10 października 2013

KAPTUR Mateusz - "Sprzedawca papieru"

źródło: Zaczytani
Mateusz Kaptur
Sprzedawca papieru

Novae Res, 2013
s. 181
978-83-7722-879-1
Cena: 24 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)
+ 52 książki

Ocena: 5/10

~*~

Główny bohater, mol książkowy będący u progu dorosłości, przypadkiem natyka się w gazecie na ogłoszenie pracy, przez które to Wydawnictwo Paraliterackie poszukuje młodych i bystrych ludzi na sprzedawców literatury. Zaintrygowany maturzysta, niemogący się zdecydować, czy wybrać drogę kształcenia naukowego czy od razu zacząć pracę zawodową, odpowiada na ogłoszenie i zostaje, ku swojemu zaskoczeniu, zaproszony na rozmowę. Przeprowadza ją bardzo „zaangażowany” szew wydawnictwa, który tłumaczy intrygującą nazwę spółki, opowiada szybko, jak wygląda ta „misja”, o którą bohater się stara, a następnie z marszu posyła go na dzień próbny, czyli towarzyszenie Najlepszemu Sprzedawcy przy pracy. Bohater ma niepowtarzalną szansę skonfrontować swoje młodzieńcze ideały i wyobrażenia o świecie, odbywając podróż do pewnego anonimowego miasteczka.

~*~

Nie lubię ludzi, którzy zaczepiają przypadkowych przechodniów lub chodzą po domach i oferują różne dobra materialne czy usługi. Wciskają niepotrzebne rzeczy, wmawiając przy tym, że bez tego w dzisiejszych czasach nie można się obejść, lub tego właśnie w życiu było nam potrzeba. Niektórzy z nas, w tym oczywiście ja, prześmiewczo sobie myśli „o boże, więc jak mi się udawało do tego czasu bez tej rzeczy obchodzić?”. Jeśli funkcjonowałam przed pojawieniem się na rynku tego przedmiotu, to i bez niej się obejdę. Czy wierzycie i nabieracie się na te ich sztuczki marketingowe? Jeśli tak, to zapraszam do zapoznania się z niniejszą recenzją, a następnie ze Sprzedawcą papieru.

Jak łatwo się domyślić, po tym rozbudowanym wstępie, Sprzedawca papieru ukazuje historię dziewiętnastoletniego Tobiasza, który jest nie tylko tegorocznym maturzystą, ale również… molem książkowym. Chłopak przypadkowo natrafia na ogłoszenie dotyczące pracy w wydawnictwie. Zaintrygowany ofertą i pod wpływem impulsu umawia się na spotkanie z prezesem firmy. I tak Tobiasz poznaje pracę od strony teoretycznej, przy czym nie tylko on zaczyna mieć mentlik w głowie, ale również i czytelnik. Do tego dyrektor proponuje mu spędzenie jednego dnia z Najlepszym Sprzedawcą z wydawnictwa paraliterackiego. Ten zabieg ma pomóc Tobiaszowi w podjęciu decyzji o zatrudnieniu w tej firmie. Dzięki temu, Tobiasz poznaje nie tylko tajniki sprzedaży, ale również różnych odbiorców, którzy podobnie jak my, szuka pomocy w otaczającej ich rzeczywistości. I w tym momencie zjawia się Najlepszy Sprzedawca, podobnie jak „Superbohater”, który przychodzi do nich z najlepszym lekarstwem na ich bolączki. I dodatkowo by uzmysłowić „zagubionym w świecie” ludziom, że książka jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem. Ale czy naprawdę nim jest?

Muszę przyznać, że dobrze się ta opowieść zaczęła. Na wstępie pomyślałam, że to historia napisana z potencjałem. Niebanalna. Nieprzeciętna. Nie tylko przez wyszukany i zawiły język, ale również przez poruszane problemy dnia codziennego. Przede wszystkim Sprzedawca papieru ukazuje jak można człowiekiem manipulować, by odnieść samemu sukces. I to tylko za pomocą słów, wykorzystując przy tym ich sytuację życiową. A co jest w tym najsmutniejsze, to fakt, że ludzie są bardzo łatwowierni. Człowiek będący na zakręcie, jeśli ma mu to pomóc, uwierzy we wszystko, nawet w magiczną moc książek. Choć nie przeczę, że te przedmioty mogą przynieść pewne rozwiązania, podnieść na duchu, ale pod warunkiem, że literatura jest dobrana indywidualnie do osoby, borykającej się z konkretnym problemem. Natomiast książki, które Najlepszy Sprzedawca proponował upatrzonym „ofiarom” sprawiają wrażenie raczej „podejrzanych”, niż pomocnych. W niniejszej pozycji została jeszcze poruszona sprawa pieniędzy. Liczy się ilość sprzedanych egzemplarzy, niż rzeczywista pomoc.

Bohaterowie, pojawiający się w Sprzedawcy papieru są bardzo różnorodni. Szkoda tylko, że autor większość potraktował stereotypowo i nadał im cechy naprawdę mało pozytywne. Przez to czytelnikowi niekiedy może się zrobić ich żal.

Jeśli chodzi o akcję, to momentami niemiłosiernie się dłuży. A w szczególności wtedy, gdy Najlepszy Sprzedawca czarował swoich klientów. Bezlitosny i bezduszny. Czekałam na moment, gdy ktoś z upatrzonych przez Jonasza (bo takie imię nosi ów sprzedawca)  nie da się zauroczyć, niestety nie doczekałam się tego momentu. Ale doczekałam się za to innej, równie budującej sytuacji jak ta, którą przed momentem opisałam. O jakiej piszę? Musicie się sami przekonać, sięgając po Sprzedawcę papieru.
    
Ostatni rozdział jakoś najbardziej do mnie przemówił. Bo pokazuje on prawdę o młodych ludziach po studiach, przede wszystkim bez perspektyw na godne życie. Tyle tylko, że my, młodzi możemy wyjechać i nam się chce kreować naszą przyszłość. A co z ludźmi, którzy dostali wypowiedzenie, a swoje najlepsze lata mają za sobą i dodatkowo, do emerytury zostało im kilka lat?

Szczerze powiedziawszy, po przebrnięciu przez Sprzedawcę papieru miałam taki sam mentlik w głowie, jak Tobiasz. To, co zdecydowanie przemawia „za” tą pozycją, to poruszony w niej temat – manipulacji i wpływanie na osoby z równymi problemami. Jestem przekonana, że po jej lekturze większość nie będzie tak skłonna wierzyć ludziom pokroju Jonasza. Drugim plusem jest poczucie humoru głównego bohatera, dzięki któremu tą pozycje daje się przetrawić. Gdyby nie ono, chyba nie dokończyłabym jej lektury. Minusy? Dłużąca się akcja i ten irytujący Najlepszy Sprzedawca. Jednakże warto po nią sięgnąć.

~*~

Jedyne, co mnie właściwie wyróżniało wśród rówieśników, zarówno z kręgu rodzinnego, jak i później szkolnego, to ponadprzeciętna pasja do druku, która nie mogła nie przerodzić się w miłość do książek. [1]

[o czytaniu]
Moje wymagania rosły i przestałem zadowalać się również obficie ilustrowanymi czasopismami mojego ojca, chowanymi przez niego ukradkiem w kominach dolnych głośników. Czasopisma te, choć poświęcone kobiecej modzie, prezentowały zadziwiająco mało ubrań. [2]

Kto wie, którą drogą do kobiecego serca, niech podniesie rękę. [3]

A czy to nam w smak czy też nie, pieniądze stanowią nieodłączną część naszego życia. [4]

Kiedy wypłacam pieniądze po wypłacie, nie mogę nazwać tego inaczej niż iluzją…przykrą w odbiorze zresztą. [5]

~*~ 
Za możliwość lektury, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res!



___
[1] KAPTUR M.: Sprzedawca papieru. Gdynia: Novae Res 2013, s. 6.
[2] Op. Cit., s. 8.
[3] Op. Cit., s. 63.
[4] Op. Cit., s. 86.
[5] Op. Cit., s. 134.

5 komentarzy:

  1. Ja również po zapoznaniu się z Twoją recenzją mam mętlik w głowie. Zastanawiam się czy sięgnąć po tę pozycję... hm... Chyba jednak sobie ją odpuszczę. Nie mam ochoty przedzierać się przez tą dłużącą się akcję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka jest przede mną, pomimo twojej oceny, jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie :) Bardzo podoba mi się okładka, taki minimalizm :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wad jestem tej książki ciekawa, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect