14 listopada 2013

NIŽNÁNSKY Jožo - "Pani na Czachticach"

źródło: Matras
Jožo Nižnánsky
Pani na Czachticach
(Čachtická pani)

tł. Cecylia Dmochowska

Książnica, 2012
s. 620
978-83-245-8014-9
Cena: 45,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4,4 cm)
+ 52 książki

Ocena: 7/10

~*~

Barwna powieść historyczna, zbeletryzowana biografia kobiety, która przeszła do historii jako "krwawa grafka". Elżbieta Batorówna (1560-1614) pochodziła z arystokratycznej rodziny obciążonej genetycznym obłędem - wśród jej przodków i krewnych byli schizofrenicy, zboczeńcy i sadyści. Już jako mała dziewczynka uwielbiała przyglądać się egzekucjom. Gdy dorosła, jej sadyzm budził grozę - torturowanie służby, łapanych w okolicy Cyganów, przestępców czy przypadkowych osób sprawiało jej ogromną przyjemność, a zamek w Czachticach każdy rozsądny człowiek omijał z daleka. Ale prawdziwy horror zaczął się, gdy Batorówna uwierzyła, że wieczną młodość zapewnia codzienna kąpiel w krwi wytoczonej z dziewic. Przez ponad dwadzieścia lat polowała na młode dziewczęta, które ginęły w jej zamku podczas strasznych tortur.


~*~

Elżbieta Batorówna, można rzec, była jedną z najbarwniejszych, mrocznych i w swym okrucieństwie przerażających kobiet w historii. „Zasłynęła” jako Czachticka Pani, która nie liczyła się z nikim i z niczym. Była sama sobie panią i to ona decydowała o czyimś losie oraz życiu, jakby miała ku temu prawo. Niestety po części miała… Grafka wzbudzała (a także dzisiaj) nie tylko nienawiść i mroczne rządze, ale również i ciekawość. Wydaje mi się że wiele historyków i socjologów z pewnością nie raz zagłębiali się w jej żywot, szukając przyczyn takowego postępowania. Trzeba przyznać, że z pewnością wyróżniała się na tle innych ówczesnych kobiet i tym samym wokół jej osoby zaczęło być dosyć głośno. Jožo Nižnánsky również musiał zaznajomić się z jej biografią, by powstała ta, wielce ciekawa powieść historyczna o jednej z najokrutniejszych grafek. I wydaje mi się, że podołał temu, trudnemu zadaniu.

Ja osobiście, dopiero w tym roku, przez przypadek dowiedziałam się o niej i jej zbrodniach. Powiem szczerze, zaintrygowała mnie ta kobieta, chciałam poznać jej dzieje oraz podobnie jak specjaliści, chciałam dowiedzieć się dlaczego i co nią kierowało. I kiedy natrafiłam na Panią na Czachticach wiedziałam, że nie przejdę koło niej obojętnie.

Trzeba najpierw wspomnieć, że powieść ta powstała nie przypadkowo – „bo autor nagle zainteresował się żywotem Batorówny”. Pani na Czachticach była bowiem kołem ratunkowym dla wydawnictwa prasowego, w którym pracował Nižnánsky. Miało to miejsce w latach 30. XX w. Ta zbeletryzowana biografia była publikowana w częściach na łamach owego czasopisma i dzięki temu nie tylko pismo zostało uratowane oraz zdobyło popularność, ale przy okazji Nižnánsky znalazł swoje powołanie - pisanie. Przytoczyłam te informacje z okładki książki, ponieważ wielce są interesujące (na równi z samą treścią) i przyszły czytelnik nie będzie zdumiony ilością rozdziałów oraz podrozdziałów znajdujących się w niniejszej książce.
    
Czegoż można spodziewać się po Pani na Czachticach? Przede wszystkim jest to zbeletryzowana biografia (oczywiście fragmentami podkoloryzowana na ówczesne potrzeby czasopisma, o którym była mowa dosłownie kilka linijek wyżej), czyli innymi słowy powieść historyczna, której akcja toczy się na przełomie XVI i XVII w. Jožo Nižnánsky przenosi czytelnika w czasie i przy tym ukazuje realia ówczesnej Europy (oczywiście w obrębie panowania Elżbiety Batory). Przede wszystkim autor skupia się na kreacjach bohaterów niźli na opisach przyrody. Trochę mi niekiedy ich brakowało, jednakże na samą akcję nie ma co narzekać. Dzieje się dużo i wiele, co ważne, nie ma przerostu formy nad treścią. Choć zdarzały mi się chwile zwątpienia w trakcie lektury (o ja istota niewierna), iż Pani na Czachticach przygniecie mnie swoim ciężarem do ziemi (w końcu to kawał tomiszcza), ale na szczęście udało mi się ją ukończyć (lektura jej sporo czasu mi zajęła). Chciałabym podkreślić jeszcze jeden fakt, a mianowicie „brak brutalności”. Co, książka o okrutnej Elżbiecie Batory i brak w niej tego okrucieństwa? Początkowo czytelnikowi może się tak wydawać, ponieważ przez większość treści nie ma tak stricte ukazanej brutalności. Dopiero na samym końcu {spoiler], kiedy to wszystkie grzechy grafki wychodzą na światło dzienne, a konkretnie o jej okrucieństwie dowiadujemy się z zeznań jej służby, która tym samym podpisuje na siebie wyrok śmierci.
    
Jak wspomniałam, dużą rolę odgrywają bohaterowie. Są oni bardzo wyraziści i różnorodni, ich zachowanie wywołuje w czytelniku pozytywne, jak i negatywne emocje. Oczywiście sama główna bohaterka, która króluje nad wszystkimi pozostałymi postaciami (w końcu to o niej jest ta powieść) i co ważne, żadna jej nie przyćmiewa oraz sama nie przytłacza. Jožo Nižnánsky moim zdaniem spisał się wyśmienicie jeśli chodzi o kształtowanie charakteru grafki..

Elżbieta Batory od tej pory nie będzie dla mnie tylko historycznym nazwiskiem, lecz żądną krwi kobietą z marzeniami o wiecznej młodości oraz z góry przegranej walce z czasem o swoje piękno. Świetny obraz psychologiczny osoby podążającymi za swoimi ideałami. Brawo!

Warto wspomnieć, przy okazji, że na podstawie tej publikacji został nakręcony film, który oczywiście (jak to ja) obejrzałam przed lekturą książki. Po przeczytaniu Pani na Czachticach stwierdzam (o dziwo!), że jest zdecydowanie lepsza od ekranizacji. ( W moim przypadku jest tak, że film zazwyczaj wysysa przed lekturą to, co najlepsze. Na szczęście, jak wspomniałam wcześniej książka pobiła film o głowę. Na okładce niestety nie ma podanego konkretnego tytułu filmu, ale wydaje mi się, że chodzi o ten, który oglądałam, czyli Krwawa hrabina z 2009 roku).

Zdecydowanie jest to lektura wymagająca: potrzeba czasu i przede wszystkim cierpliwości. Plusem jest jednak to, że jak się zacznie wnikać w XVI i XVII wiek, to trudno go opuścić. Powieść niesamowicie wciąga, dosłownie od pierwszego słowa. Język – w przypadku takich książek jest na ogół zróżnicowany. Niekiedy trudniejszy, a czasami łatwy. W tym przypadku nie stanowi bariery nie do przebicia. Powiedziałabym wręcz, że chciałabym, aby wszystkie książki historyczne pisane były takim stylem. Jednakże brak tych opisów naprawdę mnie kłuje w oczy…

Moim zdaniem, lektura jej będzie gratką dla osób lubujących się w tego typu powieściach, ba! Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest OBOWIĄZKOWĄ lekturą i z pewnością taki czytelnik spędzi przy niej miłe, jesienne wieczory, jak ja.

~*~

Za możliwość lektury dziękuję ślicznie Grupie Wydawniczej Publicat



11 komentarzy:

  1. mnie Elżbieta Batory intryguje od jakiegoś roku, kiedy z koleżanką czytałyśmy sobie straszne historie i przypadkiem trafiłyśmy na barwną amatorską opowieść o niej na jakimś blogu. niestety nie miałam jeszcze okazji przeczytać ksiażki o niej - a wiem, że jest też przynajmniej jedna inna, "Hrabina" - i podobno jest ona o wiele lepsza od "Pani na Czachticach"; na lc ma ocenę 7,8. chyba więc to właśnie po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie na książki wymagające nie mam ochoty, więc się wstrzymam przed czytaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie moja bajka. Powoli zaczynam odnajdywać się w powieściach historycznych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba opis! To książka zdecydowanie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie tutaj brakowało krwi, krwi i jeszcze raz krwi! Jak na postać Elżbiety to słabo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem bardzo ciekawa tej pozycji, sądząc po twojej recenzji to va bank mi się spodoba, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie najbardziej zzachęca do pozycji sam autor :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam, posiadam...podobało mi się :) /monweg

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie miałam do Ciebie zajrzeć, ale mnie uprzedziłaś i pierwsza do mnie zaglądnęłaś :D
    Kilka dni temu widziałam, że czytasz tę powieść i z ciekawości zapoznałam się mniej więcej z tematem. Batorówna to miała pomysły :P No, ale każdy ma swój sposób na wieczne piękno xD Szkoda jednak, że nie ma tu więcej krwawych opisów...książka zyskałaby dodatkowo na klimacie. Hihi..."z pewnością taki czytelnik spędzi przy niej miłe, jesienne wieczory" - no, nie ma to jak przyjemna lektura, o kobiecie-kat, która mordowała bez opamiętania :P A recenzja super. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeejku, okładka jest genialna! Na pewno sięgnę po tę książkę!

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect