29 sierpnia 2013

ŁAWSKI Aleksander - "Kręte ścieżki"


Aleksander Ławski

Kręte ścieżki

Novae Res, 2013
s. 267
978-83-7722-858-6
Cena: 29,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2 cm)
+ 52 książki

ocena: 4/10

~*~

„Kręte ścieżki” to współczesna powieść osadzona w latach „późnego PRL-u” i lat 90. nowej Polski. Opisuje losy Anny, która szuka własnej drogi życiowej i napotyka zło wynikające z systemu. Nie mając żadnego oparcia ani w szkole, ani w rodzinie zaczyna się gubić. Wywodzi się ze środowiska wiejskiego, gdzie po jednej stronie jest Kościół, a po drugiej fałsz i zakłamanie w rodzinie. Najwyższą wartością staje się posiadanie dóbr. To ono stanowi kryterium oceny człowieka. Przykładem takiej postawy jest matka Anny: „jeśli masz, to jesteś coś wart, a jak nie masz, to jesteś głupi”. Każdy z bohaterów szuka miłości, lecz czasem, aby ją odnaleźć, trzeba przejść przez zawikłane meandry życia.

~*~

Różne są koleje losu. Jedni z nas mają wpływ na to, co się wokół dzieje, a niektórzy niestety nie. Warto jednak przypomnieć pewien ważny fakt: to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Otoczenie w mniejszy, lub większy sposób może wpływać na nasze decyzje, ale głównie to my ponosimy wszelkie konsekwencje. I to my jesteśmy panami naszego losu – nikt inny nie może tego zmienić. No chyba, że stajemy się niewolnikami własnego życia.

Kim jest Anna i dlaczego stała się taką, a nie inną osobą?

Główną bohaterkę poznajemy dzięki narratorowi, mężczyźnie, który był jednym z wielu w jej życiu. Przedstawia on, wbrew pozorom smutny obraz kobiety – większość by powiedziała „wyzwolonej”, ale przede wszystkim kobiety nieszczęśliwej. Femme fatalne. Jak większość z nas, poszukuje ona miłości, ale po drodze napotyka różnorakie przeszkody. One kreowały od początku jej, dość trudny i dla większości (może się wydawać), niezrozumiały charakter. Wszystkie zabiegi oraz decyzje okazywały się niewłaściwe i mimo ostrzeżeń otoczenia, w którym się obracała, Anna uparcie kierowała się swoim rozumem. Gdy coś nie szło po jej myśli, kiedy przegrywała walkę z rzeczywistością, zbierała plony swoich decyzji, jedynym miejscem, gdzie mogła się schronić był rodzinny dom. Jednak, wbrew pozorom, nie była to szczęśliwa przystań, o której by większość z Was pomyślała. Ale dom zawsze pozostanie domem i bez znaczenia jaki on jest. Zawsze się do niego powraca.

Autor w Krętych ścieżkach przedstawia konkretną historię. Kobiety, która nie potrafi poradzić sobie z życiem i to na wszystkich płaszczyznach: dom, rodzina, nauka, praca. Wszędzie potrzebuje wsparcia, ale niestety płaci za nie (jak dla mnie) bardzo wysoką cenę. Podziwiam ją jednak. Za chart ducha. Podziwiam bohaterkę za te wszystkie podjęte decyzje. Kobieta niezwykle odważna, ale trudno powiedzieć czy w pozytywnym sensie. Może zbyt lekkomyślna. Jest tak różna ode mnie, że wywołuje we mnie skrajne emocje. Zachowanie jej zupełnie do mnie nie trafia i chyba żaden czytelnik nie pochwali jej toku myślenia. Natomiast jej chęć zmian, wola walki naprawdę może wprawić w zdumienie. To jest coś wyjątkowego i rzadko spotykanego w toczącym się wokół nas życiu. A to, że Anna i jej działania skazane są na niepowiedzenie, to już inna historia.

Ale mimo tego wszystkiego, całej tej otoczki kobiety fatalnej, zagubionej, Kręte ścieżki nie przemówiły do mnie. Nie wywołały emocji, na które liczyłam, jedynie, to lekki wstręt. Zapytacie dlaczego? Akcja powieści kręci się wokół kilku rzeczy: Anny, seksu oraz mężczyznach. A najwięcej było scen erotycznych, jednakże nie aż takich, jakie serwuje specjalistka w tej dziedzinie – Erika Leonard.  Co fragment, to: nowy mężczyzna, seks, zerwanie (najczęściej z jej strony) i powrót do rodzinnych stron. Było to dla mnie trochę za dużo. W pewnym momencie przez głowę przeszła mi myśl „ile można?” i jak długo to będzie się ciągnęło. Ale wbrew pozorom Kręte ścieżki czytało mi się ją bardzo dobrze i przyjemnie.

Na zakończenie chciałabym odpowiedzieć autorowi na zadane pytanie, które skierował do odbiorców tej książki:

Zastanawiała się, czy mogła nim inaczej pokierować. Czy w którymś momencie mogła zmienić jego bieg…
Pozostawiam ten problem czytelnikowi. [1]

Wydaje mi się, że mogłaby wszystko. Wystarczyłoby, by na chwilę stanęła w miejscu i zastanowiła się nad konsekwencjami, jakie wynikną z takiego, a nie innego postępowania. Zawsze mogła się wycofać z niekomfortowej sytuacji. W końcu to kobieta wolna, mająca możliwość wyboru. Tak, albo nie. Niestety w tym przypadku zwyciężyła chęć wybicia się za wszelką cenę.

~*~

Ciało jest ważne, ale nie tylko ono stanowi o wartości człowieka. [2]

[…] życie przynosi tyle niespodzianek i nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć w danej chwili. [3]

Dawna miłość jest jak przebyta choroba – zostawia ślad na cale życie. [4]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] ŁAWSKI A.: Kręte ścieżki. Gdynia: Novae Res 2013, s. 267.
[2] Op. Cit., s. 149.
[3] Op. Cit. s. 188.
[4] Op. Cit. s. 13.

25 sierpnia 2013

RAYBURN Tricia - "Głębia"

Tricia Rayburn
Głębia
(Undercurrent)

tł. Anna Kloczkowska

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2011
s. 368
978-83-245-9029-2
Cena: 32,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,7 cm)
+ 52 książki

ocena: 8/10

~*~

Odkąd Vanessa Sanda odkryła, kto zamordował jej siostrę, a wszystko, co wiedziała o swojej rodzinie, okazało się kłamstwem, jej świat runął. Osobiste problemy bohaterki przestają jednak mieć znaczenie w obliczu powrotu żądnych zemsty istot z Winter Harbor. Teraz Vanessa musi zmierzyć się z przeszłością i zaakceptować fakt, że jest dokładnie taka sama jak one - równie kusząca i równie niebezpieczna...

~*~

Głębia to druga część trylogii zatytułowanej „Syrena”. Dla przypomnienia: w pierwszej części poznajemy siedemnastoletnią Vanessę, której życie ulega diametralnej zmianie. Poukładane dotychczas nastoletnie życie bohaterki, rozpada się jak domek z kart. Pojawia się wiele tajemnic, które musi odkryć ona sama. Jej siostra, Justine staje się ofiarą nieszczęśliwego wypadku, a ona i jej przyjaciele muszą stawić czoło nie tylko rzeczywistości bez przyjaciółki, ale również mitologicznym istotom, które naprawdę istnieją. By powstrzymać rządne krwi syreny, Vanessa poświęca się i tym samym staje się taka jak one… A to wszystko przez płynącą w jej żyłach krew Nenufarów. Wbrew pozorom i tak większość tajemnic pozostaje w ukryciu i czekają na swoją kolej, by ujrzeć światło dzienne. Głębia rozwiewa większość z nich, ale jeszcze nie wszystkie.

W tej części główna bohaterka musi poradzić sobie z konsekwencjami, które spadły na nią w momencie poświęcenia się dla dobra społeczności Winter Harbor. Ale nie tylko ona, również i Paige musi odnaleźć się w nowym otoczeniu i poradzić sobie ze stratą bliskich. Brew pozorom idzie jej to całkiem dobrze, z pewnością lepiej, niż Vanessie. Do tego dochodzi (stety, niestety) nowa postać, przez co znowu będziemy (przez chwilę) świadkami miłosnego trójkąta, jak w tego typu powieściach dla młodzieży. Nie jestem do końca przekonana, czy autorka słusznie zrobiła, ale z pewnością plusem jest to, że drugi chłopak nie jest taki, jak większość, występujących w historiach dla nastolatek. Nie jest zaślepiony miłością do głównej bohaterki i wbrew pozorom wzbudza sympatię nie tylko sposobem bycia i charakteru, ale również podejścia do tego, co go otacza. Jest taki ludzki, inny i prawdziwy, że po prostu nie sposób go nie polubić. Nerwy można mieć tylko na Vanessę, która zachowuje się, jak nie ona. Powiem szczerze, że trochę brakowało mi tej bohaterki z pierwszej części.

Jak wspomniałam, w Głębi pojawiają się starzy bohaterowie, ale również i nowi, którzy wprowadzają w trylogię powiew świeżości. Ale i nie tylko. Namieszają oraz pozostawią czytelnika w niepewności do kolejnego tomu. Co rzuciło mi się dopiero przy tym tomie, to podobieństwo jednego z bohaterów, do postaci z serii o Sookie Stackhouse. Chodzi mi tutaj o kucharza pracującego w restauracji „U Betty”, Louisa, a kucharza z restauracji „Merlotte”, Lafayette’a. Mnie to nie przeszkadzało, ale przy czytaniu miałam wrażenie, jakbym już tą postać skądś znała. Może przypadek, może i nie zamierzone działanie autorki, ale trochę ujmuje to (w moich oczach) na oryginalności. Ale tylko troszeczkę.

Jeśli chodzi o styl i język, to Głębia niewiele różni się od poprzedniej części. Podobnie szybko się ją czyta i tak samo wciąga. Jak wniknie się w wykreowany przez autorkę świat, to trudno od niego uciec. Jedynie, czego mi brakowało, to mrocznego klimatu Winter Harbor, ale tylko dlatego, że większość akcji rozgrywała się poza jego granicami. Wbrew pozorom, na nudę nie można narzekać.

W recenzji Syreny wspominałam, że autorka porusza wiele trudnych tematów. Głębia w tym przypadku również nie odstaje. Tym razem w historii poruszono problem kłamstwa i utajania prawdy przed bliskimi. Oczywiste jest to, że jak kogoś mocno się kocha, to chce się go za wszelką cenę chronić. Nawet za cenę prawdy, bo uważa się, że w tej sposób najlepiej uchroni się ukochaną osobę. Na chwilę, owszem, ale nie na zawsze. I jak pokazuje Głębia, nie przez kłamstwo wiedzie droga ochrony. Dobrymi chęciami piekło zbudowano. Nie wiem jak Was, ale mnie uczono, że zawsze lepsza gorzka prawda, niż słodkie kłamstwo. I jak można być światkiem w tejże historii, te utajone prawdy nie wyszły na dobre wszystkim. Ani osobom, które je skrywały, ani tym, przed którymi prawdę chowano. Na szczęście obok tego Głębia pokazuje, jak bohaterowie wyciągają wnioski i próbują naprawiać powstałe na tym tle szkody.

Ogólnie rzecz ujmując jest to bardzo dobra kontynuacja, bardzo ciekawej serii dla nastolatek. Nie pozostaje mi nic, oprócz zachęcania Was do tej trylogii, jak sięgnąć po ostatnią część, a mianowicie Mroczną toń.

~*~

W serii Syrena ukazały się:
Syrena // Głębia // Mroczna toń

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat


17 sierpnia 2013

RAYBURN Tricia - "Syrena"

Tricia Rayburn
Syrena
(Siren)

tł. Anna Kloczkowska

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2011
s. 359
978-83-245-8989-0
Cena: 32,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,5 cm)
+ 52 książki

ocena: 8/10

~*~

Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w towarzystwie braci Carmichaelów. Jednak kiedy Justine wybiera się nad urwisko, by skakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż wypadek.

Całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy następuje seria ponurych zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w uśmiechu… Vanessa i Simon próbują ustalić, czy te wypadki mają cokolwiek wspólnego z Justine i Calebem. Ale to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a może nawet życia…

~*~

Syreny, podobnie jak inne istoty nadprzyrodzone zawsze wzbudzały ciekawość i zainteresowanie. Większość z nas, przynajmniej ja, pierwszy raz mogłam poznać je dzięki produkcji Disney’a pt. „Mała syrenka”. Można powiedzieć, że była to przyjemna forma zaznajamiania się z nie tylko z samymi istotami morskimi, ale i całym ich otoczeniem. Kolejnym źródłem wiedzy na ich temat była mitologia. W przeciwieństwie do przytoczonej przeze mnie bajki, nie opisywała ona słodkich i kolorowych syrenek, które za przyjaciół mają różne rybki i kraby, lecz bezwzględne i rządne krwi istoty morskie. Może nie wyprowadzały, ale kierowały nieświadomych żeglarzy na pewną śmierć. I na tych dwóch źródłach skończyła się moja przygoda z syrenami. Odkąd czytanie stało się moją pasją, nie natrafiłam na książkę, w której by wykorzystano właśnie te piękne mitologiczne postaci. Więc, gdy na rynku wydawniczym pojawiła się Syrena, postanowiłam sobie, że kiedyś, w przyszłości na pewno ją przeczytam.

Syrena to pierwszy tom z trylogii, noszący taki sam tytuł. Poznajemy sympatyczną nastolatkę o imieniu Vanessa, która mieszka z rodzicami i siostrą w Bostonie, w Anglii. Lecz akcja toczy się nie w tym, konkretnym miejscu, lecz w miejscowości Winter Harbor, gdzie rodzina Sands ma domek letniskowy, położony nad jeziorem. Z treści dowiadujemy się również, że Vanessa jest młodszą siostrą i są z Justine bardzo od siebie różne. Jedna jest przebojową duszą towarzystwa, a druga cichą, nieśmiałą, spokojną i opanowaną przez lęki nastolatką. Jak łatwo się domyśleć, a może i nie, jedna staje się opoką dla głównej bohaterki. I kiedy nadchodzi strach, z którym Vanessa nie potrafi sobie poradzić, na pomoc przychodzi jej siostra, która staje się mostem między fikcją, a rzeczywistością. Co jeszcze rzuca się w oczy, to fakt, że jedna życie w cieniu drugiej. I tą w cieniu nie jest bynajmniej Vanessa. Justine chce za wszelką cenę udowodnić wszystkim, że… Istnieje. Bo przy swojej młodszej siostrze zawsze gasła…

Jednakże Justine nie dane było być zawsze cieleśnie przy swojej młodszej siostrze. Przez nieszczęśliwy i tajemniczy wypadek siostry, Vanessa zmuszona jest walczyć sama ze swoimi demonami. Ale gdzieś, głęboko w sercu kiełkują niedopowiedzenia oraz pytania. Dlaczego? Jak? Czy naprawdę znała swoją siostrę? A do tego dochodzą tragiczne i niewyjaśnione zdarzenia, których tajemnicę postanawia rozszyfrować razem z Calebem i Simonem, braćmi mieszkającymi po sąsiedzku w Winter Harbor. A żeby nie było mało, między jednym z braci a Vanessą zaczyna iskrzyć. Jaką więc rolę odgrywają w tej całej powieści syreny? Dowiecie się tego sięgając po tę lekturę.

Chciałabym jeszcze zwrócić Waszą uwagę na nazwisko głównej bohaterki. Sands – sand to z angielskiego piasek. Zbieg okoliczności? Wątpię ;).

Syrena jest typową książką paranormal romance, lecz zamiast ujarzmionych i poskromionych wampirów, wilkołaków i zmiennokształtnych, pojawiają się syreny. I właśnie na tle innych powieści wchodzących w skład paranormal romance, właśnie tym się wyróżnia. Coś nowego, świeżego i oryginalnego. Syreny, powiadacie… Z pewnością obok niej nie można przejść obojętnie.

Historia napisana jest lekkim, młodzieżowym i plastycznym językiem. Zachowanie bohaterki nie wywołuje w czytelniku negatywnych emocji (jak niestety często się zdarza przy tego typu książkach). Ogólnie, to wszystkie postacie są ciekawe, różnorodne i wywołują podobnie różne uczucia. Do niektórych pałamy większą, a do innych mniejszą sympatią. Ale to tylko przez charakter, jaki nadała im autorka tworząc powieść. Co trzeba zaznaczyć, nie przytłaczają one swoją osobą. Ta, wyżej wspomniana różnorodność, oraz częste i niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że czytelnik w lekturze tonie. Cóż więcej rzec? Historia kończy się, jak łatwo się domyśleć, niedopowiedzeniami, przez co jeszcze bardziej zachęca czytelnika do sięgnięcia po jej kontynuację.

Wiele osób może uznać, że jest to lektura pełniąca tylko rolę rozrywki. Nie! Wbrew pozorom Syrena nie tylko bawi, ale również porusza wiele, może nie trudnych, ale skomplikowanych tematów takich jak: radzenia sobie po utracie bliskich oraz szalejącymi w ciele emocjami, walki z własnymi demonami i lękami. Ponad to pokazuje jaką siłę ma wiara, nadzieja i miłość, a przede wszystkim ukazuje nam jak bardzo niebezpiecznym i zmiennym żywiołem jest woda i że z nią nie ma żartów.

Ogólnie rzecz ujmując jest to bardzo przyjemna i pouczająca historia. Kierowana jest ona do nastolatek, ale sądzę, że dorosły czytelnik też coś w niej dla siebie znajdzie. Wydaje mi się, że to książka nie tylko na lato, ale na wszystkie pory roku. Z pewnością jest to obowiązkowa lektura dla tych, którym nie obce są losy Wynter Moorehawke (Trylogia Moorehawke) czy Gemmy Doyle (Trylogia Magiczny Krąg). Dlaczego? Ponieważ jak wspomniałam wyżej, nie znajdzie się w niej oklepanych postaci.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za drugi tom Syreny, czyli Głębię.

~*~

Kiedy się kogoś kocha, tak mocno, jak ja kochałem twoją siostrę, nie ma rzeczy, których by się nie zrobiło. [1]

~*~

W serii Syrena ukazały się:
Syrena // Głębia // Mroczna toń

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat


___
[1] RAYBURN T.: Syrena. Poznań: Wydawnictwo Dolnośląskie 2011, s. 319.

13 sierpnia 2013

SZYMONOWICZ Piotr - "Kalejdoskop"

Piotr Szymonowicz
Kalejdoskop


Novae Res, 2013
s. 259
978-83-7722-829-6
Cena: 29,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,9 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

„Kalejdoskop” opowiada o szarym i schematycznym życiu młodego człowieka, który czuje się samotny i pragnie odnaleźć swoje własne miejsce na świecie. Pomimo medycznie stwierdzonej depresji, rodzice nie są w stanie zapewnić mu poczucia bycia kochanym i zauważanym. Jedyną odskocznią od melancholijnej egzystencji jest znajomość z niekonwencjonalnie myślącym kolegą Arturem. Pod pretekstem odnalezienia czegoś więcej, bohater decyduje się na odbycie podróży, która, za sprawą przedawkowania narkotyku, okazuje się być wielką i złożoną konfrontacją dotychczasowego życia bohatera z jego prawdziwą naturą.

Wnikliwa i pełna alegorii opowieść o ucieczce przed samym sobą. Miejsca, do których trafia główny bohater, stają się pretekstem do zadania wielu bardzo ważnych pytań, i skłaniają do prób udzielenia na nie odpowiedzi. Te jednak rzadko bywają jednoznaczne, a autor pozostawia rozważenie każdej z nich czytelnikowi.
  
~*~

Zadam Ci, drogi czytelniku, pytanie. Nie jest ono ani podchwytliwe, ani łatwe, ani trudne. Jest natomiast jednym z takich, które wywołuje wiele skrajnych emocji. Domyślasz się, jak ono brzmi?

     Kim jesteś?

Kalejdoskop… Z czym ten wyraz Wam się kojarzy? Z zabawką z okresu dzieciństwa?  Serią przypadkowych barw? A może z niczym, jak mi. Ponieważ nie miałam możliwości chociaż raz, spojrzeć przez to urządzenie na otaczający mnie świat. Może przez to, a może nawet dzięki temu, odbioru tej książki nic mi nie zakłóciło. Żadnych skojarzeń. Tabula rasa.

Na postawione przeze mnie, wyżej, pytanie starał się odpowiedzieć bohater Kalejdoskopu. Jest nim szesnastoletni chłopak, który przez panującą jesień, zapada na depresję. Została ona wywołana, nie tyle, co przez porę roku, ale otaczającą go szarą rzeczywistość. Ucieczką przed tym wszystkim, okazuje się, można rzec najgorsza możliwość – narkotyki.

Razem z nim i jego alter ego, Arturem, wyruszamy w podróż do miasta o nazwie Szczęście. I mimo konsekwencji, z którymi bohater zdaje sobie sprawę, wsiada do pociągu ku szczęściu. Ale jak wiadomo, a może i nie, droga do tego stanu/miasta, jest długa i monotonna. A samo miejsce nie jest takie, na jakie początkowo się wydaje być. Dotarłszy do celu, bohater odkrywa jego wiele wcieleń i barw. Osobno stanowią bezsensowne byty, jednakże połączone pokazują obraz Szczęścia, do którego podążał bohater. W późniejszym rozrachunku podróż ta okazuje się ucieczką, można powiedzieć, od wszystkiego: domu, problemów, rodziny, społeczeństwa, szkoły, a nawet ucieczką od prawdy i w końcu – od samego siebie.

W Szczęściu spotyka wielu przewodników, którzy oprowadzają i opowiadają o miejscu, w którym aktualnie postać się znajduje. Ma się wrażenie, że ci „mentorzy” chcą uchronić go przed nadciągającymi nieuchronnie zmianami. I jak łatwo się domyśleć, podróż w głąb siebie okazuje się łatwiejsza, niż samo wyjście z niej. Jedno jest wszakże pewne. Niby tyle nauk i złotych myśli w trakcie projekcji, a i tak rozmywają się oraz tracą sens w zderzeniu z rzeczywistością.

A może jednak nie? Mimo panującego chaosu, zostanie jakaś cząstka, zakorzeni się na tyle głęboko w umyśle nastolatka, że po powrocie będzie ją pamiętać i czuć?

Kalejdoskop to lektura, która przenosi nas w świat nierealny, surrealistyczny. Projekcje wyobraźni bohatera pochłaniają czytelnika, aż trudno się od nich oderwać, czy nawet uciec. I chodzą za Tobą, jak cienie, kuszą i mamią. Przede wszystkim do historii opowiadanej przez autora trzeba podejść z dystansem. Inaczej ona pochłonie i nie odda tak łatwo. Jednym słowem – hipnotyzuje. Nie będziesz nawet wiedział, drogi czytelniku, kiedy wrócisz do swojej rzeczywistości.

Przez fabułę po prostu się płynie. Język jest przyjemny, lecz z drugiej strony bardzo usłany filozoficznymi zwrotami typu  jamais vu[1] i innymi, które niestety trochę zakłócają bieg akcji. Dlaczego? Niektóre wyrazy oraz zwroty są nieznane (nawet mnie) i to zmusza czytelnika do oderwania się od lektury w celu poszukiwania definicji. Dodatkowo, niekiedy zbyt pompatyczna forma przesłania emocje, jakie targają ciałem i duszą młodego człowieka, które są niezwykle interesujące.

Przyznam, że nie była to prosta i lekka książka. Ale na swój sposób urzekająca, intrygująca i nieprzeciętna. Wydaje mi się, że wymagający czytelnicy będą po tej lekturze usatysfakcjonowani. Ale pewnie znajdą się i tacy, którzy uznają ją za nudną i niezrozumiałą. A jak ja ją odebrałam? Jako barwną odskocznię od rzeczywistości.

~*~

Czasem uciekamy tylko po to, aby przekonać się, kto za nami podąży. [2]

To całkiem zabawne, jak ludzie gardzą i nienawidzą innych ludzi za rzeczy, które oni sami robią. [3]

Ten, kto odchodzi i wraca zawsze jest kimś innym, niż był. [4]

Nic tak nie łączy ludzi jak wspólny smutek. [5]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] Obejmuje sytuacje, w których obserwator ma poczucie niesamowitości oraz wrażenie pojawienia się danej sytuacji po raz pierwszy w życiu. Przeciwieństwo déjà vu.
[2] SZYMONOWICZ P.: Kalejdoskop. Gdynia: Novae Res 2013, s. 67.
[3] Op. Cit., s. 88.
[4] Op, Cit., s. 110.
[5] Op. Cit., s. 121.

11 sierpnia 2013

PRUSKO Paweł - "Porcelanowa pozytywka"

Paweł Prusko
Porcelanowa pozytywka


Novae Res, 2013
s. 301
978-87-7722-787-9
Cena: 33 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)
+ 52 książki

ocena: 9/10

~*~

Pełna namiętności i licznych zwrotów akcji opowieść o dorastaniu, próbie odnalezienia samego siebie, a także… zagadkowej melodii pochodzącej z porcelanowej pozytywki.

Jeremy Bingley nie potrafi otrząsnąć się po stracie ukochanej siostry bliźniaczki. Czuje się odtrącony i nierozumiany nawet przez najbliższą rodzinę. Pewnego dnia, w nadziei na poprawę samopoczucia, wyrusza na wycieczkę w góry ze szkolnymi przyjaciółmi. Niestety, podczas zjazdu na nartach dochodzi do wypadku. Wydarzenie to wyzwala lawinę zdarzeń, które na zawsze odmienią życie Jeremy’ego. Zostaje uratowany przez grupę ludzi oraz zmuszony do zamieszkania w tajemniczej posiadłości Andrei Sorel’a. Czy bohaterowi uda się w końcu rozprawić ze swoimi rozterkami i odnaleźć to, czego szuka?

Porcelanowa pozytywka jest wzruszającą historią o zagubionym chłopcu, który staje się mężczyzną.

~*~

Czym jest dla Ciebie rodzina? Może to najważniejsza i najdroższa wartość, bez której nie wyobrażasz sobie swojego życia? A może jest ona dla Ciebie niczym? Nie wywołuje skrajnych lub żadnych emocji? Jednakże każdy podświadomie do niej dąży. Chce stworzyć coś na miarę gniazda i schronienia, by po powrocie z pracy móc z kimś podzielić się wrażeniami minionego dnia. By po prostu nie być samemu w czterech ścianach. Porcelanowa pozytywka właśnie porusza ten niełatwy temat, jakim jest rodzina oraz poświęcenie.

Jeremy Bingley żyje na pozór w szczęśliwej rodzinie we Włoszech pod koniec XIX wieku. Los sprawia, że dotychczas poukładane życie ulega diametralnej zmianie. Jego siostra bliźniaczka, Maggie, umiera w wyniku tragicznego wypadku, a po niej pozostają wspomnienia, porcelanowa pozytywka, zagadka tajemniczej, na pozór, melodii oraz sny, w których ona występuje jako zwiastun dobrych wiadomości.

Jakby jednej tragedii było mało, na rodzinę Bingley’ów spadają kolejne, w tym zaginięcie brata bliźniaka Maggie, Jeremiego oraz poszukiwanie ukojenia rodziców dzieci, w alkoholu. Pierworodny syn, Georgie, po kilku latach wyrusza na poszukiwanie zaginionego brata. Czy uda mu się to przedsięwzięcie? Przekonacie się o tym sięgając po Porcelanową pozytywkę.

Oprócz zmagań tej konkretnej rodziny z trudami życia, przedstawione są losy jeszcze kilku z nich. I każda z nich dąży do jednego. A mianowicie do szczęścia i spokojnej oraz radosnej przyszłości. Czasami nawet kosztem innych. Ale powiedzmy i przyznajmy szczerze: kto nie poświęciłby wszystkiego co ma i co go otacza, by najbliższym nic nie brakowało?

Kolejną sprawą, którą autor porusza w tejże książce, to przeznaczenie. Historia opowiedziana przez Jeremiego udowadnia, że nic nie dzieje się przypadkiem, że to, co jest nam pisane i tak się spełni. Prędzej, czy później ono nas dosięgnie.

Uważam, że nic nie dzieje się przypadkiem. […] Inaczej to wszystko, co nas spotyka, nie miałoby sensu. [1]

I ja też tak sądzę, ponieważ nie raz życie pokazało mi, jak bardzo mogę się mylić.

Jak wspomniałam wyżej akcja toczy się na przełomie wieków XIX i XX. Jest ona osadzona w klimatycznych Włoszech, a konkretnie Aostcie oraz w Cormayeur i posiadłości Andrei Soreli, położonej wysoko w górach. Opisy przyrody, przenoszą nas w wykreowany przez autora świat. Nie jest on w żaden sposób przytaczający, ani uciążliwy dla czytelnika, dlatego można je uznać, za jeden z plusów Porcelanowej pozytywki.

Za tą lekturą przemawia wiele pozytywnych aspektów. Przede wszystkim poruszane tematy tj. rodzina, wiara, miłość, nadzieja. Następnie ciekawi i różnorodni bohaterowie. Kolejnym to tło fabuły oraz bardzo płynny i lekki język. Porcelanowa pozytywka, to nie tylko miła lektura odrywająca od wszechobecnych trosk. Bardzo często skłania do refleksji nad własnym życiem oraz wywołuje w czytelniku wiele różnorodnych emocji. Dodatkowo na długo zapada w pamięć, może nie konkretnie treść, lecz atmosfera i klimat powieści. Z pewnością nie pozwala o sobie zapomnieć. Cóż więcej rzec? Jak dość często wspominam w recenzjach, dobra książka obroni się sama i tak naprawdę nie potrzebuje rozbudowanych opinii. I tak właśnie jest z Porcelanową pozytywką.

~*~

Dopiero później nauczyłem się, że chcąc naprawić świat, należy zacząć właśnie od siebie, a innych pozostawić w spokoju. [2]

Myślę, że na świecie zawsze musi istnieć pewna równowaga: potrzebujemy logicznych i nielogicznych, kierujących się rozsądkiem lub uczuciami, tych błyskotliwych i tych nierozgarniętych. Najcudowniejsze jest jednak to, że cechy te w różnych proporcjach znajdują się w nas samych. Po prostu niektóre budzą się i zasypiają, a inne zostają już na zawsze. Niekiedy nas nękają i nie dają zasnąć, a niekiedy ratują z opresji. [3]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



___
[1] PRUSKO P.: Porcelanowa pozytywka. Gdynia: Novae Res 2013, s. 165.
[2] Op. Cit., s. 112.
[3] Op. Cit., s. 251.

8 sierpnia 2013

NOËL Alyson - "Greckie wakacje"

Alyson Noël
Greckie wakacje
(Cruel Sumer)

tł. Grażyna Borkowska

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013
s. 223
978-83-245-9252-4
Cena: 29,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,6 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

Powieść Alyson Noël to lektura na gorące wakacyjne dni. Colby wreszcie zaczęła wspinać się po licealnej drabinie społecznej – zaprzyjaźnia się z Amandą, najbardziej popularną dziewczyną w szkole, i nawiązuje bardzo bliską znajomość z przystojnym Levim. Wtedy spotyka ją cios: rodzice rozwodzą się. Aby odsunąć córkę od tych wydarzeń, wysyłają ją do Grecji w odwiedziny do zwariowanej ciotki…

~*~

Większość z nas ma pełne i szczęśliwe rodziny. Owszem, czasami obok radosnych chwil, zdarzają się również i te trudne momenty. Jednakże zawsze staramy się za wszelką cenę wyjaśnić wszystkie spory i połączyć zwaśnione strony. Ale niestety czasami same chęci nie wystarczają i jesteśmy świadkami pewnego końca. I najczęściej widzami tego „spektaklu” są dzieci. Na ich oczach rodzina przestaje być rodziną, a rodzice już nie stanowią całości jak kiedyś. Przestają darzyć siebie głębszym uczuciem niż sentyment. A co z dziećmi? I właśnie w tym momencie jeszcze nierozwiązane prawnie, lecz nieistniejące uczuciowo małżeństwo podejmuje, według własnego rozsądku, wiele decyzji, które mają uchronić dzieci przed wszystkimi konsekwencjami, jakie niesie ze sobą rozwód. W tym przypadku rodzice siedemnastoletniej Colbie wysyłają ją do zwariowanej ciotki Tally. A konkretniej do kraju położonego nad Morzem Śródziemnomorskim – do Grecji.

Colbie Catherina Cavendish jest zwyczajną nastolatką, której rodzina powoli rozpada się jak domek z kart. Jej rodzice, mając na uwadze jej dobro i jednocześnie, by uchronić ją od przykrych spraw związanych z rozwodem wysyłają siedemnastolatkę na wakacje na wyspę Tinos. Zbuntowana i niezadowolona siedemnastolatka podejmuje wszelkie kroki, by zmienić zapieczętowaną już przyszłość. Ale jak głosi pewne znane przysłowie: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło …

Autorka przenosi nas wraz z bohaterką do kraju śródziemnomorskiego, gdzie niebo jest bardziej błękitne, słońce bardziej intensywne, morze ma odcień głębokiego turkusu, białe domy bardziej rażą w oczy niż wszędobylskie promienie słońca. A klimat? Jedyny i niepowtarzalny…

Początkowo Colbie swoim zachowaniem może doprowadzić starsze czytelniczki do nerwicy, chociaż patrząc z perspektywy i na tle wydarzeń rodzinnych, może nie powinno? Nie wiem, czy byłabym szczęśliwa, gdyby okazało się, że moje zaplanowane wakacje wzięły w łeb, rodzina się rozpada, a mnie jako niepożądaną osobę wysyła się w świat. I to jeszcze jaki!

Historia opowiadana jest z punktu widzenia głównej bohaterki. To, co przemawia na korzyść, a może raczej za jej oryginalnością to fakt, iż postać przedstawia ją w kilku formach, takich jak: w formie pamiętnika, który otrzymuje od mamy przed wyjazdem, smsów zwrotnych do znajomych i przyjaciół, w formie listów i pocztówek pisanych do rodziców oraz Tally oraz poprzez fotorelację, którą publikuje na nowo założonym blogu. Zastanawiam się tylko, czy taka forma do mnie przemawia. Czy raczej nie wolałabym tradycyjnego przekazu. W każdym bądź razie jest to coś z pewnością nowatorskiego.

Kolejnym aspektem, który chciałabym poruszyć, to język i styl. Główna bohaterka ma siedemnaście lat, a styl ukazywania swoich emocji wskazuje nawet na niecałe dwanaście lat. Wydaje mi się, że autorka trochę przesadziła, jednakże (zapomniał wół, jak cielęciem był…) jest to książka przede wszystkim dla nastolatek, a nie koniecznie dla dwudziestolatek ;) (choć miło jest czasami przeczytać coś lekkiego i niezobowiązującego oraz tym samym cofnąć się na chwilę do tych „natek”). Dlatego tą opinię, jak i do całej treści Greckich wakacji należy podejść z przymrużeniem oka. Ponadto niektóre smsy i maile pisane przez Colbie zawierają „błędy” typu: brak polskich znaków, czy literówki:

Część Nat [1] czy plaże [2]

Żeby siedemnastolatka nie potrafiła dobrze napisać słowa plaża? Jedynym logicznym, dla mnie, wytłumaczeniem jest celowość takiego zabiegu. To tak, jakby autorka zaznaczała, że to książka o nastolatce dla nastolatek. Mi to nie przeszkadzało, jednakże warto szerzyć (szczególnie wśród młodzieży) poprawną polszczyznę. ;)

Z pewnością wielkim plusem jest szata graficzna. Rzadko kiedy zwracam w recenzji Waszą uwagę na okładkę, ponieważ dla mnie, przede wszystkim, liczy się treść. Ale w tym przypadku chciałabym wyczulić Was na nią, bowiem jest ona niezwykle klimatyczna i przywołuje z miejsca ciepłe kraje.

Ogólnie rzecz ujmując, lektura Greckich wakacji nie była taka zła, za jaką początkowo ją brałam. (Z ręką na sercu się przyznaję, że miałam wiele obaw i wątpliwości, czy doczytam ją do końca) Książka wciągnęła mnie i pozwoliła się przenieść do kraju, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Greckie wakacje to z pewnością dobra lektura na lato, niezobowiązująca, lekka i przyjemna. Pozwala odetchnąć nie tylko od toczącego się wokół życia, ale również i dużych upałów. Skąd to wiem? Bo sprawdziłam. ;)

Było to dla mnie pierwsze spotkanie z twórczością pani Alyson Noël i muszę przyznać, że nie było takie złe. Jeśli będę miała pod ręką inne dzieła tejże autorki, to z przyjemnością po nie sięgnę. Na razie zostaje mi rozkoszowanie się przeczytaną wyżej lekturą.

~*~

Może po prostu raj to bardziej stan umysłu, a nie miejsce? [3]

(o rodzicach)
Czasami mam ochotę sama wziąć z nimi rozwód. [4]

Niektóre zmiany są większe, niektóre mniejsze, ale w ostatecznym, rozrachunku zawsze wychodzisz z nich albo mądrzejsza, albo silniejsza, albo po prostu bez szwanku. A jak masz szczęście, to wszystko naraz. [5]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat


___
[1] NOËL A.: Greckie wakacje. Poznań: Wydawnictwo Dolnośląskie 2013, s. 69.
[2] Op. Cit., s. 70.
[3] Op. Cit., s. 98.
[4] Op. Cit., s. 102.
[5] Op. Cit., s. 173.

7 sierpnia 2013

KOSOWSKA Jolanta - "Déjà vu"


Jolanta Kosowska
Déjà vu

Novae Res, 2013
s. 304
978-83-7722-769-5
Cena: 33 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,1 cm)
+ 52 książki

ocena: 6/10

~*~

Rafał wraca po paru latach emigracji do Polski i próbuje na nowo odnaleźć się w obcej mu rzeczywistości. Wynajmuje mieszkanie, które miało być azylem, a stało się jego przekleństwem. Stopniowo, dzień po dniu, w życiu mężczyzny dokonuje się przewrót. Najpierw odnosi wrażenie, że już kiedyś spotkał poprzednich mieszkańców tego domu, później narasta w nim przekonanie, że ich życia stale się przeplatały, a na końcu jest pewien, że tworzą jedność… Zaczyna żyć, równolegle, swoim i ich życiem… Pamięta wydarzenia, w których nigdy nie brał udziału, miejsca, w których nigdy nie był, ludzi, których nigdy nie znał. Zaczynają rządzić nim emocje niemające uzasadnienia, pragnie dziewczyny, o której istnieniu do niedawna nie miał pojęcia…

Tak oto mocno stąpający po ziemi lekarz, nauczyciel etyki zawodowej wkroczył w świat weneckiej legendy, zmieniającej jego życie w koszmar…

~*~

Chyba każdemu z nas przytrafił się w życiu moment, kiedy ogarniało nas wrażenie, że kiedyś już coś takiego przeżyliśmy, że już gdzieś, skądś to miejsce pamiętam, a twarze spotkanych przypadkowo ludzi również nie są dla mnie obce. Lecz w dobie natłoku różnych spraw zapominamy o tych przebłyskach podświadomości. Ale czy na zawsze?

Déjà vu trudno jednoznacznie zdefiniować. Z pewnością każdy, choć raz, spotkał się z definicją tego słowa. Jednakże wszystkie prowadzą do jednego – wrażenia, przeczucia, że dana sytuacja kiedyś się spełniła.

Podobno człowiek, będąc w okresie niemowlęcym, przesypia całe swoje przyszłe życie, a zjawisko takie jak deja vu ma utwierdzać, że jest się na właściwej drodze. Taką definicję znam. Nie pamiętam, w jakich okolicznościach się z nią zapoznałam, ale wydaje mi się najbardziej (do mnie) przemawiającą. Jednakże ta moja „definicja” nijak ma się do tego, co przedstawia nam historia opowiedziana przez autorkę w Déjà vu.

Akcja książki toczy się w dwu zakątkach świata, w Polsce oraz klimatycznej Wenecji. Autorka jednak bardziej skupia się na tym drugim miejscu i stara się je przedstawić w ciekawy oraz barwny sposób. Niestety, albo moja wyobraźnia wzięła sobie tzw. „urlop”, albo po prostu te opisy nie przemówiły do mnie na tyle, bym mogła przenieść się do tego kraju słynącego z gondoli, karnawałowych masek, Casanovy i czającym się za rogiem przelotnego romansu. Inaczej ma się sprawa z polskimi realiami – studenckie życie, czyli pochłaniające wykłady oraz spotkania „wspominkowe”. Tutaj odnalazłam się bez problemu, a taką różnorodność odbioru przeze mnie może być motywowane tym, iż bliższa dla mnie jest ta druga rzeczywistość niż Wenecja. Może jeszcze dlatego, że nie miałam okazji znaleźć się w tym miejscu. Jednakże nie oznacza to, że Ty, mój drogi czytelniku będziesz się czuł podobnie po lekturze tej książki.

Jeśli chodzi o bohaterów, autorka Déjà vu wykreowała ich w sposób różnorodny. Niektórzy bardziej, inni mniej zachwycają, jednak prawie żaden z nich nie wyróżnia się na tle pozostałych. Są oni niekiedy bezpłciowi (jak na przykład, mianowany główną postacią, Rafał) i nie wzbudzają w czytelnikach żadnych głębszych uczuć. Jednym z najbardziej barwnych okazał się Marco Marconi.

Autorka oprócz tytułowego zjawiska, jakim jest Déjà vu, porusza wiele ciekawych wątków. W książce można znaleźć aspekt miłości, spełniającego się przeznaczenia, etyki lekarskiej, wiary oraz nadziei. Nie powiedziałabym, że to lekka książka na letnie wieczory, ale z pewnością warta choć odrobiny uwagi.

Początkowo nie za bardzo potrafiłam się odnaleźć w akcji oraz w toczących się wątkach, jednakże im głębiej i im dalej brnęłam w lekturze, tym wszystko powoli się prostowało. Wszystkie niedopowiedzenia i przypuszczenia stawały się na moich oczach czymś solidnym i realnym. Niestety zdarzały się i fragmenty, kiedy myślami uciekałam gdzieś indziej lub mieszały mi się dwa życia, niby głównego bohatera, Rafała. Wbrew opisowi wydawcy, pierwszoplanowe role grali: Marco i Anna. Ich wspólne życie oraz łączące ich uczucie nadawało pewnej trójwymiarowości. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Rafał był bohaterem pełniącym rolę „pamięci przenośnej” wspomnień Marco.

W Déjà vu pojawia się wiele medycznych wyrazów, więc przy czytaniu warto zaopatrzyć się w słownik. Dlaczego? Ponieważ wyjaśnień w Déjà vu nie znajdziemy. A naprawdę by się przydały przy poszerzaniu swoich horyzontów.

Czy książkę szybko się czyta? Szybko, nie szybko, trzeba przede wszystkim wgryźć się w akcję i toczące się wątki. Z pewnością nie spodziewałam się tego, co otrzymałam czytając Déjà vu, dzięki czemu treść książki mogę uznać za zaskakującą. I co moim zdaniem jest ważne, to fakt, że treść nie każdemu przypadnie do gustu. Osobiście mnie nie zachwyciła, ale nie okazała się jakoś totalną pomyłką. Ma swoje plusy i minusy, prawie jak każda książka. Warto samemu się przekonać, jak to jest z Déjà vu.

~*~

[…] Powroty są tak samo trudne, jak wyjazdy. „A może jeszcze trudniejsze” – pomyślałem. [1]

Nikt nigdy całkiem nie odchodzi. [2]

Być obok to nie zawsze znaczy towarzyszyć. [3]

On jest jak anioł, który szuka swojego miejsca i w tych poszukiwaniach wybrał się na wycieczkę do piekła. [4]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



__
[1] KOSOWSKA J.: Déjà vu. Gdynia: Novae Res 2013, s. 10.
[2] Op. Cit., s. 46.
[3] Op. Cit.,  s. 116.
[4] Op. Cit.,  s. 117.

2 sierpnia 2013

[#15] Podsumowanie 7/2013 + Liebster Blog

źródło: We Heart It

Witajcie kochani! Jak mijają Wam wakacje?

Ja ostatnio jakoś ostatnio nie potrafię się ogarnąć… Nie wiem czyja to sprawka, może tych upałów, a może po prostu tego, że wyszłam z pewnego toku pracy i po prostu nic mi się nie chce? Nie wiem, ale mam nadzieję, że ten ‘fantastyczny’ czas szybko minie w sierpniu.

W ubiegły weekend byłam u przyjaciółki na weselu i było wprost bajecznie. Na szczęście nie popsułam się, wybawiłam się i można powiedzieć, że z pozostałymi przyjaciółkami, z którymi pojechałam jeszcze mocniej zawiązałyśmy więzi. Wszystkie są dla mnie jak siostry, opieprzą mnie, wytrą łzy i razem będziemy umierać ze śmiechu. Ach… Brakowało mi tego w moim życiu. Oj, bardzo.

Nie mogę uwierzyć jak szybko minął lipiec. Przecież przed chwilą broniłam tytułu licencjata, a teraz już 1/3 wakacji (dla mnie) przeszła. Jak? Gdzie? Czemu tego nie zauważyłam? Nie dość, że jestem ‘ślepa’, to jeszcze ‘głucha’ i mam ‘Alzheimera’. Ale co tam, życie jest piękne!

Nie przedłużając, tak przedstawia się czytelniczy lipiec.

- Przeczytałam : 5 książek:
     1. NAGIECKI J.: Krzywa gęba
     2. KARANDYSZ T.: Życie to iluzja
     3. GROCHOWSKA H.: Pokłon
     4. CAST P.C.& K.: Ukryta
     5. HANAF G.: Joachim

- Książka miesiąca: NAGIECKI J.: Krzywa gęba

- Klapa miesiąca: brak

- Przeczytane strony: 1 493, co daje dziennie 48 stron dziennie.

- Nabytki: 3 (Poszalałam ^^ ;)
     1.WELLS J.: Mag w czerni (kupno)
     2. EE. S.: Angelfall (prezent imieninowy ;)
     3. SZYMONOWICZ P.: Kalejdoskop (od wyd. Novae Res)


- Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 65,4 cm + 10,4 cm = 75,8 cm
     2. 52 książki: 38 + 5 = 43
     3. Z półki: 4 + 0 = 4

Sama widzę, że w lipcu też szaleństwa z czytaniem nie ma… Myślałam, że będzie trochę lepiej. Ale na pewno jest dobrze, bo w czerwcu było jeszcze gorzej. Więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i brać się w sierpniu do roboty ;).

Niedawno, DżejEr Carmen (Trochę reklamy na pewno nie zaszkodzi ;) nominowala mnie do Liebster Award. Ci, którzy nie pamiętają, co to takiego, szybciutko przypominam.

„Nominacja ta jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". W moim przypadku była to Goszka (Tego typu wyróżnienie jest przyznawane dla stosunkowo nowych blogów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która nas nominowała. Następnie samemu nominować 11 osób ( informujesz ich o tym ) , oraz im  pytania. Nie wolno nominować bloga, który nas nominował.”

A oto pytania i moje odpowiedzi:

1. Jak często zmieniasz szablon bloga?
To zależy od jego atrakcyjności. Jak szybko mi się znudzi, to potrafię czasem po tygodniu go zmienić, ale jak mi się podoba, to może i wisieć 2 miesiące. ;)

 2. Jest apokalipsa zombie, a to co leży po Twojej lewej stronie będzie Twoją bronią. Co to takiego?
Ogryzek ołówka? ;D

 3. Powieść historyczna czy sf?
Powieść historyczna.

 4. Na premierę jakiego tytułu czekasz z utęsknieniem?
Obecnie? Kontynuacja Igrzysk Śmierci.

 5. Ulubione wydawnictwo to?
Ej, to jest nie fair! Mam kilka ulubionych wydawnictw, które cenię za ich publikacje. A do nich należą m.in. Świat Książki, Grupa Wydawnicza Publicat, Papierowy Księżyc, Otwarte.

 6. Jesteś punktualna/y?
Staram się być, ale jak wiadomo, różnie to bywa ;)

 7. Co gorsze - techno, czy disco polo?
W żadnym z tych gatunków się nie zasłuchuję. Techno rozsadza mózg, a przy disco można chociaż potańczyć.

 8. Czy do czytanej książki dobierasz sobie pasującą do jej klimatu muzykę?
Nie.

 9. Pamiętasz swoje sny?
Tak, te najlepsze, najciekawsze zapisuję sobie. Czasami są lepsze od książek ;P

 10. Umiesz pływać?
Jeszcze nie utonęłam, więc chyba tak ;D

 11. Co lepsze w upalną pogodę - lody czy chłodne napoje?
Basen. ;)

Pytania od Any May Pierce


1.Dlaczego założyłaś/eś bloga?
Bo chciałam na nim prezentować swoją biżuterię ;)

 2.Jak się dziś ubrałaś/eś ?
Sportowy stanik i krótkie spodenki :P

 3.Podaj tytuł książki, która Twoim zdaniem, nie powinna była ujrzeć światła dziennego.
Kaktus w sercu

 4.Jak myślisz, co sądzą o tobie ludzie? Czy ich opinia o tobie zgadza się z tym jaki/a jesteś w rzeczywistości?
Wiem, co sądzi o mnie moja rodzina i przyjaciele. I to się tylko dla mnie liczy. Czy się zgadza? W połowie ;)

 5.Co cię uszczęśliwia?
Wolność

 6.Jaka błahostka sprawiła kiedyś, że się popłakałeś/aś?
Jak byłam mała, miałam połowę cukierków zostawić bratu. Jak wiadomo, przed telewizorem człowiek się nie kontroluje (oglądałam bajeczki ;D). Zjadłam wszystko i się popłakałam. ;D

 7.Gdybyś miał/miała jeść tylko jedną rzecz do końca życia, co by to było?
Jeść? Wszystko by się przejdalo! Hm… Pewnie jabłka.

 8.Wchodzisz do księgarni...Wiesz po co przyszłeś/aś, bierzesz to i idziesz do kasy czy chodzisz i oglądasz każdą półkę po kolei?
Jak nie mam czasu, to wpadam, kupuję, wychodzę. Jak mam czas to oglądam wszystko. ;D

 9.Czy masz książkę dla której zawsze znajdziesz czas w swoim napiętym grafiku? Podaj tytuł.
Hm… Chyba Sagę o Ludziach Lodu.

 10.Czego się boisz, choć wiesz, że to lęk kompletnie irracjonalny?
Pająków, chociaż to nie jest irracjonalne. :P

 11.Jaka piosenka sprawia, że masz ochotę zatkać uszy, wyrzucić radio przez okno bądź nieźle nawrzeszczeć na jej autora?
4 osiemnastki. :P


Muszę przyznać, że pytania były bardzo ciekawe i z przyjemnością na nie odpowiedziałam. Mam nadzieję, że moje będą równie ciekawe i odpowiecie na nie równie twórczo. :)

1. Najszlachetniejsza rzecz, jaką zrobiłaś/zrobiłeś to…
2. Kim chciałaś/chciałeś być, jak byłaś/byłeś mały?
3. 3 ważne dla Ciebie słowa zaczynające się na literkę „D”
4. Jak siebie widzisz za 10 lat?
5. Jeśli miałabyś/miałbyś możliwość spotkać się ze zmarłą osobą (babcią, dziadkiem itp.), o co byś zapytał/a?
6. Potrafisz wybaczać?
7. Czy kiedykolwiek przywitałaś/eś się z nieznajomym myśląc, że to twój/twoja znajomy/znajoma?
8. Jeśli miałabyś/miałbyś możliwość podróży do miejsc z książek, to gdzie byś pojechał/a i dlaczego akurat tam?
9. Kino, czy teatr?
10. O czym w tym momencie myślisz?
11. Twój ulubiony cytat to…

A do zabawy zapraszam:

1. http://booksloovers13xd.blogspot.com
2. http://amazing-and-crazy-fashion.blogspot.com/
3. http://kolorowaksiazka.blogspot.com/
4. http://kinga42.blogspot.com
5. http://mojeksiazkoweniebo.blogspot.com/
6. http://sheti-shetani.blogspot.com
7. http://kto-czyta-ksiazki.blogspot.com/
8. http://i-tell-you-a-story.blogspot.com
9. http://wpapierowymswiecie.blogspot.com
10. http://esaczyta.blogspot.com

I chyba było by to na tyle. Trzymajcie się i miłego weekendu życzę! ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...