9 lipca 2014

WIT Bonia - "Nie zabija się czarnego kota"

źródło: Zaczytani.pl
Bonia Wit
Nie zabija się czarnego kota

Novae Res, 2014
s. 305
958-83-7942-093-3
Cena: 33,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

Podróż na Mazury staje się dla Piotra pasmem dziwnych zdarzeń i niefortunnych okoliczności. Czarny kot, którego przejechał na drodze, nawiedza go w snach i powoli staje się jego obsesją. Od wyjazdu na Mazury mężczyznę nie opuszcza pech. Najpierw płonie jego tartak, potem dowiaduje się, że w wyniku przelotnego romansu ma pięcioletnią córkę Gabrysię. Dziwnie sformułowany testament staje się przyczynkiem do weryfikacji planów życiowych głównego bohatera oraz innego spojrzenia na dotychczasowe życie.

Ciepła, optymistyczna opowieść, którą czyta się z uśmiechem i wzruszeniem.

~*~

Przesądy… Chyba każdy z nas mógłby bez zająknięcia przytoczyć kilka z nich np. nie przechodzi się pod rozłożoną drabiną, trzeba uważać na lustra – stłuczenie ich przynosi pecha i nieszczęście na kolejne 7 lat, czy też trzy razy świadkuje, ten sam nie ślubuje… Inne są mniej lub bardziej złowieszcze, ale powiedzmy sobie szczerze – kto z nas nie woli dmuchać na zimno? - obchodzić się z lustrem jak z jajem, widząc przebiegającego drogę czarnego kota nie splunąć za siebie trzy razy, czy też odpukać w niemalowane? Ja należę do tego typu osób, które raczej nie wierzą w przesądy, ale wolę dla pewności trzy razy popukać i mieć „święty spokój”. To na pewno nie powinno zaszkodzić, prawda? ;)

Autorka niniejszej książki, Bonia Wit oparła swoją historię na przesądzie z czarnym kotem w roli głównej. Co z tego wyniknęło? Szereg komplikacji, które można zrzucić na bogu ducha winnego zwierzaka, ale także mogą one przynieść ze sobą wiele dobrego.

Piotr, trzydziestopięcioletni przedsiębiorca jest takim typem mężczyzny, któremu jeszcze daleko do zakładania rodziny, a co za tym idzie ustatkowania się. Poznajemy go jako typowego podrywacza, ale także dobrego i rozsądnego szefa oraz mieszczucha skupionego na swojej zawodowej karierze. Czarny kot, który pojawił się na drodze wywołał (według bohatera) lawinę niefortunnych zdarzeń. Piotr będzie zmuszony nie tylko zaakceptować to, co niesie mu życie, ale także przewartościować je na nowo, ponieważ niespodziewanie spadnie na niego opieka nad pięcioletnią córką… Jak główny bohater odnajdzie się w nowej życiowej roli? Tego dowiecie się z Nie zabija się czarnego kota.

Autorka w swojej książce poruszyła wiele istotnych tematów – przede wszystkim poświęcenie się dla drugiej osoby, upór w dążeniu do spełnienia obietnic i marzeń, a także to, że nigdy nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ukazała prawdziwe życie, w którym za swoje czyny trzeba ponosić odpowiedzialność oraz umieć zmierzyć się z wyzwaniami, jakie przed nami stawia los. Autorka poprzez swoje dzieło zaznacza również, iż przesądy – jak chociażby tytułowy czarny kot może wypłynąć (lecz nie musi) na dalsze życie człowieka. Nie powiedziane jest przecież, że na gorsze, zresztą ludzie dopiero po czasie uświadamiają sobie jaki ten pech okazał się szczęśliwy.

Nie zabija się czarnego kota jest bardzo dojrzałą lekturą, zdecydowanie nie naiwną! Akcja powieści jest bardzo dynamiczna, czasami aż za bardzo, przez co czytelnik może poczuć się zagubiony, a nawet nieusatysfakcjonowany. Za szybko, czasem gwałtownie kończą się niektóre wątki, mnie to zbytnio nie przeszkadzało, ale na przykład mojej bratowej już tak… Spodziewałam się po niej dwóch mocno przeciwstawiających się klimatów – dużego miasta i polskiej wsi. Niestety ja zupełnie go nie odczułam tak, jak powinnam. Można to porównać do upieczonego i aromatycznego ciasta sąsiadki - możesz tylko rozkoszować się zapachem i zazdrościć jej rodzinie, że go skosztuje…

Bohaterowie, podobnie jak akcja są bardzo dynamiczni, a szczególnie Piotr. Bardzo lubię, gdy na moich oczach postać się zmienia. Bernadetta oraz pozostałe osoby są żywe i niezwykle kolorowe. Benia razem z Piotrem stworzyli dosyć ciekawą i niekonwencjonalną „parę”. Szkoda tylko, że tak nagle Bernadetta zmieniła swój stosunek do tegoż bohatera. Skupiając się na samej kobiecie to w pewnym momencie zaczęłam ją podziwiać za upór, wytrzymałość i wielką miłość do niepełnosprawnego synka. Trudno mi nawet pomyśleć o tym, czy poradziłabym sobie z życiem na jej miejscu. Z pewnością jest to taki typ bohaterki, z której z pewnością można brać przykład.

Szczerze powiedziawszy Nie zabija się czarnego kota niezbyt wyróżnia się na tle innych książek z tego gatunku. Wielkim plusem są przede wszystkim postacie, a dodatkowo sam tytuł przykuwa uwagę czytelnika. Książka ta nie jest złą lekturą, ale jednocześnie niczego diametralnie nie zmieniła w moim życiu. Ktoś mądry powiedział, że książka powinna w duszy czytelnika wywołać obrażenia.. Niestety jej się to nie udało, lecz jest przyjemną i miłą lekturą.

~*~

 Na przeszłość nie ma rady. Zawsze będzie wracać, czy chcemy tego, czy nie. [1]

~*~


Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res

___
[1] WIT B.: Nie zabija się czarnego kota. Gdynia: Novae Res 2014, s. 274.

6 komentarzy:

  1. Mnie ta książka zupełnie nie przekonuje, a tytuł jest irytujący - z resztą wiesz, jak ja kocham zwierzaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akcja czytelnicza - http://monweg.blog.onet.pl/2014/07/09/podaj-dalej-czyli-ksiazka-w-podrozy-odblask/

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam różne opinie na temat tej książki. Ja jakoś nie mam wielkiej chęci po nią sięgnąć, ale kiedyś, przy odrobinie nudy, czemu nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę szkoda mi czasu na przeciętniaczka, więc raczej odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem przyjemnie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect