28 lipca 2013

HANAF Grażyna - "Joachim"

Grażyna Hanaf
Joachim

Novae Res, 2013
s. 287
978-83-7722-782-4
cena: 32,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2 cm)
+ 52 książki

Ocena: 8/10

~*~

Dla Joachima, siedemnastolatka z Wrocławia, zbliżające się wakacje to osobista tragedia. Spędzi je w małym miasteczku. Na początku roku szkolnego nastolatek dokonał bowiem coming out’u i poinformował szkołę, jak również całą dzielnicę, w której mieszka, że jest gejem. Rodzice, aby odetchnąć od zamieszania, wyjeżdżają do Hiszpanii, zostawiając syna u swojej przyjaciółki w Bolesławcu.
Nowa opiekunka Joachima i jej przyjaciele nie zamierzają dopuścić, by chłopak poinformował bolesławian o swoich preferencjach i stosują zabawny fortel, aby milczał. Joachim powoli poznaje miasto, które rozpoczyna wielkie przygotowania do parady Glinoludów, w której każda inność ma swoje wyjątkowe miejsce.

Chłopak spotka w Bolesławcu rozmaitych ludzi: kochających swoje miasto, żądnych władzy, ukrywających swoją inność jak on. Pozna też blachary-galerianki (niepełnoletnie nastolatki), które spotykają się z dorosłymi mężczyznami na dyskotekach i w ich autach. Będzie też musiał pomóc młodej, zgwałconej dziewczynie. I dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest on sam…

~*~

Na temat homoseksualizmu w dzisiejszych czasach jest strasznie głośno. „Domagają się” różnych praw, chcą być tolerowani, zawierać małżeństwa, mieć i wychowywać dzieci… Niestety świat został „skonstruowany” inaczej, na innych prawach, tym samym większość nas nie rozumie oraz czasami nie chce zrozumieć tak prostych prawd „jak można kochać osobę tej samej płci”. A homoseksualiści udowadniają nam na każdym kroku, że niczym się od heteroseksualnych nie różnią. Są tacy jak my, mają potrzeby, pracują, chorują, kochają i chcą być kochani. Skąd więc ten szum wokół nich? Ponieważ wychodzą z cienia, robią coming out. Większość ludzi, szczególnie ci starszej daty, nie jest jeszcze przygotowanych na takie afiszowanie się swoją orientacją. Dlatego stąd tyle nieporozumień, protestów, niechęci. Ponieważ to jest sprzeczne z naturą. Ale co ma zrobić taka osoba? Kochać na siłę, być nieszczęśliwa i tym samym uwięziona przez tradycję? Wydaje mi się, że jeszcze długo upłynie czasu, wiele razy zagotuje się krew w żyłach oraz poleje się łez, zanim przyzwyczaimy się do widoku całującej się pary ludzi o tej samej płci…

Joachim Grażyny Hanaf porusza właśnie tą wyżej wspomnianą kwestię. Książka opowiada o homoseksualnym nastolatku, tytułowym Joachimie, który w swoim rodzinnym mieście robi tzw. coming out, czyli wyjawia otoczeniu, kim tak naprawdę jest. Przez to „wyjście” rodzi się wiele negatywnych zawirowań i niezrozumiały przez rodzinę nastolatek zostaje, na okres wakacji, „podrzucony” do Bolesławca, gdzie mieszka ciotka Joachima, Mira. W jednorodzinnym domu oprócz jej i dziecka, które sama wychowuje, mieszka Teodor, nieśmiały mężczyzna, którego omija miłość oraz przebojowa lesbijka Diana. Można powiedzieć, że żyją w nim ludzie, którzy na pierwszy rzut oka nie „pasują” do wyidealizowanego świata zwykłych ludzi. W Bolesławcu, mieście ceramiki, poznaje wiele osób oraz odnajduje samego siebie. Ale historia, opowiada nie tylko o nim i jego zmaganiach ze swoją tożsamością, ale również o osobach, które walczą o swoje marzenia i spokojną przyszłość. Pokazuje ona prawdziwe oblicze ludzi niebędących „normalnymi” w oczach innych. I przede wszystkim Joachim skupia się na  przedstawieniu ludzi,  będących mimo innej orientacji. normalnych, a nie cierpiących na chorobę homoseksualizmu, czy innych wymyślonych przez tradycyjne społeczeństwo.

Oprócz tego autorka wplata w treść paradę Glinoludów, organizowaną z okazji święta ceramiki, z której słynie Bolesławiec. Glinoludy, to nikt inny jak ludzie przebrani i umalowani gliną. Dzięki tej akcji niektórzy stają się kimś innym, grają wymyślone przez siebie role, a z kolei pozostali, na przykład Diana, może być sobą… Gdyby nie ta książka żyłabym dalej w błogiej nieświadomości, że gdzieś istnieje taka fantastyczna i jednocześnie kreatywna inicjatywa.

Jak wspomniałam wcześniej, w Joachimie pojawiają się bardzo ciekawe postaci, które znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Kto z nas nie zna religijnej babci, czy chociaż jedną osobę homoseksualną? Takie porównywanie świata fikcyjnego z rzeczywistym i znajdowanie podobieństw sprawia, że książka zyskuje na wiarygodności, a między czytelnikiem, a przekazywaną treścią tworzy się pewna więź, którą trudno jednoznacznie wytłumaczyć. Po prostu ona się zawiązuje. I tyle.

Początkowo myślałam, że Joachim kierowany jest głównie do młodzieży, a w szczególności do tej o odmiennej orientacji seksualnej. Jednakże po tej lekturze stwierdziłam, że treść jej adresowana jest do wszystkich, homo i heteroseksualnych, do młodych i tych starszych czytelników. Co ważne, temat ten ujęty jest w sposób delikatny, powiedziałabym nawet subtelny, dzięki czemu burzliwy temat jest łatwy do przyswojenia, a akcja sprawia, że czytelnik zatapia się w lekturze. Gdyby nie zawarty w niej humor Joachim wiele by stracił, w szczególności na ocenie, jaką z czystym sumieniem wystawiam.

Cała ta historia łączy ze sobą wiele ciekawych wątków, które przeplatają się ze sobą oraz z dużą dozą humoru, przez co treść na długo zapada w pamięć. Oprócz tego lektura poszerza horyzonty i jest to z pewnością bardzo dobrą książką na lato.

Na zakończenie mogę powiedzieć, że autorka Joachimem zrobiła bardzo dobrą reklamę nie tylko tolerancji, ale również Gliniadzie i Bolesławcowi.

~*~

Szczęście jest ślepe, zwłaszcza na smutek innych. [1]

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



___
[1] HANAF G.: Joachim. Gdynia: Novae Res 2013, s. 153.

22 lipca 2013

CAST P.C. & Kristin - "Ukryta"

P. C. & Kristin Cast
Ukryta
(Hidden)

tł. Iwona Michałowska-Gabrych

Książnica, 2013
s. 320
978-83-245-8096-5
cena: 29,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)
+ 52 książki

 ocena: 7/10

~*~

Najwyższa Rada Wampirów poznała wreszcie prawdziwą naturę Neferet, dzięki czemu Zoey i jej przyjaciele nie są już osamotnieni w konfrontacji z rosnącym w siłę złem. Będą jednak potrzebowali wsparcia, bo Neferet nie zamierza poddać się bez walki, a zwarcie szyków okazuje się trudniejsze, niż mogli się spodziewać. Nieodłączne dotąd Bliźniaczki prawie ze sobą nie rozmawiają, a dawny wróg szkoły, Kalona, mimo nieufności wielu osób został mianowany wojownikiem Tanatos. Na domiar złego Zoey traci pewność, czy może ufać swym zmysłom: spojrzawszy przez kamień proroczy na Auroksa, narzędzie w rękach Neferet, zobaczyła coś, czego nie potrafi wyjaśnić samej sobie, a tym bardziej przyjaciołom. Czuje, że zawierzając intuicji, może pokonać zło. Lecz jeśli się pomyli, sprowadzi na Dom Nocy śmiertelne zagrożenie…

~*~

Ukryta to już 10 tom z serii o Domu Nocy autorstwa matki i córki – P.C. i Kristin Cast. Tym razem główna bohaterka, Zoey Redbird, znów musi poszukać w sobie siły, by stawić czoło przeciwnościom losu. Erin, po zerwaniu kontaktu z przyjaciółmi, w tym z Shaunee, pokazuje swoje prawdziwe oblicze, Kalona zmienia się w wojownika Śmierci, a Aurox, podobnie jak poprzednie „atuty” Neferet, przechodzi na stronę światła.

W serii non stop pojawiają się nowi bohaterowie, dzięki czemu historia wciąż ewoluuje. Ponadto zmiany charakterów „starych” postaci odświeżają całą serię. Jednakże im więcej tomów, tym coraz częściej przyłapuję się na tym, że z coraz mniejszą niecierpliwością oczekuję kontynuacji. Ukryta sama w sobie nie jest złą lekturą, ale na tle poprzednich nie wyróżnia się ani wartką akcją, ani językiem.

To, co zwróciło moją uwagę, to fakt, iż język oraz styl Domu Nocy się zmienia. Rzadko kiedy pojawiają się wulgaryzmy, teksty bez sensu nie stanowiące konkretnej całości i spójności. Wydaje mi się jednak, że większość czytelników, które przeczytały wcześniejsze tomy z tej serii nie zauważy różnicy.

Zoey, główna bohaterka, jest taka, jaka była wcześniej. Niepewna siebie i tego, co ma zrobić, może czytelnika zniechęcić do jej osoby. Podobnie rzecz ma się z wojownikiem bohaterki, Starkiem. Również jego postać zaczyna wywoływać negatywne emocje (jeszcze mam w pamięci jego debiut kilka tomów wstecz, gdzie wprost hipnotyzował). Wielkim plusem okazało się rozdzielenie „bliźniaczek” – Erin i Shaunee. Wcześniej uważałam, że ich braku nie odczułabym tek bardzo (Najlepiej, jakby ich nie było). Po prostu nie przepadałam za nimi oraz nie przyciągały uwagi i były po prostu mało atrakcyjne. Po rozdzieleniu stały się dwoma przeciwnościami, jak woda i ogień. W takiej formie stały się o wiele ciekawszymi osobowościami i tym samym z wielką ciekawością śledzi się losy obu dziewczyn. Afrodyta jest taka, jaka była, czyli rozszczekana, bezpośrednia oraz urocza i tym samym stała się ona moją ulubienicą. Steve Rae też wzbudza pozytywne emocje, jednak nie aż takie, jak w Kuszonej i Spalonej.

Niestety z perspektywy, taki wielki natłok bohaterów może, a nawet ma prawo wprawić czytelnika w konsternację i wywołać chaos. Osoby, które śledzą od początku Dom Nocy nie będą miały z tym raczej problemu, ale Ci, którzy przypadkowo sięgną po którąś z kolei części mogą się poczuć trochę zagubieni.

Co ona takiego sobie ma, że każdą część czytam z wypiekami na twarzy?

Jak wspomniałam wcześniej, książce i tym samym całej serii można zarzucić wiele, ale z pewnością czytelnik nie może narzekać na brak akcji i nudę. W każdej części coś się dzieje i pomysły często zaskakują czytelnika. W Ukrytej jest tak samo. Wartka akcja, dialogi na poziomie średnim (w końcu to seria kierowana dla młodzieży) oraz treść bardzo nacechowana emocjonalnie. Wszystko to z pewnością przemawia na jej korzyść
.
Ogólnie rzecz ujmując jest to kolejna dobra kontynuacja, która chwilami wywołuje skrajne emocje. Jestem tylko ciekawa, kiedy skończy się ten „tasiemiec” i co najważniejsze – jak? Bo przy takiej pomysłowości autorek Domu Nocy może się zmienić w wampiryczną wersję Mody na sukces. Powiem szczerze, że gdy seria ta dobiegnie końca nie będę marudzić, że to niestety już. Z pewnością będę ją wspominać z rozrzewnieniem.

~*~

Przypomnij wszystkim, że ogień może wiele zdziałać, nie tylko niszczyć. Liczy się to, jak nim rozporządzamy. [1]

[…] Nigdy nie jest za późno, by wszystko naprawić. [2]


~*~

W serii Dom Nocy ukazały się:
Naznaczona // Zdradzona // Wybrana // Nieposkromiona // Osaczona // Kuszona // Spalona // Przebudzona // Przeznaczona // Ukryta // Ujawniona // Wyzwolona

Opowieści z cyklu Dom Nocy:

___
[1] CAST P.C., CAST K.: Ukryta. Poznań: Książnica 2013, s. 99.
[2] Op. Cit., s. 101.

19 lipca 2013

GROCHOWSKA Halina - "Pokłon"


Halina Grochowska
Pokłon

Novae Res, 2013
s. 222
978-83-7722-771-8
cena: 29,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,6 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

Mieszkańcy podwórka jednego z miast na Ziemiach Odzyskanych chcą zapomnieć o krzywdach doznanych w minionej wojnie. Te, które poraniły dusze, ujawniają się w codziennych sytuacjach:

 - okrucieństwie i przemocy wobec dzieci,
 - nawykach żywieniowych – rozmoczony suchy chleb to już posiłek,
 - strachu przed kontaktem z jakąkolwiek władzą,
 - prowadzących zazwyczaj do bójek dyskusjach o władzy i przyszłości ojczyzny,
 - krwawych porachunkach, którymi kończy się prawie każda potańcówka.
 - lukach edukacyjnych i analfabetyzmie.

Krzywdy wyrządzone przez bolszewików w wypadku kresowej szlachcianki Marii to sieroce zapracowane dzieciństwo. Wrażliwa i ambitna kobieta usiłuje mimo poważnych braków w wykształceniu i w wychowaniu „ udawać kogoś lepszego”. Z fatalnym skutkiem…

~*~

Pokłon Haliny Grochowskiej jest powieścią wielce ciekawą i intrygującą, jednakże na początku może wydawać się mało wciągająca. Niektórych czytelników może nawet zniechęcić do głębszej lektury, ale jak przysłowie nosi złe miłego początki…

Historia zawarta w tej książce, porusza wiele ciekawych aspektów, przede wszystkim okres powojenny w Polsce oraz odwołania do obyczajów w I poł. XX w., a także stosunki międzyludzkie panujące w ówczesnej rzeczywistości. Życie codzienne opisywane jest na przykładzie losów Marii Dąbrowskiej (z domu Snopkiewiczów) oraz innych ludzi, którzy egzystowali razem z nią.

Postaci występujące w Pokłonie żyją swoim życiem, ale nie wywołują jakiś skrajnych emocji w czytelniku. Niekiedy można je nazwać nawet nudnymi, ale bez nich cała ta otoczka PRLowska straciłaby na realności. Widać bardzo dużo zależności między otoczką, a osobami. Przedstawione postaci są żywe, jednakże nie można nazwać ich barwnymi. Nieczęsto zdarza się czytać książkę, w której bohaterowie mieliby przypisane tak specyficzne i rzadko spotykane cechy charakteru i co ważne, można je wywnioskować na podstawie jednego lub dwóch zdań. Maria Dąbrowska nie jest postacią, która zwala z nóg, ale swoją postawą wzbudza litość i niekiedy, szczególnie w dorosłym życiu, również i pogardę. Pozostali bohaterowie, jak wspomniałam wcześniej nie wzbudzają jakiś większych emocji. Jedyne, co mogę na temat wszystkich postaci napisać to to, iż autorka kreując je, musiała wzorować się na ludziach z krwi i kości, którzy żyli w opisywanym okresie. Bo to, że wspaniale opisała obyczaje XX w., to trudno nie wątpić.

Więc co z tym początkowym zniechęceniem? Sposób prowadzenia historii przypomina dobre sprawozdanie lub referat o okresie PRL. Muszę przyznać, że taki styl również mnie zaskoczył. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, bo na zwyczajną opowieść nie mogłam liczyć. Ale wbrew pozorom taka forma przekazu treści w Pokłonie ułatwia zapamiętywanie i przyswajanie faktów, które są w niej zawarte. Jest to z pewnością dobra publikacja dla osób, które poszukują książek poruszających zwyczaje i życie codzienne w powojennej Polsce. Fikcyjni bohaterowie (stylizowani na bardzo realnych) w tym kompletnie nie przeszkadzają, wręcz ułatwiają odbiór Pokłonu.

Warto również wspomnieć, że oprócz wyżej wymienionego okresu porusza także problemy natury ludzkiej, głównie okresu dojrzewania, wychowywania dzieci, szacunku do starszych oraz przedstawia zmiany spowodowane wprowadzeniem komunizmu po II Wojnie Światowej.

Czytelnicy w dzisiejszych czasach poszukują w książkach tylko rozrywki. Miło jest czasem trafić na taką publikację, która oprócz bawienia również i uczy oraz przybliża pewne wartości czy fakty. Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że czytelnik zagłębiając się w Pokłonie może mieć wrażenie, iż czyta wspomnienia przywołane przez autorkę książki.

Lektura tej publikacji okazała się dla mnie wartościową przez to, że miałam możliwość jeszcze bardziej przybliżyć sobie wyżej wspomniane obyczaje. Stanowi ona źródło wiedzy dla każdego, jednak wydaje mi się, że nie każdy może poczuć się usatysfakcjonowany po jej przeczytaniu. Może się okazać się nudnawą i nieciekawą (oczywiście dla tych, których nie fascynuje okres PRL i panujące wtedy prawa), ale dla pozostałych, w tym dla mnie, okazała się ciekawą i niekiedy wciągającą. Szczególnie dla czytelników, którzy nie doświadczyli tamtych czasów. Mogą oni zaczerpnąć wiedzy z Pokłonu, dla pozostałych, urodzonych w okresie PRL może się okazać formą przypomnienia, a nawet wywoła wspomnienia z dzieciństwa. W każdym bądź razie każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Choć wstęp może trochę zniechęcać, to warto przebrnąć przez niego i delektować się lekturą Pokłonu.

Na koniec muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że historia ta może tak bardzo mnie wciągnąć i ująć. Tym bardziej, że początek nie był zachęcający.

Z czystym sumieniem mogę polecić ją wszystkim, młodym i starszym czytelnikom, jednak nie obiecuję, że każdemu przypadnie do gustu. Ale wydaje mi się, że każdy doceni skrupulatność i dokładność z jaką autorka opisywała czasy PRLowskie.

~*~

[…] ten, który w jej obronie chciał stanąć do bitki na noże stwierdził, że chronią przed tymi, co by ją chcieli skrzywdzić. Często przekonywani i tak zahukaną dziewczynę, tym, że każdy obcy chłopak jest dla niej zagrożeniem. Straszyli diabłem, jakiego sami coraz lepiej poznawali. Bo ten diabeł siedział w każdym z nich. [1]

Ale mogła przecież przyszłego męża wychować. Jedna ze starszych kobiet pocieszająco wytłumaczyła, ze i tak cały dzień mężów nie ma w domu – to można jakoś wytrzymać z niezgułą. Zresztą na co jest kobiecy spryt? Na to, żeby umieć prowadzić! Tyle sztuczek kobiety wymyśliły, żeby rządzić. [2]

[…] uważał, że człowiekowi można coś wmówić, co potem staje się prawdą i wmawianie dziecku, że jest i będzie głupie – jest niebezpieczne. [3]

Książki to był jej świat – jej życie. Można było nad lekturą zapłakać. Można było się roześmiać. Czasem się zastanowić. [4]

Dziecko do drugiego roku życia traktuj jak księcia, do piętnastego jak niewolnika, a później jak przyjaciela. [5]

Dorastanie polega na tym, że przestajemy bezwarunkowo ufać dorosłym i zaczynamy widzieć ich wady i obłudę. Najpierw sposób wyostrzony. Najpierw tam, gdzie ich nie ma. [6]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



___
[1] GROCHOWSKA H.: Pokłon. Gdynia: Novae Res 2013, s.61.
[2] Op. Cit., s. 84.
[3] Op. Cit.,  s. 183.
[4] Op. Cit.,  s. 185.
[5] Op. Cit.,  s. 190.
[6] Op. Cit.,  s. 193.

10 lipca 2013

KARANDYSZ Tomasz - "Życie to iluzja"


Tomasz Karandysz
Życie to iluzja

Novae Res, 2013
s. 367
978-83-7722-617-9
cena: 34,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,5 cm)
+ 52 książki

Ocena: 6/10

~*~

„Życie to iluzja” opowiada o człowieku, który poszukuje sensu własnego życia. Natchnienia, które pozwoli mu cieszyć się szczęściem i miłością. Wciąż jednak coś lub ktoś staje mu na drodze do osiągnięcia zamierzonego celu.

Powieść jest obrazem wewnętrznych przeżyć i alteracji rozdartego wewnętrznie bohatera. Autor kreśli psychologiczny portret człowieka zagubionego w świecie rzeczywistym, którego nie przyjmuje, uciekając w świat marzeń i snów. Żyje złudzeniem i mirażami dnia codziennego. W pewnym momencie dochodzi do tego, że całe jego życie wydaje się być tylko i wyłącznie ulotnym złudzeniem

~*~

Czy życie jest iluzją? A może jest ono snem, którego po przebudzeniu nie będziemy pamiętać? Zostanie garstka niejasnych emocji i pustka? Może życie jest tylko iluzją, którą nasz umysł sobie kreuje według własnego uznania? A jeśli to byłaby iluzja, to czemu silne emocje nie przerywają tej iluminacji? Bo to nie jest sen. Życie nie jest iluzją, jest nią wytwór wyobraźni, a życie to zbiór uczuć silnych i tych słabych, które tworzą pewną całość i nadają mu sens. A czy podążanie, poszukiwanie celu życia jest iluzją? Nie. Życie jest drogą, którą zmierzamy do niego. A o tym, czy znaleźliśmy go, własny sens egzystencji, dowiemy się dopiero, gdy nasz czas dobiegnie końca, tak jak bohater w książce Życie to iluzja.

Głównym bohaterem okazuje się bezimienny młody mężczyzna, którego poznajemy w momencie, gdy jego droga życiowa powoli dobiega końca. I do samego finiszu wierzy, że uda mu się znaleźć to, do czego uparcie dąży. A my wraz z nim śledzimy tę jego podróż. I kibicujemy mu o powodzenie tej podróży. Międzyczasie spotyka wielu ludzi, którzy mogliby mu pomóc, ale przez swój charakter odtrąca wszystkich oprócz tej jedynej. Tej, którą pokochał i jednocześnie okazała się jego wybawieniem – śmierć.

Życie to iluzja jest bardzo filozoficzną i psychologiczną opowieścią o podążaniu do określonego i jedynego celu – do śmierci, która jest, można powiedzieć, czymś pewnym. Każdy z nas umrze I pod pozorem miłości bohater również do niej zmierza. Co rzuciło mi się w oczy to specyficzny sposób prowadzenia akcji. Z jednej strony czytelnik nie wie kiedy, w jakim czasie się rzecz dzieje. Jest wiele fragmentów przemawiających za późnym średniowieczem jak i za wczesną erą nowożytną. Raczej w krótkich, skórzanych spódniczkach nie chodzono (przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo), jak i również nie organizowano „imprez” z dudniącą muzyką, a bar obsługiwali barmani robiący fikuśne drinki. Z kolei w czasach nowożytnych nie wywijano mieczami (przynajmniej w nie tak dużej ilości, ale raczej bronią palną) a zabobony to raczej nie domena tego okresu. W tym przypadku czytelnik może mieć mętlik w głowie, no chyba, że autorowi na tym zabiegu zależało.

Druga sprawa, która rzuciła mi się w oczy w trakcie lektury to to, iż historia ta nadaje się idealnie na duży ekran. Czytając ją non stop kreowałam obrazy, jakie mogłyby wystąpić w filmie. Co do języka i stylu, jest on bardzo lekki i płynny. Szybko się czyta oraz nie wymaga od czytelnika dużego skupienia.

Książka ta ma swoje wady i zalety, jednak nie odradzam, ani nie polecam Życie to iluzja. Jest to z pewnością coś nowego i świeżego na rynku książki. Warto jednak z czystej ciekawości sięgnąć po tą pozycję. Co może niektórych odstraszyć to moje porównanie, ponieważ historia przedstawiona w książce przypomina trochę powieści Paula Coelho, jednakże jest to coś zupełnie innego. Wydaje mi się, że ile osób po nią sięgnie, tyle będzie różnych opinii, więc jeśli szukasz książki o życiu i iluzji, historii osadzonej w ciekawym otoczeniu to ta pozycja jest dla Ciebie.

~*~

Oto przeznaczenie, które jest udziałem każdego, które każdego spotyka, tylko czasami człowiek o tym nie wie. Może go nie zauważasz, może je lekceważysz, ale ono wciąż podąża cierpliwie za tobą, aż cię dopadnie. Wtedy będziesz wiedział, że to, co ze sto razy w swoim życiu omijałeś, jest twoim przeznaczeniem.

Tylko ty możesz zmienić swój los. Wszystko w naszym życiu zależy od nas.

Jedną z metod szukania sensu życia jest podążanie za wskazówkami.

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



9 lipca 2013

NAGIECKI Janusz - "Krzywa gęba"

Janusz Nagiecki
Krzywa gęba

Novae Res, 2013
s. 297
978-83-7722-526-4
cena: 33,00 zł 

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

Od sennej egzystencji człowieka pogodzonego z szarą codziennością do całkowitego zatracenia.

Schowane od dzieciństwa pragnienie urody z powodu błahego przypadku urasta do rangi namiętności, która niszczy. Bohater powieści odkrywa w sobie misję i z gorączką szaleńca podejmuje trud jej spełnienia. Nieistotne na pozór zdarzenia wciągają go w niebezpieczną grę i zatruwają życie. Intensywność pragnienia prowadzi do zupełnej destrukcji osobowości, a proste marzenia stają się obsesją. Urojony cel jest już tylko drogą do obłędu.

W książce nie ma nagłych zwrotów akcji, spektakularnych zdarzeń, jazgotu, wybuchów i krzyku. Tu niebezpieczny jest szept, a właściwie podszept. Podszept ciemnego umysłu.

Kiedy gubimy miarę, łatwo możemy stać się ofiarami własnych idei…

~*~

Dla każdego z nas piękno objawia się w czymś innym. Dla niektórych w rzeczach przyziemnych, a dla innych w sferze duchowej. A dla mnie? Pięknem nazywam naturę, która mnie otacza oraz niektóre pozostałości z minionych epok – pałace, muzea, rzeźby, obrazy… - czyli wszystko, co sprawia, że słowa zamierają na ustach i pozostaje tylko niemy zachwyt. Z głównym bohaterem jest podobnie.

Kim jest ów bohater? Autor Krzywej gęby nie zdradza czytelnikowi za wiele. Z tego, co się dowiadujemy, postacią jest mężczyzna w kwiecie wieku, który w niespodziewanym spadku otrzymuje dom. Oprócz tego, jest on osobą, można powiedzieć, wrażliwą na piękno i brzydotę, które go otaczają. I ta „ułomność” kieruje głównego bohatera do tragicznego finału. Jednakże, zanim ta wrażliwość go zniszczy, czeka go wiele pracy, potu, krwi, łez i nerwów, by otrzymany spadek z brzydkiego kaczątka przemienił się w pięknego łabędzia, czyli przybrał formę piękna, którą wykreował w swojej wyobraźni mężczyzna.

Dlaczego napisałam „ułomność”, na nie przykładowo „dar” czy wyczucie piękna, ładności? Ponieważ ta cecha stała się dla bohatera czymś więcej niż powinna i w konsekwencji to zapanowało nad całym jego życiem. Wszystko podporządkował pięknu, wszystko co robił, musiało być w taki sposób wykonane, by w trakcie nic nie zostało zniszczone. Każda rzecz w jego odczuciu posiadała określone miejsce – w taki sposób, by nie burzyć zbudowanego piękna. I w momencie, gdy coś nie wychodziło, nie szło według zamysłu głównego bohatera, ten zmieniał się w osobę niebezpieczną, wręcz nieobliczalną i szaloną. Mogę nawet stwierdzić, że postać ta cierpiała na ciężką formę pedanterii.

Jak wspomniałam wcześniej, akcja kręci się wokół domu i okolicy. Niestety nie spełniał on wymogów piękna mężczyzny i stopniowo pracował nad, nie tyle, co nad renowacją mieszkania, ale nad kreowaniem piękna wokół siebie.
    
Piękno - podstawowa wartość estetyczna określana jako to, co przyjemne; to wszystko, co się podoba [1]

Inaczej, piękno to coś idealnego. W swojej manii bohater zaczął dostrzegać szpecące skazy w swojej pracy, które okupił poświęconym czasem, swoją krwią i potem. Nic dziwnego, że zaczął popadać w pewną fazę szaleństwa. Bo większość, jeśli nad czymś pracuje, szczególnie dla siebie, chce to wykonać najlepiej jak potrafi – perfekcyjnie. I nie przyjmuje do wiadomości, że finał wykreowanego piękna może ulec zniszczeniu. A jeśli wszystko nagle zmawia się i nie widać wyników, to nic dziwnego, że człowieka ogarnia złość. A te emocje, w różnym stopniu nasilenia przybierają różne formy i konsekwencje. Dla bohatera, ta walka z brzydotą skończyła się tragicznie.

Krzywa gęba napisana jest dość plastycznym językiem. Ciężko i trudno się ją czyta, co sprawia, że nie jest to przysłowiowe czytadło dla zabicia czasu. Treść zawarta w książce – tak jak kreowanie piękna – wymaga skupienia, cierpliwości, uwagi i czasu. Sama w sobie jest ciekawą lekturą i zdecydowanie nieprzeciętną. Nie polecam jej osobom, które nie przepadają za publikacjami, w których przeważają opisy. Wymęczycie się i nie dostrzeżecie ukrytego w niej piękna. Jednakże dla innych może się okazać wspaniałą ucztą dla zmysłów – jak dla mnie.

~*~

[…] tubka pasty do zębów przypominała anorektyczną modelkę w drodze do szpitala. [2]

Nie! Butelka, nie kombinuj […] I mnie butelka nie wkurwiaj, bo cię nie dopiję. [3]

I co ci nagle moje bracie przeszkadza? Wiem butelka, że jesteś kobitka, ale z tym bracie jakoś mi raźniej, więc nie bierz tego tak do siebie. [3]

~*~

Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res




___
[1] Encyklopedia PWN [online]. WN PWN [Dostęp: 08.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/3957085/piekno.html
[2] NAGIECKI J.: Krzywa gęba. Gdynia: Novae Res 2013, s. 78.
[3] Op. Cit., s. 152.

8 lipca 2013

ROTER Filip - "Pr-o-fil"


Filip Roter
Pr-o-fil

Novae Res, 2013
s. 220
978-83-7722-549-3

Wyzwania:
+Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,4 cm)
+ 52 książki

ocena: 6/10 

~*~

Profil to dziennik użytkownika serwisu społecznościowego, który traktuje o kontakcie autora z portalem i związanych z tym doświadczeniach, często najintymniejszych.

Zawiera więc informacje o związkach z kobietami, o samotności, problemach z przystosowaniem i kontaktach z ludźmi, również najbliższymi.

Szereg nawiązań, między innymi do scenariuszy polskiego kina, literatury, historii, kabaretu, muzyki i polityki sprawia, że monolog bohatera staje się swoistą podróżą przez najróżniejsze zakątki sztuki i inspiracji.

Książka zawiera wulgaryzmy.

~*~

Mało kto z nas nie ma dziś facebooka. Podobno jak nie posiadasz na nim profilu, to nie istniejesz dla świata. Ale czy to prawda? Przecież gdzieś jesteś zarejestrowany, masz akt urodzenia, PESEL i nadany numer NIP. Masz to na papierze. Żyjesz, jesteś, istniejesz. Nawet w wielu kopiach. Wszyscy mamy takie dowody „tożsamości”. Ale nie oznacza to, że naprawdę istniejesz. Teraz. Facebook jest takim miejscem w sieci, w którym możesz przebywać non stop. Teraz. W tym momencie, Czatujesz z innymi – teraz, udostępniasz – teraz, dodajesz zdjęcia – w tej chwili. Wydaje mi się, że słynna myśl Kartezjusza „zaktualizowała się”. Zamiast „Myślę, więc jestem” powinno być „Mam facebooka, więc jestem – istnieję dla świata”. A czy nie lepiej żyć dla kogoś konkretnego, w konkretnym celu? Autor i jednocześnie bohater Pr-o-filu wychodzi z założenia, że ten portal jest tylko po to, by udowadniać wszystkim dookoła, że się po prostu jest.

Pr-o-fil to nic innego jak ty. Konkretna osoba, z krwi i kości, mająca różne aspiracje, plany, marzenia, fetysze, i zagrywki. W tym przypadku profilem jest autor. Opowiada on o sobie, o swoim życiu, zdarzeniach losowych, w formie monologu nawiązującego do popularnego portalu społecznościowego. Bohatera poznajemy jako młodego mężczyznę, który jak każdy z nas, posiada pewne doświadczenia i dzieli się nimi z czytelnikami. Tylko, że zamiast na portalu, to na kartach swojej książki. Pojawia się tutaj pytanie: po co? W jakim celu? Żeby przestrzec? Czy tak, po prostu, żeby oprócz aktu urodzenia i zgonu oraz nieaktualnym profilu na facebooku był po nim, po jego istnieniu jakiś ślad? A książka w tym celu, by udowodnić się, że się żyło jest i wydaje się być najtrwalszym źródłem informacji. Chociaż przyglądając się rozwojowi technologii i procesach tworzenia książki to takowe publikacje nie wytrzymają nawet 20-30 lat. Ale powracając do treści…

Pr-o-fil można nazwać oryginalną biografią pana Rotera. Dlaczego oryginalną? Przede wszystkim przez grę słów, którą autor rozpoczął w swojej publikacji. I czytelnik albo przyjmie reguły tej zabawy, albo książki po prostu nie zrozumie. Wyda się wtedy niezrozumiała i chaotyczna. Do tej publikacji trzeba podjeść z otwartą głową. Należy ją przyjąć taką, jaka jest, a nie na siłę poszukiwać w niej zrozumienia. Przyjdzie ono dopiero po lekturze, kiedy będzie się miało obraz całego Pr-o-filu.

Jest to z pewnością jedyna w swoim rodzaju lektura. Szybko się ją czyta i tak samo szybko zapada w pamięć. Zastanawiam się tylko, czy przy natłoku różnych spraw, nie zniknie ona ze świadomości czytelnika. To okaże się tak naprawdę po pewnym czasie.

Jeśli szukacie czegoś niebanalnego i lekkiego, przede wszystkim książki, której indywidualizm formy dorównuje indywidualizmowi treści, to Pr-o-fil jest taką właśnie publikacją. Dzięki niej oderwiecie się na chwilę od codziennych spraw, jednakże przeniesiecie się do skrawka „życia” innego człowieka.


~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


7 lipca 2013

[#14] Podsumowanie 6/2013

źródło: We Heart It

Witajcie kochani! W końcu wróciłam z tego dłuuugiego leniuchowania, który bardzo mi był potrzebny. Tak jak obiecywałam, przywiozłam ze sobą cztery recenzje, a pierwsza z nich pojawi się prawdopodobnie jutro. A co to będzie, to zobaczycie jutro. ;)

Ale zanim zdam z działkowego leniuchowania raport, to podsumuję czytelniczy czerwiec.

W ubiegłym miesiącu niezbyt się postarałam. A było to spowodowane wiadome czym - licencjatem. Ale w lipcu mam zamiar ten wynik poprawić.

- Przeczytałam w sumie 4 książki:
   1. JANOWSKI A.: Krzyż południa
   2. BODZOŃ K.: Pionowe formy wyciszenia
   3. GREGORY P.: Odmieniec
   4. ROTER F.: Pr-o-fil

- Książka miesiąca: brak (niestety żadna nie podbiła mojego serca...)

- Rozczarowanie: GREGORY P.: Odmieniec – niestety…

- Przeczytane strony: 966 strony, co daje dziennie ok. 32 strony.

- Nabytki 10:
   1. FITZPATRICK B.: Cisza (kupno)
   2. CAST P.C. i K.: Ukryta (j/w)
   3. EGAN C.: Teraz i zawsze (nagroda LC)
   4. KUIPERS A.: Najgorsza rzecz, jaką zrobiła (kupno)
   5. EVANS R.P.: Papierowe marzenia (j/w)
   6. GENOWA L.: Motyl (j/w)
   7. GROCHOWSKA H.: Pokłon (od wydaw. Novae Res)
   8. HANAF G.: Joachim (j/w)
   9. KOSOWSKA J.: Déjà vu (j/w)
   10. PRUSKO P.: Porcelanowa pozytywka (j/w)

I działkowa fotka ;)


- Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 58,8 cm + 6,6 cm = 65,4 cm
2. 52 książki: 32 + 4 = 36
3. Z półki: (w wyniku mojego nie doczytania zmienia się tutaj liczba przeczytanych książek nabytych przed 2013 rokiem i jest to równo 4 pozycje. W tym miesiącu nie przeczytałam żadnej książki, która trafiła do mnie w 2012 i wcześniej.)

Tak to się przedstawia. A teraz relacja z działki. W pierwszym tygodniu było tak:



Natomiast w tym było o wiele lepiej. Przyłapałam w jednym z iglaków pewną mamę... 


... na wysiadywaniu jajek. 

Mało zdjęć, bo jak wiadomo, wolałam czytać niż bawić się w fotografa. Niestety nie mam dowodu czytania, ale mam dowód na to, że relaksowałam się przy dobrych książkach I przyjemnej muzyce dzięki…


Kto zgadnie co to za śpiewak? ;)

Jak widać, jest to notka o wszystkim. Staram się nią nadrobić wszystkie zaległości, jakie się nazbierały w przeciągu tych dwóch tygodni nieobecności. Dlatego wybaczcie, ale za to macie dużo ciekawych zdjęć. ;)


I na koniec postu, pochwalę się, a co! Dostałam nominację Liebster blog od Queen Margot. Dla przypomnienia:

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.  Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania, które otrzymałam:

1. Średniowiecze czy starożytność? Hm… Chyba starożytność ;)
2. Wampir Lestat czy Edward Cullen? LESTAT! <3
3. Gra o tron czy Barwy szczęścia?  Gra o Tron! <3
4. Woda czy ogień? Zdecydowanie ogień.
5. Coca-cola czy Pepsi? To gazowane i to gazowane. :P
6. Western czy musical? Musical ;)
7. Kot czy pies? Musiałaś? Kotopies ;)
8. Pociąg czy samochód? Pociąg.
9. Literatura polska czy zagraniczna? Raczej zagraniczna
10. Mickiewicz czy Słowacki? Słowacki
11. Ulubiony film? Ulubiony? A jak ktoś ma milion ulubionych? Ostatnio oglądałam Grudniowych chłopców i bardzo mi się ten film spodobał. (Jest na podstawie książki i się kurde dowiedziałam, po fakcie… ;P)

Już raz byłam nominowana, nominowałam już wiele osób, więc zapraszam do zabawy wszystkich. Odpowiedzcie na pytania Queen Margot. ;)

To byłoby chyba na tyle. Dobranoc i zapraszam jutro na pierwszą (po)działkową recenzję! ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...