20 czerwca 2013

Ogłoszenia ;)


    Witajcie kochani! Mam nadzieję, że czerwiec mija Wam pozytywnie i bezproblemowo. Piszę, bo mam do ogłoszenia dwie ważne informacje. Po pierwsze – wczoraj obroniłam swoją pracę licencjacką, co oznacza, że w końcu mam wakacje! :D Tak bardzo się obawiałam tego, można rzec egzaminu… Ale to już za mną i mogę się w końcu skupić na tym, co sprawia mi największą przyjemność – czyli czytaniu! Przez ten szalony czerwiec nazbierało się trochę różnych zaległości, nie tylko czytelniczych, ale mam nadzieję, że do końca tego miesiąca się z tym wszystkim ogarnę i panie z wydawnictw, z którymi współpracuję nie ukręcą mi mojego zdolnego i kochanego łebka ;)
.
     Drugą sprawą, z którą piszę, jest to, że postanowiłam zrobić sobie dwutygodniowe wakacje od wszystkiego. W piątek wyjeżdżam na działkę i zamierzam na niej siedzieć do końca czerwca, a nawet jeszcze jeden tydzień lipca. I oczywiste jest to, że znikam na chwilę z sieci, co nie oznacza, że będę się obijać. Co to, to nie! Z dwutygodniowego odpoczynku zamierzam przywieść worek recenzji książek, trochę zdjęć z mojego leniuchowania i oczywiście z samej działki (mam nadzieję, już nie takiej zalanej, jak była. :))

     To chyba wszystko z ogłoszeń parafialnych. Więc na jakiś czas zmykam. Do zobaczenia wkrótce, jak wrócę, to odwiedzę Wasze blogi. ;) I życzę Wam powodzenia w zaliczaniu roku szkolnego, sesji i wytrwałości w pracy w oczekiwaniu na upragniony urlop. Trzymacie się!

Wasza lic. K.Pająk ;p 

     Więcej grzechów nie pamiętam  ;). Do napisania wkrótce!

13 czerwca 2013

GREGORY Philippa - Odmieniec

źródło: Egmont
 Philippa Gregory
Odmieniec
(Changeling)

tl. Maciejka Mazan

Literacki Egmont, 2013
s. 287
978-83-237-5709-2

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,9 cm)
+ 52 książki

ocena: 5/10

~*~

Siedemnastoletnia Izolda zostaje zamknięta w klasztorze, by nie mogła dochodzić swoich praw do spadku po zmarłym ojcu. Kiedy zakonnice, nad którymi sprawuje pieczę jako przełożona, zaczynają lunatykować i zdradzać oznaki obłędu, do opactwa Lucretili przybywa młody nowicjusz Luca Vero, by na polecenie samego papieża wyjaśnić sprawę. Luca i Izolda, zmuszeni stawić czoło największym lękom świata średniowiecznego - czarnej magii, wilkołakom, szaleństwu - rozpoczynają poszukiwania prawdy, swojego przeznaczenia, a także miłości. Pierwszy tom najnowszej serii autorki Kochanic króla.

~*~

Powieści historyczne od dawna są jednym z moich ulubionych gatunków literackich. Dlatego, gdy zaproponowano mi do recenzji książkę królowej takich publikacji – Philippy Gregory, byłam w siódmym niebie. Tym bardziej, że jej powieści są rozchwytywane wśród osób zaczytujących się w tego typu literaturze. Jak to spotkanie wspominam? Trochę jestem rozczarowana…

Odmieniec to pierwsza część z serii Zakonu Ciemności. Poznajemy wielu bohaterów w tym Lukę, Izoldę (która kojarzyła mi się tylko z Tristianem – i chyba tak pozostanie, oraz z Izoldą z trylogii Moorehawke), Freize’a i Isztar. Z tej plejady postaci, najbardziej przypadli mi do gustu, dzięki swojemu ciekawemu charakterowi i sposobowi bycia, Isztar i Frezie. To dzięki nim historia ta nabiera rumieńców i nie zakrawa nudą. Pozostali bohaterowie nie zrobili na mnie wrażenia i nie zaciekawili mnie swoją osobą. Są, ale tak naprawdę mogłoby ich nie być – nie wzbudzają żadnych emocji w czytelniku - ani negatywnych, ani pozytywnych i chyba taka bezpłciowość jest najgorszą stroną wszystkich książek. Bo jeśli bohaterowie nie wywołują żadnych uczuć, to po co one są? Może inaczej. Dlaczego tacy zostali wykreowani? Zapychacze treści? I to główni bohaterowie?

W przeciwieństwie do postaci, akcja jest ciekawa, wartka i niestety przewidywalna. Niektórzy czytelnicy za takimi formami nie przepadają, mi osobiście to nie przeszkadzało. Z opinii innych osób-czyteloników, taka „przewidywalność” w powieściach nie jest rzeczą pożądaną. To, że taka forma mi nie przeszkadza, nie oznacza, że nie lubię być zaskakiwana. Akurat w tym przypadku, jak wspomniałam taka „przewidywalność” mi nie przeszkadzała. Niestety Odmieniec pod tym względem wydaje się być bardzo prostą i mało wymagającą historyjką.

Jednakże jednym  największym zarzutem, jaki mam wobec tej pozycji to brak klimatu, tej konkretnej epoki (no chyba, że ja czytałam Odmieńca w nieodpowiednim dla siebie czasie – a było to w trakcie przygotowań do obrony…). Jestem wręcz zawiedziona, że autorka z wykształceniem historyka została pokonana przez średniowiecze. Niestety jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością pani Gregory, więc trudno mi powiedzieć, czy Odmieniec to „wpadka” przy pracy, czy po prostu tak autorka pisze. W każdym bądź razie czuję się trochę rozczarowana. Jak dla mnie, zabrakło opisów miejsc, ubioru, życia toczącego się itp.

Mimo tego, z przykrością muszę stwierdzić, mało udanego spotkania, sięgnę po kontynuację Zakonu Ciemności i inne publikacje pani Gregory, ponieważ chcę się przekonać, czy to rzeczywiście był „wyjątek” od tzw. reguły.

Żeby nie było, że widzę same minusy, znalazłam też i dobrą stronę Odmieńca. Plusem książki jest fakt, że szybko się ją czyta. Przyznam szczerze, że miałam trudności w wniknięciu w akcję, ale jak wspomniałam wcześniej, mogło to być spowodowane zawirowaniami czerwcowymi, które miały w moim życiu miejsce. Jednakże po całym tym szaleństwie (lekturę skończyłam po obronie pracy licencjackiej) nie miałam problemu w skupieniu się i wniknięciu w czytany tekst.

Ogólnie rzecz ujmując jest to książka, jeśli chodzi o treść, ze średniej półki. Mało wciągająca, bohaterowie w większości nijacy, akcja czasami nudnawa i przewidująca… No szkoda, bo opis wydawcy i okładka zachęcają i przykuwają wzrok. Oprócz ciekawej szaty graficznej, przykuwa także ilość rekomendacji i partnerów. I jak często się zdarza, tutaj potwierdziła się zasada: przerost formy nad treścią. Oczywiście dla mnie. Nie polecam, ale również i nie zniechęcam. Warto samemu przekonać się, czy Odmieniec spełni Wasze wymagania czytelnicze. To, że mnie rozczarowała, nie oznacza, że dla Ciebie nie okaże się strzałem w dziesiątkę.

9 czerwca 2013

BODZOŃ Krzysztof - "Pionowe formy wyciszenia"

Krzysztof Bodzoń
Pionowe formy wyciszenia

Nova Res, 2013

s. 150
978-83-7722-603-2
cena: 23,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,1 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Po przejściu przez pewien próg bólu oraz lęku, obydwa znikają bez śladu. To, co wtedy odczuwamy, jest poza nimi. Poza bólem i lękiem jest tylko spokój.

Liv Kamark przez całe życie przeżywa ciągle to samo. Pijaństwo ojca, a później kochanka, śmierć siostry i tegoż ojca – przez całe życie traci najbliższe osoby. W końcu zapętlają się również jej problemy osobiste, które równie dobrze mogłyby być problemami jej rodziców. Czy jest to powielanie czyichś błędów, czy coś, na co nie mamy wpływu?

Ideę wiecznego powrotu jako pierwsi dostrzegli i sformułowali starożytni Grecy. Rozwinął ją i po swojemu zinterpretował Nietzsche, wspominał Kundera w swojej twórczości. Teraz w jej obliczu stanęła Liv Kamark. Oko w oko. Chociaż dla niej koło się nie zamyka...

~*~

Dla każdego z nas cisza stanowi pewną odskocznię od wszystkiego co nas otacza: trosk, radości, po prostu od chaosu panującego w naszym życiu. Czym jest dla Ciebie cisza? Dla mnie jest stanem, w którym często poszukuję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Czy znajduję w niej odpowiedzi? Nigdy, jednakże pomaga na spokojnie podjąć trudne decyzje. Jaką formę stanowi dla mnie cisza? Jest to muzyka – przeciwieństwo ciszy. A dla głównej bohaterki jest nią sztuka, dzięki której spełnia się nie tyle, co zawodowo, ale również psychicznie. W niej odnajduje ciszę i ukojenie.

W pionowych formach wyciszenia poznajemy kobietę w kwiecie wieku, trzydziestodziewięcioletnią Liv Kamark, która jest oddaną matką dwójki córek oraz kustoszem sztuki w pewnym muzeum w Szwecji. Główna bohaterka właśnie przeżywa „kryzys” małżeński i można rzec, jest na rozstaju dróg. Jej mąż i ona za bardzo odsunęli się od siebie, przez co ich małżeństwo powoli schyliło się ku upadkowi. Jej kołem ratunkowym okazuje się psycholog Fredrik Alexsson, który z czasem staje się kimś więcej niż tylko lekarzem. Dzięki niemu Liv odnajduje zagubioną duszę i powoli powraca do normalności. Jednakże życie dla niej przygotowało jeszcze kilka prób i sama musi sobie z nimi poradzić. Przede wszystkim będzie musiała zawalczyć o swoje dzieci oraz o to, by nie podzielić losu jej rodziców. Kluczową rolę w całym tym małżeńskim chaosie odgrywa Isabelle. Jaką? Tego dowiecie się sięgając po Pionowe formy wyciszenia.

Książka ta jest miłą, lekką i przyjemną lekturą na lato, mimo tego, iż porusza naprawdę trudne tematy. Co ciekawe, oprócz wątków rodzinnych, czytelnik znajdzie w niej bardzo dużo odwołań do sztuki, a dla osoby, która miała styczność z tym światem (na przykład ja) jest formą przypomnienia oraz przyjemną odskocznią od szarej rzeczywistości. Mogę nawet powiedzieć, że w moim przypadku wywołała wspomnienia z czasów, kiedy na porządku dziennym było przyswajanie wiedzy z historii sztuki. Nawet dzisiaj, gdy zamknę powieki, bez problemu stają mi przed oczami chatarkterystyczne obrazy El Greco, czy Fra Anielico. Ale powracając do treści. Wielkim plusem jest to, iż znajdują się w niej wyjaśnienia wyrazów z tejże dziedziny, dzięki którym każdy może być odbiorcą treści bez względu na to, czy miał kiedyś styczność historią sztuki czy nie.

Ogólnie rzecz ujmując, Pionowe formy wyciszenia, jest warta chwili uwagi na morzu innych książek. Porusza wiele ciekawych wątków i jest miłą odskocznią, po prostu od wszystkiego. Historia ta już znalazła sobie miejsce w moim sercu i z pewnością kiedyś do niej powrócę. Jak przeczytasz to też zagości u Ciebie na dłużej. Może nie w sercu, ale w myślach na pewno.

~*~

Proza życia jest taka, że przez większość czasu na coś się czeka, a kiedy to już nastąpi, zaczyna się czekanie na coś innego. [1]

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res!



___
[1] BODZOŃ K.: Pionowe formy wyciszenia. Gdynia: Novae Res 2013, s. 119.

6 czerwca 2013

JANOWSKI Aleksander - "Krzyż Południa"


Aleksander Janowski
Krzyż Południa

Novae Res, 2013
s. 307
978-83-7722-579-0
cena: 33,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

Młody dziennikarz gazety polonijnej w Nowym Jorku oraz jego dziewczyna byli absolutnie przekonani, że wykupienie biletu na tygodniowy rejs w wygodnej kajucie na luksusowym wycieczkowcu gwarantuje niezapomniane wakacje. O tym ich przecież gorąco zapewniał niezwykle uczynny i sympatyczny agent w biurze podróży. Nie, wcale nie skłamał i nie przesadził. Niewiarygodnymi przeżyciami i wrażeniami wyniesionymi z tej krótkiej podróży mogliby obdarzyć tuzin innych turystów na kilka dobrych lat…

~*~

Krzyż Południa jest pierwszą polską książką sensacyjną, jaką miałam okazję przeczytać. Jak to spotkanie z nią oceniam? Muszę przyznać, że nawet nieźle.

Na samym początku chciałabym zwrócić uwagę na szatę graficzną. Z pewnością przykuwa wzrok i jest bardzo klimatyczna. Od razu przenosi czytelników w gorący, wakacyjny klimat oraz wywołuje bardzo pozytywne skojarzenia: woda, rafa koralowa, skarb… Wszystko jest takie żywe, barwne i pobudzające wyobraźnię. Po przeczytaniu tej pozycji mogę śmiało stwierdzić, że okładka w harmonijny sposób współgra z treścią książki, która jest niewątpliwie ciekawa i przykuwająca uwagę jak szata graficzna.

Krzyż Południa opowiada historię pewnego nowojorskiego dziennikarza, który wraz ze swoją dziewczyną odbywają dwutygodniowy rejs po oceanie. Na pierwszy rzut oka, dla bohaterów zapowiada się on bardzo spokojnie i jednocześnie atrakcyjnie. Planują zwiedzanie urokliwych miejsc, zakosztują różnych, tubylczych potraw, a przede wszystkim wspólnie będą spędzać ten wolny czas. Jednakże w trakcie tego rejsu zaczynają mieć miejsce serie niefortunnych zdarzeń, które sprawią, że bohaterowie (i przy okazji czytelnicy) nie będą mieli możliwości spokojnie zjeść posiłku, czy wybrać się na romantyczny spacer po mieście, do którego zawinie na chwilę statek. A ponad to, nie wszystko wydaje się takim, jakie jest w rzeczywistości, dzięki czemu czytelnik nie ma możliwości nawet pomyśleć o nudzie.

Od samego początku autor tworzy niesamowicie realistyczny świat Miami, Kuby i okolic, do których zawija „wycieczkowiec”. Bez problemu czytelnik przenosi się w tamte rejony świata i nawet najbardziej leniwa wyobraźnia czytelnika nie będzie miała problemu w kreowaniu tych widoków. Gorący klimat, lazurowa woda, błękit nieba, szum deszczu, barwne miasto i klimatyczne sklepy oraz tawerny – to wszystko niesie ze sobą lektura tej książki.

Drugim pozytywnym aspektem Krzyża Południa to ciekawi i barwni bohaterowie. Każda postać wykreowana przez autora jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Większość z nich wywołuje bardzo pozytywne emocje i nie w sposób ich nie polubić. W pewnym momencie stają się naszymi przyjaciółmi oraz towarzyszami w odkrywaniu tajemnic, które skrywa treść książki.

Kolejnym, który przemawia na korzyść tej lektury to akcja. Jest ona wartka, szybka, można powiedzieć, że płynie się przez nią i nie wiadomo kiedy dobiegła do końca. Można spokojnie porównać ją do podróży. Przygotowania do niej zawsze zajmują więcej czasu, niż okres jej trwania. Pozostawia lekki niedosyt, jednakże nie jest on niczym nieprzyjemnym, powiedziałabym wręcz, że jest czymś nawet pożądanym. Dzięki temu można poznać, że historia opowiedziana w powieści jest warta uwagi. Krzyż Południa obfituje w zwroty akcji, ciekawe rozwiązania i co najważniejsze – jest nieprzewidywalna i zaskakująca.

Wszystkie te elementy scalone w całość dają obraz bardzo dobrej lektury na wakacje. Mogę pokusić się nawet o to, że jest ona przyjemniejsza i łatwiejsza w odbiorze, niż książki króla sensacji – Roberta Ludluma. Jednym moim „ale” to to, iż zabrakło mi w niej czegoś, czego nie potrafię konkretnie zdefiniować. Może trochę więcej brutalności? Sama nie wiem do końca, ale w każdym bądź razie jest to idealna lektura na urlop, przy której można odetchnąć od życiowych problemów i zawirowań.

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


3 czerwca 2013

[#13] Podsumowanie 5/2013

źródło: We Heart It

Witajcie kochani! Jak Wam minął ten pracowity maj? Mam nadzieję, że pozytywnie, a Wasze plany zostały przynajmniej w większości wypełnione. A jak z moimi?

W sumie w porządku. Pracę mam napisaną, tylko nanieść ostatnie poprawki, drukowanie i obrona. Trochę się obawiam, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. Ba, będzie dobrze! W lipcu mam zamiar już być per lic., artystą-plastykiem Karoliną P. ;) (Ale to brzmi... :P Ha ha ha). A potem szybciutko składam papiery i idę na rekrutację na magisterium. Ale najpierw obrona, którą mam mieć 19 czerwca. Teraz zastanawiam się, czy chcę od kolejnego roku znów pisać pracę, a za dwa lata znów przeżywać ten stresie związany z obroną? Hm… Muszę się zastanowić. Ale powracając do rzeczywistości, lepiej skupić się na teraźniejszości, czyli podsumowaniu czytelniczego maja.

W tym miesiącu, z dumą mogę powiedzieć, że udało mi się przełamać złą passę z kwietnia, co za tym idzie przeczytałam trochę więcej i statystyka ta prezentuje się lepiej. Zobaczcie sami, jak to wszystko się prezentuje:

- Przeczytane - 7 książek:
     1. MORACZEWSKA E.: Jako w niebie 
     2. ASHTON B.: Podwieczność 
     3. SUSKA A.: Kłębek 
     4. HABA M.: Patchwork
     5. MARION I.: Ciepłe ciała 
     6. NESS P.: Siedem minut po północy 
     7. KIERNAN C.: Zbuntowany książę

Książka m-ca:  NESS P.: Siedem minut po północy (ukochana! <3).  

Rozczarowanie m-ca:  MORACZEWSKA E.: Jako w niebie (nie przypadła mi do gustu, choć wydawało mi się, że to strzał w tak zwaną 10). 

Przeczytane strony: 1 690, co daje około 54 stron dziennie.(nastąpił wzrost! ;)).

Nabytki - magiczna 11:
     1. BODZOŃ K.: Pionowe formy wyciszenia (od wydaw. Novae Res)
     2. BOOY S. van: Wszystko co piękne zaczęło się potem (kupno)
     3. FITZPATRICK B.: Crescendo (j/w)
     4. GREGORY P.: Odmieniec (od wydaw. Literacki Egmont) 
     5. JANOWSKI A.: Krzyż południa (od wydaw. Novae Res) 
     6. KARANDYSZ T.: Życie to iluzja (j/w)
     7. LEBRECHT N.: Pieśń imion (kupno)
     8. MAFI T.: Dotyk Julii (j/w)
     9. MORACZEWSKA E.: Jako w niebie (od wydaw. Novae Res)
     10. NAGIECKI J.: Krzywa gęba (j/w)
     11. ROTER F.: Pr-o-fil (j/w)


Pochwalę się też, że moja odpowiedź została wyróżniona w konkursie zorganizowanym przez portal Lubimy Czytać i wygrałam Teraz i zawsze Carolyn Egan. Czekam na paczuszkę, a książka ta, jak i inne (recenzenckie) pojawią się w kolejnym podsumowaniu.

Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 47,2 cm + 11,6 cm = 58,8 cm
2: 52 książki: 25 + 7 = 32
3. Z półki - poziom 6 (26-30 książek): 12 + 5 = 17 (małymi kroczkami do celu ;) 

W czerwcowych planach (oprócz rzecz jasna obrony) miałam zmianę szablonu, jednakże z powodu kłopotów ze stacjonarnym komputerem nie mam możliwości „odpicować” nowego wyglądu. Dlatego jeszcze przez jakiś (dłuższy czas) będzie gościć ten zielony.

Tak to się mniej-więcej przedstawia. Przede mną nadrabianie zaległości, przygotowywanie się do obrony i szukanie pracy na wakacje. Czyli wbrew pozorom czerwiec zapowiada się pracowicie. A co do kolejnych recenzji. Za dosłownie chwilę (jutro bądź pojutrze) pojawi się recenzja Krzyż Południa Aleksandra Janowskiego (powinnam dzisiaj skończyć ją czytać – pogoda jak widać bardzo sprzyja moim planom ;), który przeniósł mnie dosłownie w wakacyjny klimat i z pewnością możecie spodziewać się pozytywnej opinii tej książki. A co dalej w kolejce. Zastanawiam się nad Odmieńcem Philippy Gregory lub Pionowe formy wyciszenia Krzysztofa Bodzonia. Ale oczywiście to wyjdzie w tak zwanym „praniu”.

Tymczasem ja się zwijam i życzę sobie i Wam bardzo słonecznej pogody, bo chyba wkrótce będziemy mieli drugi biblijny potop. ;). Nie wiem czy moja działka i Wasze wille (;)) wytrzymają kolejne burze i deszcz. Oby!

Do napisania wkrótce! ;)

2 czerwca 2013

MORACZEWSKA Eliza - "Jako w niebie"

Eliza Moraczewska
Jako w niebie

Nova Res, 2013
s. 163
978-83-7722-539-4
cena: 24,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1 cm)
+ 52 książki

ocena: 3/10

~*~

Bohaterka - samotna od lat kobieta. Miejsce - duże miasto. Tło - codzienne wydarzenia, pozornie pozbawione większego znaczenia, z braku lepszych urastające jednak do rangi wręcz epokowej. Ta codzienność wywołuje erupcję niepohamowanych skojarzeń i dopowiedzeń, z jakich wyłania się obraz bogatej wewnętrznie kobiety, która walcząc i nieustannie przegrywając poddaje się w końcu bezsilności. I w tym właśnie momencie książka się rozpoczyna. W ostatnim, nieświadomym akcie desperacji bohaterka próbuje nadać sens własnemu życiu - żywiąc się życiem innych. Zaczyna obserwować swoich sąsiadów, dostosowuje do ich codziennego rytuału. Z dnia na dzień ich życie staje się dla niej o wiele ważniejsze niż własne... 

~*~

Z czym, a raczej z kim kojarzą nam się osoby, które przebywają na balkonie i obserwują życie innych? Są to najczęściej kobiety mające za dużo czasu wolnego i nie wiedzą po prostu, co z tym zrobić. Nie dziwi nas zbytnio to, gdy takimi osobami okazują się „babcie” będące na emeryturze. Wtedy znajdujemy dla nich milion lub garstkę usprawiedliwień. Jednakże zawsze jest to dosyć nieprzyjemne. Kto lubi być potajemnie obserwowanym, szczególnie wtedy, gdy chcemy coś ukryć przed oczami innych? Często jednak jesteśmy świadomi takiej obserwacji, ale machamy na to ręką i po chwili przysłowiowa „babcia” znika w naszej niepamięci. A co jeśli taką osobą okazuje się kobieta jeszcze w kwiecie wieku, dla której emerytura to jeszcze przyszłość?

Iga jest właśnie taką osobą. Jej egzystencja opiera się na kilku punktach: spaniu, piciu kawy, paleniu papierosów i siedzeniu na balkonie. Autorka nie podaje wieku głównej bohaterki, jednakże można przypuszczać, że nie jest ona osobą będącą w tzw. „jesieni” życia. Od razu nasuwa się tutaj pytanie, a mianowicie: dlaczego kobieta, zdolna jeszcze do pracy, żyje życiem innych, a swoje zostawia na uboczu, czekając na nie wiadomo co? A autorka nie wyjaśnia tego, oraz nie podaje do wiadomości czytelnika, dlaczego bohaterka tak postępuje i co ją do tego skłoniło.

Przeczytałam historię o pewnej kobiecie, dla której sensem istnienia jest podglądanie innych. I jaki z tego morał? A taki, że czasem możemy być świadkami czegoś, na co nie jesteśmy przygotowani psychicznie oraz taki, iż można popaść „uzależnienie”. Uzależnić się od czyjegoś życia. Nigdy bym nie przypuszczała, że istnieje przedstawiona w tej książce taka forma „narkotyku”. Oprócz tego, po tej lekturze zostaje garstka luźnych słów typu: spanie, papieros, balkon, zakupy i bezsens. Historia jest wielowątkowa, niektóre z nich są bardziej inne mniej ciekawe, niektóre bez, może nie wyjaśnienia, lecz na pewno bez zrozumienia. Po co daje się wątki, skoro nie wnoszą niczego w życie czytelnika oraz nie stanowią formę rozrywki i relaksu? Istnieć tylko po to by być? Mieć tylko dla samego faktu posiadania? Jakoś taka forma za mną nie przemawia.

Jako w niebie jest bardzo trudną lekturą. Język specyficzny, niekiedy bardzo filozoficzny, czasem czytelnik może mieć wrażenie zagubienia i niezrozumienia. Chociaż na swój sposób styl autorki jest naprawdę ciekawy, jednak w nadmiarze staje się uciążliwy, nudny i niestety ciężkostrawny.

Dodatkowo wielokrotnie pojawiają się słowa, których znaczenia nawet ja nie znam (studentka), a co dopiero inni (nie oznacza to jednak, że jestem lepsza, czy znam więcej słów od innych ludzi. Co to, to nie!) – no chyba, że odbiorcami jest konkretna grupa. Oprócz tego w tekście znajdują się wtrącenia w różnych językach (z tego, co zdążyłam rozszyfrować, to zwroty po angielski, niemiecku i łacinie). Nie byłoby problemu, gdyby były jakieś tłumaczenia tych zwrotów. Nie wszyscy muszą biegle posługiwać się łaciną, bądź niemieckim. Rozumiem autorkę i domyślam się, dlaczego postanowiła umieścić w Jako w niebie te obcojęzyczne fragmenty, jednakże przydałyby się przypisy, no chyba, że każdy wie, co oznacza Vipera berus (s. 98 – żmija zygzakowata tł. Tłumacz Google) i va bene (s. 35 – Ah dobrze tł. Tłumacz Google).

Nastawiłam się na ciekawy, wciągający i niesamowicie psychologiczny portret kobiety, żyjącej problemami innych. Co otrzymałam? Nudną, niekiedy irytującą powieść, przy której bardzo często popadałam w melancholiny nastrój i tzw. zawieszenie. Nie wspominając o tym iż w trakcie czytania myślałam o wszystkim, tylko nie o dziejącej się akcji. W konsekwencji musiałam powracać do akapitów wcześniej, bo po prostu traciłam wątek (niekiedy jest to bardzo irytujące). Owszem, występuje w niej dużo skojarzeń i dopowiedzeń, ale czasami nie wiadomo, dlaczego są takie odwołania i skojarzenia, a nie inne. Żyje życiem innych, by nadać sens własnemu? W moim mniemaniu pomysł nie do końca realizowany.

Ogólnie rzecz ujmując, w swojej subiektywnej opinii, jest to ciężka i nudnawa historyjka. Nagłych zwrotów akcji nie ma, a jedyną formą aktywności bohaterki jest wyprawa do kuchni po kubek kawy i powrót na balkon, gdzie można wypalić papierosa. I wypad do sklepu po zakupy. Powiem szczerze. JA zmarnowałam na nią czas, ale nie oznacza to, że komuś ta pozycja się nie spodoba. Na swój sposób jest ciekawa, sam pomysł dobry, jednak gorzej z wykonaniem. Jako w niebie okazało się lekturą nie w moim guście. Dlatego tak niska ocena.

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



~*~

Następny post będzie poświęcony podsumowaniu maja i stosikowi, a następnie kolejne recenzje. :) W najbliższym czasie posty mogą ukazywać się dość chaotycznie, a spowodowane jest to faktem, iż w czerwcu bronię się i finalizuję licencjat. Dlatego z góry przepraszam. Do napisania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...