zaproszenie na wykład profesora Einsteina, które miała przy sobie. A tego trudnego wyzwania, jakim jest dojście do prawdy, podejmuje się psychiatra dr Kirsch. Jest tylko jeden zasadniczy problem – kobieta nie pamięta niczego, co zdarzyło się przedtem. Mężczyzna sam musi poradzić sobie w ową tajemnicą, która unosi się nad pacjentką. Sprawa tak go pochłania, iż zaczynają budzić się w nim emocje, których nie czuje nawet w stosunku do swojej narzeczonej. Fascynacja pacjentką powoli niszczy prywatne i zawodowe życie bohatera…

Sprawa Einsteina obraca się wokół kilku głównych elementów, a wśród nich znajduje się prawda i jej sens, szaleństwo, ludzie z zaburzeniami psychicznymi oraz współczesne wówczas sposoby leczenia, a także sam Albert Einstein. Wszystkie te elementy połączone w całość nadały tej historii poważny i naukowy charakter. Szczególnie objawia się to we fragmentach dotyczących teorii kwantowej oraz w podróżach do wnętrza ludzkiego umysłu. Nie da się o Sprawie Einsteina powiedzieć, że porusza do głębi, lecz nakłania i zmusza do myślenia. A co za tym idzie okazuje się lekturą wymagającą. Owszem, niekiedy tak się dzieje, jednakże sposób przedstawienia nie przytłacza. Język jest niezwykle „łagodny” i przyjemny w odbiorze, co z pewnością ułatwia wniknięcie do świata fikcji. Jedynie do czego mogę mieć zastrzeżenia to do dialogów, które momentami były nieadekwatne do tematyki utworu – po prostu zbyt proste i błahe.

Akcja powieści dzieje się u progu II Wojny Światowej, lecz tak naprawdę trudno to odczuć. Szczerze, bohaterowie też mnie nie przekonali do siebie, ani nie zachwycili. Jedyną osobą z krwi i kości okazał się Albert Einstein. Prawdę powiedziawszy nie ma co się dziwić, ponieważ profesor był wyjątkową (jak na tamte lata) postacią i to nie tylko przez swoje specyficzne podejście do świata, ale także i do ludzi.

To, że w akcji nie odczułam klimatu ówczesnych Niemiec, nie oznacza, że fabuła zupełnie mnie nie zainteresowała. Szczerze powiedziawszy bardzo mnie wciągnęła i momentami przymykałam oko na brak opisów otaczającej bohaterów przyrody (tła). Razem z dr Kirschem chciałam dowiedzieć się kim jest ta bezimienna kobieta, lecz nie do końca w takim sensie, jak mężczyzna. Bo to, że powiązana jest z Einsteinami to jest oczywiste. Sam tytuł jest wskazówką i pokazuje kierunek od czego trzeba zacząć (a raczej od kogo). Bardziej zainteresowała mnie jej droga ku amnezji niż samo pochodzenie. Można powiedzieć, że Sprawa Einsteina ma dwa oblicza. Jedno przewidywalne i nudnawe, a drugie tajemnicze, pobudzające uśpione myślenie. Najbardziej frapująca okazała się rola Eduarda Einsteina w życiu tej młodej kobiety.

Ogólnie książka ta okazała się średnią lekturą. Liczyłam jednak na trochę więcej akcji w „akcji”, bohaterów bardziej realnych oraz opisów, które przeniosą mnie w lata 30. XX w. Moja wyobraźnia tak naprawdę nie miała co w czasie lektury robić. Szkoda, bo autor miał naprawdę szerokie pole do popisu.

Nie zniechęcam, ani nie polecam. Wydaje mi się, że każdy sam powinien wyrobić sobie o zdanie o Sprawie Einsteina. Miłośnicy książek z tłem II Wojny Światowej po lekturze tej pozycji mogą się poczuć niezaspokojeni. Ocena: mocna 6.

~*~

 Ale nadal będę nazywać moje pisanie książką nie z próżności, lecz dlatego, że trudno wychwycić moment, w którym książka staje się książką, podobnie jak nie wiadomo, kiedy ciąg nut staje się melodią. [1]

O charakterze pisanego tekstu decyduje umysł konkretnego czytelnika. [2]

[…] prawdę swobodniej mówi się w opowieści fikcyjnej, choćby dlatego, że po fikcji nikt się prawdy nie spodziewa ani też nie wymaga od niej rzetelnych świadectw. Prawdę łatwo tu zamaskować, tak by rozpoznano ją znacznie później, gdy opowieść i jej bohaterowie pogrążą się w mroku. [3]

Bóg jedną ręką zabiera, drugą daje. [4]

Problemy są po to by je rozwiązywać. Życie bez nich byłoby nudne. [5]

[…] czytelnik, podobnie jak uczony, kształtuje to, co widzi, zgodnie ze swymi zmysłami, doświadczeniami i założeniami. [6]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat


___
[1] SINGTON P.: Sprawa Einsteina. Katowice: Książnica 2011, s. 9.
[2] Ibid.
[3] Op. Cit., 10.
[4] Op. Cit., 169.
[5] Op. Cit., s. 460.
[6] Op. Cit., s. 482.

6 stycznia 2014

[#1] Nieoszlifowane diamenty Dzosefinn

Witajcie kochani!

     Piszę dzisiaj do Was zainspirowana i za ‘namową’ Jusssi ze strony Zapachy książki. Niedawno u siebie na blogu poruszyła temat zatytułowany Najlepsza książka jakąkolwiek czytałaś*. Nie powiem, zaintrygowało mnie to i zostawiłam u niej strasznie dużo długich komentarzy. Jak można było przewidywać nie skończyło się na jednym, dwóch, czy trzech tytułach, a kilkunastu. Co mnie ucieszyło Jusssi przyznała, że sama o połowie nie słyszała i (wydaje mi się, że z chęcią) dopisała je do swojej listy książek, które chce przeczytać. Było to miłe, a jeszcze milsze i pomysłowe, okazała się propozycja jej.  Nie powiem, dała mi ona do myślenia. A o co chodzi? Dzięki jej kreatywnemu myśleniu postanowiłam opublikować taką listę z moimi najlepszymi książkami, które wywołały we mnie największe spustoszenie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;)). Przeglądając listę przeczytanych przeze mnie książek stwierdziłam, że taką listę mogłabym przekształcić jako cykl „Nieoszlifowane diamenty Dzosefinn”, w którym jednorazowo będę polecać pięć najlepszych tytułów, jakie miałam przyjemność do tej pory przeczytać. Oczywiste jest to, że proponowane przeze mnie książki nie wszystkim mogą/muszą przypaść do gustu. Ja tylko tworzę takową listę dla takich osób jak Jusssi. Jesteśmy nagminnie zasypywani nowościami wydawniczymi i czasami po prostu brak czasu lub chęci, a także siły na to, by poszperać w bibliotece za ‘starszymi’ tytułami, a szczególnie tymi, które zostały całkowicie ‘zduszone’ w zarodku. 

     Osoby, które odwiedzają mojego bloga, czy też śledzą moje poczytania na LubimyCzytać.pl z pewnością mogą domyślać się jakiego typu książki będę polecać. Przede wszystkim znajdą się na tej liście książki, które przypadkowo trafiły w moje ręce i poruszyły mną do głębi. Najsmutniejsze z tego wszystkiego jest to, iż niektóre z tych pozycji naprawdę trudno dostać, więc jak coś, to najpierw szukajcie ich w bibliotekach, a następnie na różnych wyprzedażach, antykwariatach i w punktach z tanią książką (jedną z takich nabyłam 2 lata temu we wakacje, nad morzem, za całe 5 zł! Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, prawie się popłakałam ze szczęścia). Ale powracając do przerwanego wątku. To zestawienie będzie się pojawiało w różnych odstępach czasowych, ponieważ perełek odkryłam niewiele i co za tym idzie bardzo dużo jeszcze jest do odkrycia. Dzisiaj przedstawiam Wam pięć pozycji, których nie przeczytanie jest grzechem (no dobra, żartuję… ;))

     I pro forma:


     [#1] „Nieoszlifowane diamenty” jest zestawieniem autorskim Dzosefinn. Celem jego jest promowanie książek, które moim zdaniem okazały się najlepsze z najlepszych i najbardziej zapadającymi w pamięć. Są to tytuły przeczytane oraz w pewnym stopniu zrecenzowane, a aktualnie zapomniane i nie pamiętane. Tak naprawdę jest to forma promocji moich ulubionych i ukochanych historii, które wzruszają, wstrząsają i przenikają do głębi. W zestawieniu  tym będę podawać 5 tytułów, które polecam. Mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich coś dla siebie.  

1. Letnia akademia uczuć 1. Anna i wodorostyHanna Kowalewska (Zysk i S-ka, 2007)

     Marcin dotknął jej ramienia i przyciągnął do siebie. Spojrzał jej w oczy, a pod dziewczyną ugięły się nogi. Wiedziała, że powinna go odepchnąć i roześmiać się kpiąco, ale tym razem nie była w stanie tego zrobić. Jej usta same układały się w jakiś potworny, cielęcy grymas, powieki opadały w dół i po chwili poczuła miękki, wilgotny dotyk ust chłopaka. Oprzytomniała dopiero wtedy, gdy odsunął ją od siebie. Spojrzała na niego - na twarzy miał wyraz satysfakcji.
      - Przyjacielskie spacery... - roześmiał się. - Czy na tym polega przyjaźń?

~*~

     Książkę tę odkryłam przypadkowo w 2008 roku. Wtedy moje życie było dosyć skomplikowane i pamiętam, że w tym roku otrzymałam swoje pierwsze kieszonkowe. Nie wiedziałam na co przeznaczę tą drobną sumę. Lubiłam się szwendać tu i tam (po sklepach), aż zaszłam do Empiku (w Manufakturze). No i Letnia akademia uczuć 1 mnie wybrała. Oczywiście, byłam trochę zestresowana (pierwsza kupiona przeze mnie książka), jednakże przekonał mnie do niej język autorki (oczywiście przed zakupem dumałam nad nią około 30 min.). Zadowolona wróciłam do domu i postanowiłam zostawić ją sobie na wakacje. Po jej lekturze okazało się, iż ta decyzja była strzałem w dziesiątkę!

     Letnia akademia uczuć 1 jest o nastolatkach dla nastolatków. Opowiada historię grupy młodzieży (a konkretniej klasy), która wyjeżdża na wakacje/kolonie do Bułgarii na dwa tygodnie. I w przeciągu tych dwóch tygodni każdy z nich zaczyna poznawać siebie na nowo. Z bohaterami ksiązki zaprzyjaźniłam się w przeciągu chwili. Razem z nimi, jako ich powierniczka, przezywałam jedne z niezapomnianych wakacji. A do tego ten niesamowity klimat Bułgarii. Ta pozycja wzbudziła we mnie wielką ochotę wyjazdu do tegoż kraju i zobaczyć na własne oczy te Białe Piaski… Po prostu mnie ta książka zahipnotyzowała… A gdy wyszła (nawet o tym nie wiedziałam) kontynuacja, to normalnie byłam w siódmym niebie. Jednakże nie dorównywała pierwszej części (zabrakło w niej kilku istotnych dla mnie postaci). Niżej (pod każdym tytułem) znajdziecie dosłownie mini recenzję (z czasów, kiedy jeszcze nie parałam się takim pisaniem). >>klik<< 

2. Buszujący w zbożu – Jerome David Salinger (Albatros, 2007)

     Bohaterem "Buszującego w zbożu" jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni "buszuje" po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jednakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tutaj sprawy bynajmniej nie błahe
~*~

     Jest to kolejna książka, która wzbudziła we mnie zachwyt. Nie tylko chodzi o kunszt autora, ale także o głęboki przekaz emocjonalny. Jej lekturę wspominam z dużym rozrzewnieniem i nie mogę się doczekać, kiedy nadarzy mi się okazja jej zdobycia i przyłączenia do mojej biblioteczki. Z pewnością koło Buszującego w zbożu nie powinno się przejść obojętnie. I odsyłam Was do mojej mini recenzji: >>klik<<


3. Upadki – Anne Provoost (EZOP, 2006)

     17-letni Lukas spędza wakacje na południu Francji w rodzinnym domu matki. Dramatyczne wydarzenia tego upalnego lata na zawsze odmienią jego życie. Chłopak odkryje mroczną tajemnicę swojego dziadka sięgającą czasów wojny i będzie musiał się z nią zmierzyć. Jednocześnie zwiedziony fałszywą przyjaźnią wplącze się w działania grupy młodych nacjonalistów, prześladujących arabskich imigrantów, i zapłaci za to bardzo wysoką cenę. Kiedy wreszcie odważy się zerwać z organizacją, ofiarą zemsty bojówkarzy stanie się jego dziewczyna, młoda Amerykanka, Caitlin. Okaleczona w sprowokowanym przez bojówkę wypadku, na zawsze będzie musiała porzucić marzenia o tańcu.

~*~

     Upadki Anne Proovost jest właśnie tą książką, kupioną nad morzem za 5 zł. Ona również wywołała burzę w mojej duszy. Wniknęłam i przepadłam w wykreowanym przez autorkę świecie. Świetnie ukazała nie tylko etapy dojrzewania, ale także poruszyła temat toksycznej przyjaźni. Z pewnością do niej powrócę, a ja odsyłam Was do króciutkiej recenzji: >>klik<< 

4. Odkrycie nieba – Harry Mulish (W.A.B., 2006)

     Holandia, rok 1967. Pewnej mroźnej nocy Maks genialny astronom, a przy tym ekstrawagancki kobieciarz zabiera autostopowicza. Jest nim Onno roztargniony filolog, piekielnie inteligentny mizantrop. Mimo różnic charakteru zostają przyjaciółmi. Szybko okazuje się, że łączy ich ta sama data poczęcia, a wkrótce także miłość do jednej kobiety pięknej wiolonczelistki Ady.

     Ta powieść to dzieło życia jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy holenderskich. Historia przyjaźni dwóch mężczyzn, których różni dosłownie wszystko. Maks, astronom, hedonista, erotoman i ekstrawertyk, oraz Onno, zagubiony, zamknięty w sobie filolog, spotykają się pewnej mroźnej nocy i odtąd stają się nierozłączni. Ich dyskusje są odbiciem najważniejszych filozoficznych i teologicznych sporów, a oni sami – mądrzejszymi o doświadczenia półwiecza braćmi bohaterów Czarodziejskiej góry Tomasza Manna. Obaj stają się uczestnikami rozgrywki tajemniczych sił i obaj ulegają urokowi tej samej kobiety. Kiedy rodzi się dziecko o niezwykłych zdolnościach, nie wiadomo, który z przyjaciół jest jego ojcem. Właśnie temu chłopcu jeden z aniołów powierzy niezwykłą misję: dostarczenie tablic z dziesięciorgiem przykazań z powrotem do nieba. Wspaniała, wielowątkowa opowieść o miłości, przyjaźni i zdradzie, o zmorach dwudziestego wieku i ludzkiej naturze, uwikłanej w walkę dobra ze złem.

~*~

     Odkrycie nieba „odkryłam” również przypadkiem. I bardzo się cieszę, że trafiła ona w moje ręce. Jest to historia niezwykle ciekawa, lecz trudno się ją czyta (a to za sprawą bardzo dużej ilości opisów). Zaskakuje fabuła, bohaterowie zapadają w pamięć, a przede wszystkim główną rolę odgrywa w niej niesamowity, trochę kosmiczny, klimat. Fragmentami po prostu mnie zatykała i wciskała w fotel. Niezwykle zaskakująca i wydaje mi się, że warta cierpliwości oraz poświęcenia.>>klik<< 

5. Dziewczyna z pomarańczami – Jostein Gaarder (Jacek Santorski & Co, 2004)

     „Dziewczyna z pomarańczami” to piękna opowieść o poszukiwaniu miłości i odwadze, by z trudnych ścieżek życia wybrać tę właściwą. 

      Pewnego dnia 15-letni Georg znajduje niezwykły list, którego nadawcą jest nieżyjący od lat ojciec. W chwili jego śmierci chłopiec miał zaledwie 4 lata. List przeleżał w dziecięcym wózku, czekając na chłopca. W liście ojciec opowiada o swojej miłości do tajemniczej Dziewczyny z Pomarańczami; zadaje pytania o sens życia, gdy śmierć wydaje się nieuchronna. Inspirowany listem chłopiec usiłuje sprostać pytaniom ojca, przekroczyć granicę czasu i śmierci. Pomoże mu w tym pisana właśnie książka, której patronuje Dziewczyna z Pomarańczami. 

     W znakomitej powieści, nie tylko dla młodzieży, Jostein Gaarder celuje prosto w serca czytelników i jak zwykle trafia w samo sedno.

~*~

     Jest to ostatnia pozycja z cyklu „Nieoszlifowane diamenty Dzosefinn”. Po tę pozycję sięgnęłam nieprzypadkowo. Dowiedziałam się o niej od kogoś znajomego (nie pamiętam dokładnie od kogo) i ten tytuł długo musiał czekać na swoją kolej. Okazja nadarzyła się dopiero na początku studiów, kiedy na półce w bibliotece rzuciła mi się ona w oczy. I oczywiście tą wzruszającą historię pokochałam od samego początku. Po lekturze moja przyjaciółka znalazła film nakręcony na podstawie książki Gaardera, ale w porównaniu do papierowej wersji, ekranizacja okazała się bardzo słaba.  >>klik<< 

     Jak napisałam wcześniej, bądź jak sami zauważyliście (a może i nie, ale czuję się w obowiązku zwrócić na to uwagę) odnośniki prowadzą do recenzji umieszczonych na portalu LubimyCzytać i szczerze powiedziawszy wszystkie są dosyć ‘ubogie’ w porównaniu do tego, co znajdujecie aktualnie na mojej stronie. Może w przyszłości, kiedy powrócę do tych ukochanych tytułów, to napiszę dłuższe opinie. Na razie muszą Wam starczyć te skromne zdania.

     To tyle, co na dzisiaj przygotowałam. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba z Was skusi się na jeden z wyżej wymienionych tytułów. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na Wasz odzew. A może czytaliście coś z tej listy i macie coś więcej do dodania, bądź nie zgadzacie się z moim zdaniem?

     Nie wiem kiedy pojawi się kolejne zestawienie, w każdym bądź razie mam nadzieję, że do tego czasu uda Wam się przeczytać coś z mojej listy ulubionych!

     Do napisania!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...