2 czerwca 2013

MORACZEWSKA Eliza - "Jako w niebie"

Eliza Moraczewska
Jako w niebie

Nova Res, 2013
s. 163
978-83-7722-539-4
cena: 24,00 zł

Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1 cm)
+ 52 książki

ocena: 3/10

~*~

Bohaterka - samotna od lat kobieta. Miejsce - duże miasto. Tło - codzienne wydarzenia, pozornie pozbawione większego znaczenia, z braku lepszych urastające jednak do rangi wręcz epokowej. Ta codzienność wywołuje erupcję niepohamowanych skojarzeń i dopowiedzeń, z jakich wyłania się obraz bogatej wewnętrznie kobiety, która walcząc i nieustannie przegrywając poddaje się w końcu bezsilności. I w tym właśnie momencie książka się rozpoczyna. W ostatnim, nieświadomym akcie desperacji bohaterka próbuje nadać sens własnemu życiu - żywiąc się życiem innych. Zaczyna obserwować swoich sąsiadów, dostosowuje do ich codziennego rytuału. Z dnia na dzień ich życie staje się dla niej o wiele ważniejsze niż własne... 



~*~

Z czym, a raczej z kim kojarzą nam się osoby, które przebywają na balkonie i obserwują życie innych? Są to najczęściej kobiety mające za dużo czasu wolnego i nie wiedzą po prostu, co z tym zrobić. Nie dziwi nas zbytnio to, gdy takimi osobami okazują się „babcie” będące na emeryturze. Wtedy znajdujemy dla nich milion lub garstkę usprawiedliwień. Jednakże zawsze jest to dosyć nieprzyjemne. Kto lubi być potajemnie obserwowanym, szczególnie wtedy, gdy chcemy coś ukryć przed oczami innych? Często jednak jesteśmy świadomi takiej obserwacji, ale machamy na to ręką i po chwili przysłowiowa „babcia” znika w naszej niepamięci. A co jeśli taką osobą okazuje się kobieta jeszcze w kwiecie wieku, dla której emerytura to jeszcze przyszłość?

Iga jest właśnie taką osobą. Jej egzystencja opiera się na kilku punktach: spaniu, piciu kawy, paleniu papierosów i siedzeniu na balkonie. Autorka nie podaje wieku głównej bohaterki, jednakże można przypuszczać, że nie jest ona osobą będącą w tzw. „jesieni” życia. Od razu nasuwa się tutaj pytanie, a mianowicie: dlaczego kobieta, zdolna jeszcze do pracy, żyje życiem innych, a swoje zostawia na uboczu, czekając na nie wiadomo co? A autorka nie wyjaśnia tego, oraz nie podaje do wiadomości czytelnika, dlaczego bohaterka tak postępuje i co ją do tego skłoniło.

Przeczytałam historię o pewnej kobiecie, dla której sensem istnienia jest podglądanie innych. I jaki z tego morał? A taki, że czasem możemy być świadkami czegoś, na co nie jesteśmy przygotowani psychicznie oraz taki, iż można popaść „uzależnienie”. Uzależnić się od czyjegoś życia. Nigdy bym nie przypuszczała, że istnieje przedstawiona w tej książce taka forma „narkotyku”. Oprócz tego, po tej lekturze zostaje garstka luźnych słów typu: spanie, papieros, balkon, zakupy i bezsens. Historia jest wielowątkowa, niektóre z nich są bardziej inne mniej ciekawe, niektóre bez, może nie wyjaśnienia, lecz na pewno bez zrozumienia. Po co daje się wątki, skoro nie wnoszą niczego w życie czytelnika oraz nie stanowią formę rozrywki i relaksu? Istnieć tylko po to by być? Mieć tylko dla samego faktu posiadania? Jakoś taka forma za mną nie przemawia.

Jako w niebie jest bardzo trudną lekturą. Język specyficzny, niekiedy bardzo filozoficzny, czasem czytelnik może mieć wrażenie zagubienia i niezrozumienia. Chociaż na swój sposób styl autorki jest naprawdę ciekawy, jednak w nadmiarze staje się uciążliwy, nudny i niestety ciężkostrawny.

Dodatkowo wielokrotnie pojawiają się słowa, których znaczenia nawet ja nie znam (studentka), a co dopiero inni (nie oznacza to jednak, że jestem lepsza, czy znam więcej słów od innych ludzi. Co to, to nie!) – no chyba, że odbiorcami jest konkretna grupa. Oprócz tego w tekście znajdują się wtrącenia w różnych językach (z tego, co zdążyłam rozszyfrować, to zwroty po angielski, niemiecku i łacinie). Nie byłoby problemu, gdyby były jakieś tłumaczenia tych zwrotów. Nie wszyscy muszą biegle posługiwać się łaciną, bądź niemieckim. Rozumiem autorkę i domyślam się, dlaczego postanowiła umieścić w Jako w niebie te obcojęzyczne fragmenty, jednakże przydałyby się przypisy, no chyba, że każdy wie, co oznacza Vipera berus (s. 98 – żmija zygzakowata tł. Tłumacz Google) i va bene (s. 35 – Ah dobrze tł. Tłumacz Google).

Nastawiłam się na ciekawy, wciągający i niesamowicie psychologiczny portret kobiety, żyjącej problemami innych. Co otrzymałam? Nudną, niekiedy irytującą powieść, przy której bardzo często popadałam w melancholiny nastrój i tzw. zawieszenie. Nie wspominając o tym iż w trakcie czytania myślałam o wszystkim, tylko nie o dziejącej się akcji. W konsekwencji musiałam powracać do akapitów wcześniej, bo po prostu traciłam wątek (niekiedy jest to bardzo irytujące). Owszem, występuje w niej dużo skojarzeń i dopowiedzeń, ale czasami nie wiadomo, dlaczego są takie odwołania i skojarzenia, a nie inne. Żyje życiem innych, by nadać sens własnemu? W moim mniemaniu pomysł nie do końca realizowany.

Ogólnie rzecz ujmując, w swojej subiektywnej opinii, jest to ciężka i nudnawa historyjka. Nagłych zwrotów akcji nie ma, a jedyną formą aktywności bohaterki jest wyprawa do kuchni po kubek kawy i powrót na balkon, gdzie można wypalić papierosa. I wypad do sklepu po zakupy. Powiem szczerze. JA zmarnowałam na nią czas, ale nie oznacza to, że komuś ta pozycja się nie spodoba. Na swój sposób jest ciekawa, sam pomysł dobry, jednak gorzej z wykonaniem. Jako w niebie okazało się lekturą nie w moim guście. Dlatego tak niska ocena.

~*~

Za możliwość przeczytania, dziękuję ślicznie wydawnictwu Novae Res



2 komentarze:

  1. Po raz kolejny udowadniasz, że świetna z Ciebie recenzentka (:

    OdpowiedzUsuń
  2. No szkoda, kolejna polska katastrofa.

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...