3 marca 2013

BLUBAUGH Penny - "Mrok kwiatów"

źródło: Matras
Penny Blubaugh
Mrok kwiatów
(Blood and flowers)

tł. Joanna Lipińska

Amber  2011
s. 255
978-83-241-4012-1

 Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (1,6 cm)
+ 52 książki


ocena: 4/10


~*~

Czy uciekając do Krainy Magii, znajdziemy miłość, szczęście i swoje miejsce w życiu?

Trzy lata temu Persia uciekła od swoich rodziców narkomanów i znalazła dom u Banitów – w magicznym zespole teatralnym. Z czasem ta barwna grupa ludzi i elfów, lalkarzy i aktorów staje się jej rodziną, której nigdy nie miała. Tu odkrywa swoją miłość do teatru i… do Nicholasa, najpiękniejszego z Banitów. Życie nie mogłoby być lepsze...

Tak się jej wydaje, dopóki Banici nie padną ofiarą strasznego oskarżenia. Muszą uciekać ze świata śmiertelników, gdzie magię wini się za wszelkie zło. Muszą schronić się w Krainie Magii. Ale Kraina Magii to nie – jak myśleli - świat kwiatów i tęczy…

~*~

Czy ucieczka jest najlepszym sposobem by uniknąć problemów? Czy rzeczywiście ta opcja jest dobra?

Mrok kwiatów opowiada losy trupy banitów, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Persja - główna bohaterka, jedna z banitów – jest narratorka historii. To z jej punku widzenia obserwujemy świat, który ją otacza, a konkretniej dwie rzeczywistości: jeden realny, natomiast drugi – magiczny. Razem z przyjaciółmi: Floss (magiczną istotą z Krainy Magii), Toniem („dyrektorem” artystycznym banitów), Maxem (jego partnerem), Nicholasem (studentem prawa) i Łucją muszą stawić czoło przeciwnościom losu. Gdy sytuacja staje się napięta, uciekają do Krainy Magii, która wbrew pozorom nie jest taka straszna, jaką przedstawia opis z tyłu okładki. A jedyne, co może trupę ocalić przed wygnaniem to przedstawienie kukiełek, będące jednocześnie furtką do spełnienia marzeń.

Zacznę może od okładki i opisu. Szata graficzna jest naprawdę piękna i przykuwa uwagę. Naprawdę, czuć bijącą od niej magię i tajemniczość. Rudowłosa dziewczyna i te fioletowe kwiaty w pozie, jakby ktoś w tym momencie ją zawołał. Tak, wielki plus za okładkę.

Z czym kojarzyć się może tytuł Mrok kwiatów? Mnie przede wszystkim z czymś kruchym, pięknym, nawet niebezpiecznym i tajemniczym. Jak tytuł ma się do opisu? No cóż, niekoniecznie odzwierciedla moją interpretację tytułu do treści. Nie zrażona  tym szczegółem zabrałam się za jej czytanie. I tu już zaczynają się schody.

Muszę przyznać, że autorka bardzo plastycznie opisywała bohaterów i wszystko, co ich otacza. Dla przykładu:

„[…] wyglądał jak czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady. [1]

Jak można porównać łysego, ciemnoskórego mężczyznę do czekoladowego jajka wielkanocnego?! Aaaaa! Ja na taki pomysł bym nie wpadła, ale brawo dla autorki, które sprawiła, że przez chwilę zdębiałam. (O stylu na razie nie wspomnę)

„Za to rozmawiał z mężczyzną, który miał fryzurę jak Einstein, tle, że koloru niebieskiej gumy do żucia” [2]

„Futro było miękkie, mięciutkie i pachniało jak zasypka dla niemowląt i ogień” [3]

Jak pachnie ogień? Bo siedząc niejednokrotnie przy ognisku, to albo czułam żywicę, albo sadzę. Trudno mi powiedzieć, o jaki zapach autorce chodziło. Może Wy wiecie? ;)

„[…] ale jego napój miał kolor rubinów o północy” [4]

Hę? Dla mnie zdecydowanie przesłodzone i przedobrzone. Było jeszcze kilka takich ciekawych zwrotów, na widok których przecierałam oczy ze zdumienia.

Kolejna sprawa, którą muszę tu poruszyć, to miejsce akcji, a konkretniej czas. Przez ponad 50 stron zastanawiałam się (a raczej rozkminiałam) w jakim okresie trwa ta historia. Początkowo obstawiałam późne średniowiecze, ale moje wątpliwości rozwiała koszulka z nadrukiem Persji (którego za Chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć).

Dalej: język (czy ja naprawdę muszę się znów z tym zmierzyć?). Przede wszystkim styl. Wiele błędów językowych i stylistycznych (dla przykładu powyższe czekoladowe jajko wielkanocne z gorzkiej czekolady). Aaaaa! I te nieszczęsne powtórzenia. Przez całą książkę przewija się jedno słowo, które można byłoby zastąpić wieloma innymi. Chodzi mi tu o wyraz wodewil (wodewilowe melodie, wodewilowy wygląd, pacynki wodewilowe). Jak ja to mówię, co za dużo, to nie zdrowo. Nie wspomnę o innych ulepszaczach (typu: magia rezydendalna, dokerowy głos…). A gdzie w całej tej historii magia? No niby jest, ale dla mnie to trochę za mało. Trudno mi jest ocenić Mrok kwiatów. Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej niekoniecznie. Plusem jest oryginalność, szata graficzna i humor (chyba trochę przypadkowy). Dużo absurdów, a mało takiej konkretnej treści. Dla przykładu: Pył chochlikowy = proszki a’la narkotyki (nielegalne), czy drinki różnokolorowe (im ciemniejszy, tom gorszy) = na nasz język, to prawdopodobnie alkohol z tzw. Drugiego obiegu. Trzeba przyznać, że autorka miała pomysł, lecz nie do końca udany – jeśli chodzi o wykonanie.

___
[1] BLUBAUGH P.: Mrok kwiatów. Warszawa: Amber, 2011, s. 20.
[2] Op. Cit., s. 169.
[3] Op. Cit., s. 170.
[4] Op. Cit., s. 254.

6 komentarzy:

  1. Nie jestem do niej przekonana odkąd ją zobaczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na portalu Lubimy Czytać ma naprawdę niskie oceny. Myślę, że szkoda marnować na nią czas, jednak jeśli nadarzy się okazja, przeczytam ;) A recenzja mistrzowska! Bardzo mi się podoba ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Humorystyczne książki jak najbardziej lubie, szata graficzna rzeczywiscie przyciaga wzrok. Bardzo chce przeczytać tą ksiazke.

    OdpowiedzUsuń
  4. Padłam podczas czytania tych cytatów. :D To zdecydowanie nie książka dla mnie, teraz jestem tego pewna. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ileż już było tych książek z niewykorzystanym potencjałem... stanowczo za dużo. ;) Raczej nie sięgnę po nią, chociaż kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dosyć przesłodzonych, absurdalnych paranormali. Dlatego raczej odpuszczę sobie tę książkę.

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo się liczy. Dziękuję :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...