21 maja 2013

ASHTON Brodi - "Podwieczność"

!!! RECENZJA PRZEDPREMIEROWA !!!
Premiera: 22 maja 2013

źródło: fb Papierowy Księżyc
Brodi Ashton
Podwieczność
(Everneath)

tł. Agnieszka Brodzik

Papierowy Księżyc, 2013
s. 383
978-83-6138-629-2
cena: 35,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,8 cm)
+ 52 książki

ocena: 8/10

~*~

„Podwieczność” to pierwszy tom otwierający niezwykle piękną i romantyczną trylogię o miłości, stracie i nieśmiertelności, opartą na motywach zaczerpniętych z mitologii.

Zeszłej wiosny Nikki Beckett zniknęła w podziemiu zwanym Podwiecznością.

Teraz wróciła do swojego dawnego życia, do rodziny i chłopaka. Ma tylko sześć miesięcy na to, by pożegnać się, nim Podwieczność upomni się o nią – tym razem już na zawsze.

Sześć miesięcy na to, aby znaleźć odkupienie, jeśli ono w ogóle istnieje.

Nikki pragnie spędzić te cenne miesiące, zapominając o podziemiu, a jednocześnie próbuje ponownie zbliżyć się do swojego chłopaka, Jacka, którego kocha najbardziej na świecie. Istnieje tylko jeden problem: Cole, który śledzi Nikki z Podwieczności aż na Powierzchnię. Cole chce przejąć tron w podziemiach i jest przekonany, że to Nikki jest kluczem do jego sukcesu. I zrobi wszystko, aby ją ściągnąć do podziemi, jako swoją królową.

Czas Nikki na powierzchni zbliża się ku końcowi, a jej sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziewczyna pragnie znaleźć sposób na oszukanie losu i uniknięcie powrotu do Podwieczności, gdzie czeka ją nieśmiertelność u boku Cole’a…

„Podwieczność” jest rekomendowana przez najpopularniejsze autorki powieści dla młodzieży, takie jak Becca Fitzpatrick czy Ally Condie i idealnie trafi w upodobania tych czytelników, którzy szukają niezapomnianej i pełnej emocji historii o miłości, która przekracza granice tego świata.

~*~ 

Zeszłej wiosny Nikki Beckett zniknęła w podziemiu zwanym Podwiecznością. Teraz wróciła do swojego dawnego życia, do rodziny i chłopaka. Ma tylko sześć miesięcy na to, by pożegnać się, nim Podwieczność upomni się o nią – tym razem już na zawsze. Sześć miesięcy na to, aby znaleźć odkupienie, jeśli ono w ogóle istnieje. 

Nikki pragnie spędzić te cenne miesiące, zapominając o podziemiu, a jednocześnie próbuje ponownie zbliżyć się do swojego chłopaka, Jacka, którego kocha najbardziej na świecie. Istnieje tylko jeden problem: Cole, który śledzi Nikki z Podwieczności aż na Powierzchnię. Cole chce przejąć tron w podziemiach i jest przekonany, że to Nikki jest kluczem do jego sukcesu. I zrobi wszystko, aby ją ściągnąć do podziemi, jako swoją królową. 

Czas Nikki na powierzchni zbliża się ku końcowi, a jej sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziewczyna pragnie znaleźć sposób na oszukanie losu i uniknięcie powrotu do Podwieczności, gdzie czeka ją nieśmiertelność u boku Cole'a.

Na samym początku chciałabym podzielić się z Wami pewną sprawą. A mianowicie zasiadając do pisania tejże recenzji miałam pustkę w głowie. Bo czego bym nie napisała o Podwieczności, nie odzwierciedli jej wyjątkowości na tle innych książek z gatunku paranormal romance.

Może zacznę od tego, iż autorkę do napisania tej powieści zainspirowała mitologia. A konkretniej o Eurydyce i Orfeuszu, jeden ze smutniejszych mitów. Uciekając przed adoratorem – Aristajosem, Eurydykę śmiertelnie ukąsił wąż. Tym sposobem piękna nimfa trafia do królestwa Hadesa. Jej zrozpaczony mąż Orfeusz idzie za nią do podziemia i dzięki swojej przepełnionej smutkiem melodii przekonuje króla podziemi, by wypuścił jego ukochaną. Jednakże Hades stawia jeden warunek – Orfeusz nie odwróci się, dopóki nie wyjdą z podziemi. I jak łatwo się domyśleć łamie to przyrzeczenie i w konsekwencji Eurydyka powraca do świata umarłych, a Orfeusza spotyka równie smutny los.

Ten mit pokazuje, jak wielkim uczuciem jest miłość i smutek oraz jak łatwo stracić ukochaną osobę i wbrew pozorom jak trudno ją odzyskać. Podobnie jest w przypadku Podwieczności.

Nikki Beckett była zwyczajna nastolatką. Miała dom, kochającą rodzinę oraz wspaniałych przyjaciół – Jules i Jacka, a konkretniej jedną przyjaciółkę i chłopaka. Życie jej zaczęło się stopniowo komplikować – najpierw tragiczna śmierć matki, następnie kłótnia z ojcem, a potem nieprzyjemne spotkanie z Lacey w męskim akademiku, w których chwilowo przebywała drużyna Jacka. To wszystko doprowadza zranioną dziewczynę do Cole’a, który za jej przyzwoleniem zabiera jej ból i sprowadza do podziemia, skąd mówi się, nie ma powrotu… A zniknięcie jej pozostawiło pustkę, którą nikt nie potrafił wypełnić.

W ciemności, miejscu, w którym nie powinno jej być, stopniowo przestaje walczyć o swoje wspomnienia. Jedno po drugim rozpływa się w nicości Podwieczności, a jedyną osobą, z którą ma kontakt jest Cole… I wspomnienia o pewnym chłopaku, do którego powraca w swojej nicości. Ta więź właśnie staje się mostem, nicią Ariadny, ze światem śmiertelników. W ten sposób powraca na powierzchnię; słaba i zagubiona. A za nią podąża Cole, wieczny, który wraz z jej pomocą chce przejąć władzę w podziemiu. Jedno jest pewne. Cienie upomną się o Nikki w odpowiednim momencie, ale to od niej będzie zależało w jaki sposób powróci oraz jak pożegna się z dotychczasowym życiem.

Podwieczność jest typowym paranormal romance. Pobudza nie tylko wyobraźnię (sam tytuł jest intrygujący), ale również emocje, drzemiące w sercach czytelników. Historia ta przepełniona jest walką o wolność, miłość i przede wszystkim z konsekwencjami podjętych decyzji. Pokazuje ona, że nie wolno pochopnie wyciągać wniosków, poddawać się, lecz wierzyć i ufać. Nie tylko sobie, ale również – może przede wszystkim – innym, osobom, którym zależy na nas i naszym losie. To ludzie otaczający nas kreują nasz świat, emocje i nastawienie do życia. Walka Jacka z przeznaczeniem Nikki jest wręcz odurzająca. Nic dziwnego, ze przez tego typu postaci, czytelniczki poszukują własnych ideałów. Ale powracając do tematu: ukazana jest jego siła woli i miłości, co z pewnością zasługuje na pochwałę.

Autorka w Podwieczności poruszyła jeszcze jeden ważny temat. A mianowicie uzależnienie od ludzi – obcowania i egzystowania z nimi. Nie potrafimy żyć w odosobnieniu. Potrzebujemy siebie nie tylko po to, by „nie było nam nudno”, lecz po to, by pomagać sobie w miarę możliwości.

To, co mi się jeszcze nasuwa to fakt, że książka jest z przesłaniami. Nie jednym, lecz kilkoma. I to głównie przemawia na jej korzyść. Dodatkowo wielowarstwowość i różne punkty ujęcia powieści sprawiają, że historia żyje, a my, czytelnicy się w niej zatracamy. Jest ona urzekająca i zaskakująca.

Ogólnie rzecz ujmując jest to interesująca i niewymagająca lektura. Jednakże zastanawiam się, czy Podwieczność jest z tych serii, które zapadają w pamięć. Okaże się to na pewno w najbliższym czasie. Cóż więcej rzec? Polecam!

Pamiętać jest łatwo. To zapominanie jest prawdziwą sztuką.


~*~

Za możliwość przeczytania dziękuję ślicznie wydawnictwu Papierowy Księżyc




17 maja 2013

SUSKA Aleksandra - "Kłębek"

źródło: Zaczytani
Aleksandra Suska
Kłębek

Novae Res, 2013
s. 119
978-83-7722-553-0

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (0,9 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~

„Kłębek” to historia kobiety, która w radykalny sposób odrzuca swoją dotychczasową tożsamość. Odchodzi z miejsca, które do tej pory było jej przypisane. Pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i wybiera się w podróż. Zwraca powszechną uwagę przechodniów swoim strojem, zachowaniem, wyglądem. Wsiada w pociąg, nie podejmując decyzji co do celu podróży. Zdaje się na los i jego wyroki.

Wysiada na ostatnim przystanku i odwiedza dworcowy bar, nieco zatrzymany w czasie. Znajduje ogłoszenie, z którego wynika, że ktoś chce wynająć dom za miastem. Udaje się we wskazane miejsce, które odtąd staje się jej nowym światem. Poznaje okoliczne miasteczko i jego atmosferę.

Z narastającym niepokojem odnajduje w domu liczne portrety kobiety, która wygląda niemal tak samo jak ona?

~*~ 

Czy można uciec od przeszłości i przyszłości? Czy można od tak, z miejsca porzucić swoje dziedzictwo i tożsamość? Większość z nas nie wyobraża sobie być kimś innym, niż w tym momencie jest. Jednakże czasami pojawiają się takie myśli „chciałabym/chciałbym być kimś innym” lecz nic w tym kierunku się nie robi. Żyjemy dalej, nie przejmując się zbytnio tym, co za nami, ale z większą uwagą czekamy na to, co niesie ze sobą przyszłość.

Kłębek Aleksandry Suski przedstawia nam historię pewnej kobiety, która postanawia skreślić swoje dotychczasowe życie, stając się Anną, oraz losy obcej dla jej rodziny, do której przez przypadek zaprowadził ją los.

Pierwsze nasuwające się pytanie, to dlaczego opuściła swoje miejsce? Dlaczego zmieniła swoją tożsamość i wyruszyła w świat? Niestety tego autorka nie zdradza czytelnikowi, tak jakby ten element nie był istotny w przesłaniu całego tekstu. I w pewnym sensie nie jest, a to od momentu znalezienia przedawnionego ogłoszenia o wynajmie domu w gazecie, otrzymanej w przydworcowym bufecie. Bohaterka udaje się w tamto miejsce sądząc, że to będzie początek jej nowego życia. I rzeczywiście tak się początkowo staje. Omyłkowo przeistacza się w Zofię i stopniowo odkrywa tajemnice nie tylko ukryte we wnętrzu domu, ale również i rodziny, do której należało to mieszkanie. Kłamstwa, miłość, fascynacje, tragedie przeplatają się w zapisanej przeszłości domu. Każdy dźwięk, przedmiot, ściany szepcą tajemnice, które powinny zostać w rodzinie. Cała ta sytuacja sprawia, że Anna-Zofia staje się intruzem w intymnym świecie - w sztuce teatralnej, bez głównych bohaterów, którzy dawno już zeszli ze sceny. A ona ogląda tylko stare plakaty i postery ze sztuki, starając się w ten sposób z pamięci odtwarzać tę sztukę od nowa – na której nie była i nigdy nie będzie. Na podstawie materiałów i wszystkiego, co pozostało próbuje wcielić się w swoją, nową rolę i tym samym ciągnąć zakończone przedstawienie. Jednak kłamstwa zaczynają blednąć i tracić na swojej wiarygodności. Można powiedzieć, że losy tejże rodziny, zamiast przedstawienia przeistaczają się w nauczkę na przyszłość dla Anny-Zofii i w pewnym momencie odkrywa bezsens swojej decyzji o ucieczce od przeszłości. A w tym postanowieniu jeszcze mocniej utwierdza ją bezpośrednia konfrontacja z prawdziwą Zofią i jej matką.

Kłębek wbrew pozorom nie jest lekturą lekką. Jak na objętość książki – 119 stron, czyta się ją dość długo. Jednakże język jest bardzo plastyczny, dzięki któremu czytelnik nie ma problemu z wizualizacją tego, co aktualnie dzieje się w opowieści. Na pewno to historia z przesłaniem, a mianowicie, że od przeszłości się nie ucieknie. Możesz się jej wyrzec, ale i tak do niej powrócisz. Bo ona stanowi część całego twojego życia. Dzięki niej jesteś kimś, a nie nikim.

Ciekawa lektura, choć niekiedy nudnawa. Akcji niewiele, jednakże cała historia zapada w pamięć.

~*~

Cóż, droga do nieba nie może być zbyt łatwa. Inaczej niebiosa byłyby przepełnione. Taka naturalna selekcja. [1]

Człowiek potrafi być znawcą tylko w tej dziedzinie, która nie dotyka jego doświadczeń bezpośrednio. Tylko co to za znawca, który nie wie, czym tak naprawdę się zajmuje? Paradoks, nie sądzicie państwo? [2]

Wiedziała, że zabierając stąd cokolwiek, nawet najmniejszy drobiazg, stanie się niewolnikiem swojej przeszłości. [3]

Żyła przeszłością jak większość ludzi w podeszłym wieku, a także życiem innych ludzi. [4]

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res!


___
[1] SUSKA A.: Klębek. Gdynia: Novae Res 2013, s. 68.
[2] Op. Cit., s. 15.
[3] Op. Cit., s. 5.
[4] Op. Cit., s. 29.

13 maja 2013

HABA Marta - "Patchwork"

źródło: Zaczytani
Marta Haba
Patchwork

Novae Res, 2013
s. 82
978-83-7722-598-1

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (0,6 cm)
+ 52 książki

ocena: 6/10

~*~

Literacki patchwork wydaje się być zszywkiem wielu opowieści. Postaci kobiece – Alicja, Irena i Nina prowadzą ze sobą podświadomy dialog, aby wkrótce przemówić jednym, zsynchronizowanym głosem głównej bohaterki. Alicja-Irena-Nina wikła się w dziwną relację ze znanym pisarzem, a w konsekwencji musi porzucić męża i dziecko. Po latach jej córka Michalina postanawia dowiedzieć się prawdy o zdarzeniach z przeszłości i wyborze dokonanym przez matkę. Żeby ją zrozumieć, puka do drzwi Huberta, a wtedy zaczyna się już zupełnie nowa historia... Patchwork jest w zamierzeniu autorki mikro-formą czerpiącą swobodnie z gatunku „powieści w powieści” i jednocześnie artystycznym eksperymentem.

Marta Haba urodzona w 1980 roku w Gdyni. Literaturoznawczyni i filozofka. Interesuje się psychoanalityczną (freudowsko-jungowską) koncepcją twórczości literackiej. Za istotne intelektualne przeżycie uznaje przeczytanie wszystkich tomów Prousta. Obecnie zajmuje się ideami psychoterapii filozoficznej. Patchwork jest jej debiutem prozatorskim.

Alicja już jako dziecko odkryła, że ma tylko jedno życie. Chciała to sobie wynagrodzić, zwielokrotniając doświadczenie. Wplatała więc swoje przeżywanie w wielość żywotów, które wiodła równolegle.

Zaczęła od domowego teatrzyku, w który bawiła się regularnie. Na złożony po obiedzie stół zarzucała gruby koc, a po dwóch jego stronach ustawiała lampki, na których wieszała kolorowe apaszki matki. W ten sposób zrobione reflektory kierowała na zaimprowizowaną scenę. Chowała się za stołem wraz z pacynkami i potrzebnymi jej rekwizytami, wśród których nie brakowało papierowej korony czy berła z kuchennego mieszadła do ciasta. Odgrywała wymyślone przez siebie dziecinne spektakle - mówiła głosem cienkim, piskliwym lub donośnym. Szeptała, krzyczała, śmiała się i płakała. Mogła być kim chciała – królewną, królową, królem, księciem, czarownicą.

Była wszystkim.

~*~

Dlaczego matki odchodzą od swoich dzieci, mężów – rodziny? Co jest takiego pociągającego w innym mężczyźnie, że dla niego rzuca się wszystko, co wydaje się podstawą szczęścia. Ale zatrzymajmy się na chwilę. Czy tylko dla mężczyzny, a nie przypadkiem, za czymś więcej? Może tutaj chodzi o coś bardziej duchowego, niż cielesnego?

Irena, Alicja i Nina to jedna i ta sama osoba. Bohaterka przedstawia siebie z trzech punktów widzenia jako matkę, żonę, żydówkę i kochankę. I przede wszystkim, co największe wzbudza zdziwienie w czytelnikach – kobietę niespełnioną. Po „niby” spełnionych ambicjach rodzinnych społeczeństwa i męża uświadamia sobie, że czegoś jej brakuje. Że to, co w pierwszym momencie było dobre, okazuje się niewystarczające. Dusi się w sobie i postanawia uciekać. Poszukuje wolności i wytchnienia, z dala od córki i męża…

Po latach, Michalina podąża śladami matki. Szuka odpowiedzi na nurtujące ją pytania, a szczególnie na jedno – dlaczego? Czemu zostawiła rodzinę? Na to pytanie jednej odpowiedzi nie ma. Michalina jej nie otrzyma, tak samo jak my – czytelnicy. Lecz mimo tego potrafimy wyciągnąć odpowiednie wnioski. I je snujemy.

Patchwork jest opowieścią stworzoną z elementów stanowiących pewną, spójną całość. I stanowią ją, jednakże nie jest ona przeznaczona dla wszystkich. Tylko niektórzy z nas, czytelników przez chwilę zastanowi się nad przesłaniem tejże historii. Pewnie większość jego nie dostrzeże lub nie zrozumie. Może jak na dłuższą chwilę zamkną oczy, to odkryją jej sens? Na pewno.

Książka ta jest naprawdę intrygująca. Początkowo miałam – delikatnie mówiąc – mętlik w głowie, jednakże im dalej brnęłam w opowieść, tym bardziej zaczynała być ona dla mnie zrozumiała. Przyjemny i lekki język pozwala wniknąć w tą psychoanalizę kobiecego umysłu. Ale niestety jest to książka, do której raczej się nie powraca. Przeczyta się ją szybko, następnie poduma nad jej odbiorem, a na końcu odłoży się na półkę. Trochę szkoda, bo Patchwork napisany został z pomysłem i pewną ideą. Moim zdaniem ta historia mogłaby być odrobinę dłuższa i bardziej rozwinięta. Czy pozostawia pewien niedosyt? Troszeczkę.

Odchodzi się nie po to, żeby wrócić. Odchodzi się po to, by stać się kimś innym. Odchodzi się po to, żeby się uwolnić. [1]

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res


___
[1] HABA M.: Patchwork. Gdynia: Novae Res 2013, s. 35.

11 maja 2013

MARION Isaac - "Ciepłe ciała"

źródło: Replika
Isaak Marion
Ciepłe ciała
(Warm bodies)

tł. Martyna Plisenko

Replika, 2011
s. 307
978-83-7674-134-5

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,2 cm)
+ 52 książki

ocena: 7/10

~*~



     R nie ma imienia, wspomnień, pulsu. Wraz z innymi zombie zamieszkuje opuszczone lotnisko. Żadne z nich nie pamięta, jaka katastrofa zamieniła świat w przerażające i puste miejsce, a ich – w chodzących Martwych. Żeby podtrzymać swoją egzystencję, muszą polować na Żywych, ukrywających się w opuszczonym mieście.
      Pożeranie Żywych to smakowanie ich wspomnień, odtwarzanie tego, kim byli.
Podczas jednej z krwawych wypraw R znajduje Julie i – zupełnie niespodziewanie dla samego siebie – ocala ją przed śmiercią, zabierając ze sobą. Tak właśnie rozpoczyna się pełna napięcia znajomość, która diametralnie zmieni nie tylko ich samych. Jednak zimny i martwy świat nie podda się bez walki.

~*~

     Czym jest miłość? Stanem euforii, cierpienia, nadziei, marzeń duszy i ciała. Czy naprawdę ma ona siłę przenosić góry oraz potrafi zmienić najgorszego wroga w przyjaciela? To wiedzą nieliczni, którzy jej zakosztowali. A ci, którzy nie zakosztowali, a chcą się przekonać jak to jest, to Ciepłe ciała są do tego najkrótszą i najszybszą drogą. 

     Wokół tejże historii zrobił się niedawno istny szum, a to za sprawą ekranizacji, która weszła w pierwszym kwartale 2013 roku. I rada nie rada naszła mnie ochota na obejrzenie filmu, jednakże chciałam w pierwszej kolejności przeczytać książkę, a dopiero później zobaczyć tę historię na ekranie. I tak też mi się udało. Lektura za mną, a film przede mną. Jakie wrażenia?

     Ciepłe ciała opowiadają o zombie. Po prostu. Koegzystują na świecie z Kościstymi i ludźmi. Jedni zjadają drugich w szale swojej natury, a z kolei drudzy starają się przetrwać. Jednakże pomiędzy nimi jest R. Jak na zombie, jest dość „świeży”. Wyróżnia się nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale również i tym, co siedzi w jego przysłowiowej duszy.  Jest inny. Ma pewne pragnienia, których tak naprawdę do końca nie rozumie. A chce i dąży do tego, by je spełnić. Myśli i niekiedy filozofuje, przez co jeszcze bardziej, może nie tyle wydaje się śmieszny, co „żywy” i taki ludzki. Do momentu poznania błękitnookiej Julie żyje tak, jak przeciętny zombie. Siedzi i zatapia się w nicości, zjada ludzi i ich tętniące życiem mózgi, oraz podporządkowuje się zasadom, które wśród tejże społeczności (co by nie było, tworzą pewną grupę) funkcjonują. Można powiedzieć, że śmierć Perry’ego – chłopaka Julie, tak naprawdę jest przyczyną, a raczej początkiem zmian. Nie tylko zachodzących w R, lecz również w  otoczeniu, w którym się znajduje. Przeciwstawia się wcześniejszym regułom i własnym potrzebom, przez co jego unikalność poraża wszystkich dookoła. Łącznie samego bohatera. A do tego wszystkiego dochodzą uczucia, budzące się w nim na widok drobnej blondyneczki, która wbrew pozorom nie jest taka silna, na jaką sama siebie kreuje. Tych dwoje widząc nadchodzące zmiany upatruje w nich nadzieję, na przyszłość. Czy uda im się stworzyć nowy świat? A może będzie już dla nich – dla ludzi i zombie, za późno, by wspólnie móc żyć? Snuć plany na przyszłość? Marzyć? Tego dowiecie się, sięgając po Ciepłe ciała.

     Na początku, gdy kolokwialnie „wgryzałam” się w akcję i sytuację książki, myślałam, że nie dam rady. Pierwszy raz w życiu miałam takie obawy, a to dlatego, że większość z osób, które przeczytały Ciepłe ciała uznały ją za świetną historię i ja na coś takiego się nastawiłam – od samego początku. Gdy poznajemy R i jego otoczenie dla nas, czytelników, jest czymś nowym. Niespotykanym. Jak to? Zombie, które myślą? Mają UCZUCIA? Jakże to? Z pewnością jest to oryginalne, jednakże również i nudne. Przynajmniej dla mnie. I stąd pojawiła się chęć zostawić tą historię, ale z niej nie zrezygnowałam. Chciałam dać jej szansę. Dałam. I nie żałuję.

     Od momentu wkroczenia Julie, cała ta powieść nabiera barw. Sprawia, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia nie tylko R, ale również i język, który staje się bardziej „ludzki”, a nie jęczący i charkający od otaczających zombie.

     Trzeba przyznać, że jest to pierwsza tego typu powieść. Można powiedzieć, że otwiera kolejne drzwi wyobraźni i łamie pewne stereotypy. Wcześniej uczłowieczano wampiry, wilkołaki i inne stwory. W końcu przyszedł czas na zombie. Czy to dobrze? Nie wiem, ale jeśli jest to przedstawione w taki sposób, jak w Ciepłych ciałach to mnie to nie będzie przeszkadzać. Jedynie, czego się obawiam to boomu na tego typu opowieści i już mnie ciarki przechodzą. Bo zombie jest tematem dość trudnym. Trzeba go umiejętnie przedstawić, by nie wyszły z tego tzw. „ciepłe kluchy”. A książka ta jest przykładem tego, że można dobrze przedstawić historię o zombie.

     Ogólnie rzecz ujmując, podobała mi się ta książka, ale nie jestem pewna, czy kiedyś do niej powrócę. W każdym bądź razie jest wyjątkowa i warta polecenia, więc POLECAM!

~*~

     Nie ma co czekać na idealny świat. Świat zawsze jest taki, jaki jest teraz i od ciebie zależy, jak na niego zareagujesz. [1]

     Patrząc na swoja przeszłość, widzę wszystkie te przypadki, gdy dokonałem wyboru dlatego, że sądziłem, że tak trzeba, ale mój tata miał rację: świat nie ma zasad. One są w naszych głowach, w naszej zbiorowej pamięci. To my tworzymy zasady. Możemy je zmienić jak tylko chcemy. [2]

     A teraz idę obejrzeć film. :)

___
[1] MARION I.: Ciepłe ciała. Replika 2011, s. 162.
[2] Op. Cit., s. 227.

9 maja 2013

NESS Patrick - "Siedem minut po północy"

!!! Recenzja przedpremierowa !!!
premiera: 22 maja 2013


Patrick Ness
Siedem minut po północy
na podstawie pomysłu Sobhan Dowd
(A Monster Calls)

Tł. Marcin Kiszela

Papierowy Księżyc, 2013
s. 216
978-83-61386-27-8
cena: 39,90 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+1 cm)
+ 52 książki

ocena: 10/10

~*~


Odważna, pełna czarnego humoru, głęboko poruszająca opowieść o chłopcu, jego ciężko chorej matce i niezapowiedzianym, potwornym gościu.

Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór.

Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie.


Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego.

Żąda prawdy.

Na podstawie ostatniego pomysłu wielokrotnie nagradzanej pisarki Siobhan Dowd – która zmarła na raka i nie mogła sama napisać tej historii – Patrick Ness stworzył mroczną, przejmującą powieść o nieszczęściu i stracie, a także o potworach: tych realnych i tych wyobrażonych.

~*~

Teraz nadeszła pora, bym przekazał pałeczkę tobie. Opowieści nie kończą się na pisarzach, mimo że w tym wyścigu startuje ich wielu. […] Weź tę historię i pędź przed siebie.

Nie znam twórczości Siobhan Dowd ani jej historii. Znam tylko kilka luźnych faktów: przede wszystkim to, że jest autorką wielu książek, które czekają na to, bym je odkryła, następne: zmagała się z ciężką chorobą oraz to, że miała pewien pomysł, plan, który chciała zrealizować. Nie zdążyła. Dzięki panu Ness, ten pomysł nie odszedł wraz z jego autorką, lecz został uratowany i powołany do życia. Można powiedzieć, że jest hołdem złożonym przez pisarza, dla pisarza…

Siedem minut po północy przedstawia historię trzynastoletniego Conora. Chłopiec ma niepełną rodzinę: matkę, którą trawi ciężka choroba, ojca, który ma nową rodzinę, babcię inną niż wszystkie i … koszmar senny. Jest nie tylko marą, przed którą Conor stara się uwolnić, lecz bolesną prawdą, czającą się na dnie jego serca. Stara się ją stłumić, zwalczyć ją, lecz jego wysiłki od samego początku skazane są na klęskę. By pokonać i pogodzić się z nią, chłopiec nieświadomie przywołuje potwora, istotę, która ma mu w tym pomóc. I tak nadchodzi nowy koszmar, który wkrótce przekształca się w serię leczniczych snów. A w nich cztery, wbrew pozorom różne opowieści. Trzy należące do potwora i jedna będąca rozwiązaniem oraz kluczem do pokonania koszmaru, prześladującego chłopca. Razem stanowią nierozerwalną część, dzięki której ta historia staje się wielowymiarowa.

Nie piszesz swojego życia słowami […] lecz działaniami. Nie jest ważne, co myślisz. Liczy się tylko to, co robisz.

Czym są działania? Przybliżają one lub oddalają od określonego celu. Są też takie, które w konsekwencji zmieniają światopogląd jak i ukazują prawdę ukrytą głęboko w naszym sercu.

Niekiedy ludzie muszą najmocniej okłamywać właśnie samych siebie.

Kłamstwa dla Conora stają się bronią i orężem, które z góry skazane są na niepowodzenie. Bronią na co? Na to, co zbliża się nieuchronnie i tym, co siedzi głęboko w jego sercu. A co z prawdą? Prawda przecież wyzwala.

A pomiędzy tymi dwoma antonimami pojawia się nadzieja. I wiara…

Wiara to połowa sukcesu na drodze do wyzdrowienia.

Nikt nie jest w pełni gotowy na to, co przynosi nam życie. Jak ma poradzić sobie dziecko z brutalną rzeczywistością, skoro czasem dorośli przegrywają? Chowają się w gąszczu kłamstw i myślą, że prawda ich nie znajdzie, lecz i tak pośród największych z nich ona zakiełkuje.

Każdy z nas od samego początku wie jak skończy się dana historia, lecz do samego jej zakończenia ma nadzieję, że przeczucia, które błąkają się po umyśle okażą się obłudą. I kiedy przychodzi co do czego nagle wszystko staje się jasne. A potem nastaje cisza.

Książka ta jest jak bomba zegarowa, która odlicza czas do wybuchu. 12:07. Do samego końca, my czytelnicy, mamy nadzieję, że ktoś w porę rozbroi ten niebezpieczny przedmiot i uratuje nas przed wybuchem … emocji.

Siedem minut po północy to urzekająca i surrealistyczna opowieść. Jest baśnią o życiu, uczuciach i lękach, które każdego z nas opanowują. I jak każda baśń niesie ze sobą przesłanie. Lęk pokonuj prawdą,

Nie wiem co mam jeszcze o tej historii powiedzieć. Wydaje mi się, że wszystko, co napiszę, nie odzwierciedli jej wyjątkowości i nie odda tego mrocznego i za razem okrutnego klimatu. Na pewno jest jedną z powieści, które żyją z nami codziennie i nie odstępują nas na krok. Jej język jest bardzo prosty, lekki i niesamowicie plastyczny, nasycony wieloma emocjami. Niekiedy jest nawet brutalny w swojej prostocie. Wydaje mi się, że jest to potrzebne, by odpowiednio odebrać tą lekturę. Każdy prawdopodobnie dostrzeże w niej coś innego, jednakże by się o tym przekonać, trzeba po nią sięgnąć.

Ja, czytając Siedem minut po północy, non stop miałam na skórze gęsią skórkę. I łzy w oczach.

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Papierowy Księżyc

6 maja 2013

KIERNAN Celine - "Zbuntowany książę"

Celine Kiernan
Zbuntowany Książę
(The rebel prince)

tł. Joanna Nykiel

Wydawnictwo Dolnośląskie
s. 420
978-83-245-9140-4

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (3 cm)
+ 52 książki

ocena: 10/10

~*~

Trzecia część trylogii fantasy, kontynuacja powieści "Zatruty tron" i "Królestwo cieni".

Po długo wyczekiwanym spotkaniu Raziego z Alberonem okazuje się, że lata wojen i rozłąki odcisnęły na braciach mocne piętno. Alberon nie wierzy w dyplomację i zdecydowany jest bronić królestwa siłą. Z dumą prezentuje wszystkim swą tajną broń – Krwawą Maszynę skonstruowaną przed laty przez Lorcana Moorehawke. Razi obawia się jednak, że Maszyna zniszczy wszystko, co w czasie swego panowania zdołał osiągnąć ich ojciec.

Pomimo kontrowersyjnych sojuszy Alberona, Wynter coraz częściej staje po jego stronie. Kiedy jednak ostatnimi, wyczekiwanymi w obozie sprzymierzeńcami okazują się Wilkołaki, jej lojalność wobec następcy tronu zostaje wystawiona na ciężką próbę. Czy zdoła stanąć u boku brata, gdy ten negocjuje z ludźmi, którzy zrujnowali życie Christophera? Kto przetrwa decydujące stracie?

~*~

Zbuntowany książę jest ostatnim tomem z trylogii o losach Wynter Moorehawke. Dziewczyna po raz kolejny musi wykazać się niebywałą odwagą i zaufać swojej intuicji.  U jej boku lord Razi, Christopher oraz Merroni podążają do obozu księcia Alberona, by przekazać kierowaną do niego wiadomość. Dodatkowo ich celem, oprócz tego jest pogodzenie zbuntowanego księcia oraz króla. Bez tego ich kraj czeka nieuchronny upadek.  Czy przyjaciołom uda się ta misja?

Wynter od samego początku jest bohaterką, która wybija się na tle pozostałych, jednakże nie gra pierwszych skrzypiec oraz nie przyćmiewa pozostałych postaci. Jest taka, jaka powinna być, przede wszystkim barwna, charakterystyczna i żywa. Targają nią przeróżne emocje, z którymi musi poradzić sobie sama – niekiedy przy pomocy swojego ukochanego.

Christoper jest bardzo pociągającą postacią. Pewnie większość z czytelniczek chciałaby być na miejscu Wynter, bądź wolałaby spotkać jego odzwierciedlenie w rzeczywistości. Na pewno jest bohaterem, o którym nie zapomina się tak szybko i podobnie jak w przypadku Wynter, nie gra on głównej roli, jednakże czasami znika w powieści na jakiś czas. Wtedy to z niecierpliwością oczekujemy jego powrotu (przynajmniej ja nie mogłam się doczekać). Jest to bezpośredni, błyskotliwy, niewychowany, odważny i lojalny przyjaciel. Taki, który każdy chciałby mieć u swojego boku.

Razi to postać bardzo opanowana i inteligentna. Nic dziwnego, że większość z otaczających go ludzi uważa młodzieńca za świetnego dyplomatę. On i jego przyjaciel Christopher stanowią świetną mieszankę: jeden woda a drugi ogień, a pośrodku nich spokojna ziemia, czyli Wynter.

I tytułowy bohater, książę Alberon… Jaki on jest? Świetny strateg i urodzony następca tronu, ale tak naprawdę, na tle pozostałych bohaterów (Wytner, Raziego i Christophera) jest tylko Waszą Królewską Mością, zbuntowanym księciem i wyrodnym synem ojca. Jednakże nie wyobrażam sobie tego, by mogłoby go zabraknąć, ponieważ każda wykreowana postać ma pewną rolę do spełnienia. I ją wypełnia w stu procentach.

I po raz kolejny autorka przeniosła nas, czytelników, do fantastycznego i bardzo rzeczywistego świata, gdzie wszystko jest możliwe, a nadzieja tli się non stop. Miłość i więzy rodzinne pokonują bariery, które wydają się nie do pokonania. Ci, którzy czytali poprzednie dwie części nie będą rozczarowani treścią, jednakże ja czuję pewien niedosyt i smutek, bo to ostatni już tom.

Język powieści jest lekki, miły i przyjemny. Nasycony dużą dawką humoru i emocji. Niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że historia jest ciągle żywa i nie sposób się przy niej nudzić. Tylko, szkoda, że to koniec zawiłych losów Lady Protektor i jej przyjaciół. Do trylogii z pewnością kiedyś powrócę, ponieważ do takich książek się powraca.

~*~

Czasem stając z boku, widzi się więcej. […]. Czasem może aż za wiele. [1]

~*~

Trylogia Moorehawke:
Zatruty tron / Królestwo cieni / Zbuntowany książę



___
[1] KIERNAN C.: Zbuntowany książę. Wydawnictwo Dolnośląskie 2012, s. 79.

5 maja 2013

[#12] Podsumowanie 4/2013 + plantacja ryżu na działce ;)

źródło:We Heart It

Witaaaajcie!

I jak tam kochani po tej uroczej, cudownie mokrej majówce? Czy odpoczęliście przez ten czas przy dobrej książce (książkach)? Ja miałam pracowity początek miesiąca, jednakże znalazłam czas, by na chwilę oderwać się od pisania pracy, tworzenia prezentacji na wykład, oraz czytania artykułów naukowych na zajęcia.

Zanim pochwalę się moim majowym stosikiem, chciałabym pokazać Wam, gdzie zniknęłam na prawie cały tydzień z miasta. Uwaga, zdjęcia mogą wywoływać pewne niespodziewane emocje. :)





Tak, właśnie tak wyglądała moja działeczka w trakcie trwania tego długiego weekendu. No cóż, jedynie co mogę powiedzieć, to szczęście, bo ten czas (zamiast obijać się po działce i leniuchować) wykorzystałam aktywnie nad pisaniem pracy (zanudzę Was tym gadaniem na śmierć ;)).

Na majówkę pojechały ze mną dwie książki, a mianowicie Zbuntowany książkę oraz egzemplarz recenzencki od wydaw. Papierowy Księżyc Siedem minut po północy. Recenzja tej pierwszej publikacji pojawi się jutro, a tej drugiej (przedpremierowa!) na dniach, bo zostało mi zaledwie 15 stron. :) Już mogę powiedzieć, że zawładnęła moim sercem.

Przechodzę więc do podsumowania czytelniczego kwietnia:

- Przeczytałam 5 książek:
     1. KAŹMIERCZYK A.: Księżyc nad Świtezią
     2. DONOGHUE E.: Ladacznica
     3. CAST P.C. & K.: Przysięga Smoka
     4. OKOŁO-KUŁAK D.: Pozłacany róg
     5. CZAPLIŃSKI M.: By schronić się w przeszłości

- Książki miesiąca: KAŹMIERCZYK A.: Księżyc nad Świtezią i DONOGHUE E.: Ladacznica.

- Najgorsza książka: (może nie najgorsza, ale na tle pozostałych najsłabsza) OKOŁO-KUŁAK D.: Pozłacany róg

- Przeczytanych stron: 1 429 co daje dziennie około 48 stron. (słabszy wynik w porównaniu do marca. I chyba nie zmieni się to również i w maju)

- Nabytki: 14!:
     1. DONOGHUE E.: Ladacznica (od wydaw. Papierowy Księżyc – recenzja)
     2. ROBERTS S.: Uliczka aniołów (zakup własny)
     3. BRAY L.: Wróżbiarze (wymiana)
     4. CARTER Z.: Niedoskonałe zakończenie (zakup własny)
     5. CAST P.C. & K.: Przysięga Smoka (prezent urodzinowy - recenzja)
     6. KAŹMIERCZYK A.: Księżyc nad Świtezią (od wydaw. Novae Res – recenzja)
     7. McNISH C.: Anioł (zakup własny)
     8. REVAY T.: Wszystkie marzenia świata (j/w)
     9. SNIEGOSKI T.: Nefilim (j/w)
     10. SNIEGOSKI T.: Lewiatan (j/w)
     11. SNIEGOSKI T.: Raj utracony (j/w)
     12. SNIEGOSKI T.: Dzień gniewu (j/w)
     13. ASHTON B.: Podwieczność (od wyd. Papierowy Księżyc)
     14. NESS P.: Siedem minut po północy (j/w)



Skąd to szaleństwo? Po prostu znalazłam piekielnie tani punkt, gdzie książki np. z cyklu Upadli kupiłam za 7 zł (za tom). Grzech nie skorzystać. :)

- Wyzwania:
     1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 38,7 cm + 9,7 cm = 48,4 cm
     2. 52 książki: 20 + 5 = 25
     3. Z półki (poziom 6. 26-30 książek):  7 + 5 = 12

Uf… To by było na tyle. Matko, wystarczy, ze człowieka nie ma kilka dni, a ma tyle zaległości, że ho, ho! No, ale już jestem i powoli nadrabiam wszystkie braki  A teraz wracam ogarniać się po majówce.

Miłego wieczoru!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...